BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaszczurczy Ogon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaszczurczy Ogon. Pokaż wszystkie posty

07 marca 2017

Od Jaszczurczego Ogona

Uważnie przyglądałem się nowej wojowniczce. Nie ufałem jej. Tak samo jak na początku nie ufałem Słodkiemu Sercu. Nagle usłyszałem rozbawiony głos Złotej Skóry. Rozbawiona? Ona? Ciekawe, co się stało?
- O! Tu jesteś mała gadzino! - prychnęła swoim klasycznym tonem. - Szukałam cie po całym lesie!
- Byłem przez cały czas w obozie - wyjaśniłem.
- Leń - mruknęła pogardliwie. - Zabrałbyś ucznia na trening, zapolowałbyś... A zamiast tego wylegujesz się w obozie!
- Poszedłbym na patrol, ale ktoś zapomniał rozdzielić dzisiaj obowiązki - mruknąłem. Kotka spojrzała na mnie z góry.
- To idź teraz! Weź Łososiową Łapę, może go czegoś nauczysz i tę nową, Czarną Różę...
Prychnąłem niechętnie, ale posłusznie wstałem i udałem się na poszukiwania swojego ucznia. Łososiowa Łapa wygrzewał się na słońcu. Była bardzo ładna pogoda, choć od kilku dni rano spotykał nas mróz. O ile się nie mylę niebawem Dębowa Łapa ukończy trening, tak mówiła Nietoperze Skrzydło. Współczuję mu czuwania na takim zimnie. Niestety, ja i mój uczeń nie jesteśmy tak daleko w treningu. Jeszcze sporo czasu minie, zanim zostanie wojownikiem. Ach! Taki fatalny ze mnie mentor!
- Łososiowa Łapo! - zawołałem. Kotek od razu podniósł się i podbiegł do mnie. - Idziemy na patrol.
- Ojej! A będę mógł zaznaczyć teren jak ty? - zapytał podniecony młodziak. 
- Nie. Jeszcze nie - mruknąłem. - Idzie z nami Czarna Róża.
- Ta nowa? 
- Tak.
Kotek zrobił kwaśną minę i o nic więcej nie pytał. Uff... Co za szczęście! Nie znoszę jego pytań! Czasami syn Jeleniej Gwiazdy (niech Klan Gwiazdy ma ją w opiece) zachowuje się jak opryskliwy pieszczoszek! Ja nigdy nie byłem taki dla Słonecznego Deszczu... A może byłem? Och, mój przyjacielu! Dlaczego cię opuściłem? Czy umiałeś wybaczyć, że nie byłem wystarczająco blisko, by cię wesprzeć? Tak bardzo tęsknię!
Czarna Róża czyściła właśnie swoje piękne, błyszczące futerko. Podszedłem do niej i uśmiechnąłem się.
- Złota Skóra wyznaczyła cie do patrolu, chodź - powiedziałem. Kotka niepewnie ruszyła za nami.

<Czarna Różo?>

Masz nieco ułatwione zadanie. Nasza wyprawa może zawierać wiele dialogów, opisów krajobrazu i zabawnych przygód (Łosoś czasami ściąga na siebie kłopoty). Na patrolu wolno polować (tylko nie szukaj borsuków! Myszka wystarczy!). Opis terenów znajdziesz w zakładce ;)

05 marca 2017

Od Jaszczurczego Ogona C.D. Słodkiego Serca

Pies nadal nas gonił. Musieliśmy jakoś mu umknąć.
- Na ogrodzenie! - zawołałem rzucając się w kierunku drzewiastej ściany. Słodkie Serce i Sosnowy Ogon podążyły moim przykładem. Po chwili byliśmy bezpieczni po drugiej stronie.
- Ogrodzenie? - wydyszała zdziwiona Sosnowy Ogon.
- To wymysł dwunożnych. Takie samo otacza Siedlisko Owiec, tylko jest trochę inne. Cel jest ten sam, zatrzymywać psy.
- Ale na nas to nie działa - mruknęła młoda wojowniczka.
- Masz rację. Ogrodzenie jest dla psów. No i pieszczoszki używają go jako granic swojego terytorium. Czujecie?
Wszyscy zaczęliśmy węszyć. W fetorze psa i dwunożnych dało się wyczuć coś jeszcze. Znajomy zapach, a mimo wszystko obcy... Inny kot... Pieszczoszek.
- To kotka - mruknęła niechętnie Słodkie Serce. - My szukamy kocurów.
Skinąłem głową. Powoli zapuściliśmy się wgłąb terenów pieszczoszki. Można tu było wyczuć także zapachy kocurów, zapewne jej przyjaciół. Nagle coś zatrzepotało i zaczęliśmy się nerwowo oglądać. Z gniazda dwunogów powoli wynurzyła się szara kotka o pięknych, niebieskich oczach. Serce podskoczyło mi do gardła. Jaka ona śliczna! Te zgrabne ruchy, kręcone futerko... I te niesamowite oczy! Tak bardzo przypominały oczy Jeleniej Gwiazdy, a ona miała przecież najpiękniejsze oczy na świecie! Podbiegła do nas bez najmniejszych obaw.
- Witajcie! - zawołała do nas, jak do starych przyjaciół. Moje dwie towarzyszki zadrżały nerwowo. Sam poczułem jak napinają mięśnie, choć stały w pewnej odległości ode mnie. - Jesteście kotami tych państwa, co wprowadzili się obok? Myślałam, że mają tylko psa!
- Nie jesteśmy pieszczoszkami - mruknęła nieufnie Słodkie Serce.
- Pieszczoszkami? - zdziwiła się kotka. - O co ci chodzi?
- Jesteś kotem dwunożnych, czyli pieszczoszkiem. My do nich nie należymy - sprostowała Sosnowy Ogon.
- Ach! Jesteście bezpańscy! - zawołała kotka. - No, rzeczywiście nie wyglądacie jak, jak to ujęliście? Pieszczoszki?
Choć nie byłą to obelga zauważyłem oburzenie w oczach moich towarzyszek. Niezwykłe! Czyżby były zazdrosne?
- Jesteśmy wojownikami Klanu Wilka - oznajmiłem z dumą. - Nazywam się Jaszczurczy Ogon, a to są Sosnowy Ogon i Słodkie Serce.
- Ja jestem Kuroko - przedstawiła się kotka. - Brry! Ale dzisiaj zimno! Nie zmarzniecie?
- Zimno? Moim zdaniem jak na porę nagich drzew mamy upał! - prychnęła Słodkie Serce.
- Moje biedactwa! W tym Klanie Wilka musicie mieć naprawdę podłe warunki!

<Kuroko? Słodkie Serce?>

25 lutego 2017

Od Jaszczurczego Ogona

- Kiedy byłam mała mama opowiadała mi, że kiedyś klany akceptowały w swoich gronie domowe koty - powiedziała Miodowa Gwiazda patrząc w niebo. Jaszczurczy Ogon i Sosnowy Ogon słuchali w zamyśleniu. - Nasz klan jest bardzo słaby. Bardzo, bardzo słaby... Myślałam o zaproszeniu do nas pieszczoszków.
- Nie! - jęknął kocur. Liderka jednak kiwnęła głową.
- Jesteśmy zbyt słabi - kontynuowała Miodowa Gwiazda. - Chciałabym, abyście znaleźli jakiegoś młodego kota, który zgodziłby się dołączyć do Klanu Wilka.
- Co rozumiesz przez "młodego kota"? - zapytała Sosnowy Ogon. - Kociaka, ucznia, czy wojownika?
- Wojownika w twoim wieku. Najlepiej poszukajcie wśród samotników. I wiecie... Ten kot nie może być po wizycie u obcinacza... To chyba oczywiste.
Jaszczurczy Ogon skinął głową, jednak jego towarzyszka była bardziej niepewna.
 - Co to znaczy "po wizycie u obcinacza"? Co to "obcinacz"? - zapytała. Starsi wojownicy wymienili zakłopotane spojrzenia. W końcu Jaszczurczy Ogon zdecydował się wyjaśnić koleżance ten kłopot na ucho. Kotka pisnęła zaskoczona.
- Ojej! Biedne pieszczoszki! - zawołała.
- I taki kot nie może mieć dzieci. Nie ma też na nic ochoty. Jest leniwy i gruby przez cały rok! - dodała Miodowa Gwiazda. - Poproście Widmowego Wilka o zioła i udajcie się do siedliska dwunożnych.
- Mamy iść na północ? - zapytał Jaszczurczy Ogon.
- Nie - mruknęła liderka. - Nie możecie ryzykować spotkania z psami. Idźcie za Drogę Grzmotu. Tak będzie bezpieczniej.
Bezpieczniej przez Drogę Grzmotu! Jak zabawnie to brzmi! Co prawda Jaszczurczy Ogon doskonale pamiętał starą Drogę Grzmotu, tę jeszcze na ich pierwszym terytorium. Przed oczami stanął mu obraz Sowiego Skrzydła. Znów usłyszał pisk, jaki wydał z siebie potwór... Zadrżał zlękniony.
- Idziemy tylko we dwoje? - zapytała Sosnowy Ogon.
- Nie. Wyruszy z wami Słodkie Serce. Poinformowałam ją o tym wcześniej, kiedy byliście zajęci treningiem.
- Kiedy mamy wyruszyć? - jeszcze raz zadała pytanie szylkretka. Miodowa Gwiazda spojrzała na nią przekręcając głowę.
- Jutro o świcie. Chciałabym widzieć was tu wieczorem, ale co prawda wypad może potrwać... Będziemy czekać trzy dni.

