BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiewiórczy Ogon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiewiórczy Ogon. Pokaż wszystkie posty

14 września 2019

Od Wiewiórczego Ogona

Młoda kotka wepchnęła łeb do przez wejście do żłobka i zastrzygła uchem, aby strzepnąć z niego resztkę mchu. Jej nozdrza owionął przyjemny zapach mleka, a sama wojowniczka poczuła się niezwykle bezpiecznie. Rozejrzała się wokół przystosowując wzrok do słabszego światła, a jej spojrzenie spoczęło na Złocistej Rzece i trzech maluchach zwiniętych w ciasne kłębki przy jej boku. Cynamonowa wymruczała słowa powitania i przycisnęła pysk do pyska matki, a następnie usadowiła się wygodnie na mchu i wetknęła łapy pod siebie. Na jej pysku wymalowała się radosna ekspresja, kiedy miauknęła miękko:
- Są prześliczne. Jak mają na imię? - zwróciła ciepłe, jasne spojrzenie w stronę swojego małego, bezbronnego rodzeństwa. Przyszłość Klanu Wilka właśnie leżała bezpiecznie u jej łap i popiskiwała cicho przez sen. Złocista Rzeka przymknęła powieki zrelaksowana i pomrukując z zadowoleniem odparła:
- Rudy kocurek nazywa się Nagietek - jej spojrzenie spoczęło na kociaku. - Dalej śpią wasze dwie siostry - Stonoga oraz Trzcina.
Wiewiórczy Ogon nachyliła się nad kociętami i zaczęła przyglądać się, jak ich boki unoszą się w rytm oddechu. Momentalnie ogarnęła ją senność i nieomal dała się porwać błogiej nieświadomości, ale z otępięnia wyrwało ją cichutkie miauknięcie złocistej karmicielki.
- Jak wam się powiodło na patrolu łowieckim?
Wojowniczka zorientowała się, że jest to subtelna prośba o przyniesienie zdobyczy, więc dźwignęła się na łapy, chociaż bardzo chętnie popatrzyłaby jeszcze na te śpiące, futrzane kulki.
- Zaraz ci coś przyniosę - delikatnie liznęła karmicielkę w ucho, po czym ta posłała córce wdzięczne spojrzenie. Wiewiórczy Ogon przecisnęła się przez wejście do żłobka i aż wzdrygnęła się, kiedy znów znalazła się na zewnątrz legowiska, a zimny wicher nieprzyjemnie zmierzwił jej futro. Po chwili poczłapała w stronę stosu zwierzyny.
~tajm skip~
Wiewiórczy Ogon wylegiwała się właśnie w pobliżu legowiska wojowników, kiedy jej uwagę zwrócił cichy szelest dobiegający zza jej grzbietu. Odruchowo spięła mięśnie, aby poderwać się na równe łapy, ale dosyć szybko kątem oka dostrzegła płomiennorude futerko i soczystozielone oczy Nagietka. Zauważyła, że kocurek najpewniej zaczął polować na jej ogon, więc delikatnie kiwnęła jego koniuszkiem. Maluch spiął się do skoku i przyszpilił puszysty, cynamonowy ogon kotki do ziemi.
- Dobrze mi poszło? - spytał z entuzjazmem. Co prawda kocurek stał z wiatrem, więc z łatwością dało się wyczuć jego zapach, a do tego za bardzo się miotał i dało się go słyszeć między roślinami, ale kotka nie miała serca powiedzieć mu "nie". Dźwignęła się więc na łapy, kilka razy przejechała językiem po piersi, a następnie musnęła koniuszkiem ogona bark młodszego brata.
- Zapowiadasz się na obiecującego łowcę - wymruczała z rozpoznawalną nutą dumy w głosie. - Może pokazać ci trochę co i jak?
Rudy energicznie pokiwał głową i w skupieniu zaczął się przyglądać, jaką postawę przyjmuje pręgowana kotka, po czym prędko zabrał się do próby jak najwierniejszego odwzorowania jej. Zielonooką na początku nieco to rozśmieszyło, bo na jakiś czas przybrał postawę podobną do kaczki, ale już chwilę później doszedł do tej odpowiedniej zupełnie sam.
- No, teraz zdecydowanie lepiej - posłała Nagietkowi przyjazne spojrzenie. - Jestem pewna, że spodoba ci się polowanie, kiedy już zostaniesz uczniem - chciała dodać jeszcze "przynajmniej nie rozwalisz sobie nosa, tak jak ja", ale zrezygnowała z tego pomysłu. W zasadzie, to nikt oprócz Iglastego Krzewu i jej samej nie musi o tym pamiętać. Odruchowo potarła się łapą po pysku, który wydawał się znowu zapiec tak, jak po jej pierwszym treningu. Po jakimś czasie do głowy wpadła jej pewna myśl:
- Nagietku - powiedziała z uśmiechem, a kiedy zwrócił na nią uwagę, kontynuowała: - Nie chcesz się może w coś pobawić?

