Zgromadzenie 26.09, krótko przed przemowami
Niedźwiedziówkowy Pył przemierzała Bursztynową Wyspę w poszukiwaniu kolejnego kota, z którym mogłaby porozmawiać na jakiś ciekawy temat. Gdy rozglądała się na boki, przypomniała sobie, że wchodząc na wyspę, zgubiła gdzieś Gąbczastą Perłę. Od razu poczuła, jak narasta w niej gniew — nie mogła przecież pozwolić na to, by dymna szlajała się sama po wyspie! Co, jeśli zacznie rozpowiadać kotom, że buraska jest zdrajczynią i morderczynią? Co, jeśli zrobi lub powie cokolwiek wbrew woli Niedźwiedziówki? Nocniaczka zaczęła gorączkowo rozglądać się wokół, wypatrując znajomego, ciemnego futra. Jak tylko wrócą do obozu, obedrze Gąbkę ze skóry własnymi łapami! Jak ona w ogóle śmiała się od niej oddzielić? Jak śmiała się zgubić? Przecież doskonale wiedziała, że nie wolno jej było tego robić!
Nim jednak wypatrzyła w tłumie bujną czuprynę nocniackiej medyczki, z impetem wpadła na obcego kota. Zderzyli się z taką siłą, że Niedźwiedziówce na moment zawirował przed oczami cały świat. Miała wrażenie, że na wizji mignęło jej równie znajome futro co to należące do Gąbki. Gdy wreszcie się ocknęła, pierwszym, co zrobiła, było stęknięcie:
— Szałwiowe Serce! Nie widzisz, że szukam ko- — przerwała jednak, gdy otworzyła ślepia i ujrzała przed sobą zupełnie innego kocura. Ten nie nosił na czole czerwonego znaku lotosu, a jego futro było ciemniejsze. Oczy miał jednak całkiem podobne. Miał też pędzelki na uszach, zupełnie jak nocniacki książę.
Przez moment stała w szoku, zdziwiona tym, że pomyliła jakiegoś obcego kocura z Szałwiowym Sercem, jednak już po chwili zdenerwowała się jeszcze bardziej. Skoro kot, który na nią wpadł, nie był księciem, a jedynie jakimś brudasem z obcego klanu, nie miała już żadnych powodów, by powstrzymywać się przed zwyzywaniem go od góry do dołu.
— Nic ci nie jest? — spytał nagle nieznajomy. — W dodatku czemu nazwałaś mnie Szałwiowym Sercem? Jestem aż tak podobny do jakiegoś obcego kota?
Niedźwiedziówkowy Pył nie zdążyła ułożyć kwiecistej wiązanki obelg, dlatego postanowiła wkręcić się w rozmowę z pointem i być może przebrnąć przez nią w pokojowej atmosferze. Nawet jeśli wciąż była zdenerwowana tym, że Gąbczasta Perła była teraz wolna niczym ptak i mogła rozmawiać, z kim chciała, i o czym chciała.
— Cóż, w pierwszej chwili wydawałeś się całkiem podobny. Ale teraz widzę, że pysk masz całkiem prosty, a czoło nienaznaczone znakiem lotosu — mruknęła, mrużąc ślepia. — Podobne umaszczenie i kolor oczu to pewnie przypadek, no nie? W końcu, dlaczego miałbyś być spokrewniony z samym księciem! Nie byle kto może przynależeć do królewskiej rodziny — stwierdziła, uśmiechając się chytrze.
Na szczęście ona nie była byle kim i wkrótce zamierzała jakoś wkupić się w łaski rodu. Nie była jeszcze do końca pewna, jak chciała to zrobić, gdyż jak dotąd każdy z jej planów zawodził, lecz wiedziała, że kiedyś wreszcie dopnie swego.
— Nigdy nic nie wiadomo, nieprawdaż? Tak się składa, że moja matka nie mówi mi wszystkiego o ojcu, którego nie poznałem. W dodatku tak się składa, że moja siostra ma krzywy pysk oraz znak na czole, który może przypomina lotos, nie jestem pewien — przyznał.
Niedźwiedziówkowy Pył nie mogła powstrzymać parsknięcia, które wydobyło się z jej gardła. Nie wiedziała co prawda nic o tym, jak może wyglądać potomstwo dwójki kotów ani jakie cechy mogą po nich odziedziczyć, jednak była niemal pewna, że krzywy pysk i znaczek na czole, który w każdej chwili mógł zostać zmyty, nie przenosiły się na kocięta.