Następnego ranka wszyscy troje stawili się u medyka klanu, Widmowego Wilka. Rozczochrane i nieulizane futro medyka wykręcało się na wszystkie strony, kiedy nieporadnie szukał ziół. Był nieco fajtłapowaty i każdy o tym wiedział dlatego nikt też się z niego nie śmiał.
Niechęć Jaszczurczego Ogona do medyków minęła już dawno. Widmowy Wilk stał się jego nowym bratem w miejsce trzech utraconych. Byli teraz sobie bliżsi, choć nie spędzali zbyt dużo czasu. Jako jedyny kocur w klanie Jaszczurczy Ogon nie spuszczał oka z granic. Ktoś w końcu musiał znakować teren...
Klan Wilka w istocie potrzebował kocurów. Jaszczurczy Ogon nie mógł sam znakować terenów klanu. Miał ucznia, co mu tylko utrudniało życie... Na szczęście kolejne pokolenie dostarczy im kocurków. Ale starszym kotkom trudniej będzie znaleźć sobie wybranków... A Klan potrzebować będzie kotek dla dorastających uczniów. Powoli rozumiał tok myślenia Miodowej Gwiazdy.
Kiedy przełknęli zioła od razu wyruszyli ku wyjściu z obozu. Szybko przedarli się na zewnątrz i ruszyli ku granicy z Klanem Burzy. Całej ekspedycji miał dowodzić Jaszczurczy Ogon, jako najstarszy i najbardziej godny zaufania z wojowników. On też prowadził.
Słońce ledwie się wychylało, kiedy grupa dotarła do podnóża wzgórza. Doskonale wiedzieli, ze nie dotrą do poszukiwanych terenów, jeśli nie przejdą przez terytorium wroga.
- Miejmy nadzieję, ze Klan Burzy zacznie dzisiaj patrol od strony terenów Klanu Nocy - mruknął optymistycznie rudy wojownik i zaczął podbiegać pod wzgórze. Grupa szybko znalazła się na szczycie a stamtąd mieli piękny widok na cała okolicę. Zatrzymali się na chwilę, by móc napawać się pięknem swojego domu.
Widzieli odległą wielką i błękitną wodę, klify wznoszące teren wysoko, las Klanu Wilka i rzekę nad którą polował Klan Nocy. Widzieli też polanę, na której wojownicy zbierali się każdej pełni. Zachwycali się chwilę tym pięknym widokiem, ale zaraz potem musieli ruszać dalej. Przed nimi także widziała cudowna sceneria. Po ciemnej Drodze Grzmotu co jakiś czas przebiegały świecące potwory, dalej widzieli bagna ukryte w ciemności i mroku, a jeszcze dalej za nimi, wiedzieli o tym doskonale, jest siedlisko dwunożnych. Także dawało swojego rodzaju światło, co zawsze dziwiło i fascynowało wojowników.
Zbiegli w dół zbocza i szybko znaleźli się przed śmierdzącą ścieżką. Sosnowy Ogon nigdy takiej nie widziała, a Słodkie Serce? Tego Jaszczurczy Ogon nie wiedział. Od razu przeszedł do wykonywania poleceń.
- Kiedy zrobi się cicho Słodkie Serce przebiegnie na drugą stronę - zarządził kocur. - Zaraz po niej ruszy Sosnowy Ogon, a ja na końcu.
Obie kotki skinęły głowami. Musieli chwilę poczekać, gdyż właśnie nadbiegły dwa potwory, a wtedy Słodkie Serce z gracją przebiegła na drugą stronę. Nadal było cicho, więc wojownik nakazał Sosnowemu Ogonowi ruszyć jej śladem. Jego także czekała spokojna przeprawa. Po chwili cała trójka zbiegłą jeszcze niżej, ku podmokłym terenom, bagnom.

<Słodkie Serce? Liczę na ładne opisy :)>

19 lutego 2017

Od Jaszczurczego ogona C.D. Łososiowej Łapy

Jaszczurczy Ogon był wystraszony. W pierwszej chwili nie wiedział co robić. Do kogo się zwrócić? Biec do obozu? Słodkie Serce!
- Łososiowa Łapo, nie ruszaj się stamtąd! - zawołał do ucznia i czym prędzej ruszył w kierunku, w którym odeszła Słodkie Serce, wołając jej imię. Bardzo szybko ja znalazł.
- Co się stało? - spytała zaskoczona szylkretka.
- Łososiowa Łapa... Dziura... On... On utknął! - wyjąkał próbując złapać oddech.
- Gdzie to było? - spytała kotka zdecydowanym tonem. Jaszczurczy Ogon od razu ją poprowadził.
Łososiowa Łapa siedział w dziurze z oburzoną miną. Od razu rozjaśnił się, kiedy zobaczył mentora, ale pomarkotniał, gdy obok dostrzegł głowę Słodkiego Serca.
- Możesz wyjść? - zapytała kotka.
- Jeszcze nie próbowałem - mruknął kociak.
- To spróbuj.
Uczeń skoczył na ścianę nory. Udało mu się zaczepić pazurkami o szczyt, ale szybko zjechał w dół. Skoczność z pewnością nie jest jego najmocniejszą stroną.
- Łososiowa Łapo, próbuj się wydostać. Słodkie Serce z tobą zostanie, a ja pobiegnę po kilku wojowników. Jak nie wyjdziesz sam spróbujemy cię wykopać.
Uczeń rzucił mu pełne wyrzutu spojrzenie, ale on je zignorował i prędko pobiegł do obozu. Jaszczurczy Ogon do najszczuplejszych wojowników na pewno nie należy, dlatego bieg sprawiał mu trudności. W końcu wtoczył się do obozu wpadając pod łapy Nietoperzego Skrzydła.
- Łososiowa Łapa wpadł do dziury! - zameldował od razu. - Trzeba go stamtąd wyciągnąć!
- Powiem Miodowej Gwieździe! - mruknęła kotka i pobiegła do legowiska liderki. Po chwili obie wyszły na zewnątrz.
- Zawołaj Dębową Łapę, my pójdziemy do Łososiowej Łapy. Jaszczurczy Ogonie, gdzie to było? - zapytała Miodowa Gwiazda.
- Niedaleko tych dwóch powalonych sosen.
- Wiem gdzie to jest - powiedziała Nietoperze Skrzydło. - Niebawem do was dołączę.
Rudy wojownik i liedrka pobiegli prędko na miejsce wypadku. Kiedy Miodowa Gwiazda oceniła sytuację zwróciła się do Słodkiego Serca i Jaszczurczego Ogona:
- Trzeba wykopać podejście. Takie, aby Łososiowej Łapie było łatwiej wejść na górę.
Wojownicy kiwnęli głowami i zabrali się do pracy. Po chwili dołączyli też Nietoperze Skrzydło i Dębowa Łapa. Razem wojownicy łatwo rozkopali dziurę, a Łososiowa Łapa mógł wyjść na zewnątrz.
- Moje biedactwo! - mruknęła liderka liżąc Łososiową Łapę po głowie.
- Jak ty tam się znalazłeś kupo futra? - zaśmiał się Dębowa Łapa.

<Miód, Łosoś, Słodka?>

15 lutego 2017

Od Jaszczurczego Ogona C.D. Słodkiego Serca

- Tak - mruknąłem w odpowiedzi. Wróciliśmy do reszty patrolu. Złota Skóra spojrzała na nas lekko krzywo.
- Nadmiar będziecie nieść do obozu - mruknęła. - Łososiowa Łapo, nie pomagaj mentorowi. Każdy wojownik odpowiada za swoją zwierzynę.
- Brzmisz jak Miodowa Gwiazda kiedy cię uczyła - zaśmiałem się.
- No właśnie... Czy to nie dziwne? To twój uczeń, nie mój! - zawołała oburzona Złota Skóra. Położyłem po sobie uczy. Miała rację. Powinienem uczyć swojego wychowanka, a tymczasem  muszę niańczyć tę nowicjuszkę, Słodkie Serce. Nie mogę się skupić na tym co najważniejsze - na treningu Łososiowej Łapy. Co by sobie pomyślała o mnie Jelenia Gwiazda? Tak zaniedbywać jej syna!
Słoneczny Deszczu, mam nadzieję, że mnie nie widzisz! Tak bardzo chciałem być dobrym mentorem dla swoich uczniów, a tymczasem mój pierwszy uczeń zaginął, a drugim musi się zajmować moja siostra! Lisi Ogon nigdy nie musiała mnie pilnować, zawsze się mną zajmowałeś...
- Chodź Łososiowa Łapo, pójdziemy przodem - powiedziałem do ucznia i podreptałem dalej szlakiem patrolu. Młody kot pobiegł za mną.

Słodkie Serce dołączyła do Klanu Wilka jakiś czas temu i dowiodła swojej lojalności. Codziennie polowała dla klanu i nie łamała kodeksu. Byłem z niej dumny, powiększyłem Klan Wilka o członka i wyszliśmy na tym na dobre.
Łososiowa Łapa to dobry kociak. Szybko się uczy, ale nie odczuwam z nim silnej więzi. Staram się do niego przyzwyczaić, ale nadal mam w głowie wspomnienie Szarej Łapy, które nie daje mi spokoju. Jeszcze zbyt wcześnie na nowego ucznia...
- Musisz trzymać ogon niżej, wtedy ofiara cię nie zobaczy - przestrzegłem Łososiową Łapę. On ma ten sam problem co ja kiedy byłem w jego wieku. Oboje nie panowaliśmy nad ogonem.
- Ale ja nie umiem Jaszczurczy Ogonie! - jęknął kocurek.
- Nauczysz się, spokojnie - mruknąłem. - Jeszcze raz, tym razem pamiętaj!
- Co porabiacie? - usłyszałem nagle głos Słodkiego Serca. Kotka wynurzyła się zza zarośli.
- Polujemy! - zawołał entuzjastycznie mój uczeń.
- Polujecie? Ależ w okolicy nie ma żadnej zwierzyny! - oburzyła się kotka.
- Łososiowa Łapa trenuje podchodzenie zwierzyny. Na razie teoria, potem praktyka - wyjaśniłem. Kotka skinęła głową.

<Słodkie Serce? Łososiowa Łapo?>

01 lutego 2017

Od Jaszczurczego Ogona C.D. Słodkiego Serca

Sumienie gryzło mój umysł. Byłem roztrzęsiony. Nie jestem mordercą. Nie chciałem do tego dopuścić. Chciałem go tylko porządnie pociąć, żeby miał nauczkę i więcej nie wracał na tereny Klanu Wilka... Skąd mogłem wiedzieć, że jest aż tak silny? No... Zawsze byłem silny, ale nie spodziewałem się, że aż tak bardzo! I jeszcze ta kotka, Słodkie Serce... Rzeczywiście, była słodka. Urocza, mała pieszczoszka... Oczywiście, nie mam na myśli nic złego, ale ta kotka wydawała się być taka... Rozpieszczona? To chyba odpowiednie słowo.
Mieliśmy iść razem na patrol. Czasami Złota Skóra działa mi na nerwy... Kiedy wróciliśmy wczoraj z tą nowa z patrolu od razu ona i Miodowa Gwiazda obarczyły mnie odpowiedzialnością za Słodkie Serce. Ona chyba tego nie wie... To dobrze. Muszę mieć ją na oku. Poznać ją, zrozumieć... Na razie nie możemy oddać jej pełni zaufania. Mogłaby stać się zagrożeniem dla naszych uczniów...
Był słoneczny dzień. Delikatnie wiało. Łososiowa Łapa dreptał obok mojej siostry, a ja i moja protegowana szliśmy z tyłu. Wolałbym mieć ucznia przy sobie, ale nie miałem ochoty go zatrzymywać. To wesoły kociak. I taki miły! Przypomina swojego ojca, choć słabo go znałem. Smutny Śpiew był wyjątkowym wojownikiem, to takie straszne, że odszedł!
- Odłączymy się od reszty patrolu i pójdziemy coś upolować? - odezwała się nagle Słodkie Serce. Spojrzałem na nią z ukosa.
- Oszalałaś? - warknąłem. - Nie możemy tego zrobić!
- Niby czemu? No chodź! Nawet nie zauważą... - nalegała.
- Nie mogę zostawić swojego ucznia samego! 
- Zostanie z nią...
- Słodkie Serce! Dosyć! Będziesz szła z nami! Zrobimy sobie przerwę na granicy z Klanem Burzy i tam zapolujemy! Skoro jesteś, aż tak głodna mogłaś wziąć sobie coś przed patrolem!