<Nagietek? Stonoga? Ktoś z obozu KW? Sorki za gniota ._.>

28 sierpnia 2019

Od Wiewiórczego Ogona

~akcja rozgrywa się jeszcze przed mianowaniem Sójki~
Wiewiórczy Ogon opuściła legowisko wojowników i wzdrygnęła się, kiedy zimny wiatr nieprzyjemnie zmierzwił jej futro, a kilka białych płatków śniegu wylądowało na jej uszach. Wstała dosyć wcześnie i uznała, że zanim wyruszy patrol graniczny lub łowiecki, upłynie jeszcze trochę czasu. Rozejrzała się po lekko zaśnieżonym obozie w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia, kiedy jej wzrok spoczął na żłobku. Lekkim krokiem potruchtała w jego stronę uznawszy wcześniej, że skoro już nie śpi, mogłaby odwiedzić Sójkę. Po drodze przyznała sama przed sobą, że w zasadzie całkiem fajny kocurek z niego wyrósł. Może trochę zbyt łatwo na wszystko się zgadzał, ale przecież kiedy zostanie uczniem, z pewnością będzie chlubą swojego mentora. Gdyby kazano mu wyjmować starszyźnie kleszcze codziennie przez cały księżyc, z pewnością zgodziłby się bez najmniejszych obiekcji. Cóż, przez jakiś czas na pewno spadnie na niego większość uczniowskich obowiązków, ponieważ był on najstarszym kocięciem w klanie - starszym nawet nieznacznie od kociąt Iglastego Krzewu i Gęsiego Pióra - więc najpewniej przez kilka wschodów słońca posiedzi w legowisku uczniów sam.
- Sójko! - zawołała go zduszonym szeptem, aby w razie gdyby spał, nie obudzić ani jego, ani Gęsiego Pióra, gdyż królowa najpewniej oberwałaby jej za taką akcję uszy, a zastępca przywódcy jeszcze by jej poprawił. Uśmiechnęła się widząc w wejściu do żłobka niedużą główkę w kolorze piasku. Kocurek skinął jej na powitanie, a Wiewiórczy Ogon przywitała go krótkim liźnięciem w bark.
- Dzień dobry, Wiewiórczy Ogonie - pisnął kocurek, po czym spojrzał się za siebie, aby upewnić się, że nie przeszkadza w spaniu swojej przybranej mamie.
- Cześć, młody. Dobra, to teraz gadaj mi tu, co knujesz - mruknęła i posłała płowemu zadziorne spojrzenie, na które ten odpowiedział wykrzywionym w zdziwieniu pyszczkiem. - Coś tak wcześnie wstał?
- Chciałem popatrzeć - odparł po krótkiej chwili ciszy i utkwił jasne spojrzenie w tańczących na wietrze płatkach śniegu. - Myślę, że śnieg jest bardzo ładny.
Cynamonowa znowu wzdrygnęła się, kiedy kolejny lodowaty podmuch wiatru uderzył w jej klatkę piersiową. Zauważyła, że na różowym nosku Sójki wylądował jeden, maleńki płatek, a kociak prychnął zaskoczony. Trochę ją to rozbawiło.
- Wiesz co, niedługo pewnie zostaniesz uczniem - powiedziała wojowniczka po krótkiej ciszy.
- Uczniem?! - maluch skoczył na równe łapy przy okazji na chwilę zapominając o zachowaniu ciszy. Po chwili dodał trochę ciszej: - Naprawdę?
- A pewnie - mruknęła pręgowana. - Dostaniesz własnego mentora, który wyszkoli cię na świetnego wojownika... lub medyka, jeśli Klan Gwiazdy da.
- Mogłabyś być moją mentorką, Wiewiórczy Ogonie?
Kotkę na chwilę zamurowało, a nie zdarzało jej się to często. Po chwili namysłu uznała, że może byłoby nawet miło wziąć młodziaka pod swoje skrzydła, ale przecież nie była jedyną wojowniczką w Klanie Wilka bez ucznia. Równie dobrze mógł szkolić go na przykład Łabędzia Szyja, Cętkowany Liść albo Północny Wiatr, a ona sama mogła albo pozostać bez ucznia, albo uczyć któreś z kociąt Iglastego Krzewu. Cóż, ta druga wizja też wydawała jej się niezgorsza.
- Jeśli Błotnista Gwiazda tak zdecyduje, to oczywiście. Ale ostrzegam, jeśli na siebie trafimy, nieźle dostaniesz ode mnie w kość - miauknęła wesoło i pacnęła go delikatnie łapą ze schowanymi pazurami. - Wiesz, w zasadzie Zmierzch, Gasnąca i Gorzka również będą już niedługo zaczynać szkolenie. Przynajmniej w nocy nie będzie ci zimno, kiedy położysz się spać - uśmiechnęła się zadziornie, po czym położyła jedną łapę na śniegu, i strzepnęła go Sójce na łebek. Ten tylko prychnął i zapytawszy, czy również może wystawić łapkę poza żłobek, zrobił to samo. Zanim Wiewiórczy Ogon się obejrzała, obydwoje zaczęli tarzać się po śniegu posyłając w powietrze wiele mroźnych drobinek.
- Tylko nie wpadnij w jakąś zaspę, bo nie znajdziemy cię aż do pory nowych liści.
Sójka zachichotał, a chwilę później z gardła wojowniczki wydobył się pomruk zadowolenia i nawet kilka grymaśnych odgłosów dobiegających z legowiska wojowników nie zdołało popsuć jej humoru.
<Jak ktoś chce, to może odpisać ^^>

07 sierpnia 2019

Od Wiewiórczego Ogona CD Koziej Nóżki

Kilka wschodów słońca minęło, od kiedy Wiewiórczy Ogon zdecydowała się sprowadzić Sójkę do obozu. Kto wie, co by go czekało, gdyby nikt go nie znalazł? Oprócz drapieżników i dwunogów, mały mógł przecież dojść do przepaści, na której dnie znajdowało się zejście do Bursztynowego Kamienia i choćby przez nieuwagę do niej wpaść. Albo, nie daj Klanie Gwiazdy, mógł zapuścić się na tereny Klanu Klifu i spotkać się z Lisią Szkaradą. Cynamonowa odetchnęła z ulgą uświadamiając sobie, że są to tylko rozmyte wizje, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. Spięła mięśnie na myśl, że coś złego mogłoby spotkać malucha, który jeszcze parę dni wcześniej chciał bez sprzeczek opuścić terytoria Klanu Wilka. Wojowniczka zbliżyła się do stosu zwierzyny i wybrała z niego dwa dorodne kosy. Wprawdzie noszenie jedzenia karmicielkom było zadaniem dla uczniów, ale jeśli zrobi to sama, być może Gęsie Pióro zacznie postrzegać ją w nieco lepszym świetle. W końcu pośrednio narzuciła na nią kolejną odpowiedzialność, jaką był nowy kociak. Cóż, widocznie było to wolą Klanu Gwiazdy. Po wejściu do żłobka położyła ptaki u łap śnieżnej bengalki i czekoladowej szylkretki, po czym radośnie przywitała się z Sójką. Wyglądało na to, że maluchowi bardzo łatwo udało się zjednać sobie niepokorną wojowniczkę, ponieważ pręgowana coraz częściej łapała się na tym, że z ciekawością spogląda w stronę legowiska ciężarnych i karmiących kotek, zastanawiając się co też płowy może porabiać. Nie była pewna, czy Gęsie Pióro czasami nie wyładowuje na Sójce swoich frustracji, więc aby zminimalizować to ryzyko, postanowiła osobiście jej podziękować. Chwilę ugniatała ziemię łapami, po czym miauknęła:
- Gęsie Pióro... - po wypowiedzeniu jej imienia, calico zwróciła spojrzenie błękitnych oczu na długowłosą. - Chciałabym ci podziękować, że zajmujesz się Sójką. Pewnie masz o wiele więcej roboty, a i tak o niego dbasz. Jesteś wielka.
Łaciata dumnie wydęła policzki i z dostojeństwem w głosie odparła:
- Cóż, z grzeczności nie zaprzeczę. Cieszę się, że tak to widzisz i doceniam, że pomyślałaś, aby mi podziękować.
Wiewiórczy Ogon skinęła młodej matce, po czym zasiadła obok kocurka. Iskierki w jego oczach zdradzały jej, że zaaklimatyzował się już w nowym towarzystwie. Maluch w kilka chwil zdążył opowiedzieć Wiewiórczemu Ogonowi i o dzieciach Gęsiego Pióra, i o dzieciach Śnieżnego Sopla, i o Koziej Nóżce, który przecież był dla niego taki miły. Wojowniczka uśmiechnęła się ciepło, bowiem to, w jak entuzjastyczny sposób Sójka potrafił opowiadać o zwykłych, codziennych sprawach było wręcz rozczulające. Szkoda, że z wiekiem wielu traci umiejętność cieszenia się z na pozór banalnych rzeczy. Pogrążając się z nim w rozmowie, napotkała przyjazne spojrzenie liliowego bicolora, które jednak mimo wszystko wydawało się być przyćmione jakimś innym uczuciem, którego Wiewiórczy Ogon nie potrafiła rozpoznać.
- Sójko, nie chcesz się może pobawić z innymi kociakami? Chciałabym porozmawiać z Kozią Nóżką - uśmiechnęła się.
- Pewnie! - mruknął entuzjastycznie, po czym pędem ruszył do roześmianej kocięcej czeredy.
- Cześć... - zaczęła niepewnie. Może kocur uzna, że młoda wojowniczka za bardzo się z nim spoufala? Nie była jednak pewna, czy bicolor i bengalka dalej należą do Klanu Klifu, czy może już do Klanu Wilka. Prawdę mówiąc, pomimo wszystkich wydarzeń, za które jej rodzimy klan mógłby mieć pretensje do Klanu Klifu, cynamonowa nie miałaby nic przeciwko, gdyby ta dwójka postanowiła na stałe zamieszkać w Klanie Wilka. Zdążyła ich naprawdę polubić i gdyby zapragnęli, wybaczyłaby im największe przewinienia. Postarała jednak przywrócić się do porządku w myślach. Przecież to wszystko może być jednym wielkim blefem, nadal powinna być czujna. Ale przecież bycie czujną nie oznacza zupełnego odcinania się od innych, prawda? Usadowiła się wygodnie obok liliowego i miauknęła: - Wszystko w porządku, Kozia Nóżko?
Kocur zamrugał kilka razy, po czym z pewną dozą niepewności odparł:
- J-jasne. Dlaczego pytasz?
- Ostatnio zaczęłam się zastanawiać... Na jak długo z nami zostaniecie? Nie zrozum mnie źle, cieszę się, że tu jesteście. Po prostu... myślę, Sójka tęskniłby za wami - wycedziła. - A ja razem z nim. Wygląda na to, że bardzo cię polubił.
<Kózko? Śnieżko? Przepraszam, że tak długo ;^;>

02 sierpnia 2019

Od Wiewiórczego Ogona

Wiewiórczy Ogon obruszyła się gniewnie, kiedy zwierzyna po raz kolejny umknęła jej sprzed nosa. Rzuciła soczystą wiązkę nieprzychylnych epitetów w stronę swojej niedoszłej ofiary i przeciągnęła się. Chyba potrzeba jej zmiany otoczenia. W tym tempie nic nie upoluje do wieczora, a należało zauważyć, że słońce zaraz stanie u szczytu nieba. Potruchtała, więc w stronę Białych Pni mając nadzieję, że tamtejsza zwierzyna będzie mniej czujna. Zastrzygła uszami i zaczęła węszyć - w powietrzu unosił się zapach kosa, wiewiórki oraz... kota. Obcego kota, który prawdopodobnie nie należał do żadnego klanu. Cynamonowa odruchowo wbiła pazury w ziemię i zjeżyła sierść na grzbiecie. Co w takiej sytuacji zrobiłby Iglasty Krzew? Podkradła się do najbliższego krzewu i otworzyła pysk, aby lepiej poczuć kocią woń. Spięła mięśnie do skoku i momentalnie znalazła się w powietrzu. Spodziewała się widoku samotnika, krótkiej potyczki oraz ucieczki intruza, więc jej zdziwienie było ogromne, kiedy przed sobą ujrzała kociaka o futerku w kolorze piasku. Wykonała kilka niezdarnych ruchów, aby nie przygnieść malucha i bezpiecznie wylądować, ale koniec końców upadła na pysk, przy okazji nie pozostawiając bez uszczerbku swojego nosa.
- D-dzień dobry - miauknął cichutko kociak. - Wszystko w porządku? - spytał nieco zaniepokojony.
- Umm... Jasne - odparła zdziwiona wojowniczka. - Gorsze rzeczy mi się zdarzały - mówiąc to, potarła się łapą po nosie, rozmasowując bolące miejsce. - Lepiej powiedz mi, co tu robisz, słońce - zmierzyła kocurka wzrokiem i obwąchała go. - Nie pachniesz jak klanowy kot.
- „Klanowy”...? - odparł zdezorientowany.
- I wszystko jasne - mruknęła pręgowana. - Wiesz, w zasadzie, to nie powinno cię tu być. Skąd przyszedłeś?
- J-ja... chyba się zgubiłem... - pisnął jakby zawstydzony. - Nie wiem, gdzie jestem.
Wiewiórczy Ogon tylko przewróciła oczami i upadła do przysiadu łowieckiego. Nakazała maluchowi ciszę, kładąc koniuszek ogona na jego pyszczku i zastrzygła uszami. Przed sobą widziała dosyć pulchną mysz. Już po chwili dorwała ją w swoje łapy i jednym ugryzieniem pozbawiła zwierzątko życia. Rzuciła je na ziemię i powiedziała:
- Na pewno jesteś głodny. No już, zajadaj! - popędziła go. Kocurek rzucił jej krótkie, niezbyt ufne spojrzenie, ale prędko zabrał się do jedzenia. Po posiłku podziękował i stwierdził, że skoro nie powinno go tu być, to oczywiście zaraz sobie pójdzie. Kotka tylko prychnęła zniecierpliwiona i machnęła nerwowo ogonem.
- Nie wygłupiaj się, nie będziesz mi się tu sam włóczył. Zaprowadzę cię do obozu. No nie patrz tak, przecież cię nie zjem. Chodź! - po wypowiedzeniu tych słów ruszyła przed siebie z dumnie uniesionym ogonem. Ku swojej satysfakcji, chwilę później usłyszała tupot małych łapek, które posłusznie za nią podążały. Maluch nie wyglądał na przestraszonego, ale ewidentnie był spięty, kiedy stanął przed wejściem do obozu Klanu Wilka. Wiewiórczy Ogon pocieszająco trąciła go w bark i wyszeptała:
- Nie przejmuj się, jak będą się na ciebie gapić. Bądź co bądź, jesteś sporą atrakcją - po wypowiedzeniu tych słów, wyminęła kocurka, a on ruszył za nią. Jedne koty Klanu Wilka obrzuciły młodą wojowniczkę i kocurka zaintrygowanym spojrzeniem, inne z kolei zachwycały się jego uroczym wyglądem. Stanąwszy przed wejściem do legowiska przywódcy, Wiewiórczy Ogon poprosiła o pozwolenie na wejście. Kiedy już znalazła się twarzą w twarz z liderem, miauknęła zadowolona:
- Dzień dobry, Błotnista Gwiazdo! Tego małego delikwenta znalazłam przy Białych Pniach - ogonem wskazała stojącego u jej boku kociaka. - Nie należy do żadnego klanu. Podobno się zgubił.
Błotnista Gwiazda spojrzał na kocurka z nieodgadnionym wyrazem pyska, po czym mruknął:
- Cóż, jeśli już tu jest, to zaprowadź go do żłobka. Niech Gęsie Pióro się nim zajmie.
- Oczywiście - Wiewiórczy Ogon po raz kolejny pchnęła malucha łapą i opuściła legowisko przywódcy. Wytłumaczyła wszystko płowemu i po chwili stanęła z nim w wejściu do żłobka. Skinęła głową na przywitanie Śnieżnemu Soplowi i Koziej Nóżce, a następnie skierowała się w stronę czekoladowej szylkretki.
- Dzień dobry, Gęsie Pióro. Znalazłam tego malucha na naszych terenach. Błotnista Gwiazda prosił, żebyś się nim zajęła.
Calico zrobiła kilka niezbyt zadowolonych min, ale cynamonowa nie była pewna, czy były one szczerym wyrazem dezaprobaty, a może pojawiły się na jej pysku z przyzwyczajenia. Nie zastanawiała się jednak nad tym długo, ponieważ kocurek nie wyglądał na przekonanego co do nowego towarzystwa.
- Jeszcze do ciebie przyjdę, mały - obiecała. Nagle uzmysłowiła sobie, że nawet się nie przedstawiła ani nie zapytała kociaka o imię. Wychodząc, rzuciła kocurkowi przyjazne spojrzenie i mruknęła: - Jestem Wiewiórczy Ogon.
- Sójka - odparł uśmiechnięty, utrzymując kontakt wzrokowy z pręgowaną do czasu, kiedy nie zniknęła w wyjściu ze żłobka.
<Gąsko? Kózko? Śnieżko? A może inne kociaki ze żłobka? :3>

23 lipca 2019

Od Wiewiórczej Łapy (Wiewiórczego Ogona)

Wiewiórcza Łapa dumnym krokiem opuściła legowisko uczniów po uprzednim ułożeniu futerka. Już więcej tu nie wróci. Przez ostatnie dni jej trening odbywał się pod dodatkowym nadzorem, który miał na celu ocenę jej umiejętności. Lider stwierdził, że była gotowa. Dzisiaj otrzyma własne wojownicze imię! Prześcignęła starsze uczennice, być może od teraz zacznie być o wiele bardziej ceniona jako wojownik niż wcześniej? W końcu jeśli siedziała z uczniakami tak krótko, to chyba oznacza, że jest w tych wszystkich sprawach całkiem niezła, prawda? Wychodząc przed szereg wszystkich zgromadzonych przed miejscem przemówień kotów czuła się, jakby była niesiona na skrzydłach. Miło było mieć świadomość, że cały klan jest skupiony na tobie w tak ważnej chwili. Do tego będzie mogła udowodnić nawet reprezentantom Klan Klifu, że Klan Wilka jest coraz silniejszy i lepiej z nimi nie zadzierać. Szczerze mówiąc, to cynamonowa zdążyła zapoznać się nieco z Klifiakami podczas opieki nad Gęsim Piórem i Śnieżnym Soplem, ale nadal chowała urazę do ich lidera o wywołanie konfliktu, przez który zginęli członkowie Klanu Wilka i już niejednokrotnie zwyzywała go w myślach widząc na swojej drodze Kozią Nóżkę albo śnieżną bengalkę. W tej chwili jednak nic, co zdarzyło się wcześniej nie miało najmniejszego znaczenia. Dzisiaj zostanie polecona Gwiezdnym przez Błotnistą Gwiazdę. Tak, dzisiejszy dzień należy do niej!
- Ja, Błotnista Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, by spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała pilnie, by poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam wam ją jako nową wojowniczkę. Wiewiórcza Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika oraz chronić ten klan i bronić go nawet za cenę życia? - spytał kocur spoglądając na pręgowaną.
- Obiecuję - odparła. Jej wyraz twarzy zdradzał, że jest zupełnie pewna obietnicy i świadoma wagi swojego słowa. Oczy błyszczały jej niczym roztańczone iskierki.
- W takim razie - kontynuował Błotnista Gwiazda - mocą Klanu Gwiazdy, nadaję ci imię wojownika. Wiewiórcza Łapo, od tej chwili będziesz znana jako Wiewiórczy Ogon. Klan Gwiazdy uznaje twe męstwo i siłę, witamy cię jako pełnoprawną wojowniczkę Klanu Wilka.
Gromada kotów zaczęła skandować jej nowe imię, ale ona już nie słuchała. Od teraz była Wiewiórczym Ogonem. Witaj Klanie Wilka, oto nadchodzi świetlana przyszłość!
~*~
Wiewiórczy Ogon spojrzała w niebo; słońce właśnie zachodziło barwiąc nieskończony błękit szkarłatnym niczym krew kolorem. Oto nadeszła chwila, której obawiała się najbardziej. Przesiedzieć całą noc samemu, do tego w całkowitej ciszy? Wydawało się to niemal graniczyć z cudem. Z nadąsaną miną usadowiła się przed legowiskiem wojowników.Przy wejściu minęła się ze Złocistą Rzeką.
- Nie martw się, pyszczku. Od rana będziesz mogła trajkotać ile zechcesz - musnęła ją ogonem po barku i zniknęła w mroku. Wiewiórki bynajmniej ten fakt nie pocieszał. Noc wydawała się trwać w nieskończoność, kiedy po raz kolejny zaczynała liczyć źdźbła trawy porastające ziemię. Nagle w głowie zaświtała jej pewna myśl: czemu tak w zasadzie ma służyć ta samotna noc? Miała przemyśleć nowe obowiązki, które od teraz będą na niej ciążyć, czyż nie? Pomyślała, że mogłaby wyznaczyć sobie pewien cel. Kiedy była uczennicą, każdy dzień wyglądał podobnie i był z góry zaplanowany. Teraz, będąc wojowniczką, mogła sobie pozwolić na o wiele więcej, niż uczniowie, chociażby na samowolne opuszczanie obozu. Postanowiła więc cały czas dążyć do tego, aby stawać się coraz lepszą. Kto wie, być może w przyszłości czeka ją nawet wyższa pozycja w klanie? Kolejny raz uniosła oczy do nieba i zorientowała się, że przez cały ten czas wcale nie była sama. Uświadomiły jej to dopiero ciekawskie oczy Gwiezdnych przyglądające się jej z wysoka. To był dobry dzień.
<Jak ktoś chce, to może kontynuować uwu>

18 lipca 2019

Od Wiewiórczej Łapy CD. Koziej Nóżki

Kiedy w wejściu do obozu ukazały się dwie sylwetki - jedna należąca do chudego, liliowo-białego kocura, druga do śnieżnej, ewidentnie ciężarnej bengalki - Wiewiórcza Łapa nie mogła uwierzyć własnym oczom. Obydwa koty niosły ze sobą mocną woń nie tylko strachu i krwi, ale także Klanu Klifu. Klanu, który jeszcze niedawno bezceremonialnie napadł na Klan Wilka i przywłaszczył sobie jego tereny. Klanu, przez który sama uczennica nie mogła pozostać w swoim domu. Klanu rządzone przez tyrana, który prawdopodobnie żywił się krwią swoich wrogów. A teraz przed całym odziałem wojowników stało tych dwoje, zastanawiając się, czy Klan Wilka się na nich rzuci i rozerwie na strzępy, czy może pomoże rannemu kocurowi, który wyglądał, jakby zaraz miał paść na twarz. Nawet było ich jej szkoda, że po pomoc nie mogą się zwracać do własnego przywódcy, a do wroga, z którym jeszcze kilka księżyców temu toczyli wojnę. Ten widok był dosyć niecodzienny, toteż z osłupienia pręgowaną wyrwało dopiero oburzone warknięcie obecnego zastępcy, Błotnistego Pyska:
- Jesteście szpiegami? Po co przyszliście?!
- Nie widzisz, jak wyglądają? - parsknął do niego Wilcze Serce. - W takim stanie nie potrafiliby szpiegować stada jeleni, nawet gdyby na nich weszły.
Do zielonookiej jednak nie trafiały argumenty Wilczego Serca. Odruchowo nastroszyła sierść i wbiła pazury w ziemię. Spodziewałaby się po Lisiej Gwieździe, że wysłałby na przeszpiegi wzbudzającą zaufanie karmicielkę. Tej teorii zaprzeczał jednak fakt, że liliowy bicolor był na pierwszy rzut oka dosyć poważnie ranny. Najgroźniej wyglądały cięcia na szyi kocura, z których powoli kapała krew. Oprócz tego miał zadrapanie na barku oraz kilka bezwłosych miejsc na ciele, w których prawdopodobnie rosły kiedyś kępki sierści. Rozejrzała się po twarzach swoich pobratymców - w ich oczach na zmianę błyszczał gniew i niepewność. Co powinni zrobić? Bo chyba nie przyjąć tej dwójki z otwartymi ramionami! Ale zostawić bez pomocy też nie wydawało się specjalnie dobrym wyjściem. Chwilę napięcia przerwał głos Wilczego Serca:
- Medyk! Mamy rannego!
Może i dobrze, że wypowiedział to tak szybko, bo inaczej liliowy powoli by się wykrwawiał, a w takim stanie nie przyda się ani swojej towarzyszce, ani Klanowi Wilka. Może ta dwójka zdradzi im jakąś cenną informację? Po chwili wysmukły kocur został zabrany do legowiska medyka i - jak domyśliła się kotka - opatrzony. Jakiś czas później zauważyła, że jest prowadzony do legowiska Borsuczej Gwiazdy, ale w tym samym czasie podszedł do niej jej mentor - Iglasty Krzew.
- Na co się gapisz? - syknął. - Chodźmy wreszcie na trening, bo zapuścimy tu korzenie.
Owszem, trening był bardzo ważny, ale młoda była najzwyczajniej w świecie ciekawa, co postanowi lider. Ach, gdyby mogła zostać w obozie jeszcze krótką chwilkę! Nagle w jej głowie zaświtał pewien pomysł.
- Zaniosę tylko coś do jedzenia Gęsiemu Pióru, dobrze? - doskonale wiedziała, że szylkretowa miała kocięta z Iglastym Krzewem, więc on na pewno zgodzi się, aby to jego uczennica wykonała to zadanie. I nie pomyliła się! Na początku przewrócił tylko oczami, ale po chwili miauknął:
- Niech ci będzie, ale pośpiesz się!
Pręgowana chwyciła w zęby pulchnego królika i niczym wicher pognała do żłobka. Gęsie Pióro odpowiedziała na jej gest cichym mruknięciem. Oczywiście Wiewiórka nie omieszkała również skomplementować urody jej kociąt, byleby tylko zostać tu tak długo, jak to możliwe. Nie, żeby jej się nie podobały, bo były naprawdę śliczne. Po prostu postanowiła wykorzystać ich obecność. Kiedy właśnie miała wychodzić, w wejściu do żłobka ukazały się te same sylwetki, co wcześniej pojawiły się w wejściu do obozu - smukły kocur i okrąglutka kotka z oklapniętymi uszami.
<Kozia Nóżko/Śnieżny Soplu?>

02 lipca 2019

Od Wiewiórczej Łapy C.D. Iglastego Krzewu

- Ponieważ dopiero zaczęłaś szkolenie, dzisiaj pokażę ci nasze terytorium. No chodź! - ponaglił Wiewiórczą Łapę Iglasty Krzew. Należało zaznaczyć, że robił to już któryś raz z kolei, ponieważ mimo najszczerszych chęci, uczennica ledwo dorównywała mu kroku z powodu swoich nadal krótkich łapek. Kiedyś na pewno się wydłużą. Będą długie, smukłe i najlepiej wyćwiczone w całym lesie - pocieszała się. Obchodzenie terytorium rozpoczęli od miejsca zgromadzeń - Wielkiego Drzewa. Cynamonowej zakręciło się w głowie, kiedy zdała sobie sprawę ze swoich pchlich rozmiarów w stosunku do pnia. Wyobraziła sobie tłum kotów siedzących obok siebie podczas nocnego sojuszu. Nie to, że po wojnie była jakoś szczególnie przyjaźnie nastawiona do pozostałych klanów, po prostu wizja liderów spoglądających z góry na las wydała jej się na tyle majestatyczna, że chciała zobaczyć ją na własne oczy.
- Myślisz, że Borsucza Gwiazda pozwoli mi przyjść na następne Zgromadzenie? - spytała kotka z ogromnym entuzjazmem.
- Umm... Tak, tak myślę - odparł spokojnie jej mentor, po czym machnął ogonem na znak, że ruszają dalej. Słońce było już w połowie drogi do szczytu nieba, kiedy doszli do opadającej w dół wąwozu Głębokiej Ścieżki. Liliowy objaśnił, że medycy spotykają się na jej końcu, aby podzielić języki z Klanem Gwiazdy. Cóż, medycyna zdecydowanie pręgowanej nie interesowała, ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że rozmowy z dawno zmarłymi duchami wojowniczych przodków nie wydały jej się intrygujące. Do tego wąwóz był dosyć sporych rozmiarów, co tylko spotęgowało wielką ciekawość terminatorki. Może jej też byłoby kiedyś dane wybrać się w dół Głębokiej Ścieżki? Może Borsucza Gwiazda zapragnie porozmawiać z Klanem Gwiazdy i zabierze ją ze sobą? Póki co, wszystko to pozostawało tylko w sferze jej marzeń. Młoda podeszła do krawędzi wąwozu i spojrzała w dół - nawet nie próbowała sobie wyobrażać co by się stało, gdyby ktoś w tej chwili lekko ją pchnął albo gdyby straciła równowagę i zachwiała się. Zapewne pokonałaby tę powietrzną trasę z lekkością kamienia i wdziękiem starego borsuka, a na samym dole zostałaby z niej dymiąca kupka sierści, ale nawet taki najprostszy w świecie scenariusz nie wyglądał dla niej najkorzystniej. Wycofała się więc powoli w głąb lasu. Panującą tam ciszę przerwał Iglasty Krzew:
- Powiedz, czujesz jakiś zapach?
Terminatorka zaczęła węszyć w powietrzu. Starała się wyglądać na skupioną, ale w środku była tak podekscytowana, że miała ochotę wyskoczyć z własnego futra.
- Jakaś zwierzyna... To chyba mysz...
Iglasty Krzew rzucił krótkie spojrzenie w stronę najbliższych krzaków, później skinął Wiewiórczej Łapie na znak, że się nie myli i faktycznie w pobliżu znajduje się mysz. Następnie musnął ją koniuszkiem ogona po pysku, aby nakazać jej ciszę, po czym wskazał niczego nieświadome zwierzątko. Zielonooka od razu zrozumiała o co chodzi. Ślamazarnie podkradła się do myszy. Serce waliło jej tak mocno, że miała wrażenie, iż za chwilę wyskoczy. Jej pierwsza własna zdobycz! Próbowała odrobinkę sobie ulżyć, więc z cichym świstem wypuściła powietrze. Skoczyła i szykowała się, aby uśmiercić zdobycz, kiedy ta uzmysłowiła sobie obecność drapieżnika i czym prędzej czmychnęła do swojej kryjówki. Wiewiórcza Łapa upadła więc na pysk. Straciła taką doskonałą okazję na upolowanie czegoś, a po swojej kaskaderskiej akcji prawdopodobnie straciła także resztki godności. Obróciła się do tyłu i spojrzała na swojego mentora, który na początku wydawał się lekko zaskoczony, ale już po kilku uderzeniach serca mruknął:
- Wyobrażasz sobie co by się stało, gdybym kazał ci polować na żwirze? Już dawno byłoby po twoim nosie! - zaśmiał się. Wiewiórka nadęła policzki udając oburzenie, ale musiała przyznać pointowi rację - jeśli podłoże byłoby odrobinę twardsze, najpewniej poważnie uszkodziłaby sobie nos. Po chwili ona także wybuchnęła śmiechem. Kiedy obydwoje się opanowali, Iglasty Krzew miauknął:
- Za głośno oddychasz. Mysz usłyszy cię wcześniej, niż zobaczy, więc następnym razem nie możesz dyszeć jak pies. Spróbuj też przenieść ciężar ciała na tylne łapy - od razu poczujesz różnicę.
- O tak? - mruknęła prezentując opisywaną przez mentora pozycję.
- No, całkiem nieźle - odparł. - Niedługo dokładniej wytłumaczę ci różne techniki łowieckie, a na razie ruszajmy dalej. Słońce jest już u szczytu nieba - miauknął spoglądają w niebo. Kiedy przechodzili obok gniazd Dwunożnych, w głowie cynamonowej zaświtała pewna myśl, więc postanowiła się nią podzielić z mentorem.
- Naprawdę nie rozumiem jak Dwunogi mogą siedzieć w takich gniazdach. Przecież tam musi być okropnie gorąco!
- Może dlatego mają tak mało futra, choć ja sam wierzę, że to pchły im je wygryzły - powiedział, a po krótkiej chwili ciszy dodał: - Pchły takie jak ty.
Wiewiórcza Łapa zaczęła spojrzeniem ciskać w niego gniewne gromy, ale liliowy najwyraźniej doskonale się bawił.
- Pffy... Mysi móżdżek - mruknęła do siebie. Po chwili miauknęła głośniej: - Spójrz na te iglaki u Dwunożnych! Zobaczymy czy cię od nich odróżnię, kiedy usiądziesz obok!
- Musisz się jeszcze wiele nauczyć... pchełko - objął prowadzenie wymijając zbitą z tropu terminatorkę i rzucając jej przy tym ukradkowe, ale ewidentnie rozbawione spojrzenie. Kiedy szli wzdłuż granicy z Klanem Burzy, pręgowana skrzywiła się na widok majaczącego w oddali obozu. Jeszcze kiedyś im się oberwie. Jeszcze kiedyś to oni będą potrzebować pomocy. Po wejściu do obozu Klanu Wilka pożegnała się z Iglastym Krzewem i niemal od razu położyła się w cieniu. Droga, którą przeszli nie była wcale długa, ale czas, który na poświęcili na pokonanie jej, podpowiadał uczennicy coś zupełnie innego. Do tego wszystkiego, pewnością nie był to jeszcze koniec jej dnia. A co, jeśli ktoś wymyśli, żeby zabrać ją na patrol?! O nie, absolutnie nie ma takiej możliwość. Jeśli ktoś wytarga ją z obozu i każe po raz kolejny obchodzić całe terytorium, chyba łapy jej odpadną. Chyba będzie musiała się gdzieś zaszyć, żeby nikt nie ważył się czegokolwiek od niej chcieć.
<Iglasty Krzewie? Albo ktoś z legowiska uczniów?>

25 czerwca 2019

Od Wiewiórczej Łapy CD. Iglastego Krzewu

Nad obozem przez wiatr niesione były pierwsze powiewy wolności. Powietrze było lekkie, słodkie, niosące ze sobą wszelkie, kwiatowe zapachy. Liście szumiały wesoło, a gałęzie drzew zachęcane przez wietrzyk pomrukiwały triumfalnie w uznaniu zwycięstwa Klanu Wilka nad Klanem Klifu. Dobrze było wreszcie być domu. Las witał odrodzony Klan Wilka z otwartymi ramionami, a koty na nowo mogły swobodnie korzystać z jego dobrodziejstw. Dzisiejszy dzień był do tego dodatkowo wyjątkowy, gdyż Wiewiórkę czekało mianowanie na ucznia. Na rozstrzygnięcie wszystkich spraw związanych z wojną i z tym pokraką Lisią Gwiazdą przyjdzie jeszcze czas. W brzuchu harcowało jej stado motyli, w oczach tliły się radosne iskierki. Miała ochotę przegalopować kilka razy wokół terytorium, później wydać z siebie kilka szczęśliwych okrzyków, a na koniec powtórzyć tę procedurę jeszcze kilka razy. Nareszcie będzie mogła się przydać klanowi! Nie będzie już tylko darmozjadem, który całymi dniami przesiaduje w bezpiecznym żłobku. Będzie uczyć się walki, bronić rodziny, a kiedyś może nawet uda jej się spotkać w walce z pewnym płomiennorudym kocurem. Nie mogła się już tego doczekać. Przed ceremonią wymyła się dokładnie, a także schludnie ułożyła futerko. Chciała wywołać na pozostałych dobre wrażenie, ponieważ fakt, iż każdy patrzył na nią z góry, przyprawiał ją o wiecznie skwaszony wyraz pyszczka. I to nie tak, że tylko jej się wydawało, bo z powodu jej niskiego wzrostu każdy, dosłownie każdy zmuszony był patrzeć na nią z góry. Może kiedyś wszystkich przerośnie, jednak teraz pozostawała tylko tycią pchełką. Przed tłum wyszła pewnie. Bardzo podobała jej się świadomość, że wszystkie oczy są zwrócone ku niej. Przed miejsce przemówień podeszła lekkim krokiem zgrabnie wymachując przy tym ogonem. Po krótkiej chwili dowiedziała się, kto zostanie jej mentorem. Padło na Iglasty Krzew, którego Wiewiórka zdążyła już trochę poznać i polubić podczas przebywania na terenach Dwunożnych. Rozpierała ją niesamowita duma, kiedy zetknęła się nosami z pointem, finalizując tym samym jej ceremonię. Nie była już żadną Wiewiórką, bowiem jej imię brzmiało od teraz Wiewiórcza Łapa. Jakież to było ekscytujące! To nowe, bardziej poważne imię i nowa ranga z pewnością zedrą z niej łatkę tej najmłodszej, której bez przerwy trzeba pilnować (co absolutnie nie oznaczało, że pilnowanie jej stanie się niepotrzebną czynnością). Do tego Iglasty Krzew przydzielony jej na mentora również wyglądał na zadowolonego. Po niedługim czasie dołączyła do kolegów w legowisku uczniów, gdzie powitano ją gratulacjami i przyjaznymi pomrukami.

~*~

Wiewiórcza Łapa obudziła się bardzo wcześnie rano. Nie mogła być pewna czy z podekscytowania, czy może dlatego, że wczorajszego dnia położyła się dosyć wcześnie. Cóż, jeśli już nie spała, to wypadałoby przygotować się do zajęć. Zabrała się za pielęgnację futerka, a kiedy skończyła, wzięła pulchną mysz z dosyć ubogiego stosu zwierzyny i pochłonęła ją kilkoma kłapnięciami szczęk. Widząc, że słońce jest jeszcze nisko, stwierdziła, że jej mentor jeszcze śpi, więc pomaszerowała przed legowisko wojowników i przycupnęła tuż przy wejściu. Czekała tam do czasu, kiedy błękitne ślepia liliowego nie błysnęły w słabym świetle poranka.
- Zaspałeś — miauknęła Wiewiórcza Łapa.
- Możliwe — odparł krótko jej mentor, wymijając ją. - Ale ważne, że już zaczynamy trening, czyż nie? No, chodź — miauknął, przywołując ją do siebie ogonem. Cynamonowa czuła, jakby każdy włosek jej sierści miał ochotę rzucić się w inną stronę, a łapy same rwały się do biegu, jednak zmusiła się, aby na tym „najpierwszym” - jak to określiła w myślach — treningu zachować, chociażby strzępki spokoju. Kiedy razem z Iglastym Krzewem opuszczała obóz, postanowiła się odezwać:
- Więc... - miauknęła przeciągle. - Co będziemy dzisiaj robić? - uśmiechnęła się.

<Iglasty Krzewie?>

17 czerwca 2019

Od Wiewiórki

~niedługo po bitwie z Klanem Klifu~
Mimo niesamowitego podekscytowania, które nakazywało jej piszczeć i dokazywać jak na kociaka przystało, cynamonowa siedziała zupełnie cicho. Owszem, była niesamowicie podniecona przeprowadzaną właśnie akcją, która gdyby została wykryta, przyniosłaby jej niemało kłopotów, ale owe podniecenie mieszało się w jej głowie z makabrycznym strachem. Nie wydawała z siebie najmniejszego piśnięcia nie tylko dlatego, że Złocista Rzeka tak jej kazała. Otóż w kocięcym móżdżku zdążyła się już zrodzić wizja tego, że cała ekspedycja zostaje odkryta, zabrana przed oblicze Lisiej Gwiazdy i natychmiastowo stracona. Potrząsnęła łebkiem, aby odpędzić od siebie te myśli. Szczerze mówiąc, była na tyle sparaliżowana lękiem, że ledwo mogła się ruszyć. Trwała noc tak ciemna i mroczna, jak najgłębszy zakamarek w sercu lidera okupantów. Była jednak rozświetlona drobnymi, srebrzystymi punkcikami, które migotały wesoło dalekie od wszelkich problemów lasu. Ale czy na pewno? Mama opowiadała Wiewiórce, że wszyscy wojownicy, którzy dobrze postępowali i przestrzegali kodeksu wojownika, odchodzą na Srebrną Skórę do Klanu Gwiazdy i stamtąd przyglądają się poczynaniom pozostałych klanów.
Jeśli rzeczywiście tam jesteście, błagam, nie pozwólcie, aby nas złapali - pomyślała rozpaczliwie.
Klan Klifu spał teraz smacznie, podobnie jak większa część Klanu Wilka. Zbyt duży tłum mógłby wywołać niepotrzebną sensację i w efekcie zbudzić wojowników wroga. Przedsięwzięcie miało się odbyć po cichutku. Kilka kotów formujących coś w rodzaju niedużego patrolu z Iglastym Krzewem na czele wymknęło się z obozu. Wyjaśnił on pozostałym, że zostanie w kontakcie z Błotnistym Pyskiem i będzie przekazywał im najświeższe nowinki z życia klanu. Wiewiórka czuła, że jest odrobinę nie w porządku w stosunku do reszty klanu, ale jeśli ktoś ma mu pomóc, to tylko oni! W tej chwili nie musiała nawet samodzielnie iść, bowiem Złocista Rzeka trzymała ją za skórę na karku i niosła w pyszczku, więc mogła zupełnie oddać się marzeniom. Mała czuła się dumna, że to właśnie ona odbędzie tę niesamowitą, choć zapewne krótką podróż do Siedliska Dwunogów i w niedalekiej przyszłości pomoże odzyskać Klan Wilka. Nagle, kiedy oddział wojowników znajdował się na kilka króliczych skoków od obozu, Wiewiórce zdało się, że do jej uszu docierają odgłosy zdezorientowanego Klanu Klifu. Nie była tego do końca pewna, ale brzmiało odrobinę jak inne koty.
- Iglasty Krzewie... - zaczęła nieśmiało.
- O co chodzi?
- Wydaje mi się, że słyszałam Klan Klifu.
Oczy kocura rozszerzyły się.
- Jesteś pewna?
- N-nie - wybąkała. - Ale mam wrażenie, że się obudzili. A co, jeśli nas znajdą?
Szary pomyślał chwilę, po czym przyśpieszył tempa marszu, a kiedy to zmieniło się w gorączkowy trucht, byli już prawie na granicy terenu Klanu Wilka. Każdy kot po kolei wskoczył na ogrodzenie, a potem zniknął w krzakach, aby znaleźć posłanie. Wiewiórka rzuciła ostatnie zaniepokojone spojrzenie w stronę terytorium rodzinnego klanu i również zniknęła w gąszczu. Tej nocy chyba nie uda jej się zasnąć.
<Iglasty Krzewie/Gęsie Pióro? Możecie zdecydować czy Klifiaki się obudzili :P>

26 maja 2019

Od Wiewiórki

Bitewne okrzyki niosły się nad całym obozem. Ktoś na zewnątrz syczał z bólu, wył z rozpaczy lub bez życia padał na ziemię, pokrywając ją szkarłatnoczerwoną cieczą. Żłobek zdawał się teraz być osobnym światem, do którego lada moment wedrą się nieprzyjaciele i zagrabią dla siebie wszystko, co niegdyś było cenne. Wiewiórka miała ochotę zmienić się w ptaka i odlecieć daleko stąd. Teraz jednak zmuszona była siedzieć skulona u boku Złocistej Rzeki i modlić się do Klanu Gwiazdy, aby Klanowi Wilka udało się odeprzeć atak. Śmiertelny lament towarzyszący potyczce wzbudzał w sercu Wiewiórki strach tak ogromny, że gdyby tylko mogła, pozbyłaby się owego narządu już dawno temu. Zacisnęła powieki i chciała, aby kiedy je otworzy, wszystko się już skończyło. Niestety, pokój nie nastąpił, a mała bała się choćby poruszyć, gdyż każdy ruch sprawiał, że po jej ciele niczym stado pająków przebiegał lodowaty dreszcz. Nagle, do żłobka wparował nie kto inny jak Lisia Gwiazda - ten paskudny typ o bardzo trafnym imieniu, bo należy zaznaczyć, że nawet kocię tak młode, jak Wiewiórka znało już śmiertelne wobec kotów zapędy lisów. Jego pysk był wykrzywiony w okrutnym uśmiechu, a oczy wyglądały jak szparki niezdolne do widzenie czegokolwiek poza własnym celem. Matka koteczki wyszczerzyła kły w grymasie, który jasno dał do zrozumienia przywódcy Klanu Klifu, iż Złocista Rzeka prędzej da się rozszarpać jastrzębiom, niż pozwoli skrzywdzić córkę. On posłał jej tylko nienawistne spojrzenie i przygarnął do siebie kocięta Klanu Klifu. Szczerze mówiąc, Wiewiórka nie miała pojęcia, jak się tu znalazły i nie wiedziała, co może oznaczać ich obecność. Usłyszała, że jej matka nabrała potężny haust powietrza. Podążając za jej wzrokiem, w wejściu do żłobka Wiewiórka ujrzała Różane Pole. Skóra na jej karku była rozorana, prawdopodobnie przez zęby tego psiego pyska. Młoda poczuła, że jej oczy robią się wilgotne, a Złocista Rzeka zajęczała boleśnie. Nie znała Różanego Pola szczególnie blisko, ale taki przeraźliwy widok poruszyłby nawet pieszczocha, który nie ma pojęcia czym, jest przynależność do klanu. To było koszmarne przeżycie. Ziemia była popryskana krwią niewinnej wojowniczki, a odgłosy batalii nie ucichały. Ten widok sprawiał realny ból. Nagle dało się słyszeć "PRZEGRALIŚCIE" wydobywające się z gardła tego niewydarzonego rudzielca.
- Ślimaczy śluz! Psi pysk! Lisi bobek! - zaczęło piszczeć kocię. - Niech padnie! - warknęła. Złocista Rzeka gorączkowo zaczęła się rozglądać i sprawdzać, czy nikt z oponentów tego nie słyszał, po czym zabrała się za wylizywanie Wiewiórki.
- Też tak uważam, kochanie - miauknęła roztrzęsiona królowa. - Ale dla własnego dobra, nie mów tego więcej. Wszyscy tak uważamy, ale nie mów tego na głos. Czy możesz mi to obiecać?
Wiewiórka niechętnie pokiwała głową, po czym pod nosem zaczęła wymyślać kolejne przezwiska dla tego przygłupiego cielaka. Chciałaby teraz stanąć przed wszystkimi jego sojusznikami i spytać DLACZEGO?! Dlaczego zgodzili się na tę nierówną walkę?!

<Jak ktoś chce, to może pociągnąć dalej>

14 maja 2019

Od Wiewiórki

Hmm... Coś było nie tak. Do żłobka docierał ostry, nieprzyjemny zapach oraz drugi, zupełnie inny. Cynamonowa nie potrafiła opisać żadnego z nich. Ten pierwszy był mdły, zdawał się wręcz brudzić powietrze, którym zmuszona była oddychać. Nie mogła wiedzieć, że była to zastraszająca woń krwi. Drugi nie był aż tak paskudny, ale na tyle nieprzyjemny, aby młoda zakryła nosek obydwoma łapkami oraz puchatym ogonkiem. Teraz była gorączkowo wylizywana przez Złocistą Rzekę, chociaż nie widziała powodu, aby jej mama tak się zachowywała. Obok niej w żłobku siedział Krucze Pióro. Wiewiórka czuła się zdezorientowana. Ktoś na zewnątrz wył z rozpaczy, ktoś inny znów krzyczał wniebogłosy, a ona była właśnie myta tak intensywnie, jakby wpadła do błota po czubek uszu. Co się działo? Postanowiła zapytać o to mamę, jednak i tak niewiele zrozumiała. Lisia Gwiazda, Klan Klifu, bitwa... Nie, to zdecydowanie za dużo. Do tego co i rusz ktoś wpadał z przerażoną miną i widząc, że Wiewiórka jest cała, pozwalał sobie na głębokie odetchnięcie z ulgą. Cóż, pręgowana wiedziała jedno - ona sama się nie bała, chociaż może powinna, skoro wszyscy inni tak panikują. Chyba jednak nikt nie boi się pająka, póki nie zobaczy go na własne oczy w swojej łazience, prawda? Na szczęście cynamonka nie musiała teraz oglądać makabrycznego widoku i kota, których powinna się bać. Jej dziecięce oczka nie musiały jeszcze chłonąć tych paskudnych obrazów, którymi teraz usłany był obóz Klanu Wilka, a które pewnie jeszcze kiedyś będzie musiała ujrzeć. Falująca Sadzawka z rozszarpanym gardłem, Miodowy Nos, której wnętrzności słały podłoże... Tak, rodzice zdecydowanie mieli rację, Wiewiórka była ostatnią osobą, która powinna się dowiedzieć, co tak naprawdę się stało. Zaatakowano ich. Gdyby malutka miała już tylko nieco większy rozumek, z pewnością zwyzywałaby w myślach Lisią Gwiazdę od lisich bobków, jednak teraz jeszcze mu to nie groziło. Nagle odezwała się Złocista Rzeka:
- Wiem, że pewnie jeszcze nie wszystko rozumiesz, Wiewiórko, ale zapamiętaj imię "Lisia Gwiazda", ponieważ nie wróży ono nic dobrego.
Cynamonowa pokiwała poważnie głową. Tak, taka informacja od mamy, której ufała, zdecydowanie wystarczyła, aby zacząć odczuwać lęk przed tym całym Lisią Gwiazdą, kimkolwiek był. Na pewno jednak nie był to respekt. Jeśli ten kot o lisim sercu zdecydował się napaść na jej dom, na Klan Wilka, to nie zasługiwał na ani odrobinę szacunku! Myśli o zemście nie mogły jednak jeszcze zaprzątać małego, kocięcego umysłu, który był zbyt dobroduszny, aby o jakiejkolwiek zemście myśleć. W aktualnej sytuacji nie pozwalano Wiewiórce ani opuścić żłobka, ani za bardzo oddalać się od mamy. Postanowiła, że najlepszym wyjściem z sytuacji będzie przysłuchiwanie się rozmowom rodziców. Nie szkodzi, że rozumiała niewiele, liczyło się, aby coś zagłuszyło jej nudę. To jedyne co jej pozostało, gdyż myślenie o tym całym Lisiej Gwieździe wydawało się zbyt męczące.

10 maja 2019

Od Wiewiórki

Cynamonowa, pręgowana kotka, która obecnie przypominała bardziej puchatą kuleczkę niż kota, obudziła się w blasku mroźnego słońca pory nagich drzew. Śnieg i chłód nie były jednak na razie jej zmartwieniem. Dlaczego miałyby być? Nie, tym przejmowali się tylko ci, którzy umieli chodzić, mieli przed oczami cokolwiek więcej niż ciemność poprzetykaną gdzieniegdzie złocistymi promykami i nie pili mleka. Chyba nie ma lepszego okresu w życiu niż kocięce lata, prawda? Wiewiórka leżała w tej chwili przy mamie. Gęste, bursztynowe futro okalało jej małe ciało. Musiało to być najbezpieczniejsze miejsce na świecie małej, której świat ograniczał się jedynie do ciepłego legowiska. W takim razie może wcale nie było niebezpiecznych miejsc? Wokół niej roztaczała się ciepła, przyjemna woń mleka, a w uszach dzwoniła jej cisza. Nie był to jednak ten nieprzyjemny rodzaj ciszy, który towarzyszył przerwom w rozmowie. Nie, ta cisza zdawała się radosna. Wszystko wydawało się takie spokojne, takie delikatne... Czasami docierały do niej również dziwaczne odgłosy "z zewnątrz". Ktoś się nad nią nachylał, obwąchiwał, lizał, wydawał z siebie nieznane dźwięki, na co mama odpowiadała podobnymi, niezrozumiałymi dla kociaka sentencjami. Nagle wszystko wydało się Wiewiórce przytłaczające. Ziewnęła głośno (oczywiście jak na maleńkie kocię, bo z jej słabego gardziołka nie mógł wydobyć się wiele głośniejszy dźwięk), na co znów rozległy się przyjemne według niej brzmienia. Po krótkiej chwili znów usnęła wtulona w długie futro Złocistej Rzeki.