— Co za zbieg okoliczności! — mruknęła. — Muszę cię jednak zawieść, młody. Nie sądzę, by uraz szczęki czy znak lotosu wykonany z krwi i jagód był w stanie przenieść się z Szałwiowego Serca na twoją siostrę, o ile rzeczywiście byłaby jego córką. Chociaż co ja tam wiem! Może przyprowadzisz tu swoją matkę, a ja zaciągnę za uszy Szałwiowe Serce?
— Nie, nie, ten znak jest częścią jej umaszczenie. U was w klanie da się go zmyć? — spytał, jawnie ignorując propozycję przyprowadzenia matki do Nocniaczki. — Skąd w takim razie wiecie, kto jest z tego rodu? Nie zdarza się, że ktoś go sobie samemu wykonuje?
Burasce nie podobało się, że point tak po prostu zmienił temat, lecz nie postanowiła tego drążyć. Gdyby matka tego kota faktycznie okazała się obcą kotką, musiałaby zaciągać tutaj Szałwiowe Serce na marne, o ile w ogóle został zabrany na zgromadzenie. Całkiem możliwe, że został w obozie, a buraska nawet o tym nie wiedziała. W końcu, dlaczego miałaby się skupiać na tym, kto wyrusza na Bursztynową Wyspę, skoro miała przy sobie Gąbczastą Perłę?
— Nie przesadzaj! Kotów z rodu wcale nie jest tak wiele i wszyscy należą do tej samej rodziny. Ty chyba wiesz, kto jest twoim rodzeństwem czy kuzynostwem, no nie? — odparła, unosząc brew. — Znak może się zmyć, dlatego księżniczki i książęta muszą go sobie odnawiać. Nie sądzę więc, żeby twoja siostra mogła odziedziczyć go w formie permanentnej. No chyba, że ten cały Klan Gwiazdy maczał w tym palce! — stwierdziła.
— To ile jest kotów z rodu? — Nocniak kontynuował zadawanie pytań.
Bura westchnęła. Dlaczego point zadawał jej aż tyle pytań? Zachowywał się tak, jakby wcale jej nie słuchał, a jedynie postępował według wcześniej ustalonego scenariusza. Może był jakimś szpiegiem? Może Lśniąca Gwiazda specjalnie rozkazał mu dowiedzieć się czegoś o rodzie w Klanie Nocy? Niedźwiedziówka prędko się wyprostowała, wypinając pierś.
— Wiesz, co ci powiem? Nie interesuj się, bo mysiej mordki dostaniesz! — stwierdziła, mierząc kocura podejrzliwym wzrokiem. — Czy wasz lider nasłał cię, żebyś wyciągnął informacje na temat Klanu Nocy? Jeśli tak, to się przyznaj, bo cię rozgryzłam! Ciągle tylko zadajesz jakieś pytania. Planujecie na nas jakiś atak, co? — zapytała, unosząc brew.
Klifiak przewrócił oczami.
— Tak, jestem szpiegiem z polecenia brata mojej matki — sarknął. — Weź, puknij się w ten pusty łeb. Wymyślasz coś niestworzonego, nie mając nawet podstaw. A nie, chwila. Masz je, uważając po prostu moją ciekawość za szpiegostwo. Proszę cię, gdyby tak faktycznie było, to bym nie pytał wprost i raczej nie ciebie — dodał. Odwrócił się na pięcie, mając zamiar odejść.
Wojowniczka parsknęła śmiechem na widok tego, jak łatwo kocur dał się sprowokować. Zdziwiła się, że gdy na niego wpadła, okazał się taki spokojny. Szybko jednak wyszło na jaw, że nie jest aż tak cierpliwy, jak początkowo się spodziewała. Trudno. Przynajmniej teraz mogła wrócić do poszukiwań Gąbczastej Perły, która najpewniej wciąż kręciła się po Bursztynowej Wyspie lub — nie daj Marionetko — rozmawiała z którymś z kotów.
* * *
Już w drodze powrotnej ze zgromadzenia Niedźwiedziówka odnalazła w tłumie Gąbkę i niemal się do niej przykleiła. Gdy tylko ich spojrzenia się spotkały, buraska uśmiechnęła się niewinnie, choć każdy, kto przebywał w jej otoczeniu wystarczająco długo i znał jej mroczniejszą stronę, wiedział, że za tym uśmiechem kryło się coś groźnego. Wojowniczka miała wrażenie, że pod jej spojrzeniem medyczka nieznacznie zadrżała. Gąbka po chwili odwzajemniła jej uśmiech, choć był on słabszy i wyraźnie nerwowy. Wiedziała, że Niedźwiedziówkowy Pył była na nią zła. Wściekła, wręcz. Tej nocy potwornie się na niej zawiodła, a za to z pewnością spotka ją kara. Bura zaraz coś wymyśli. Zaraz zaplanuje coś takiego, że Gąbczastej Perle nawet przez uderzenie serca nie przejdzie przez głowę, by kiedykolwiek ponownie się od niej oddalić.