<Słodkie Serce?>

23 stycznia 2017

Od Jaszczurczego Ogona

Jaszczurczy Ogon był kocurem niezwykłego typu. Choć należał do klanu i był mu bezgranicznie wierny zawsze chodził swoimi drogami, niczym samotnik. No, może nie zawsze, gdyż w młodości był bardzo blisko swojej rodziny. A nie była to byle jaka rodzina! Mógł poszczycić się najbardziej szanowanym rodowodem w lesie! Działo się tak dlatego, że był potomkiem Wilczej Gwiazdy. Wybrańca przodków do pełnienia dalszej misji Klanu Gromu. To właśnie on stworzył Klan Wilka, pierwszy spośród leśnych klanów.
Ale mimo, że to piękna historia to plamą na honorze były dzieci wspaniałego wojownika. Jego jedyny syn jak mu zarzucono związał się z pieszczoszką, a rodzona córka została medyczką i dokonała podwójnego wykroczenia - zdradziła Kodeks Medyka i Kodeks Wojownika. To właśnie jej krew nosił w sobie Jaszczurczy Ogon i to tej krwi tak bardzo nienawidził.
Klan Wilka nie wiązał już większych nadziei z rodem Wilczej Gwiazdy. Nie byli już dla nich tak ważni i codzienni jak potomstwo Czarnej Gwiazdy w Klanie Nocy. Jedyny znany syn Borsuczego Pazura zdradził krewnych należąc do Klanu Burzy. Jelenia Gwiazda, jedyne udane dziecko legendarnej już pary zmarła zabierając w straszliwej chorobie dwójkę swoich dzieci. Łosoś, jej syn był jednak jeszcze bardzo młody i ciężko było określić, czy przywróci rodzinie dawną chwałę. O potomstwie nieszczęsnej Sowiego Skrzydła lepiej nie wspominać. Troje nie dożyło wieku wojownika, a pozostała trójka jedynie się starzała. Nie mieli już matki, ani prawdziwej, ani przybranej. Ich przybrany ojciec nie żył, dwoje ze starszego, przybranego rodzeństwa także... Nie mieli już kochanej ciotki, a dwoje z ich mentorów nie żyło. Nikt przez wiele księżyców tego nie zauważał, aż w końcu Miodowa Gwiazda zaczęła przejmować się stanem swojego niegdyś wspaniałego klanu.
- To okropne! Skandaliczne! - wzdychała liderka chodząc w jedna i drugą stronę przed rodzeństwem. - Pięćdziesiąt księżyców nadchodzi nieubłaganie, a żadne z was nie ma potomstwa!
- Dlaczego się tym tak przejmujesz? - mruknęła nieufnie Złota Skóra.
- Dotychczas martwiłam się o siebie - wyjaśniała Miodowa Gwiazda. - W końcu myślałam, że na zawsze pozostanę bez potomstwa... Teraz nie umiem sobie wyobrazić życia bez moich dzieci. A mama w Klanie Gwiazdy pewnie też jest szczęśliwa... Poniekąd - dodała tajemniczo. - Jako twoja mentorka Złota Skóro, najstarsza wojowniczka klanu i oczywiście jego liderka czuję odpowiedzialność za waszą trójkę.
- Ty chyba żartujesz? - zawołał oburzony Jaszczurczy Ogon. - Wiesz chociaż, że nie jesteśmy kociętami?
- Źle mnie rozumiecie, ja...
- Miodowa Gwiazdo, sugerujesz nam założenie rodzin - przerwała Nietoperze Skrzydło. - Ale nie pomyślałaś nawet przez chwilę, że nie mamy z kim tego zrobić!
Jej brat i siostra przytaknęli. Nie mieli w klanie nikogo, z kim mogliby go rozszerzać. Cała trójka pamiętała dwie wiosny więcej niż jedyna poza nimi wojowniczka, Kryształowa Łza zaklinała się, ze nie chce innego partnera niż ten, który zmarł, a Miodowa Gwiazda miała zbyt ważna funkcję, by czegokolwiek się tykać. Pomijając już fakt, że poza kociętami, uczniami i medykami Jaszczurczy Ogon był jedynym kocurem. I nie wykazywał najmniejszego zainteresowania żadną kotką w klanie.
Wobec tego argumentu Miodowa Gwiazda zamilkła. Nie umiała znaleźć odpowiednich słów...
- Uważam, że Nietoperze Skrzydło zamknęła sprawę - westchnęła Złota Skóra. - My już nic dla klanu nie zrobimy. Umrzemy bez potomstwa. W sumie tak będzie najlepiej...
- Nie! Tak właśnie będzie najgorzej! - westchnęła Miodowa Gwiazda. - Kiedy uczniowie ukończą treningi nadal będzie nas za mało. Obawiam się, że inne klany już ostrzą na nas pazury! Nasza opinia upada.
- Jak to nazwali nasze czasy? Nowa era? Tak. Ta era przyniosła Klanowi Wilka wiele nowości - przyznała Nietoperze Skrzydło. - Wraz ze śmiercią Jeleniej Gwiazdy spadł na ciebie wielki ciężar droga przyjaciółko. Robię dla Chudzielca i Łososia wszystko, co mogę. Ale ja nie jestem Królową. Nie mogę nią być. Muszę trenować Dębową Łapę.
- Najgorsze jest zachowanie twojej siostry! - prychnęła Złota Skóra. - Kryształowa Łza od kiedy Krucza Stopa nie żyje zachowuje się, jakby była jedyna na świecie! Myśli, że nie widzimy jej udawanej ambicji! Spójrz na nią; chce się położyć, zdechnąć i zgnić!
- Nic na to nie poradzę - prychnęła Miodowa Gwiazda.
- Nasz klan przeżył w ostatnim czasie sporo złego - odezwał się w końcu swoim głębokim, szorstkim głosem Jaszczurczy Ogon. - Jako starszy będę opowiadać kolejnym pokoleniom o niczym! O upadku! O ile w ogóle będą jakieś kolejne pokolenia... Nie chcę takiej przyszłości! Chcę powrotu czasów naszego dzieciństwa. Kiedy żyli ci wszyscy wspaniali wojownicy, jak Słoneczny Deszcz, czy Mglisty Cień... My ich nie zastąpimy. Ale Klan Wilka znów musi zaistnieć.
- O czym rozmawiacie? - wtrącił się nagle piskliwy głosik młodej kotki. Liliowa Łapa z uwagą przysłuchiwała się słowom Jaszczurczego Ogona.
- Liliowa Łapo, wracaj na polowanie! - syknęła Miodowa Gwiazda.
- Sosnowy Ogon dała mi wolne do końca dnia - oznajmiła uczennica. - A ja jestem ciekawa. Kim był Słoneczny Deszcz?
- Wojownikiem Klanu Wilka - wyjaśniła Nietoperze Skrzydło. - Był bardzo ważny dla naszego klanu. Prawie tak samo ważny jak Wilcza Gwiazda.
- A kto to?
- Na osty i ciernie! Miodowa Gwiazdo! Jakim cudem twoja córka wie tak niewiele o swoim klanie! - prychnął pogardliwie Jaszczurczy Ogon.

<Miodowa Gwiazdo? Liliowa Łapo?>

16 listopada 2016

Od Jaszczurczego Ogona C.D. Szarej Łapy

Wstałem dzisiaj nieco niewyspany. Mglisty Cień leżał obok mnie, a on strasznie głośno mruczy przez sen! Nie można mieć mu tego za złe... Robi się co raz starszy, ten mój ojciec. Tak, wiem, że to Zakrzywione Oko, medyk Klanu Klifu dał mi życie. Ale Mglisty Cień był moim ojcem od zawsze! Kiedy się urodziłem traktował mnie jak własnego syna. A ja zawsze widziałem w nim ojca...
Wychodząc z legowiska na poranny patrol z Szarą Łapą potknąłem się o Lisi Ogon. Kotka obudziła się z pomrukiem niezadowolenia.
- Wybacz... - mruknąłem wstając.
- Nie szkodzi młody - rzuciła ruda. - Masz dzisiaj trening?
- Tak. Szara Łapa pewnie jeszcze śpi. To taki mały śpioch! - mruknąłem.
- Ja i Brzozowa Łapa mamy dzisiaj wolne - mruknęła przeciągając się. - Wszystkie kości mnie bolą... Nie powinny, w tak młodym wieku... 
- Byłaś już u Widmowego Wilka? - spytałem obojętnie.
- Taaa... Mówił, że to nic strasznego, ale mam odpoczywać. Brzozowa Łapa powinna trenować, ale mała przerwa jej nie zaszkodzi...
- Jeżeli chcesz mogę ją zabrać ze sobą. Potrenują walkę! - mruknąłem z uśmiechem. 
- Byłabym ci bardzo wdzięczna - mruknęła kotka. Polizałem ją po nosie i wyszedłem do obozu. Od razu zauważyłem swojego ucznia przy wyjściu. 
- Witaj Jaszczurczy Ogonie! - zawołał entuzjastycznie. Uśmiechnąłem się mimowolnie. 
- Co tak wcześnie? Przecież jeszcze mamy trochę czasu! - zaśmiałem się. - Biegnij teraz po Brzozową Łapę. Idzie z nami.
- Brzozowa Łapa? Czemu? - mruknął nieco niepewnie.
- Lisi Ogon jest chora - powiedziałem. - Być może Brzozowa Łapa będzie musiała przerwać trening. Chciałbym, żebyście potrenowali walkę. 
- Walkę? Rety! Już po nią biegnę! - śmiał się młodziak gnając do legowiska uczniów. Po chwili wybiegł z niego ze swoją siostrą. Przywitała mnie grzecznie.
- Chodźmy, zanim dojdziemy do Dębowego Zagajnika minie trochę czasu.
- Co to Dębowy Zagajnik? - spytała kotka.
- Trenujemy tam z Jaszczurczym Ogonem! - powiedział radośnie Szara Łapa. - To blisko Klanu Burzy, ale wystarczająco daleko od ich pazurów.
- Czy to bezpieczne trenować tak blisko wrogiego terenu? 
- Nie jest wcale tak blisko - mruknąłem. - Do granicy jest dobry kawał drogi. W zagajniku można polować na myszy i wiewiórki, a na dodatek to idealne miejsce na trening walki.

<Szara Łapo? A może Brzozowa Łapo?>

22 października 2016

Od Jaszczurczego Ogona C.D. Miodowego Futerka

Pomysł Miodowego Futerka nie był wcale taki bezsensowny. Nie jadłem nic od wczorajszego wieczoru, więc w moim brzuchu panowała wielka pustka. Zobaczyłem, jak Popielate Futro podchodzi ptaka siedzącego dość nisko na gałęzi i sam zacząłem węszyć. W końcu złapałem trop królika, dość świeży. Musiał przebiec tędy na krótko przed naszym przybyciem. Niestety zwierzę udało się w kierunku terenów Klanu Burzy. Niech to! Kolejny trop należał do mniej obiecującej zwierzyny - do ryjówki. Musiałem się jednak tym zadowolić i po chwili tropienia dorwałem ją w leśnej ściółce. Szybko zjadłem zdobycz i wróciłem do reszty patrolu.
Wtedy zobaczyłem wojowników schodzących ze wzgórza. Kiwnąłem na nich głową.
- Klan Burzy... - mruknął Popielate Futro obojętnym tonem.
- Chodźmy... - prychnąłem odwracając głowę. - Nie ma sensu stać i czekać, aż nas zaatakują.
Podszedłem do jednego z granicznych drzew i je opryskałem. Potem ruszyliśmy dalej, w kierunku Wielkiego Drzewa.
Nie wolno znaczyć terytorium między klanami. Należy ono tak samo do Klanu Wilka, jak i do innych klanów. Przynajmniej tak powiedziała mi Jelenia Gwiazda, kiedy się tu przeprowadziliśmy.
Od Wielkiego Drzewa ruszyliśmy Głęboką Ścieżką. Czuć było tu zapachy Klanu Klifu i innych. Racja, ostatnio medycy byli na wyprawie do tej ich Księżycowej Zatoczki...
- To patrol Klanu Wilka! - usłyszeliśmy nagle jakiś głos. Natychmiastowo spojrzałem w górę i dostrzegłem rudego kociaka.
- Pokrzywowa Łapo! - syknął za nim inny kot. Młodzieniec pobiegł w jego kierunku. - Na Klan Gwiazdy!
Wojownik stanął w miejscu. Jego biała sierść się nastroszyła. Chwilę później podbiegł do nich jeszcze jeden rudy kot. Wysunąłem pazury gotów do walki. Tamte koty zachowały się podobnie.
- Nie możecie nas zaatakować na świętej ziemi! - oznajmiła Miodowe Futerko
- Nie zmierzacie do Księżycowej Zatoczki. Jesteście patrolem! - syknęła biała kotka. Nachyliła się lekko do rudego ucznia, a ten kiwnął głową. Wtedy koty ruszyły w naszym kierunku. Byłem gotów do tej bitwy. Mój patrol pobiegł na nich. Zaczęliśmy walkę, a mi przypadło walczyć z białą kocicą.
Kotka była agresywnie nastawiona. Wbijała co chwila zęby i pazury w moje ciało, a jej ataki były niezwykle szybkie. W końcu złapałem ją w pazury i przydusiłem do ziemi.
- Agh! Skąd w tobie tyle siły kotku? - syknęła. Widziałem zaciętość w jej zielonych oczach. Była gotowa zrobić wszystko, by wygrać.
- Klan Wilka, odwrót! - zawołałem i puściłem wojowniczkę. Pobiegłem na nasze terytorium, a mój patrol za mną. Byliśmy już daleko w głębi, kiedy się zatrzymaliśmy.
- Co to było? Już wygrywałem! - syknął Popielate Futro.
- Gdybym też walczyła z uczniem mówiłabym tak samo! - prychnęła Miodowe Futerko. - Jaszczurczy Ogon mądrze zrobił. Walczyliśmy z Klanem klifu na ich terytorium. Takie walki bez poparcia lidera są złamaniem Kodeksu, mam rację Jaszczurczy Ogonie?
Duma nie pozwalała mi się przyznać do strachu, jaki ogarnął mnie w trakcie walki. Kiwnąłem głową.
- Masz rację Miodowe Futerko.

<Miodowa? Popiół?>

16 października 2016

Od Jaszczurczego Ogona

Obudziłem się wcześnie, aby udać się na patrol. Jelenia Gwiazda kazała mi dobrać dwóch wojowników i oznaczyć nasze nowe granice. Powoli zbliżyłem się do śpiącego Popielatego Futra i szturchnąłem go głową.
- Poranny patrol śpiochu! - syknąłem. Kocur zmrużył oczy, wstał i przeciągnął się. Kogo by tu jeszcze zabrać? Mój wzrok omiótł śpiących wojowników i zatrzymał się na pręgowanej kotce. Podbiegłem do niej i ją również obudziłem.
- Miodowe Futerko, idziemy na patrol - oznajmiłem. Kotka otworzyła oczy i ziewnęła. 
- Niech będzie - powiedziała. Wyszliśmy z legowiska i na zewnątrz rozprostowaliśmy lepiej kości. Padał lekki deszczyk, a powietrze było chłodne i wilgotne. To trochę uciążliwe, zapach może się nie wchłonąć. 
- Gdzie idziemy? - spytał czarny kocur.
- Proponuję zacząć od Siedliska Owiec. Możliwe, że po lesie biegają teraz psy - zaproponowałem. Koty kiwnęły głowami i wyszliśmy z obozu.
W lesie padało mniej niż na odkrytej polanie, jaką był nasz obóz. Było też cieplej. Niestety chłodne  i wilgotne powietrze utrudniało wywęszenie jakiegokolwiek zapachu zwierzyny. Po dłuższym marszu dotarliśmy na skraj lasu.
Drewniane ogrodzenie wokół siedliska owiec było idealne do znakowania terenu. Opryskałem jeden z pni płotu i ruszyliśmy dalej. 
- Zobacz Jaszczurczy Ogonie! Owce! - zawołała Miodowe Futerko. Rzeczywiście, kawałek dalej można było zobaczyć wielką chmurę na trafie. Wokół owiec krążyły czarne sylwetki.
- I psy - prychnąłem. - Zachowajmy czujność.
Towarzysze kiwnęli głowami. Idąc wzdłuż granicy co jakiś czas na zmianę z Popielatym Futrem znakowaliśmy granicę. W końcu poczułem zapach Klanu Burzy.

<Miodowa? Popielaty?>

27 września 2016

Od Jaszczurczego Ogona

Wróciłem z polowania niosąc w pyszczku tłustą mysz. Od kilku wschodów słońca wszyscy wojownicy biegają tylko po lesie i łapią ile się da, aby nikt nie umarł z głodu w zbliżającej się porze nagich drzew. Wciągnąłem nosem mroźne powietrze. Tak. Ta okropna pora zbliża się wielkimi krokami. Uderzy w nas niespodziewanie niczym groźny wojownik wrogiego klanu.
Kiedy odłożyłem zdobycz na stosie dostrzegłem Sowie Skrzydło. Medyczka mruczała o czymś z Widmową Łapą. Podszedłem bliżej, by się przysłuchać.
- Sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle, że nie mamy w klanie kociąt - mruknęła kotka. - Z jednej strony nikt się nie rozchoruje poważnie, ale z drugiej...
Przerwała, kiedy tylko zauważyła, że się zbliżam.
- Spójrz Widmowa Łapo, oto nowa krew - oznajmiła z uniesieniem. - Ojciec przyszłych pokoleń.
- Ciekawe, jakich przyszłych pokoleń? - mruknął Widmowa Łapa. - Od wielu księżyców w Klanie Wilka nie było świeżej krwi, żadnych kotek, z którymi mógłby mieć dzieci.
- Wybaczcie, że wam przeszkodziłem - mruknąłem. - O czym rozmawialiście?
- W Klanie Wilka nie ma kociąt Jaszczurczy Ogonie - wyjaśniła Sowie Skrzydło. - Robimy się coraz słabsi w oczach innych klanów. Martwi mnie to.
- To już nie ode mnie zależy, a od kotek. 
- Masz rację. Zrobiłbyś coś dla mnie? Muszę zrobić zapasy ziół, będę potrzebowała pomocy, ale robię teraz Widmowej Łapie mały sprawdzian. Ma się zajmować Nietoperzową Łapą. Zraniła się podczas polowania.
- Nic jej nie jest?
- To nic poważnego - zapewnił uczeń medyczki. - Zwykła rana. Po prostu bardzo się zabrudziła i boimy się, czy nie dostało się do niej zakażenie.
Kiwnąłem głową.
- To czego będziemy szukać?
- Najpierw miodu. Kiedy byłam uczennicą Suchej Paproci barć znajdowała się w dębie, w okolicy Drogi Grzmotu. Nie znajdę jej bez bystrego nosa.
Od razu zrozumiałem co miała na myśli. Na jej nosie od zawsze znajdowała się blizna. Biedaczka. Nie wyobrażam sobie, jak to musi być nie czuć tech wszystkich leśnych zapachów.

Szliśmy wzdłuż Drogi Grzmotu i od razu pożałowałem swoich myśli na temat zapachów. Wolałbym mieć teraz nos Sowiego Skrzydła, która szła i nawet nie krzywiła się kiedy jakiś potwór przebiegł obok zostawiając śmierdzący trop. W końcu kotka się zatrzymała.
- To ta okolica - szepnęła. - Węsz!
Zrobiłem kilka kroków w głąb lasu, ale nic nie poczułem. Wróciłem do medyczki.
- Sowie Skrzydło, jesteś pewna, że to dobre miejsce? - spytałem.
- Mysi móżdżku! To nie ta strona Drogi Grzmotu! - prychnęła kotka. Spojrzałem na czarną ziemię, którą przebiegł przed chwilą rudy potwór, a potem na jej drugi koniec.
- Tam są tereny Klanu Klifu - powiedziałem.
- Ale kiedyś były Klanu Wilka. Kiedy się uczyłam tam zbierałam miód.
Położyłem po sobie uszy.
- Ja pójdę pierwszy - oznajmiłem. Kotka kiwnęła głową. Powoli zbliżyłem się do krawędzi drogi, odczekałem chwilę, a kiedy nie słyszałem już żadnych potworów rzuciłem się ślepo przed siebie. Zatrzymałem się dopiero, kiedy wpadłem na drzewo po drugiej stronie. Odwróciłem się i zauważyłem, że Sowie Skrzydło spokojnie przeszła Drogę i jest już obok mnie.
- Głuptas - prychnęła i machnęła ogonem sygnalizując, że mam iść za nią. Ruszyliśmy wgłąb terytorium Klanu Klifu. Wszędzie wokół czuć było zapach wroga. Starałem się udawać niewzruszonego, ale w rzeczywistości się bałem.
Sowie Skrzydło brnęła przed siebie rozglądając się wokół. Również zachowywała czujność.
- To dziwne uczucie - szepnęła. - Znowu tu być...
Milczałem. Nie wiedziałem, co mam jej odpowiedzieć. Tereny po tej stronie Drogi Grzmotu też należały kiedyś do Klanu Wilka. Ale wtedy jeszcze nie istniałem. To było kiedy Słoneczny Deszcz był mały. Wtedy zmarł też brat Sowiego Skrzydła...
- Hej, Jaszczurczy Ogonie? Chciałbyś usłyszeć ciekawą opowieść?
- Słyszałem już, jak Klan Klifu wygonił nas z tych terenów.
- Nie o tym. Kiedy zostałam pasowana uczniem strasznie marzyłam o byciu wojownikiem. Może gdybym nim została to ja byłabym dzisiaj liderem Klanu Wilka? Niestety, kiedy ja i mój brat byliśmy na jednym z pierwszych treningów przeceniłam swoje zdolności. Zaatakowałam borsuka, a on odebrał mi węch. Wtedy mój brat i wówczas jeszcze Wojenna Pręga przegnali borsuka. Było to niedaleko tego miejsca. Wspomnienia wracają.
Nagle usłyszałem szelest. Zatrzymałem się i nastawiłem uszu. Nic nie widziałem przez wysoką, suchą trawę, ale byłem pewien, że ktoś nas wykrył. Napiąłem mięśnie. Znów szelest... Szybkim skokiem rzuciłem się w kierunku, z którego dobiegł dźwięk i upadłem na złocistym kocie. Zacząłem z nim walkę, jednak szybko przekonałem się o jego słabych umiejętnościach. Walczył jak uczeń, choć był już stary. Nie był na pewno samotnikiem, śmierdział Klanem Klifu.
- Jaszczurczy Ogonie! Zostaw go! - usłyszałem wołanie Sowiego Skrzydła. Przydusiłem przeciwnika do ziemi i dopiero teraz zauważyłem jego brak, kocur nie miał oka. Teraz wszystko stało się jasne.
- Zakrzywione Oko... - szepnąłem wypuszczając kocura.
- Co robicie na terytorium Klanu Klifu? - spytał podnosząc się z ziemi. - Sowie Skrzydło?
- W porze nagich drzew nawet wojownicy narzekają na ból gardła. Przyszliśmy po miód. Uwierz, pilnuję żeby na nic nie polował.
Kocur uniósł głowę i spojrzał na mnie z wyższością. Miałem ochotę rzucić się mu do gardła.
- Zaprowadzę was do barci - mruknął. - I nie powiem Onyksowej Gwieździe, że tu byliście... Ale niech ten młodzieniec trzyma pazury schowane.
Sowie Skrzydło posłała mi jednoznaczne spojrzenie. Niechętnie schowałem pazury.
- Prowadź - rzuciłem. Zakrzywione Oko ruszył dalej ścieżką wydeptaną w trawie. Za nim poszła Sowie Skrzydło, a za nią ja. Nie umiałem określić żadnych charakterystycznych punktów, wszędzie wokół otaczała nas trawa.
W końcu usłyszałem plusk wody, a po chwili poczułem, jak ziemia pod moimi łapami zamienia się w błoto. W lodowatą maź, bleh! Potem powoli wkroczyłem do wody. Jeszcze lepiej.
- Jesteście pewni, że dobrze idziemy? Tutaj jest strasznie mokro! - prychnąłem otrzepując łapy z wody.
- Co się stało Jaszczurku? Boisz się zmoknąć? - zakpił medyk. Jasne. Czy wszyscy medycy muszą być takimi wredotami? Prychnąłem tylko na jego uwagę i ruszyłem dalej. Po dłuższym spacerze w błocie po brzuch dotarliśmy pod jakieś stare drzewo, na którym wisiały szczątkowe rdzawe liście. Usłyszałem brzęczenie i zobaczyłem dużą kulę oblepiającą jedną gałąź.
- No to wio... - westchnęła Sowie Skrzydło i podbiegła do drzewa.
- Zaczekaj Sówko! - zawołał Zakrzywione Oko i sam zaczął wspinaczkę. Kiedy był już tuż obok barci rozdarł ją pazurami. Z dziury zaczęła wyciekać złocista maź, ale medyk zeskoczył z drzewa i zaczął biec w kierunku przeciwnym do naszego. W pierwszej chwili nie zrozumiałem o cho chodzi. Wtedy dostrzegłem czarne kropki podążające za kocurem. No jasne, pszczoły.
Sowie Skrzydło zaczęła zbierać wyciekającą maź na liście. Kiedy uzbierała trzeci medyk Klanu Klifu wrócił.
- Szybko, musimy stąd iść - powiedział. Wziął jeden liść i kiwnął mi, żebym zrobił to samo. Wróciliśmy do błota, ale teraz nie śmiałem się odzywać, żeby nie upuścić bezcennego miodu.

Kiedy dotarliśmy do Drogi Grzmotu nadszedł czas, aby pożegnać się z Zakrzywionym Okiem. Ja nie miałem o czym z nim rozmawiać, ale Sowie Skrzydło gadała tam jakieś wielkie podziękowania...
- Będę czekał po drugiej stronie - mruknąłem do kotki i chwyciłem swój listek. Szybko, ale też ostrożnie przebiegłem po czarnych, śmierdzących kamieniach i usiadłem na brzegu drogi. Obserwowałem stamtąd koty po drugiej stronie. Okropność! Jak można tak dzielić języki z kotem z innego klanu? W końcu Sówka wzięła swój liść i wbiegła na drogę. Zbyt szybko.
- Sowie Skrzydło! - zawołałem rzucając się na oślep w kierunku medyczki. Coś jednak mnie uderzyło i wylądowałem ponownie na swojej stronie, a czarny potwór przebiegł tuż przede mną.
- Zwariowałeś?! - usłyszałem warknięcie Zakrzywionego Oka. Byłem w szoku. Zobaczyłem, jak medyczka rusza łapą.
- Ona żyje! Pomóż jej! - syknąłem. Kocur pokręcił głową. Teraz była przerwa, żadne potwory nie biegły. Oboje ruszyliśmy w kierunku Sowiego Skrzydła.
- Krzywusie... - szepnęła Sówka słabym głosem. Agh!
- Sówciu, Sóweczko... - szeptał kocur nachylając się do niej. Wtedy przebiegł kolejny potwór, ale nas ominął. Wtedy Sowie Skrzydło spojrzała na mnie.
- Zajmij się naszym synem, t-to świetny woowik... - kotka położyła głowę na Drodze Grzmotu. Zacząłem płakać. To niemożliwe! Ona nie może...
- Pomóż mi ją zabrać na pobocze - powiedział Zakrzywione Oko. Co Sówka mówiła? Zajmij się naszym... synem? CO miała na myśli?
- ZOSTAW JĄ! - syknąłem. Kocur wzdrygnął się.
- Jaszczurczy Ogonie... - zaczął medyk. Znów warknąłem.
- JESTEŚ GŁUCHY? ODSUŃ SIĘ OD NIEJ! - naciskałem.
- Trzeba ją stąd zabrać...
- NIE RUSZ!
- Synu!
Ten dźwięk zawirował mi w uszach. Nastroszyłem sierść.
- Coś ty powiedział? - spytałem powoli, naciskając na każde słowo. Kocur w pierwszej chwili się zląkł, ale szybko się wyprostował.
- Nazwałem cię swoim synem - oznajmił unosząc dumnie pysk. Ogarnęła mnie wielka fala złości. Miałem ochotę rozszarpać mu gardło, zabić teraz i w tym miejscu. Jednak po chwili poczułem się słaby. Niczym kociak. Nie! To nie prawda! Sowie Skrzydło... Nie! To bzdura!
Zacząłem płakać. Uciekłem z tego miejsca i pognałem prędko do obozu. Miałem ważną wiadomość. Okrutną, ale niezbędną.

Wbiegłem do obozu i upadłem u stóp Wysokiego Głazu. Wzbudziłem wielkie zainteresowanie w obozie. Jelenia Gwiazda od razu zauważyła, że przynoszę ważną wiadomość. Wskoczyła na kamień i uniosła pysk.
- J-jaszczurzy Og-ogonie! - zawołała. - Co się stało?
Podniosłem zapłakany pysk i wstałem z ziemi. Wspiąłem się na skałę i stanąłem obok kotki.
- Sowie Skrzydło nie żyje! - zawołałem. Koty zaczęły miauczeć, żądali wyjaśnień. - Byliśmy po miód na terenach Klanu Klifu, w drodze powrotnej zadeptał ją potwór!
Widziałem strach i oburzenie w oczach wojowników.
- Co ty mówisz? - spytała Jelenia Gwiazda. Miała rozszerzone źrenice, niemal nie widziałem jej miętowych tęczówek.
- Umierając - kontynuowałem. - Umierając powiedziała coś... Niemożliwego! S-sowie Skrzydło miała kocięta z Za-za-zakrzywionym Okiem. Jestem ich synem.

<Jelonko? CIOTKA!!!>

09 września 2016

Od Jaszczurczego Ogona C.D. Słonecznego Deszczu

Jaszczurczy Ogon. Brzmiało tak cudownie! Nadal nie mogłem wyjść z zachwytu! Byłem wdzięczny Słonecznemu Deszczowi za te księżyce treningów i przygotowań... Nie wiedziałem, jak mu dziękować.
- Wiesz co cię teraz czeka? - spytał Słoneczny Deszcz. Pokręciłem głową. - Całonocne czuwanie.
Ach! Zapomniałem o tym durnym szczególe! Miałem nadzieję, że dzisiaj się wyśpię za wszystkie czasu, ale przecież funkcja wojownika to tylko więcej obowiązków. 
- Niech to! - prychnąłem. - Mam nadzieję, że nie zasnę.
- Na pewno nie zaśniesz - zaśmiał się mój mentor. - A potem czeka cię życie wojownika. Będziesz miał uczniów, partnerkę, kocięta... Zobaczysz!
- Tobie brakuje tylko dwóch ostatnich - zaśmiałem się. - Ale mam nadzieję, że lada dzień będziesz miał kocięta. Może to ja zostanę mentorem jednego z nich?
Słoneczny Deszcz polizał mnie po uchu. Dopiero teraz coś zrozumiałem. Nie był wcale ranek, ale powoli zbliżał się zachód słońca. Przespałem cały dzień? Chyba tak... To znaczy, ze teraz czeka mnie czuwanie. Pobiegłem do wejścia do obozu i usiadłem dumnie unosząc głowę.
Zapowiadała się zimna noc. Chłodny wiatr mroził mi uszy, a przed moim pyszczkiem pojawiały się małe chmurki pary. Teraz zaczyna się nowy rozdział w moim życiu, czasy wojownika, czasy Jaszczurczego Ogona.

08 września 2016

Od Jaszczurczej Łapy

Zebranie było dla mnie niezwykle ciekawym doświadczeniem. Czułem się bardzo wyróżniony - byłem jedynym uczniem, który poszedł na to niezwykłe spotkanie. No... Pomijając oczywiście Widmową Łapę. Ale to medyk, oni nie podlegają władzy lidera tylko władzy Klanu Gwiazdy. Przynajmniej tyle zrozumiałem z wyjaśnienie Słonecznego Deszczu... Ach! Chyba tak musi być.
Wróciliśmy do obozu o bardzo późnej porze. Jelenia Gwiazda kazała mi się położyć, co zrobiłem niemal od razu. Byłem wykończony, ale myśli kotłowały mi się w głowie. Miło było przyglądać się innym klanom, usłyszeć, co się u nich dzieje... I ci Wybrańcy, niesamowite! Tyle nowego w jedną noc!

Następnego ranka obudził mnie Gęsia Łapa. Krzyczał coś, że Słoneczny Deszcz mnie woła... Ale miało nie być już dzisiaj treningu. Przecież Słoneczny Deszcz powiedział, że po zebraniu mogę sobie zrobić wolne. Mimo wszystko wstałem i przeciągnąłem się. Gęsia Łapa zaprowadził mnie do mojego mentora. Słoneczny Deszcz uśmiechnął się przyjacielsko.
- Wyspałeś się? - spytał. Ziewnąłem głośno i kiwnąłem głową.
- Jak nigdy.
Wojownik uśmiechnął się do mnie. Nagle usłyszałem zawołanie Jeleniej Gwiazdy.

<Jelenia? Słoneczny?>
Chodzi o pasowanie, już 100% ^^

22 sierpnia 2016

Od Jaszczurczej Łapy C.D. Słonecznego Deszczu

Trening był świetny, bawiłem się doskonale, jak zawsze. Cieszę się, że szkoli mnie tak wspaniały wojownik, jak Słoneczny Deszcz. Miałem rację, Wojenna Gwiazda (niech jej z Gwiezdnymi będzie dobrze) idealnie nas dobrała.
- Opowiesz mi jakąś historię? - spytałem po chwili ciszy.
- O czym? Już ci jedną opowiedziałem... - mruknął kocur.
- Nie wiem... Może opowieść, którą usłyszałeś od innych wojowników?
Słoneczny Deszcz spojrzał w niebo. Słońce już powoli zachodziło.
- Wilcza Gwiazda - zaczął mentor. - był wspaniałym liderem. To on założył Klan Wilka. Kiedyś był to klan bardzo mały, a imiona wielu z jego wojowników przepadły w mrokach historii. Byli jednak tacy, których nadal czule wspominamy. Jego zastępczyni, Wojenna Pręga, nam znana pod imieniem Wojennej Gwiazdy była pierwszym członkiem Klanu Wilka, wiedziałeś?
- Nie miałem o tym pojęcia - mruknąłem zaskoczony.
- Tak, tak. Tak właśnie było. Słyszałem też o jego partnerce, matce Sowiego Skrzydła i Jeleniej Gwiazdy - Miętowym Liściu. Mój ojciec nazwał ją pierwszą królową tego lasu, a wiesz czemu?
- Nie?...
- Jelenia Gwiazda, Sowie Skrzydło i ich zmarły brat byli pierwszymi kociętami, które przyszły na świat w tej okolicy. Ich brata też nie znałeś, ale mi dane było się z nim zobaczyć. Zmarł w bitwie, jak prawdziwy wojownik. 
- Miałeś mi opowiedzieć historię, a nie rzucać kilka słów o każdym z naszych zmarłych - mruknąłem niezadowolony.
- Ach! Racja! To opowiem ci, o bitwie, w której zmarł Borsuczy Pazur. Byłem tam, ale mało pamiętam, rozumiesz, mały kociak. W każdym razie, zbliżała się Pora Opadających Liści, tak jak teraz. Było ciepło, a życie w obozie Klanu Wilka płynęło powoli, jak co dzień. Wtedy do naszych nozdrzy dotarł niecodzienny zapach. Zapach innego klanu, dotychczas naszego sojusznika. Nie zdążyłbyś nawet się odwrócić, kiedy trzy koty wtargnęły do obozu. Największy z nich, potężny, rudy kocur rzucił się na Wojenną Gwiazdę, a jego dwie towarzyszki chwyciły w pazury naszych wojowników. Chwilę później rudzielec wydał z siebie głośny jęk, wszyscy sądzili, ze się poddaje, ale w rzeczywistości był to sygnał. W dwa uderzenia serca do walki przyłączyli się jeszcze trzej wojownicy. W obozie nie było Mglistego Cienia, Mysiego Wąsa i Miodowej Łapy, a Cętkowany Ogon musiała chronić swoje młode. W obozie było chyba tylko pięć kotów gotowych do walki. Klan Klifu wiedział, co robi. Krew lała się po obozie, a kolejni wojownicy Klanu Wilka opuszczali go w pośpiechu. 
- Niemożliwe! Klan Wilka? Uciekał? - Byłem zdumiony. Myślałem, że to była wspaniała walka, a opowieść Słonecznego Deszczu brzmi, jakby nasz klan miał zaraz ponieść klęskę.
- Niestety. Wtedy wojowniczka Klanu Klifu potężnym ciosem rozdarła gardło Borsuczego Pazura, a ten padł na ziemię. Na polu bitwy zostały tylko dwa koty z naszego Klanu. Wtedy Wojenna Gwiazda upadła na ziemię, martwa. Jeleni Róg uciekła przeciwnikowi i położyła się obok liderki opłakując jej upadek. Po chwili wróciła, znów oddychała. Wtedy rudy kocur powiedział jej, że Niespodziewana Gwiazda i jej zastępczyni umarły, a on został nowym liderem Klanu Klifu. Kazał Klanowi Wilka odejść i zamieszkać po tej stronie Drogi Grzmotu.
- Dlaczego nie odbijemy naszych terenów? - zapytałem. Słoneczny Deszcz pokręcił głową.
- Wojenna Gwiazda nigdy nie kryła swojego strachu przed Klanem Klifu, a Jelenia Gwiazda nie chce wojen. Może kiedyś zostaniesz liderem i odbijesz nasze tereny?
- Nie będę nim prędzej niż ty Słoneczny Deszczu. Ale marzę czasami o tym stanowisku.
- Jak każdy uczeń.

<Słoneczny? BW ;_;>

21 sierpnia 2016

Od Jaszczurczej Łapy C.D. Słonecznego Deszczu

Kolejne ćwiczenie polegało na atakowaniu Słonecznego Deszczu, tak, aby się tego nie spodziewał. Z góry wiedziałem, ze jest to bez sensu, gdyż wojownik wiedział, że zaraz ktoś go zaatakuje. Jednak "zaraz" wcale nie jest takie dokładne, a kierunek ataku także może być niespodziewany.
Wykonywałem to zadanie już piąty raz tego dnia. Byłem lekko zmęczony tymi skokami. Słoneczny Deszcz określił moje umiejętności jako zgrane, ale ja wcale tak nie uważałem. Czasami, kiedy skakałem przygniatałem mentora całą masą do ziemi, mając wrażenie, że zaraz połamię mu kości a innym razem przelatywałem nad nim, choć ten nawet się nie pochylił. 
Po zakończonym treningu byłem wyczerpany. Słoneczny Deszcz też wyglądał na lekko zmęczonego.
- Wracajmy do obozu i coś zjedzmy - powiedział w końcu. - Nie martw się, jeżeli uczymy się walki jesteśmy zwolnieni z obowiązku polowania.
- Nie martwię się tym - zaprzeczyłem. 
- To dobrze. Jutro też zarezerwowałem dla nas trening. Wiesz, to by było niemądre, gdyby wszyscy trenowali, a nikt nie polował - zaśmiał się mentor. - Chyba, że nie masz siły. Mogę powiedzieć Jeleniej Gwieździe, żeby jutro trenowali Pajęcza Łapa i Krucza Stopa. Też mają zamiar zacząć.
- Mam siłę! Zapomniałeś? Jesteśmy silni i świetnie skaczemy! - zażartowałem. Słoneczny Blask uśmiechnął się do mnie serdecznie.
- Mały mądrala.
Weszliśmy do obozu i wzięliśmy swoje porcje. Ja udałem się w kierunku innych uczniów, mojego rodzeństwa, kiedy ktoś zagrodził mi drogę. Szybko rozpoznałem charakterystyczne cętki.
- Jelenia Gwiazda - szepnąłem na powitanie. Liderka kiwnęła głową.
- Witaj Jaszczurcza Łapo, jak trening? - spytała słodkim głosem. Byłem lekko zmieszany. Liderka mówi do mnie tak swobodnie? Czemu do mnie? Co ja jestem?
- Yp, dobrze - wydusiłem. Kotka przekręciła głowę.
- Uczyłeś się walczyć - zauważyła. - Nie było problemów?
- N-nie! Słoneczy Deszcz to świetny mentor! I wspaniały wojownik.
- Masz rację, Mglisty Cień doskonale wyszkolił swojego syna. Mam nadzieję, że Wojenna Gwiazda nie zrobiła źle oddając pod jego opiekę ciebie.
- Nie! To był doskonały wybór! Ja i mój mentor świetnie się dogadujemy. Nauczył mnie wszystkiego, co umiem. A umiem bardzo dużo!
Kotka zaśmiała się jeszcze raz i polizała mnie po głowie.
- Skoro tak, to zmykaj. Widzę, ze jesteś zmęczony, a jutro czeka cię kolejny trening. Myślę, że nie zajmiecie mi jednak całego księżyca waszymi treningami? 
- Ależ skąd! - zawołałem i pobiegłem do swoich braci i sióstr.

- Siła przydaje się nie tylko w przypadku ataku z zaskoczenia - powiedział Słoneczny Deszcz następnego dnia treningu. - Jest też bardzo przydatna w przypadku obrony. Kiedy jesteś silniejszy od napastnika możesz z łatwością go pokonać w bezpośrednim starciu. Dziś skupimy sie wyłącznie na tym.

< Słoneczny? Ty tak ładnie opisujesz walki :c >
Jelenia Gwiazda się jąka, mam wrażenie, że tylko ja czytałam te opowiadanie >.>

13 sierpnia 2016

Od Jaszczurczej Łapy C.D. SŁonecznego Deszczu

- Ja też chcę już wrócić do uczenia ciebie - zamruczał kocur. - A kto zabrał cię na patrol?
- Krucza Stopa - odpowiedziałem szybko. - I Pajęcza Łapa. Sprawdziliśmy Klan Klifu i siedlisko dwunożnych. Nie wyczuliśmy jednak nic niepokojącego.
- Całe szczęście - westchnął kocur.
- Ale ja coś widziałem! - mruknąłem ciszej, zbliżając się bardziej do mentora. - Jakiś kot z Klanu Klifu...
- Krucza Stopa wie? - spytał lekko zdenerwowany kocur. Pokręciłem głową. - Jaszczurcza Łapo! Powinieneś o tym zameldować od razu!
- Ale Słoneczny Deszczu! To był ten kot! - zawołałem cichutko, tak aby Sowie Skrzydło nie usłyszała. - Ich medyk!
Słoneczny Deszcz zastrzygł uszami i spojrzał szybko na Sowie Skrzydło. Sam też się do niej odwróciłem, ale wydawała się nie słyszeć naszej rozmowy.
- Skąd wiesz, że to on? - syknął jeszcze ciszej.
- Mówiłeś, że nie ma oka, a jego sierść jest w kolorze piasku. To musiał być on!
- Widziałeś go całego?
- Tak! On też nas widział. Przyglądał się nam. Przez jakiś czas patrzeliśmy sobie nawet w oczy. W sensie: ja patrzyłem mu w oko.
- Powinieneś od razu powiedzieć o tym Kruczej Stopie! - warknął mentor.
- No... tak, ale uznałem, że medyk nie jest dla nas zagrożeniem, poza tym był po drugiej stronie Drogi Grzmotu... - chciałem się wytłumaczyć, ale mój mentor był nieugięty.
- Musisz zawsze informować opiekuna o zauważonych, podejrzanych rzeczach. Nawet kiedy zostaniesz wojownikiem musisz złożyć raport z patrolu liderowi lub zastępcy - pouczył mnie.
- Ale w Klanie Wilka nigdy nie było zastępcy - zauważyłem. Słoneczny Deszcz pokręcił głową, ale wyjaśnienie złożył mi nie on, a Sowie Skrzydło.
- Wojenna Gwiazda, niech jej z Gwiezdnymi będzie dobrze, była zastępczynią Wilczej Gwiazdy, który założył nasz klan - mruknęła medyczka. - To dziwne, że o tym nie wiesz, nawet królowe innych klanów uczą o tym kocięta.
- Wiem, że Wilcza Gwiazda był twoim ojcem - zauważyłem. Kotka prychnęła z pogardą.
- Czyli czegoś cię jednak nauczyła - mruknęła pod nosem i wróciła do swoich obowiązków. Miałem ochotę na nią syczeć. Nie będzie obrażała mojej mamy
- Jaszczurcza Łapo, chcę, żebyś coś wiedział - szepnął mi mentor do ucha tak cicho, że Sowie Skrzydło na pewno tego nie słyszała. - Nie nastawiaj się wrogo do Sowiego Skrzydła. To ona przyniosła was do obozu.
Jeżeli Słoneczny Deszcz mówi prawdę, Sowie Skrzydło zna odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie męczą mnie od kiedy tylko pamiętam. Skąd ja się tu wziąłem? Kim są moi rodzice? Dlaczego rodzona matka mnie zostawiła?

<Słoneczny Deszczu? Sówko?>

09 sierpnia 2016

Od Jaszczurczej Łapy C.D. Słonecznego Deszczu

Polizałem mentora po barku i podbiegłem do Sowiego Skrzydła. Medyczka spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem.
- Yyy... Słucham? - wydusiła w końcu.
- Jak długo Słoneczny Deszcz u ciebie zostanie? - spytałem. Kotka poruszyła łopatkami.
- Ze dwie noce... Jego rany nie są aż takie głębokie - mruknęła. - Nie martw się Jaszczurcza Łapo, nawet się nie obejrzysz, a wrócisz do treningów. Potem zostaniesz wojownikiem, wyszkolisz trzech uczniów, poznasz ładną kotkę, urodzi twoje kocięta, a pod koniec życia zamieszkasz wśród starszych i będziesz opowiadał kociętom historie o dniach, takich jak ten.
Zrobiło mi się nieco głupio. Mama opowiadała nam, że Sowie Skrzydło nie została wojownikiem, choć od zawsze o tym marzyła. Straciła węch. Musi być jej bardzo przykro, kiedy podchodzi do niej w pełni sprawny uczeń, który jak mówiła zostanie wojownikiem i będzie miał kocięta. Widać w jej ochach, że chciałaby je mieć.
- Dziękuję, Sowie Skrzydło - odpowiedziałem cicho.
- A teraz zmykaj, Słoneczny Deszcz potrzebuje spokoju - powiedziała uprzejmie. Uśmiechnąłem się do niej i udałem się w kierunku wyjścia. Dwa dni... Da się przeżyć. Może pójdę na trening razem z innym uczniem? Byłoby świetnie! Mógłbym poćwiczyć walkę!
- Jaszczurcza Łapo! - usłyszałem głos Kruczej Stopy. Odwróciłem się, czarny wojownik szedł w moim kierunku. - Słyszałem, co się stało. Jeżeli chcesz, możesz iść jutro ze mną i Pajęczą Łapą na patrol.
- Z przyjemnością! - zamruczałem. Czyli jednak, jakoś będzie. 

<Słoneczny? BW na Gada ;_;>

07 sierpnia 2016

Od Jaszczurczej Łapy

To był wielki dzień! Dziś Słoneczny Deszcz i Lisi Ogon zrobili mi i Brudnej Łapie sprawdzian. Chciałem wypaść w nim jak najlepiej. Nie chciałem zawieść mentora i mamy. Poza tym chciałem pokazać rodzeństwu, że jestem od nich lepszy. Każdy poza mną i Brudną Łapą przeszedł już ten sprawdzian.
Wstałem tak wcześnie, jak tylko mogłem. Wyjrzałem z legowiska uczniów, mentorzy już czekali. Podbiegłem do siostry i ją obudziłem.
– Brudna Łapo! – Kotka nerwowo zastrzygła uszami.
– Czego znowu? – mruknęła niezadowolona.
– Już na nas czekają!
Brudna Łapa powoli podniosła się i przeciągnęła. Usłyszałem ziewanie w głębi legowiska.
– Gdzie idziecie tak wcześnie mysie bobki? – mruknęła Złota Łapa. Czasami potrafi być naprawdę wredna.
– Wzorowy uczeń wstaje wcześnie rano, żeby móc prędko rozpocząć trening – powiedziałem dumnie unosząc ogon.
– Dobrze „Wzorowa Łapo”. Nie zrób mi wstydu – powiedziała z niezadowoleniem i zamknęła oczy by dalej spać.
Wybiegłem z Brudną Łapą na spotkanie z mentorami. Słoneczny Deszcz uśmiechnął się na mój widok.
– Gotowi udowodnić swoją wartość? – spytał radośnie. Zamruczałem z podnieceniem.
– Oczywiście Słoneczny Deszczu!
– To świetnie. Posłuchajcie: Brudna Łapo, ty pójdziesz w okolice Drogi Grzmotu, a potem w okolice siedliska dwunożnych. Ty Jaszczurza Łapo udasz się nad Piaszczystą Rozpadlinę i do lasu przy Słonecznych Skałach.
– Nie musicie martwić się o bezpieczeństwo – zapewniła nas Lisi Ogon. – Będziemy czuwać nad wami z ukrycia. Pamiętacie też, żeby nie przekraczać granic terytoriów i na nich nie polować.
Oboje skinęliśmy głowami i wyszliśmy z obozu. Brudna Łapa pobiegła w kierunku Drogi Grzmotu, a ja w okolice Piaszczystej Rozpadliny. Mentorzy już wcześniej zapoznali nas z celem misji: złapać jak najwięcej zwierzyny. Oczywiście wiedziałem, że ilość jest bez znaczenia, bardziej liczyło się to, jak złapie się te kąski. Mógłbym przynieść tysiąc myszy, ale i tak nie dorównałbym uczniowi, który przyniósłby dobrze złapanego gołębia.
Po krótkim czasie dotarłem nad duży dół w piachu. Wskoczyłem na zbocze i zjechałem w dół. Usiadłem na piasku i rozejrzałem się wokół. Wiedziałem, że to jedno z najlepszych łowisk Klanu Wilka. Słoneczny Deszcz chciał mi wyraźnie ułatwić zadanie. Szybko wypatrzyłem swoją pierwszą zdobycz.
Szybki atak i mysz była już moja. Może nie włożyłem w to zbyt dużo mojej techniki, ale udało mi się ja złapać, zanim mnie zauważyła. A o to w końcu chodzi w polowaniu. Wykopałem mały dołek w charakterystycznym miejscu i zakopałem tam zwierzynę. Wyruszyłem na dalsze łowy.

Zanim słońce zaczęło górować złapałem jeszcze dwie myszy i jaszczurkę. Nadeszła pora, by udać się do kolejnego łowiska. Dalsze męczenie Piaszczystej Rozpadliny nie ma sensu. Pora na las w okolicy Słonecznych Skał. Było to terytorium bardzo blisko Klanu Nocy. Wiedziałem jednak, że można złapać tam wiewiórki, leśne żaby i w najlepszym wypadku króliki.
Miejsce, które wybrałem na kryjówkę dla pierwszego złapanego nornika znajdowało się bardzo blisko granicy lasu. Była to bardzo niebezpieczna kryjówka. Ale bez ryzyka nie ma dobrych wyników. Zacząłem polowanie i się nie pomyliłem. Nie minęło dużo czasu, a już miałem w zębach młodego królika.
Zakopałem go razem z dwiema myszami. Położyłem się na mały odpoczynek. Ze swojej kryjówki doskonale widziałem Słoneczne Skały. Leżałem tak chwilę, kiedy nagle wylądował tam duży ptak.
„Pamiętacie też, żeby nie przekraczać granic terytoriów i na nich nie polować.” – odbił się w mojej głowie echem głos Lisiego Ogona. Miałem jednak okazję złapać TĄ zdobycz. Żaden uczeń takiej jeszcze nie miał, żaden wojownik od wielu księżyców nie przyniósł podobnej do obozu. Zacząłem się
Ptak mnie nie widział. Czyścił swoje duże skrzydła zupełnie nieświadomy mojej obecności. Byłem już naprawdę blisko jego; i daleko granicy. W końcu odważyłem się. Wyskoczyłem z trawy i w ostatniej chwili złapałem ptaka za nogę. Rzuciłem nim o skałę i wskoczyłem na jego brzuch. Ptak próbował mi się wyrwać, dziobał mnie w łapy. Ja złapałem szybko jego szyję i zacząłem go dusić. Po chwili ptak był martwy.
– Gwiezdny Klanie! Złapałeś sokoła! – usłyszałem głos Słonecznego Deszczu. Widział to! Widział jak złapałem tego wielkiego ptaka!
– Wstrętni złodzieje! – Ten syk należał do nieznanego mi kota. Wojownika Klanu Nocy.
Dwa wielkie kocury wskoczyły na skałę, na której stałem. Wystraszyłem się, ale nie miałam zamiaru wypuszczać złapanego ptaka.
– Oddajcie naszego ptaka, a puścimy was wolno – syknął długowłosy kocur o niebieskich oczach.
– Żartujesz Błękitna Burzo? Nie odejdą stąd, dopóki nie skopiemy im tłustych zadów! – wypluł jego szary towarzysz.
– Tłustych? – syknął Słoneczny Deszcz. – Tak często łowisz w rzece ryby, a ani razu nie przyjrzałeś się swojemu sadłu?!
Szary kot skoczył na mojego mentora i zaczął z nim walkę. Wiedziałem, że mnie czeka teraz pojedynek z tym drugim. Czarnobiały kocur przywarł do skały. Przybrał już bojową pozę.
– Wiejemy Jaszczurza Łapo! – usłyszałem krzyk Słonecznego Deszczu. Miał rację, walka z sokołem w pyszczku nie była najlepszym pomysłem, a ja nie miałem najmniejszego zamiaru go wypuszczać. Pobiegłem tak szybko, jak tylko było to możliwe w kierunku lasu.
Co chwila potykałem się o skrzydła złapanego ptaka, ale szybko podnosiłem się z ziemi. Już na granicy przewróciłem się jednak i zgubiłem ptaka, chciałem go ponownie złapać w zęby, ale powstrzymał mnie Słoneczny Deszcz.
– Biegnij! – syknął.
– Ptak!
– Zostaw!
I posłuchałem. Pobiegłem dalej za mentorem w głąb naszego terytorium. Wdrapaliśmy się szybko na pobliskie drzewa. Widzieliśmy, jak wrodzy wojownicy przebiegają pod naszymi łapami zupełnie nieświadomi naszej obecności.
– Przeskocz na tamto! – syknął cicho Słoneczny Deszcz wskazując mi głową rosnącą obok lipę. Ostrożnie przeszedłem na koniec swojej gałęzi i odbiłem się tylnymi łapami. W ostatniej chwili wbiłem pazury w gałąź lipy.
– Au! – syknąłem. Ten chwyt wyciągnął mi pazury, bardzo bolało. Chwilę później na pobliskiej gałęzi wylądował Słoneczny Deszcz. Wciągnąłem się na swoja gałąź i spojrzałem mu w oczy. – Przepraszam – mruknąłem.
– Za co mnie przepraszasz? – spytał niepewnie wojownik.
– Wtargnąłem na wrogie terytorium, złapałem tam ptaka, naraziłem nas na niebezpieczeństwo i jeszcze nic z tego nie mam, bo zgubiłem tą zwierzynę.
Słoneczny Deszcz uśmiechnął się i zaśmiał cicho.
– Jaszczurza Łapo! Ja jestem właśnie z ciebie dumny! Może źle postąpiłeś wchodząc na terytorium wroga i może i zgubiłeś swoją zdobycz, ale udowodniłeś też, że potrafisz polować na nawet tak trudną zwierzynę, jak sokół! – oznajmił. – Chodźmy po to, co złapałeś wcześniej i wracajmy do obozu. Niech tylko starsi wojownicy usłyszą, jakiego mam utalentowanego ucznia!
– I jakiego masz utalentowanego brata – dodałem.

< Słoneczny Deszczu? >

21 lipca 2016

Od Jaszczurczej Łapy C.D. Słonecznego Deszczu

Starałem się trzymać wskazówek Słonecznego Deszczu jak najlepiej. Niestety na niewiele się to zdało, bo gdy tylko zobaczyłem mysz, uciekła. Po chwili znalazł się obok mnie Słoneczny Deszcz.
- Robiłem wszystko jak kazałeś, a ona i tak uciekła! - mruknąłem niezadowolony. Słoneczny Deszcz lekko się uśmiechnął i przydusił łapą mój ogon. Aha...
- Musisz go pilnować - powiedział mentor. - Inaczej nigdy niczego nie złapiesz.
Tupnąłem z niezadowoleniem. Nie umiem kontrolować ogona! Nigdy się nie nauczę!
- Chodź, może w innym miejscu znajdziemy więcej jedzenia - oznajmił mentor z uśmiechem. Ruszyłem za Słonecznym Deszczem. Szliśmy lasem, ale w oddali zobaczyłem coś dziwnego. Krajobraz się tam zmieniał. Nie było już tam ciemno, a robiło się jasno.
- Słoneczny Deszczu... - jęknąłem zaniepokojony. Wojownik zatrzymał się i spojrzał na mnie.
- Tam jest granica naszych terenów - oznajmił. - Dalej są tereny Klanu Nocy. Pod żadnym pozorem nie przekraczaj tej granicy.
Skinąłem głową. Z opowieści mamy pamiętałem jednak, że jest jeszcze jeden klan.
- A gdzie mieszka Klan Burzy? - spytałem.
- Klan Burzy nie graniczy z Klanem Wilka. Nie graniczy też z Klanem Nocy i Klifu. Mieszkają na wysokiej równinie, gdzie nie mogą dostać się inne koty. Ale idąc do Matczynego Pyszczka przechodzi się przez ich tereny.
Takie lekcje były znacznie ciekawsze. Nie musiałem na nich nic robić, a i tak wiele się uczyłem. Ale muszę nauczyć się polować! Co to za wojownik, który nie potrafi polować?
- Dobrze, spróbujmy jeszcze raz. Spróbuj znaleźć ofiarę i ją upolować.
To było bez sensu! Nie umiem położyć ogona! Na pewno to zawalę.
Szybko wywęszyłem nowa ofiarę. Podkradłem sie do niej, starając się pamiętać o ogonie. Gdy byłem dostatecznie blisko wybiłem się i zaatakowałem. Udało mi sie chwycić ofiarę. Niesamowite! Złapałem ją za kark, a ta znieruchomiała. Przewróciłem ją na brzuch i chwtciłem za krtań. Szybko ją udusiłem.
- Brawo Jaszczurcza Łapo! - zawołał mentor. - Złapałeś królika!
- Serio?
Byłem tak zdenerwowany, ze nawet nie zwróciłem uwagi na długie uszy i duży rozmiar. Słoneczny Deszcz musiał być dumny.

< Słoneczny Deszczu? >

19 lipca 2016

Od Jaszczurczej Łapy C.D. Słonecznego Deszczu

- Było bardzo fajnie - powiedziałem wręcz od razu. Słoneczny Deszcz się uśmiechnął. Jedliśmy razem, obok siebie. Moje rodzeństwo było dalej, nie towarzyszyli im mentorzy. Poczułem, że nie powinno mnie tu być. 
- Jaszczurcza Łapo - usłyszałem syk mamy. Odwróciłem głowę w jej kierunku. Kiwnęła mi, żebym poszedł do reszty rodzeństwa. 
- Wybacz Słoneczny Deszczu, ale wolałbym zjeść z innymi uczniami - oznajmiłem, wziąłem mysz w pyszczek i odszedłem. Kiedy położyłem się obok Pajęczej Łapy zobaczyłem, jak mama podchodzi do Słonecznego Deszczu. Wyglądał na bardzo smutnego, kiedy skończyła z nim rozmawiać. Zacząłem dalej jeść.

Następnego dnia wstałem wcześniej. Obawiałem się swojego pierwszego treningu, ale nie było aż tak źle. Teraz z podniesiona głową mogłem wyjść z obozu razem z moim mentorem i rozpocząć drugi dzień szkolenia.
Wybiegłem z legowiska zanim inni uczniowie się obudzili. Było bardzo wcześnie. W obozie nie było nikogo, poza kotami wybierającymi się na poranny patrol.
- Cześć tato! - zawołałem z daleka. Mglisty Cień wystraszył się tym zawołaniem.
- Jaszczurcza Łapo, co tu robisz tak wcześnie? - spytał. Usiadłem obok i podrapałem się za uchem.
- Wczoraj się spóźniłem na trening. Nie chcę zaliczyć powtórki... - powiedziałem. - Nie zabierasz Gęsiej Łapy?
- Spóźnia się - powiedział. -Możesz iść go obudzić?
- Jasne!
Pobiegłem do legowiska uczniów i po chwili wróciłem z Gęsią Łapą. Wyszli z obozu razem z Mysim Wąsem. Ja nadal siedziałem i czekałem na swojego mentora. Niedługo potem wyszedł z legowiska.

<Słoneczny Deszczu?>