— No, więc… co tam robiłaś podczas zgromadzenia, co? — zagaiła bura wojowniczka, niby udając szczerze zainteresowaną, choć w środku kipiała ze złości. Miała nadzieję, że Gąbka nie rozmawiała z nikim z Klanu Nocy. Niedźwiedziówka nie chciała, by ktokolwiek dowiedział się, że dymna jest w stanie funkcjonować w miarę normalnie, gdy nad jej karkiem nie dyszy pewna kotka o białym pysku.
— Nic specjalnego… — oznajmiła Gąbczasta Perła, wlepiając spojrzenie we własne łapy. — Rozmawiałam tylko ze swoją wnuczką, Fiołkową Łapą. Nie masz się o co martwić — dodała cicho, a jej głos się załamał.
Bura wolałaby móc upewnić się, czy to, co mówiła Gąbka, było prawdą, jednak nie zamierzała teraz wypytywać Fiołki o to, czy faktycznie rozmawiała ze swoją babcią. Mogłaby co prawda zapytać ją, czy rozmawiała z kimś podczas zgromadzenia, a wtedy może szylkretka przyznałaby, że rozmawiała z medyczką — a może właśnie, że wcale z nią nie rozmawiała.
— Dlaczego się ode mnie oddaliłaś, Gąbko? — mruknęła w końcu, głosem cichszym niż sam szum wiatru. — Przecież wiesz, że jako twoja przyjaciółka bardzo martwię się o twój stan. Cały czas ostatnio chodzisz zestresowana, czyż nie? Boję się, że kiedyś pod moją nieobecność zrobisz coś głupiego, czego później będziesz żałować — wyjaśniła równie cicho, tak by żaden kot, który przechodził w pobliżu, nie był w stanie jej usłyszeć.
Medyczka skinęła jedynie głową.
— Wybacz, Niedźwiedziówko… To się nigdy nie powtórzy — zapewniła ją, na co bura uśmiechnęła się z satysfakcją.
— Mam nadzieję — odparła. Jak ona uwielbiała mieć Gąbkę owiniętą wokół paluszka! Kotka nie była w końcu byle kim, a samą księżniczką! Szkoda tylko, że medycy nie mogli być oficjalnie razem ani zawierać ślubów, bo w przeciwnym razie Niedźwiedziówkowy Pył już dawno przekonałaby ją do związku — choćby tylko po to, by sama mogła wspiąć się nieco wyżej w hierarchii. Och, jak bardzo marzyła o tym, by kiedyś związać się z jakimś księciem czy księżniczką! Szkoda tylko, że Czyhająca Murena wciąż była taka… niedostępna. Może powinna obrać sobie inny cel i zacząć trzepotać rzęsami przed jej rodzeństwem? Miała go przecież całkiem sporo, a każdy z nich nosił na czole ten jakże przepiękny, szkarłatny znak lotosu.
* * *
Od ostatniego czasu, a konkretniej od poprzedniego zgromadzenia, Niedźwiedziówkowy Pył zrobiła sobie z lecznicy drugi dom. Już wcześniej przebywała w niej niezwykle często, by mieć Gąbkę na oku, jednak teraz przeszła samą siebie. Żyła w lecznicy, jadła w lecznicy, czyściła futro w lecznicy, a nawet w niej spała. Gąbczasta Perła nie miała co do jej zachowania żadnych zastrzeżeń — choć to nie tak, że w ogóle mogła je mieć. Był natomiast ktoś, kto Niedźwiedziówce wyjątkowo działał na nerwy. Był to czarno-biały książę, Klekoczący Bocian. Nie krył swojej niechęci do buraski. Zawsze, gdy układała się wygodnie na swoim nowym posłaniu, mogła dostrzec, jak spoglądał na nią z pogardą. Czasem słyszała też, jak rozmawiał z dymną o tym, że wojowniczka nie ma prawa tu przebywać i powinna spać wraz z kotami o takiej samej randze. Brązowooka w rozmowach ze swoim asystentem dzielnie jednak broniła Niedźwiedziówkowego Pyłu, za każdym razem skutecznie uciszając sfrustrowanego kocura.
Z takiego obrotu spraw buraska również czerpała ogromną satysfakcję. Nawet ten głupi, wyszczekany książę nie mógł jej podskoczyć, gdy miała po swojej stronie Gąbczastą Perłę. Gorzej będzie, jeśli kiedykolwiek odważy się złożyć skargę Mandarynkowej Gwieździe. Może wtedy srebrna uzna, że Niedźwiedziówka faktycznie nie powinna tak często przebywać w lecznicy? Nie, dlaczego miałaby to zrobić…! Narwana Gonitwa również nie spała zbyt często w legowisku przeznaczonym dla kotów o randze, którą pełniła. Niedźwiedziówkowy Pył zakładała, że jej córka zasypiała obok swojego brata — Narcyzowej Łapy — który wciąż jeszcze był uczniem. Poza tym miała wrażenie, że niegdyś widziała, jak szylkretka późnym wieczorem zaszywała się w legowisku uczniów, choć od dawna nosiła już nowe miano.
W każdym razie Niedźwiedziówka nadzorowała pracę medyczki i z przyjemnością podsłuchiwała inne koty. Ostatnio do lecznicy przybyła Wzlatująca Uszatka z infekcją ucha. Bura obserwowała, jak Gąbka wlewa jej do ucha najpewniej jakiś nektar z kwiatu, a potem odsyła ją do legowiska. Widziała też zmartwioną minę dymnej, gdy ta wracała z legowiska starszyzny, w którym przebywała jej matka. Algowa Struga od kilku dni męczyła się z wymiotami, lecz Gąbka donosiła, że podobno jej stan nieco się poprawiał.
Oprócz tego Niedźwiedziówka najwyraźniej sama musiała się czymś zarazić, gdyż zaczął męczyć ją katar. Na szczęście nie musiała długo czekać, by uzyskać pomoc. Od razu poskarżyła się medyczce, która podała jej jakieś zioła. Katar niemal natychmiast jej przeszedł.
* * *
Mimo że na tym etapie można było już nazwać ją asystentką medyczki, wciąż musiała chodzić na patrole i polować, by wykarmić Klan Nocy. Zawsze, gdy była poza azylem, myślała tylko o Gąbczastej Perle i o tym, czy dymna przypadkiem nie rozmawia z jakimś innym kotem i nie zdradza mu jej sekretów. Bura najbardziej obawiała się tego, że pewnego dnia wróci do obozu, a tam będą już na nią czyhać Nocniaki znające całą prawdę na temat zniknięcia Mewiego Puchu. Mimo że nie czuła szczególnego przywiązania do swojej przynależności, wciąż pragnęła wspiąć się na wyżyny hierarchii — a teraz, gdy w jej głowie pojawił się zarys pewnego planu, stawka była znacznie większa. Nie mogła się doczekać, aż w końcu będzie mogła go zrealizować. Gdyby jednak Gąbczasta Perła postanowiła się jej sprzeciwić, z jej planu byłyby nici! Nie mogła pozwolić, by coś tak dobrego, tak genialnego… poszło w piach! Musiała być więc ostrożna. Bardziej niż wtedy, gdy pozbywała się domniemanego partnera Czyhającej Mureny i przyłapała ją na tym medyczka. Brązowooka była łatwa do zmanipulowania, ale czy wszyscy tacy byli?
Niedźwiedziówkowy Pył przypadkiem odłączyła się od patrolu, jako że była pogrążona w myślach. Zawędrowała aż nad brzeg morza, gdzie uderzył ją zapach Klanu Klifu. Czy naprawdę zagapiła się aż tak bardzo, że trafiła nad granicę z sąsiadami? Prychnęła coś pod nosem i zamierzała wrócić do swoich pobratymców, lecz wtem dostrzegła majaczącą w oddali sylwetkę. Była podobna do Szałwiowego Serca, co musiało oznaczać… że należała do tego kocura ze zgromadzenia! Nie, chwila… Dlaczego teraz widziała dwa koty? Dlaczego ten kot ze zgromadzenia właśnie podszedł do sylwetki, którą Niedźwiedziówka spostrzegła jako pierwszą i która również była tak łudząco podobna do nocniackiego księcia? Czyżby ten Klifiak spacerował właśnie ze swoją siostrą, o której opowiadał burasce podczas zgromadzenia?
Na Marionetkę… może oni jednak byli jakąś zaginioną rodziną księcia?
<Kopio Szałwiowego Serca?>
Wyleczeni: Wzlatująca Uszatka, Spopielona Alga, Niedźwiedziówkowy Pył
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz