BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczawiowy Liść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczawiowy Liść. Pokaż wszystkie posty

31 sierpnia 2022

Od Szczawiowego Liścia

    Szczawiowy Liść był nauczony, że każdy dzień powinno się traktować jak swój ostatni. Cieszyć się najdrobniejszą rzeczą, przyjemnym momentem, gromadzić wspomnienia. Nostalgia dopadała go za każdym razem, gdy wpatrywał się w znajome miejsca, przywołując retrospekcje. Miał szczęście, że wiek nie odebrał mu dobrej pamięci. Wiele starszych kotów mogłoby pozazdrościć mu energii. Chociaż nie był już młodzikiem, wciąż czuł się młody, silny i wspaniały. Decyzja o dołączeniu do starszyzny była najtrudniejszą w jego życiu. Szczawiowy Liść nie chciał umrzeć ze starości. Nie chciał stać się jednym z wielu starszych, będących na łasce klanu. Nienawidził tego, że zamiast polować dla klanu, zabierał upolowaną przez kogoś zdobycz. Dlatego zawsze wybierał najmniejszą zdobycz, zwykle była to mysz. Wiedział, że musi jeść i dlatego to robił, choć gdyby miał możliwość, wolałby sam upolować dla siebie śniadanie. Tęsknił również za patrolami, sparingami, Zgromadzeniami. Za wszystkim, co wiązało się z utraconym wojowniczym życiem. Długo trzymał się ukochanej, ważnej pozycji. Niestety gdy mięśnie zaczęły go boleć i utrudniać wykonywanie codziennych obowiązków, musiał się wycofać, żeby Klan Klifu nie ucierpiał.
    Przyszedł na świat w Klanie Klifu jako pierworodny kociak Berberysowej Gwiazdy i Żywicznej Mordki. Ponieważ tutaj się urodził, to właśnie ten klan pokochał i stał się mu wierny. Uważał, że Klan Klifu jest najpotężniejszy, innymi klanami gardził. Swoją lojalność okazywał w działaniach. Twierdził, że jest najsilniejszym i najlepszym wojownikiem w całym klanie. Pokazywał to w swoich umiejętnościach. Kochał bycie wojownikiem. Był również świadomy roli czasu. Z beztroskiego kociaka, przeżywającego przygody i bawiącego się z rodzeństwem, stał się ambitnym uczniem Łabędziego Plusku. Kiedy jego szkolenie dobiegło końca, Szczawik nazywany wtedy Szczawiową Łapą, został mianowany na wojownika o dumnym, szlachetnym imieniu Szczawiowy Liść. 
    Liliowy kocur miał wrażenie, że im robił się starszy, tym częściej wracał pamięcią do dawnych czasów. Wspominał swoją rodzinę. Byli ze sobą bardzo związani. Miał szczęście, że urodził się w licznej, pełnej miłośni rodzinie. A oni mieli szczęście, że do niej należał. Żywiczna Mordka i Berberysowa Gwiazda byli dobrymi rodzicami. Kochał ich najmocniej na świecie. Pewnie obserwowali syna z Klanu Gwiazdy. Wiedział, że byli z niego dumni. Taki syn to skarb.
    Rodzice doczekali licznej gromadki kociąt. Tylko on pozostał wśród żywych. Rodzeństwo od dawna polowało z przodkami. Odchodzili jeden po drugim, pozostawiając po sobie wspomnienia i ból złamanego serca. Szczawiowy Liść nie mógł zliczyć ile razy przeżywał żałobę. Posiadanie dużej rodziny wiązało się z dobrymi, ciepłymi chwilami, ale również tymi smutnymi i nieprzyjemnymi. Różnili się charakterami, umiejętnościami, ale kochali się i wspierali. Szczawiowy Liść nigdy nie żałował, że był najstarszym z rodzeństwa. Czuł się dzięki temu jak ich mentor, przyjaciel, sojusznik. Starał się być dla nich oparciem. Rola, którą sobie nadał, wiązała się też z goryczą. Za każdym razem, gdy przyszło mu położyć kwiat na grobie siostry bądź brata, tęsknota i cierpienie rozrywały go na małe kawałeczki. Gdyby rodzice żyli, był przekonany, że cierpieliby mocniej od niego. W klanowym świecie nie istniała reguła, kto powinien dożyć największej liczby sezonów. Po prostu się umierało. W jednej chwili traciło oddech, serce przestawało bić, a kot wybierał się w podróż do przodków. Więc według prawa świata, w którym mieszkało pięć grup, to właśnie jemu przyszło odejść ostatniemu. Nikt z rodzeństwa nie pochyli się nad jego grobem, kładąc kwiat lub pozwalając łzom spłynąć po policzkach. Gdyby mięśnie nie odmawiały mu posłuszeństwa, ostatni raz wybrałby się poza obóz, żeby położyć świeże kwiaty na grobie Mysiego Kroku. Odkąd brat odszedł polować z Klanem Gwiazdy, Szczawiowy Liść kładł żonkile w miejscu jego pochówku. Jako wojownik robił to tylko wtedy gdy nie miał zaplanowanego patrolu. Jednak odkąd dołączył do starszyzny, mógł to robić znacznie częściej i tak wybierał się na grób ukochanego brata każdego ranka. Przynajmniej do czasu. Teraz jego ciało było słabe, mięśnie obolałe, każdy oddech odbierał mu siły. Z Mysim Krokiem był najbliżej z rodzeństwa. Tęsknił za bratem i chciał go ponownie zobaczyć. Śnił o wspólnym polowaniu, patrolu, a nawet wybraniu się na zbieranie kwiatów. To ostatnie stanowiło ulubione zajęcie Myszka. Brat nigdy go nie odwiedził we śnie, ale czasami liliowy kocur miał wrażenie, że czuje przy sobie jego obecność. Przypominał sobie wtedy czas radosnych zabaw w żłobku, przeżytych razem przygód, wspólnych psot i wypadów na Zgromadzenie. Z Rumiankową Pręgą, Daliowym Pąkiem i Fiołkową Doliną również miał wyjątkową więź. Doskonale pamiętał każdy szczegół ich pyszczków, umaszczenia, sposobu w jaki mówili. Z drugim miotem jego więź była słabsza. Może dlatego, że był już wtedy wojownikiem i nie mieli sposobności na dłuższe spędzanie czasu. Omszonej Mordki nie wspominał dobrze i był to jedyny członek rodziny do którego Szczawiowy Liść miał mieszane uczucia. Sam już nie wiedział, jaką relację stworzył z młodszym bratem. Natomiast Zroszoną Łapę zapamiętał jako dobrą, uroczą kotkę. Byłaby dobrą wojowniczką, gdyby nie zginęła tragicznie. Zimorodkowy Blask był mu najbliższy z drugiego miotu. Uwielbiał swojego trochę głupiutkiego brata. Zimorodek zawsze umiał powiedzieć coś miłego i szanował Szczawika. Liliowy kocur lubił jego komplementy i gdy tylko miał okazję, chętnie wybierał się z bratem poza obóz. Cieszył się również, że Zimorodkowi ułożyło się w życiu, założył rodzinę. Miał również kochanego siostrzeńca, Bursztynowy Pył. Teraz po rodzinie pozostały mu wspomnienia i nadzieja, że ich ponownie spotka. 
    Marzył o pozycji zastępcy, ale nie było mu to dane. Narobił sobie wrogów i przyjaciół. Uwielbiał swoje zdolności. Jako wojownik miał okazję zostać czterokrotnie mentorem. Piaskowa Wydma był dobrym, odważnym kocurem. To właśnie od niego się wszystko zaczęło. Szczawiowy Liść zasłużył się jako dobry mentor. Kasztanowy Pień, chociaż nie nacieszył się długo pozycją, również był warty zapamiętania. Wroni Wrzask stała się jego ulubienicą. Chętnie wracał wspomnieniami do wspólnych treningów. O Górskiej Łapie nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Lubił przekazywać swoją wiedzę, patrzeć jak uczniowie zostają wojownikami. 
    Szczawiowy Liść był wierzący i wiedział, że zasłużył na znalezienie się na Srebrnej Skórze. Dlatego nie bał się śmierci. Każdy kto się narodził, powinien również umrzeć. Żaden wojownik nie powinien się tego obawiać. Szczawiowy Liść w swoich myślach, widział siebie jako najjaśniejszą z gwiazd na nocnym, pięknym niebie. Żyjąc w niebezpiecznym świecie, powinno się zachować świadomość, że śmierć czai się na każdym kroku. Nie każdy kot mógł doczekać spokojnej śmierci ze starości. On tego nie chciał. Myślał, że zginie podczas wojny albo zabity przez drapieżnika. Los miał jednak swoje plany i należało się z nimi pogodzić. Zostanie pochowany na ziemiach Klanu Klifu. Kiedyś był przekonany, że pamięć o nim będzie żyła w jego dokonaniach, ale obecnie nie był pewny, czy będzie pamiętany przez klifiaków. Na pewno kochał swój klan i uważał się za najlepszego z jego wojowników. 
    Niektóre fragmenty historii zdołały się zatrzeć. Wiek staruszka miał wiele minusów. Chociaż nie wszystko wspominał z dokładnością, nigdy nie zapomniał bliskich sobie kotów. Barwinkowy Podmuch przewijał się najczęściej w jego starczym, zmęczonym umyśle. Wszystkie wspomnienia związane z kocurem były dla niego dobrymi, nawet jeśli historia zapamiętała je inaczej. Wspomnienia ich tajnego miejsca, wyprawy poza obóz, zauroczenia w Barwinku i wyznania miłości. Było ich wiele i miał wrażenie, że zapełniały jego serce przez wiele księżyców, nawet po tym jak zostało złamane. Może spotkają się ponownie w Klanie Gwiazdy i tam ich opowieść zakończy się lepiej? Czasami przypominał sobie słodki zapach jego czarnej, miękkiej sierści. Innym razem przytulał się do boku swojego ukochanego, bawił jego ogonem, muskał nosem. W takich chwilach nie był przekonany czy to wspomnienia, czy marzenia. Zwykle był pewny wszystkich swoich gestów, słów, z uporem krocząc przez życie, narcystyczny i dokładny we wszystkim. 
    Pora Nowych Liści powitała leśnych mieszkańców. Podobno w obozie roiło się od błota. Szczawiowy Liść podniósł senny wzrok znad swoich łap. Powędrował nim przez legowisko starszych, kończąc na wyjściu z niego. Czuł jak żołądek ściska mu głód, mięśnie bolą z wysiłku. Westchnął. Chciałby ostatni raz wybrać się poza obóz, zapolować na zwierzynę, udać się na patrol, Zgromadzenie lub zwykły spacer, może poobserwować pogrążonych w rutynie pobratymców. To było jednak niemożliwe. Był świadomy swojego wieku i tego, że jego historia musiała się zakończyć. Los był dobry, pozwalając mu dożyć stu dwudziestu dwóch księżyców. Chrząknął, przeciągając przednie łapy, później wracając do poprzedniej pozycji. Znowu był zmęczony i miał ochotę na dłuższy sen. Szczawiowy Liść polizał się po piersi. Dalej dbał o swój wygląd jak o najcenniejszy skarb. Zachował piękne, zdrowe futro i radosne, pomarańczowe ślepia. Był z tego powodu dumny. Szczawik oparł pyszczek o mchowe posłanie. Czuł, choć nie umiał tego wyjaśnić, że dzisiaj był jego ostatni dzień w Klanie Klifu. Wojownik musiał odejść. Nadal tak siebie nazywał i nikt nie mógł mu tego odebrać. Już więcej nie zobaczy wschodu i zachodu słońca, deszczu, kołysania liści na wietrze. Nie usłyszy śpiewu ptaków, pisków kociąt, plotek pobratymców. Nie poczuje wody, ziemi pod swoimi łapami, krwi upolowanej zwierzyny. To miał być koniec, ostatni etap jego wielkiej wędrówki. Była doskonała. 
    Pomarańczowe ślepia powoli zaczęły się zamykać. Uśmiechnął się delikatnie. Wkrótce będzie po wszystkim. Przestanie odczuwać ból starego, słabego ciała. Zamknął oczy. Wziął ostatni oddech. Jego ciało znieruchomiało, głowa opadła na posłanie, bok przestał się unosić.
    Szczawiowy Liść spojrzał pod siebie, dostrzegając swoje piękne ciało, które musiał opuścić. Zaczął iść w stronę światła i gwiazd, żeby zanim się obejrzał, znaleźć się Klanie Gwiazdy. Znowu czuł się młody i pewny każdego ruchu. Do jego uszu docierało coraz więcej głosów. Rozpoznał w nich swoich rodziców, rodzeństwo, przyjaciół. Zostawił jeden dom, ale zyskał drugi. 


Żegnaj, Szczawiku [*]
Zmarły w wieku 122 księżyców

Od Szczawiowego Liścia CD. Barwinkowego Podmuchu

 dawno temu 

        Miłość i wolność. To właśnie czuł w ciągu tej niezwykłej, pamiętnej chwili. Spojrzenie najpiękniejszych niebieskich ślepi, muskana z wiatrem czarna, miękka sierść. Serce liliowego kocura biło jak oszalałe, w brzuchu trzepotało stado motyli, pazury wbiły się nerwowo w ziemię. Obawiał się, że mógłby zemdleć. Ale nie żałował tamtego momentu. Był wolny. Powiedział wszystko, co od tylu sezonów leżało mu na sercu. Był taki szczęśliwy! Barwinkowy Podmuch dowiedział się, że jest obiektem uczuć Szczawiowego Liścia. Wiedział, że ten liliowy, narcystyczny kocur kocha go całym sercem i marzy o wspólnym związku. Syn Berberysowej Gwiazdy zaczął niespokojnie przebierać łapami po ziemi, wyobrażając sobie nieśmiały, ale namiętny pocałunek. Tak, kochał Barwinka i był w stanie oddać wszystko, żeby ten odwzajemnił jego uczucia. Żeby mogli złączyć swoje ogony, przytulić do siebie, wdychać swój zapach i szeptać słodkie słówka. Nigdy nie był w związku, ale obserwował swoich rodziców i był pewny, że sobie poradzi. Będzie się starał od początku! Barwinek nigdy nie poczuje się nieszczęśliwy. Zamierzał podarować mu cały świat, obsypać zwierzyną, oddać całe uczucie pielęgnowane przez tyle księżyców. Dla Szczawika nie miała znaczenia różnica wieku. Może był młodszy, a Barwinek starszy, ale to nie stało na przeszkodzie do ich szczęścia. Mogli spróbować. Klan Klifu na pewno nie miałby nic przeciwko gdyby zobaczył, jak się uzupełniają. Przeżyją razem wiele cennych przygód.
    
- S-szczawiku…
    - Tak? - zapytał miękko wspomniany wojownik.
    Przypomniał sobie czasy, gdy był jeszcze małym kociakiem i wybrał się z Barwinkiem na przygodę. Z tym odważnym, uroczym i wspaniałym Barwinkiem, który wiele księżyców po tym zdarzeniu zdobył jego serce. Pomyśleć, że stracili tak wiele czasu dlatego, że Szczawik próbował się odkochać, a potem bał się wyznać przyjacielu swoje uczucia. To już przeszłość. 
    - J-ja… Przepraszam cię! - do jego błękitnych oczu napłynęły pierwsze łzy. - J-ja n-nie s-sądzę, ż-że k-ko-chan-ie m-mnie j-jest d-dobre - dukał słówko po słówku. - J-jest-em st-ar-y... N-ie c-chcę patrz-eć j-jak c-cierpisz. - pokręcił głową. - Z-znaj-dź s-sobie k-kogo-ś m-młodszego…
    Szczawiowy Liść otworzył szerzej pomarańczowe ślepia. C-co? Nie, nie, nie! To nie mogło się dziać! Barwinek nie mógł go odrzucić! Przecież Szczawik go kochał! Chciał z nim być! 
    - B-bo w-ie-sz...d-zięk-uję, ż-ze mnie ko-chasz. - zdołał mruknąć jeszcze. Otarł niemrawo łapą łzy. Barwinkowy Podmuch nie patrzył na niego. - M-mim-o, ż-że ja c-iebie t-eż… - szepnął.
    Pomału zaczął się rozpadać na drobne części. Krok po kroczku. Zaczęło go boleć serce. Starał się pamiętać o braniu oddechu. Chociaż chciał znaleźć się gdzieś daleko, zmusił się do patrzenia w oczy Barwinka. Myśl, że go straci bolała. 
    - A-ale p-pamięt-aj, ż-że j-ja tu j-jestem - pociągnął nosem. - Ni-ie z-apominaj o m-mnie, d-d-obrze…?
    Barwinek płakał. I to z winy Szczawika. Wojownik nigdy nie chciał ranić ukochanego kocura. Był dla niego najważniejszy, wsparciem, przyjacielem. Nawet jeśli się ze sobą kłócili, droczyli, mieli inne charaktery i nie zawsze wygrywał pojedynek walki. Łzy na policzkach Barwinka sprawiły, że odwrócił wzrok. Za bardzo raniły jego serce. Nie myślał o tym, że może znienawidzić lub uderzyć starszego wojownika. Czarny pokręcił głową.
    - C-chcia-łbym b-być m-młod-szy… - wydukał. - P-prze-praszam…N-nie z-znienawidź mnie...
    Liliowego pyszczka nie opuściły żadne słowa. Rozpłakał się i uciekł. Biegł tak szybko na ile pozwoliły mu łapy. Połykał własne łzy, dławiąc się nimi, ale nie zwolnił biegu. Nie wiedział czy Barwinkowy Podmuch za nim wołał, był w zbyt wielkiej rozpaczy. Nienawidził siebie za to, że zostawił czarnego bez odpowiedzi i jak kociak podkulił ogon. Nie potrafił jednak porozmawiać z czarnym po tym wszystkim, potrzebował więcej czasu na zebranie myśli. Jedynym, co przyszło mu wtedy do głowy, była ucieczka przed problemami, najlepiej przed całym światem i palącym wstydem. Miał złamane serce. Pierwszy raz w swoim życiu. Pokochał Barwinka i nie zamierzał z tego rezygnować. Ale nie chciał powiedzieć czegoś, co zniszczy ich przyjaźń. Jeśli nie mógł być z Barwinkiem, jak myślał w tamtym momencie, to chciał być przynajmniej jego przyjacielem. Chciał go widywać, bo brak obecności Barwinka byłby gorszy od śmierci. Po tym jak liliowy uciekł, ukrył się w jakimś krzaku na granicy, gdzie mógł pozwolić sobie na rozpacz. Nie chciał wracać do klanu zapłakany. Zadawaliby pytania. Zakrył pyszczek łapami. Potrzebował czasu. 

*

    Wrócił do obozu jeszcze tego samego dnia, ale nie spotkał się z Barwinkowym Podmuchem. Czas, którego potrzebował, okazał się być jego wrogiem. Szczawiowy Liść zaczął unikać czarnego kocura, ciągle szukając odpowiednich słów i zbierając myśli. Mogło być też tak, że liliowy obawiał się ponownego odrzucenia. Dni mijały, jeden po drugim, świat zmieniał kolory wraz z porami roku. Gdy doszło do ponownego spotkania, Szczawiowy Liść niepewnie stanął przed Barwinkowym Podmuchem, spuszczając wzrok na własne łapy i usiłując powstrzymać napływające łzy.
    - Ja... ja byłem taki głupi. Myślałem, że też mnie pokochasz. Że możemy zostać rodziną. Że nie będzie się dla ciebie liczyła różnica wieku. Kocham cię, Barwinkowy Podmuchu. Jestem gotowy wykrzyczeć to całemu światu. Już się nie wstydzę tego, że kocham innego kocura. Wiem, że mogę być dla ciebie najlepszym partnerem i że mogę uczynić cię szczęśliwym. Ale... ale nie mogę patrzeć na to, że jestem przyczyną twoich łez. Wahasz się i ja... ja nie mogę cię zmusić... Jeśli... Chciałbym żebyś pamiętał, że zawsze będziesz dla mnie najważniejszy i jeśli pewnego dnia zmienisz zdanie, nawet gdyby to miało nastąpić w Klanie Gwiazdy, to będę na ciebie czekał. Przepraszam, że wtedy uciekłem i że cię unikałem. 

*

    Nigdy nie zostali partnerami. Chociaż Szczawiowy Liść obiecał sobie, że będzie spędzał więcej czasu z Barwinkowym Podmuchem, to z czasem obecność czarnego kocura za bardzo go bolała, przypominając o głębokim uczuciu. Popadł w obowiązki, stając się niemal pracoholikiem, biorąc na siebie zawsze zbyt dużo patroli i polowań. Czasami udało im się porozmawiać, nigdy nie wracał do tamtego zdarzenia. Obserwował jak Barwinek się starzeje i pewnego dnia zniknął, stając się jedną z gwiazd. Obóz stał się pusty, niemal pogrążony w ciemności. Szczawiowy Liść popadł w żałobę. Każdego dnia wybierał się na grób Barwinkowego Podmuchu. Chociaż na początku jedynie milczał, wpatrując się zapłakanymi ślepiami w grób, z czasem zaczął opowiadać czarnemu kocurowi, co słychać u nich w klanie. Wszystko ze szczegółami. Nie chciał dopuścić do siebie myśli, że kocur może być na niego zły i wcale nie obserwować ze szlachetnego Klanu Gwiazdy. Chciał wierzyć, że czarny też za nim tęskni. I tak upływały sezony, aż pyszczek Szczawika zaczęły pokrywać siwe włoski. 

30 sierpnia 2022

Od Szczawiowego Liścia CD. Mysiego Kroku

bardzo dawno temu

    — Mogłeś powiedzieć, że aż tak ci zależy.
    Mysi Krok podniósł niepewnie łeb, siorbiąc nosem. Ujrzał przypatrującego się mu Szczawika. W spojrzeniu brata na szczęście nie dojrzał kpiny czy politowania, którego się obawiał.
    — W-wiem... ale... ale czu-czułem, że... że muszę t-to zrobić. — zachlipał.
    Liliowy westchnął, ale nie ze zmęczenia.
    — Chodź, znam miejsce, gdzie nie uschły jeszcze wszystkie kwiaty. — mruknął, podając mu łapę do wstania. — I nie znikaj tak bez zapowiedzi. Berberysowa Gwiazda wpadła już w niezłą panikę.
    Myszek położył uszy.
    — Będę musiał ją przeprosić? — zapytał, choć dobrze znał odpowiedź.
    Liliowy kiwnął łbem, klepiąc brata ogonem po grzbiecie.
    — Chyba się nie boisz mamy? — zapytał z lekkim uśmiechem.
    Mysi Krok spuścił wzrok.
    — A ty nie...?
 

    Tamtego dnia znaleźli kwiaty, które chociaż nie należały do najpiękniejszych, były ich znakiem miłości i pożegnania. Tata odszedł polować z Klanem Gwiazdy, ale wciąż mieli siebie, rodzeństwo i mamę. Szczawiowy Liść, chociaż pogrążony w żałobie, wiedział, że ma na kogo liczyć i dlatego jego serce nie rozpadło się na drobne kawałeczki. 
    A teraz siedział przed grobem, idealnym kopcem ziemi, ozdobionym licznymi kwiatami. Spoglądał na swoje łapy w nadziei, że nieprzyjemny ucisk przestanie atakować jego serce i duszę. Przed klanem mógł udawać, że się trzyma, jednak prawda wyglądała inaczej. Wojownik stracił mamę, stracił rodzeństwo. Zacisnął mocno zęby i pozwolił łzom spłynąć po liliowych policzkach. To przecież nie miało tak wyglądać! Liczył, że on i Myszek dożyją przynajmniej osiemdziesięciu księżyców! Tymczasem brat go zostawił, polując teraz z przodkami... jak wcześniej ich rodzice. Czy tam w Klanie Gwiazdy odnalazł spokój? Czy obserwuje swojego brata i za nim tęskni?
    Szczawiowy Liść tęsknił bardzo. Mysi Krok był mu bliski. Byli nie tylko braćmi, ale również przyjaciółmi. Stanowili zgrany duet. Myszek był dla niego ważny i Szczawik czuł, że to uczucie było odwzajemnione. Wbił pazury w miękką ziemię. Nic już nie mógł zrobić oprócz obietnicy, że nigdy o nim nie zapomni. 
    Liliowy kocur westchnął. Otarł łapą ostatnie łzy. Pewnego dnia się spotkają. Wiedział to. Ostrożnie sięgnął po zerwane żonkile, ulubione kwiaty Myszka. Położył je na grobie brata. 
    — Wiem, że zawsze lubiłeś kwiaty. - wyszeptał, mając nadzieję, że brat go usłyszał.

28 sierpnia 2022

Od Szczawiowego Liścia CD. Wroniego Wrzasku

    Brakowało mu bycia mentorem. Tego niesamowitego uczucia, że jest dla kogoś najważniejszą skarbnicą. Przekazywał wiedzę i umiejętności swoim uczniom. Wiedział, że lubili treningi z nim, bo zawsze były skuteczne. On również lubił szkolenia z trójką swoich uczniów. Miał co prawda okazję być mentorem cztery razy, ale z ostatnim uczniem trenował zbyt krótko, żeby dobrze wspominać dni. Lubił treningi pełne zapału, gdzie można było nauczyć się więcej niż jednej przydatnej umiejętności. Dlatego często łączył tematy szkolenia. Przykładowo podczas tropienia  od razu trenowali ukrywanie w terenie. Walkę i polowanie zawsze robił osobno, bo uważał te dwie umiejętności za najbardziej potrzebne. Wiedział, że swoich uczniów nigdy nie zawiedzie i że będą ciepło wspominać szkolenie, a zdobyta wiedza posłuży im jeszcze wiele księżyców w przyszłości. 
    Odkąd Wronia Łapa została Wronim Wrzaskiem upłynęło sporo czasu. Tęsknił za wspólnymi treningami. Polubił niezależną i waleczną uczennicę. Mógł nawet pokusić się o stwierdzenie, że była jego ulubienicą spośród wszystkich, których miał okazję szkolić. Uzupełniali się. Niestety czas szkolenia minął i teraz był jedynie byłym mentorem, a ona dawną uczennicą. Czasami chciałby ponownie wybrać się na wspólne polowanie lub walkę i tłumaczyć Wronie, co powinna zrobić, żeby osiągnąć większy sukces. Tylko ona już nie potrzebowała jego porad, opanowała wszystkie umiejętności, które przekazał jej podczas tych wszystkich księżyców. 
Wygrywało również inne uczucie - duma. Cieszył się z tego, że została wojowniczką i był z niej dumny. Rosła w jego oczach za każdym razem, gdy obserwował jak dorosła.
    Leżeli obok siebie, skryci w cieniu wysokich drzew. Z początku milczał, ciesząc się obecnością wojowniczki. Dopiero później rozmowa nabrała tempa. 
    - No! Ostatnio Ciemna Dolina swoim irytującym kaszlem obudziła pół legowiska w środku nocy, nie słyszałeś tego? A Barwinkowemu Płatkowi chyba coś zaszkodziło, bo biegła do medyka aż się za nią kurzyło. I co najmniej jeden kot się skarżył na bóle stawów, już nawet nie pamiętam kto, a Srocze Pióro dostał swędziawicy. Aż się dziwię, że ja nic nie złapałam!
    - Uważaj, Wrona, bo jeszcze zostaniesz medykiem. - rzucił ze śmiechem. - Swoją drogą dziwię się, że Ciemna Dolina nie oberwała w nos za pobudkę. Cieszę się, że mam twardy sen.
    - Jak myszy zaczną latać. - wywróciła ślepiami. - Następnym razem cię obudzę. 
    - Jesteś kochana, za nic nie przegapię słuchania jak ktoś chrapie, a inny ma biegunkę! - miauknął, udając ożywienie. Zerknął w stronę wyjścia z obozu, na gromadzące się koty. Mieli wybrać się na patrol. Westchnął.
    - No, muszę spadać. - kotka podniosła się. 
    Wroni Wrzask miała wybrać się na patrol i powinna wrócić dopiero pod wieczór. Szczawiowy Liść zamyślił się i uśmiechnął szeroko.
    - Może pójdę z wami? To żaden problem, a dłuższe przebywanie ze mną będzie dla ciebie prawdziwą przyjemnością. - mrugnął do niej rozbawiony, domyślając się, że trochę ją zirytuje, ale uwielbiał droczyć się ze swoją wychowanką. Także stanęło na tym, że poszli na patrol razem i mieli więcej czasu na plotkowanie.

27 sierpnia 2022

Od Szczawiowego Liścia CD. Bluszczyka (Bluszczowego Pnącza)

dawno temu

    Odkąd sięgał pamięcią była jedna rzecz, która budziła w nim wstręt. Ubrudzone futro. Szczawiowy Liść kochał dbać o wygląd. Dużo czasu poświęcał na dokładne wylizanie każdego miejsca. A gdy liliowe futro lśniło pięknem i budziło zachwyt, mógł przechadzać się po obozie. Niestety świat stworzył dni, kiedy był narażony na osłabienie wizerunku przystojniaka. Mianowicie dzień po deszczu. Zawsze roiło się wtedy od kałuż i błota. O ile mógł zostawał w legowisku wojowników. Tam przynajmniej było ciepło i czysto. 
    Szczawiowy Liść przekręcił się z niezadowoleniem na drugi bok, gdy dopadło go nieprzyjemne uczucie głodu. Westchnął posępnie, przyjmując siedzącą pozycję. Wojownik wyjrzał na zewnątrz, mrużąc z niechęcią oczy na widok kałuż. No tak, wczoraj padało. Położył łapę na swoim brzuchu. Czy był aż tak głodny, żeby ryzykować wpadnięciem w kałużę? Niestety, musiał coś zjeść. Liliowy wojownik wstał na równe łapy, udając się do wyjścia. Zaczął iść w stronę sterty ze zdobyczą, unikając kałuż i na ile mógł błota. Później dokładnie wyliże łapy. 
    Jego plan zniszczył się w ciągu uderzenia serca. Przechodząc niedaleko żłobka został ubrudzony błotem. Spojrzał z niedowierzaniem i oburzeniem na swoje liliowe, teraz trochę brudne futro.
    - Moje piękne futro! - zawołał zirytowany. 
    Liliowy natychmiast odszukał sprawcę tej tragedii. Spiorunował wzrokiem kocurka. W głowie starał sobie przypomnieć imię malucha. Starał się znać imiona wszystkich kotów w Klanie Klifu. Jedynie zapamiętał informację, że to kociak Jemioły i ma również brata. 
    - Pszeplaszam, nie chciałem. Nie zauwaziłem pana. - miauknął szczerze, wstając, by okazać starszemu od niego odrobinę szacunku. Westchnął.
    - Ah, kociaki, zabawa wam tylko w głowach. - stwierdził już weselej, na co i Bluszczykowi ulżyło. Skoro lubił się myć, to zrobi to ponownie. To tylko kilkanaście uderzeń serca, a powinien zostać dobrze zapamiętany przez kociaka. Jako ktoś spoko, luzak oraz najlepszy wojownik w klanie.
    - No dobra, nie masz co przepraszać. Na polowaniach i tak brudzę się bardziej - zaśmiał się.
    - Na poliowaniach? - miauknął zaintrygowany kociak. - Cio się lobi na poliowaniach? Ah... zniaczy, jeśli masz czias, tio możesz mi poopowiadać? Bio jako wojownik jesteś pewnie baldzio zajęty, więc nie chcię ci zajmiować czasu...
    - Spokojnie, mam teraz wolną chwilę i mogę ci trochę poopowiadać. - oznajmił przyjaźnie, siadając przy nim. - Nie powinieneś być tak w ogóle w żłobku? Kociaki raczej same nie wychodzą…
    Przesunął swoje plany zjedzenia posiłku na później, podobnie jak pielęgnację ubrudzonego futra. Skupił spojrzenie pomarańczowych ślepi na kociaku.
    - Jia siedzę tylkio tutaj, nie odchiodzę daleko. Lubię patrzieć na przylodę, a tam jiest jej baldzo mało. - stwierdził z lekkim zawodem w głosie.
    Szczawiowy Liść uznał, że w takim razie może opowiedzieć maluchowi o polowaniu. O polowaniach wiedział dużo i zamierzał zaciekawić nimi kociaka. Może nawet w przyszłości wybiorą się na jedno wspólnie. Zaczął wyjaśniać kociakowi reguły polowania. Bluszczyk był zarówno zdziwiony, jak i zaciekawiony tematem.
    - A tio trzebia tiak blutalnie je krzywdzić? - mruknął kocurek zasmucony losem zwierzyny.
    - Stanowią dla nas pokarm i dzięki nim stajemy się silniejsi. Taka kolej rzeczy, niektórzy umierają, by inni mogli przeżyć. - wyjaśnił, wzdychając.
    - Oh, tio tlochę przykle, ale miło, źie mi o tym opowiedziałeś! - oznajmił spokojnie. - Nie musiałeś poświęcać mi czasu, a tu posiedziałeś i mi wszystko wyjaśniłeś, dziękuję, jesteś supel.
    Właśnie takie komplementy uwielbiał!
    - A tiak w ogóle, jak pan mia nia imię? Ja jestem Bluszczyk. - przedstawił się.
    Więc tak nazywał się kocurek. Szczawiowy Liść powtórzył jego imię w myślach, żeby na pewno zapamiętać i uśmiechnął się do kociaka.
    - Nazywam się Szczawiowy Liść. Jestem najlepszym i najprzystojniejszym wojownikiem w Klanie Klifu. - wyprostował się dumnie. - A teraz odprowadzę cię do żłobka. Mimo wszystko pogoda nie jest odpowiednia na zbyt długie siedzenia na zewnątrz, gdy jest się takim malcem. Jeśli się przeziębisz, trafisz na leczenie do medyka. 
    Wstał ostrożnie, ogonem obejmując kociaka i prowadząc go do kociarni, gdzie na pewno miał o wiele więcej ciekawszych zajęć. 
    - Do widsenia! - pożegnał się kociak, znikając w żłobku.
    Szczawiowy Liść odprowadził go wzrokiem, a potem poszedł coś zjeść. Bluszczyk zrobił na nim dobre wrażenie. Ciekawe na jakiego kota wyrośnie. 

Od Szczawiowego Liścia CD. Tańczącej Pieśni

dawno temu

    Obserwacja obozu była jedną z ulubionych codzienności dnia. Mógł to robić wyłącznie wtedy, gdy nie był pochłonięty chodzeniem na patrole, sparingami, czy polowaniem. Szczawiowy Liść siedział wyprostowany, zawsze w tym samym miejscu przy paprociach, z łapami owiniętymi ogonem. Liliową sierść muskał lekko wiatr. Westchnął, przeciągnął się i powrócił do obserwacji. Nazywał te zwyczaje rutyną, ale nie były nieprzyjemne. Lubił mieć wrażenie, że klan go obserwuje i podziwia za godną wojownika postawę. Może nawet nieśmiało pragną się przyłączyć, ale nie chcą go rozproszyć. 
    Kiedy przestał obserwował i mijał legowisko wojowników, jego uszy wychwyciły jęknięcie. Wsunął głowę do środka. Ciekawość zwyciężyła. Nie musiał się długo rozglądać. Tańcząca Pieśń leżała z łebkiem przykrytym łapami. Zmrużył ślepia. Zmartwiło go zachowanie wojowniczki. Może coś się stało i potrzebowała o tym porozmawiać? Po tym jak podszedł do niej bliżej, uniosła na niego niewidzący wzrok. Postanowił od razu zapytać, o co chodzi, omijając powitanie.
    - Co cię trapi? - jego sylwetka delikatnie pochyliła się nad Tańczącą Pieśnią. Ta wstała do siadu natychmiast, przybierając znowu kamienny wyraz twarzy.
    - Nic.
    Szczawik uniósł wyżej pyszczek, ale nie z wyższością. Zaczął się zastanawiać. Wojowniczka należała do kotek, które niechętnie dzielą się informacjami na temat swojego samopoczucia. Warto było jednak spróbować ją przekonać.
    - Gniewasz się na mnie za tamto? Już dawno ci wybaczyłem, że mnie spławiłaś. Byłem z resztą niesprawiedliwy wobec siebie. Kocham kogoś innego i to tak bardzo, że aż przechodzą mnie ciarki w jego pobliżu. Więc czy chodzi o to, że kochasz inną kotkę i nie możesz jej mieć? - zrobił krótką przerwę zanim kontynuował. - Jestem pewny, że jeśli powiesz o co chodzi, to poczujesz się lepiej. Możesz również mnie olać i dalej siedzieć z łapami na głowie. 
    Pamiętał dzień gdy zaczął podrywać Tańczącą Pieśń. Kotka go wtedy poinformowała, że woli kotki, a on musiał się usunąć, wabiony wstydem i urażą. Musiał pogodzić się z tym, że kocha kocura. Zrozumiał, że zawsze wolał. 
    - Nie gniewam się. - mruknęła chłodno. - I nie o to chodzi. Nie chcę o tym rozmawiać, wolę zostać sama. - zbyła go machnięciem ogona.
    Szczawiowy Liść wywrócił oczami. Czego innego mógł się spodziewać. Chrząknął niezadowolony, zanim opuścił legowisko wojowników.

*

    Jego relację z Tańczącą Pieśnią można było nazwać kumpelską. Nie przyjaźnili się, ale nie pałali do siebie niechęcią. Szczawiowy Liść dobrze wspominał tą ślepą, niezależną wojowniczkę. Czasami za nią tęsknił. Ciekawe czy w Klanie Gwiazdy znalazła to, czego szukała. 

Od Szczawiowego Liścia CD. Lisiej Łapy (Iskrzącego Kroku)

dawno temu

    Jego wróg, bo inaczej nazwać Lisiczki nie mógł, doczekał mianowania na wojowniczkę. Szczawiowy Liść obserwował ceremonię z niezadowoleniem na pysku. Nawet nie dołączył do wiwatowania. Dla niego kotka nie zasłużyła na tą szczególną i ważną rangę. Jedynie krew Lisiej Gwiazdy dawała nadzieję, że okaże się pomocna dla klanu. 
    Wątpił, żeby mogli znaleźć porozumienie. On i Lisiczka (jak nadal ją nazywał) zwyczajnie się nie dogadywali. Nawet jeśli kocur próbował być dla niej miły, to kotka go odtrącała. Nie umieli ze sobą rozmawiać od praktycznie zawsze, rywalizując dodatkowo o uwagę Barwinkowego Podmuchu i wzajemna niechęć rosła. Szczawiowy Liść uznał, że woli ją widzieć jako wroga niż starać się z nią zaprzyjaźnić. Mogliby się po prostu mijać w klanie, ale to byłoby zbyt proste.
   Obserwował jak koty, które miały dołączyć do patrolu, zbliżają się coraz szybszym krokiem, gdy z pysku nowej wojowniczki wypłynęły nieprzyjemne słowa. Zmrużył oczy z gniewu. Jego liliowy ogon instynktownie się zjeżył. Ponieważ odeszła, zanim zdążył jej odpowiedzieć, musiał poczekać na odpowiedni moment podczas patrolu.
    Znalazł taki dopiero w drodze powrotnej. Akurat szli na końcu i miał okazję nachylić się na tyle nisko, żeby wojowniczka mogła poczuć jego oddech przy swoim uchu.
    - Twój "tata" nazywa się Lisia Gwiazda. - uśmiechnął się fałszywie. - Barwinek należy do mnie. Nie zabronisz mi tego i nigdy mi nie dorównasz. Radzę ci uważać gdzie stawiasz łapy. 
Specjalnie po wejściu do obozu, udał się do Barwinka. I specjalnie zamierzał z nim długo rozmawiać.

***

Wraz z tym jak mijały księżyce, jego podejrzenia wobec Iskrzącego Kroku przybierały na sile. Obserwował ją z czujnością. Zawsze. Uważał, że sprowadzi na klan nieszczęście, że nie jest mu wierna i nawet związek z Olchowym Sercem nie sprawił, że przestał być podejrzliwy. Nienawidził kotki i to uczucie zapłonęło mocniej w chwili, gdy to ona została zastępcą. Szczawiowy Liść oczywiście pragnął tej pozycji. Chciał wspiąć się na najwyższe stanowisko w klanie, stać się jego przywódcą. Ale Lew i Mięta nie potrafili docenić jego wspaniałości, oddania i waleczności. Był wściekły. 
    Nadal polował, trenował ucznia (do czasu) i ćwiczył walkę, przy okazji doskonaląc swoje zdolności. Usuwał się stopniowo z życia klanu, bardziej skupiając na sobie i swoich zaletach. I tak czas mijał.

30 lipca 2022

Od Szczawiowego Liścia CD. Aroniowej Łapy (Mlecznego Płatka)

 *przed wydaniem kto zabił Berberysową Gwiazdę*

Najpiękniejszy kocur w Klanie Klifu (a przynajmniej za takiego się uważał) opuścił legowisko wojowników. Zaspanym wzrokiem rozejrzał się po obozowisku. Cieszyła go perspektywa wieczornego patrolu. Mógł przynajmniej przespać się do południa i miał dużo czasu dla siebie. Szczawiowy Liść nigdy nie był rannym ptaszkiem. Wojownik polizał się po piersi, doprowadzając do porządku lekko zmierzwioną liliową sierść. Prezentując się dostojnie, mógł ruszyć przed siebie, dumnie krocząc obozowiskiem. Wtedy w oddali dojrzał znajome futro. Był to Aronia. Miał okazję zapoznać się z kocurkiem, zanim został mianowany na ucznia. Szczawiowy Liść liczył trochę, że zostanie jego mentorem, jednak plany okazały się inne. Doskonale pamiętał (a pamięć miał przecież świetną) że początkowo wziął Aronię za kotkę. A tu proszę, okazał się kocurkiem. Jedynie imię mu nie pasowało. Liliowemu kocurowi kojarzyło się z wrogiem Szczawika, Aroniową Gwiazdą, przywódcą Klanu Nocy. Nic dziwnego, że nocniaki były słabe pod wodzą takiego lidera.
Szczawiowy Liść uśmiechnął się lekko do Aroniowej Łapy. Ciekawe czego chciał kocurek. Miał akurat wolny czas i mógł go przeznaczyć na rozmowę z uczniem.
- Dzie-eń dób-ry pr-oszę-ę pan-a kt-tóry-y jest-st najlepsz-y wojo-ojownikiem, jes-st najmądrzej-szy-y i-i najładnie-jszy? - powiedział do wojownika. 
Szczawiowy Liść dumnie się wyprostował. 
- We własnej osobie! - miauknął pewnym głosem liliowy kocur. Oczywiście uważał się za najlepszego, najmądrzejszego i najładniejszego, oraz wiele innych określeń swojej cudowności. - Co tam, młody? Jak idzie szkolenie? 
Chciał być miły, choć na język cisnęło mu się nieprzyjemne określenie brata. Omszona Mordka dostał szansę na zostanie mentorem i powinien ją wykorzystać. Jednak czy dogada się ze swoim przeciwieństwem jakim był Aroniowa Łapa? Miał duże wątpliwości. 
- Chy-chy-ba do-dobrze. - miauknął nieśmiało uczeń, jakby był zestresowany. Szczawikowi to nie przeszkadzało. Nie każdy mógł być tak odważny jak liliowy. - A co u cie-cie-bie Sz-cza-wio-wy Li-liściu?
- Młody, nie przejmuj się, jeśli coś ci nie wyjdzie na treningu. Dopiero się uczysz. Większość kotów zostaje wojownikami, więc tobie na pewno też się uda. A jakby mój brat był dla ciebie zbyt złośliwy, to przyjdź do mnie, dam mu nauczkę. - mrugnął porozumiewawczo do kocura. - Słuchaj, musisz być bardziej pewny siebie. Twoje jąkanie może utrudniać zawieranie znajomości. Przy mnie możesz mówić bez jąkania. - uśmiechnął się szeroko i ogonem wskazał na stertę ze zwierzyną. - Co powiesz na mały posiłek? Masz czas?
Ponieważ Aroniowa Łapa znalazł czas na wspólny posiłek, mogli skierować się do sterty zdobyczy. Szczawiowy Liść próbował zagadywać młodego kocurka, żeby był trochę pewniejszy przy rozmowie. Sam przy okazji wychwalał swoje zalety. 

17 kwietnia 2022

Od Szczawiowego Liścia CD. Pierwszego Brzasku

    Nie ufał obcemu, który zjawił się niespodziewanie. Lisiczka była jeszcze głupsza niż myślał, skoro sprowadziła nieznajomego do obozu. Członkami Klanu Klifu powinny być tylko koty szlachetnie urodzone. A kim był ten obcy? Przedstawione wyjaśnienie nie pasowało liliowemu kocurowi. Zbyt dobrze znał swojego wroga czyli Lisiczkę, żeby zaufać Pierwszemu Brzaskowi. Na dodatek spłodzili kocięta. Szczawiowy Liść postanowił wziąć sprawy we własne łapy. Wiedział, że to tylko dzięki niemu w Klanie Klifu panuje względny porządek. 
    Gdy tylko zauważył, że "nowy" opuścił żłobek i w dziwnym pośpiechu pomknął do wyjścia z obozu. Kocur zmrużył pomarańczowe ślepia. Dokąd ci tak śpieszno?
Stał się wiernym towarzyszem Pierwszego Brzasku. Pozostał jednak w cieniu, śledząc uważnie każdy ruch kocura. Nie przemyślał co zrobi, gdy znajdzie jakieś dowody. Może rozpowie o wszystkim klanowi. Szczawiowy Liść nie był nawet pewien, czego dokładnie szukał. 
I tak pewnego razu Pierwszy Brzask na niego wpadł. Instynktownie zjeżył liliową sierść. 
- Przepraszam. - miauknął odruchowo partner Iskrzącego Kroku.
- Następnym razem uważaj. - mruknął syn Berberysowej Gwiazdy.
Pierwszy Brzask odwrócił wzrok, przyglądając się kocurowi baczniej. Pomarańczowe ślepia Szczawika wpatrywały się szczerze i hardo w nowego klifiaka. Nawet sposób w jaki się zachowywał wskazywał na to, że nie pochodzi z tych stron. Brakowało mu dumy i szlachetności rodowitych członków Klifu.
- Jasne, będę. 
    Ponownie spotkali się kilka dni później. Tym razem jednak stało się to z inicjatywy Szczawiowego Liścia. Obserwował jak Pierwszy Brzask opuszcza legowisko wojownik. Wcześniej dowiedział się, że kocur nie jest przydzielony do żadnego patrolu. Szczawik też miał dzień wolny, zatem nadarzyła się kusząca okazja do wspólnego wyjścia i rozmówienia się w paru kwestiach. Liliowy wojownik podszedł pewnym krokiem do Pierwszego Brzasku. 
- Możesz wyświadczyć mi przysługę? - syn Żywicznej Mordki uśmiechnął się najszerzej jak umiał. 
Zauważył napięte mięśnie u swojego towarzysza.
- Jasne. O co chodzi?
Pomarańczowe ślepia wpatrywały się uparcie w te niebieskie. Niczym pojedynek ognia i wody. Nie wyczytał emocji Pierwszego Brzasku. Jeszcze.
- Złapałem zbyt dużo wiewiórek i przyda mi się ktoś, kto pomoże mi je przenieść do obozu. Lepiej żeby zbyt długo nie leżały poza obozem. - poruszył lekko ogonem. 
- Jestem trochę zajęty.... - padła odpowiedź od strony Brzasku.
Szczawik westchnął teatralnie. 
- No tak. Zwierzyna się zmarnuje. - zaczął powoli iść do obozu. - Szkoda, że nie chcesz pomóc koledze z legowiska. Myślałem, że jesteś bardziej pomocny. 
Zatrzymał się przy wyjściu z obozu, w myślach rozpoczynając odliczać. Wkrótce usłyszał powolne, lekkie kroki Pierwszego Brzasku. Przybrał maskę uśmiechu, odwracając się do "kolegi".
- O, super, że jednak zmieniłeś zdanie. To nie traćmy czasu.
Pierwszy Brzask nie odzywał się po drodze. Z resztą Szczawiowy Liść również. Szedł skupiony na trasie, starając się nie myśleć o mijanej znajomej miejscówce do której przyprowadził Barwinka. Starał się nie myśleć o swoim Barwinku....
- To tutaj. - zatrzymał się, wpatrzony w jakieś drzewo.
Pierwszy Brzask również przystanął. 
- Tutaj? - zaczął się rozglądać.
- Wiewiórki zostawiłem przy tym drzewie. Nie guzdraj się. - Szczawik nastawił uszu, rozejrzał się bacznie, powąchał powietrze. Musiał mieć pewność, że nie są obserwowani. 
Przepuścił Pierwszy Brzask przodem i gdy tylko kocur zaczął się rozglądać za wiewiórkami, Szczawiowy Liść ostatni raz rozejrzał się po okolicy.
- Niczego nie widzę. - Brzask odwrócił się w jego stronę. 
Szczawiowy Liść usiadł, prostując sylwetkę i owijając ogon wokół łap.
- Dawno je zaniosłem do obozu. Myślisz, że ktoś tak wspaniały i silny jak ja, potrzebowałby pomocy kogoś takiego jak ty? - uniósł brew. - Mamy do porozmawiania, Pierwszy Brzasku. I wolałbym żeby to była męska rozmowa, bez interwencji twojej ukochanej. Dość puszczalskiej biorąc pod uwagę, że nie jesteś jedynym kotem w jej życiu. Klan Klifu to spokojne miejsce i nie potrzebuje kogoś, kto skrywa tajemnice. Także chcesz mi coś powiedzieć, żebym przejdziemy do konkretów? 
Chodziło o prowokacje. Był przygotowany zarówno na atak fizyczny, jak i słowny. Byle wyciągnąć i przekazać to, co było w tym wszystkim istotne. 


<Brzask?>

10 marca 2022

Od Szczawiowego Liścia CD. Zimorodkowego Blasku

 - Chodzi mi o to co wyprawialiście.
- Aaaaa.. No.. No a co robiliśmy? To nie było nic przecież złego. Wiesz.. Jak kupa zaczęła spadać z nieba po sikach, to musieliśmy schronić się wraz z Kwaśną Łapą. A że Wronia Łapa jest nieustraszona stwierdziliśmy, że ona będzie odpowiednia! Na dodatek nie miała do nas o to pretensji. A później.. To później Wronia Łapa nie chciała dać nam dzieci, to poszliśmy szukać jakiejś kotki z innej klanu, która da nam wnuki. No i znaleźliśmy jakąś taką rudo-czarną i się zgodziła. I czekaliśmy na poród, ale ta uciekła z naszym dzieckiem, biła się z jakimś kocurem, a później powiedziała, że poroniła. Ja i Kwaśna Łapa byliśmy smutni.. W końcu.. no... mieliśmy nawet imiona! No i.. I nadal szukamy. Pomyśleliśmy, że może trzeba zwrócić się z tym do kocuro-kotki. Wtedy kociaki nie powinny umrzeć. - skończył swój długi monolog, czekając na reakcję brata. 
Szczawiowy Liść zamrugał. Zimorodkowy Blask zawsze był gadułą i miał dość.... specyficzny sposób myślenia. Potrafił wbić brata w ziemię. Liliowy kocur odetchnął lekko, wciąż wpatrzony w brata. Zachowywał się jak kociak. Niby już od dawna pełnił rolę wojownika, a tu proszę, bawi się na Zgromadzeniu. Kwaśna Łapa z resztą też miał na niego zły wpływ, a może na odwrót. Tak czy siak oboje byli mysimi móżdżkami. 
- Braciszku, Zgromadzenie wymaga powagi. Klan Klifu jest zbyt dumny i wspaniały. Kiedyś, gdy zostanę przywódcą, będzie jeszcze potężniejszy. - rozmarzył się. - Porozmawiam z Wronią Łapą o tym incydencie. 
Od swojej uczennicy wymagał większego honoru. Będzie musiał pouczyć kotkę, żeby na Zgromadzeniu zachowywała się jak prawdziwa wojowniczka. 
- Zimorodku, jaka kupa i jakie siki? - postanowił przejść jeszcze do jednej sprawy. - Znaleźliście kotkę i z nią ten teges? 
Czy Zimorodkowy Blask i Kwaśna Łapa byliby na tyle nieogarnięci, żeby ciągnąć kotkę z innego klanu w krzaki? Klanie Gwiazdy, następnym razem przypnie ich do drzewa!
- I bardzo dobrze, że poroniła. Lepiej nie mieszać się w takie akcje. Chcecie kociaki, to znajdźcie kotkę w naszym klanie lub sobie przygarnijcie. A jak będziesz potrzebował opiekunki, to zgłoś się do najlepszego brata na świecie. Kociaki mnie uwielbiają. 
Wszyscy go uwielbiali. 


***

Szczawiowy Liść usiadł przed kopcem ziemi. Ostatnie kwiaty zdążyły już zwiędnąć. On nie zostawiał kwiatów. Odwiedzał zmarłych bliskich chociaż raz na księżyc. Zwykle był zbyt zajęty obowiązkami wojownika. Poza tym wiele się wydarzyło w Klanie Klifu i dusza Szczawika coraz bardziej cierpiała.
Dzisiaj postanowił odwiedzić zmarłego brata. Zimorodkowy Blask został zamordowany na oczach całego klanu. Przez Miętową Gwiazdę, czy tam Lisią Gwiazdę. Ciężko się było w tym wszystkim połapać. Ten znienawidzony przez niego Miętek, okazał się ukochanym wujkiem. A ten ukochany wujek zamienił się w tyrana. Barwinkowy Podmuch miał rację. Przez tego rudego szaleńca zginął jego brat. Teraz zostali tylko Szczawik i Myszek. 
Pochylił głowę. 
- Cześć, Zimorodku. Ostatnio padało sikami. - uśmiechnął się słabo. 
Jako pierworodny z rodzeństwa powinien był się o niego bardziej zatroszczyć. Ale po części Zimorodek sam podpisał na siebie swój wyrok. Był w tym taki odważny, że Szczawik nie miał wątpliwości - jego brat był wojownikiem i prawdziwie kochał Kwaśnego. Takiej miłości mógł pozazdrościć. 

10 lutego 2022

Od Szczawiowego Liścia CD. Bursztynowej Łapy (Bursztynowego Pyłu)

    Szczawiowy Liść zajmował się dbaniem o swoje piękne futro. Nie było w tym nic dziwnego. Wojownik zawsze to robił w wolnej chwili. Uważał, że wygląd jest podstawą. Szczawik od czasów kocięcia miał się za najpiękniejszego i najwspanialszego kocura w całym lesie. Jego narcyzm zdążył więc poznać cały Klan Klifu. Pobratymcy zaakceptowali naturę swojego kolegi z legowiska. Dla liliowego poza wyglądem liczył się jeszcze charakter. Jednak nie jakaś ciapka, którą wiatr łatwo zdmuchnie, nie! Kot należący do Klanu Klifu musiał być waleczny, honorowy, odważny, lojalny - idealny Szczawik, jak się określał. 
    Rozmyślania kocura nad jego ideałem, przerwało pojawienie się młodego ucznia medyka. Szczawiowy Liść uniósł uszy, uważnie śledząc ruch kremowego. Przyszły medyk zmierzał w kierunku wojownika. Liliowy kocur uniósł wyżej pyszczek na którym pojawił się lekki uśmiech. Znał doskonale Bursztynową Łapę. Był synem Rumiankowej Pręgi, siostry Szczawiowego Liścia. Tym samym kremowy kocurek zamieszkiwał specjalne miejsce w sercu wojownika. Był jego jedynym siostrzeńcem, wyjątkowym i wspaniałym! Szczawik nadal pamiętał narodziny małego Bursztynka. Niestety przez epidemię nie mogli się razem bawić, nie mógł mu pokazać obozu, nawet Żywiczna Mordka nie miał okazji obserwować dorastania swojego wnuka. Zmarł, gdy Bursztynek był kociakiem. Nie miał więc prawa pamiętać swojego dziadka. Rumiankowa Pręga na pewno kilkukrotnie o nim opowiadała, podobnie o Berberysowej Gwieździe, żeby kocurek czuł więź ze swoimi dziadkami. Szczawiowy Liść sądził nieskromnie, że o nim również było mówione w samych zaletach. Jego jedyny siostrzeniec wybrał ścieżkę medyka. W takim układzie Szczawik nie mógł mu dawać rad w kwestii podrywów ani walki, ale mógł z nim porozmawiać o dbaniu o futro, czy życiu w klanie. Zasiać w młodym umyśle nienawiść do innych klanów, opowiedzieć o swoich młodzieńczych przygodach. Bycie najlepszym wujkiem mu całkowicie odpowiadało! 
    Zaczekał cierpliwie aż młody kocur do niego podejdzie. Otworzył pyszczek, gotowy zagadać jako pierwszy, ale prędko został w tym uprzedzony przez Bursztynową Łapę. 
- Cześć! Nie znamy się, ale jesteś moim wujaszkiem! - zaczął długi monolog Bursztynowa Łapa. - Wowowo, chciałem cię poznać! Mama dużo mi o tobie mówiła! I o babci... To znaczy Rumiankowa Pręga o Berberysowej Gwieździe... I jesteś jeszcze piękniejszy niż myślałem! Wow! Jaki czysty! Rzeczywiście masz oczy, jakbyś zabijał we śnie wrogów klanu. Ojej, co za maniery... Jestem Bursztynek, właściwie już Bursztynowa Łapa.
Młody kocur dumnie wypiął pierś do przodu, czując dumę. Szczawiowy Liść nie odrywał od niego spojrzenia pomarańczowych ślepi. Co za gaduła! 
    - Uczę się pod łapami Firletkowego Płatka! Iiii... I walczyłem z medyczką Klanu Nocy! Waliła we mnie łapami z bardzo ostrymi pazurami, a ja skakałem to w prawo, to w lewo. Aż oczopląsu dostała! Wszyscy na nas patrzyli! I te liliowe pokraki z Klanu Wilka, i ci spokojni z Klanu Burzy. Nocniaki pyski wykrzywiały ze złości i szykowały szyszki do rzucania we mnie, ale miauknąłem "Na potęgę Klanu Gwiazdy, przeklinam was" i.. Skoczyłem... A... A Firletkowy Płatek przerwała całą walkę... Broniłem klanu! To najważniejsza! Jak zawsze za dużo gadam.. Teraz twoja kolej!
    Zamrugał kilkukrotnie. Chyba jego siostrzeniec już skończył. Miał przynajmniej na co odpowiadać.
    - Cześć, młody. Właściwie doskonale cię znam. Widziałem cię niedługo po narodzinach. Przez tą epidemię nie mieliśmy okazji do wspólnych psot czy włóków, ale wszystko da się nadrobić. Jako mój siostrzeniec musisz być odpowiednio dostojny. Miło cię poznać, Bursztynowa Łapo. Tak, jestem twoim wujkiem. Tym najlepszym i najpiękniejszym. Oczy jakbym zabijał wrogów? Schlebiasz mi. Czyste futro to zasługa pielęgnacji językiem, dość długich.
    Przybliżył Bursztynową Łapę do siebie ogonem. Teraz siostrzeniec dotykał boku swojego wujka. Szczawiowy Liść przyjrzał się kocurkowi. Miał zadbane futro, wydawał się również pełen energii i odwagi. Rumiankowa Pręga dobrze go wychowała. 
    - Więc mówisz, że uczysz się na medyka. To ważny obowiązek, ale też ciężki. Będę miał medyka w rodzinie, cóż za wiadomość. - poczochrał kremowego po łebku. - Walczyłeś na Zgromadzeniu? Mhm, interesującego. O ile robiłeś to dla klanu, to mam powody do dumy. Twój wujek też walczył! Raz pobiłem takiego brzydkiego rybojada. Żałuj, że nie widziałeś jego pyska. Uciekał tak szybko, że się za nim dymiło! - zaśmiał się. - Takie wielkie umysły jak my, muszą się trzymać razem. 

26 grudnia 2021

Od Szczawiowego Liścia

Trzęsły mu się łapy, niemal odmawiając posłuszeństwa. Liliowy wojownik zmusił się jednak do zachowania spokoju, gdy w miarę stawiania kolejnych kroków zbliżał się do legowiska starszych. Instynktownie drgnął na widok czarnego, puchatego futra. Barwinkowy Podmuch spał. Przykrył nos ogonem. Widok był naprawdę uroczy i wojownik nie mógł powstrzymać cichego westchnięcia. Ile by dał, żeby przytulić się teraz do swojego towarzysza. To jednak było niemożliwe ze względu na fakt, że od wielu księżyców nie rozmawiali. Powinien był poświęcić Barwinkowi więcej uwagi. Zamiast tego skupił się na swoich obowiązkach, życiu prywatnym, unikał ukochanego kota. Szczawiowy Liść poruszył nerwowo ogonem. Dlaczego nagle zabrakło mu odwagi? Liliowy kocur uniósł łapę, chcąc postawić kolejny krok, jednak zamiast tego wycofał się do tyłu, ponownie znajdując na zewnątrz. Zaklnął w myślach. Powinien do niego zagadać a nie się wycofywać.
Wojownik skierował się do wyjścia z obozu. Wiatr targał jego futrem, muskał po nosie, nadawał szybszego tempa marszu. Zmienił się w bieg, kocur coraz sprawniej pokonywał dzielące go dystanse. Mijał drzewa, krzewy, liczną roślinność. Znajome terytorium Klanu Klifu przynosiło mu poczucie bezpieczeństwa. Kocur nigdy nie miał wątpliwości, że właśnie tutaj przynależał i że jego klan był prawdziwym domem, w którym zamierzał się zestarzeć. Choć perspektywa siwych włosków na pyszczku, nawiedzała Szczawika w każdym koszmarze. Dla kota, który kochał dbać o wygląd i zawsze pięknie się prezentować, był to najgorszy scenariusz. Szczawiowy Liść bał się prawdziwie starości, chociaż nigdy otwarcie by się do tego nie przyznał. Wciąż twierdził, że słabości powinno się unikać. 
Wreszcie dotarł do granicy dzielącej Klan Klifu z Klanem Nocy. Z niezadowoleniem wpatrywał się w miejsce śmierdzące rybojadami. Tak bardzo ich nie tolerował. Szczawiowy Liść nawet by się nie zmartwił, gdyby Klan Nocy przestał istnieć. Ale cóż, było to tylko jego cichutkie marzenie. 
Podrapał się z rozdrażnieniem po nosie. Miał odwiedzić dzisiaj medyka w sprawie swojego użądlenia. Wstał na równe łapy, obierając za cel obozowisko Klanu Klifu, a następnie legowisko medyka. 

Wyleczeni: Szczawiowy Liść 

28 listopada 2021

Od Szczawiowego Liścia

 Ostatnio coraz częściej zdarzało mu się zawitać z wizytą u medyka. Nie było to z jego własnej woli. Szczawiowy Liść od kociaka unikał przesiadywania w lecznicy. Takie wizyty źle mu się kojarzyły. Liliowy kocur chciał tylko i wyłącznie budzić podziw i robić na każdym dobre wrażenie [co nie było trudne zważywszy na jego urok osobisty]. Choroba kojarzyła mu się ze słabością i.... Barwinkiem. A dokładnie wydarzeniem, gdzie zdał sobie sprawę, że kocha czarnego kocura. Szczawiowy Liść westchnął. Brakowało mu dotyku miękkiego futra. 
Kocur zmrużył pomarańczowe ślepia. Z czym jeszcze kojarzyło mu się legowisko medyka? Ze zmarłym Bursztynowym Pyłem. Do siostrzeńca zaglądał znacznie chętniej, zawsze mogli uciąć sobie przyjemną rozmowę o starych, lecz dobrych czasach. Lubił dzielić się z Bursztynkiem opowieściami o ich rodzinie. Siostrzeniec najchętniej słuchał o swojej matce, babci i dziadku. Szczawik uwielbiał wspominać, jak ich rodzina była kiedyś duża i otoczona ciepłej wzajemnej miłości. Miał dobre dzieciństwo i późniejszy okres. Niestety sezon za sezonem tracił kogoś ze swoich bliskich. Teraz właściwie został mu tylko Myszek. Zostali ostatni. 
Długo nie mógł unikać wizyt u medyka zważywszy na swoje zdrowie. Niestety swoje księżyce młodości miał dawno za sobą. Ze zgrozą myślał o tym, że jeszcze sezon może dwa i wyląduje w legowisku starszych - z siwym pyskiem! Na Klan Gwiazdy, jego piękny i czysty pyszczek młodzieńca! Taka wizja go przerażała. Gdy zastanawiał się nad swoją przyszłością, widział siebie jako młodego i gotowego podbić świat zastępcę. Z urazą zerknął w kierunku legowiska przywódcy. Ta wizja znacząco się oddaliła po odejściu ze stanowiska przez Lwią Gwiazdę. W sumie czego mógł się spodziewać po Miętowej Gwieździe? Przecież ten kocur miał lisie łajno zamiast mózgu! Jeszcze wybrał na swoją następczynię tą rozpustnicę Iskrzący Krok! 
Z zepsutym humorem przekroczył próg lecznicy. Powitał go mocny zapach ziół. Skrzywił się z niesmakiem. Choć wewnątrz panował porządek, jego wzrok nie mógł się odnaleźć w tej scenerii. Usiadł niechętnie na jednym z posłań. Było miękkie, widocznie mech dopiero został wymieniony. W lecznicy ponadto nikogo nie było, więc mógł czuć się bardziej komfortowo. 
- Mogę coś dla ciebie zrobić?
Bluszczowe Pnącze podszedł do niego, zostawiając wcześniej przyszykowane zioła. Przyjrzał się badawczo wojownikowi. Szczawiowy Liść poruszył nerwowo ogonem. Czuł się tutaj tak, jakby widmo śmierci jego siostrzeńca wisiało nad nim jak cień. Poruszył głową, żeby wyrwać się z tym myśli.
- Gardło mnie boli, zrób co musisz, byle szybko. 
Nie musiał się powtarzać, chociaż tyle. Bluszczowe Pnącze szybko zabrał się do pracy. Wręczył mu drobny kawałek miodu i polecił wylizanie. Podobno miało pomóc, a skoro było skuteczne, to Szczawiowy Liść od razu zajął się lekarstwem. 

Wyleczeni: Szczawiowy Liść 

19 sierpnia 2021

Od Szczawiowego Liścia CD. Wroniej Łapy (Wroniego Wrzasku)

Liliowa, silna łapa mocno zamachnęła się w stronę uczennicy, uderzając ją w głowę. Szczawiowy Liść wykorzystał zdezorientowanie swojej podopiecznej i śmiałym ruchem podciął jej nogi, aż ta upadła z gruchotem w śnieg. No nie!
— No dajesz Wrona, co z tobą? Tak łatwo dajesz się powalić? Postaraj się bardziej! — zawołał Szczawiowy Liść, niby motywacyjnie, ale kotka wyczuła w jego głosie coś na wzór pretensji.
Podniosła się równie szybko co upadła. Fuknęła pod nosem na tą małą porażkę.
— Staram się! Ale mi do cholery nie wychodzi! Nie potrafię, nie ważne jak bardzo bym chciała! — sapnęła z wyrzutem do samej siebie.
Wojownik wywrócił oczami. Gniewem na pewno nie osiągnie zamierzonego efektu. Liliowy był surowym mentorem, oczekującym wiele od swoich uczniów, powodując tym nie tylko ich zmęczenie, ale również świetnych, zdolnych wojowników. Takiego samego losu chciał również dla córki Lisiej Gwiazdy. Wujek nie bez powodu mu ją powierzył i Szczawiowy Liść bardzo się starał przez te kilka księżyców. Dopóki Wronia Łapa nie zostanie wojowniczką, będą ciężko pracować, żeby się to udało.
Wrona nie czekała na sygnał rozpoczynający kolejne starcie. Rzuciła się z wrzaskiem na kocura, który, nieprzygotowany na atak, nawet nie miał jak się obronić. Ugiął się pod jej ciężarem, tak, że uczennica była w stanie przycisnąć go do ziemi. Zawiesiła łeb tuż nad tym jego, z szybkimi, urywanymi oddechami dysząc i ukazując mu białe, jak ten śnieg w którym leżał, kły. Wciąż przy tym nie robiąc mu jednak krzywdy. Chwilę trwało, zanim kotka się opanowała. Kiedy jednak to się stało, wyprostowała się i dała kocurowi trochę przestrzeni. Podała mu łapę. Wyżyła się, starczy jej.
— Wybacz. — chrząknęła krótko, otrzepując futro.
Uniósł jedną brew. Przyznanie się do winy było rzadkością u pewnej siebie szylkretki. Pamiętał jak puszyła się, gdy rozpoczynali szkolenie. Polowanie szło jej świetnie, miała największe problemy z walką. Ale umiejętności da się wyćwiczyć. 
Strzepał śnieg ze swojego pięknego futra. Robiło się coraz zimniej, wkrótce będą musieli wracać. Dobrze, że trenowali w śniegu - gdyby ubrudził się w błocie, czekałaby go pielęgnacja aż do zachodu słońca. Taki przystojny kocur musiał o siebie dbać. 
— Nie mogłaś tak od razu? Widocznie musisz przekuć swoją wściekłość i żal w bitewne ruchy. Działając pod wpływem emocji, stajesz się silniejsza.  — wbijał w nią pomarańczowe spojrzenie. Uśmiechnął się zadowolony, widząc jej zmieszany wyraz pyszczka. — Właśnie tak masz walczyć. Chcesz być dumną wojowniczką, czy słabą myszą?
Po ostatnim zdaniu warknął i rzucił się na wojowniczkę. Tarzali się w białym puchu, lepiącym się przy okazji do ich futer. Wreszcie Szczawiowy Liść przyszpilił uczennicę do ziemi. Uniósł brzuch, żeby nie mogła go kopnąć. Wronia Łapa ugryzła jego łapę, więc musiał odskoczyć. Następnie kotka zaatakowała. Bili się tak do późnej nocy. Szczawiowy Liść nie szczędził krytycznych uwag. Wiedział otóż, że jest to jedyny sposób, żeby zmotywować swoją uczennicę do dalszej walki. Był usatysfakcjonowany końcowym efektem. 

**następny dzień po mianowaniu Wrony**


Otworzył oczy. Znajdował się w legowisku wojowników, wciąż otulony przez aurę snu. Po wpadających do środka promieniach słońca, rozpoznał, że musiało być południe. Idealna pora do wstania. Podniósł się na równe łapy, szybko się przeciągając, zanim opuścił legowisko. Od razu postanowił odnaleźć swoją dawną uczennicę. Wciąż czuł dumę i zadowolenie. Wczoraj Wroni Wrzask stała się wojowniczką, przynosząc zaszczyt swojego mentorowi. Zdążył utworzyć więź z kotką. Co prawda wczoraj jej gratulował, ale mogli porozmawiać ze sobą również dzisiaj. Teraz będą się widywać jedynie przy patrolach i czasem w obozie. 
Szczawiowy Liść rozejrzał się po obozowisku. Znalezienie szylkretowego futra nie zajęło mu dużo czasu. Wroni Wrzask akurat przemierzała obóz, gdy liliowy znalazł się w kilku susach przy niej, uśmiechając się przy tym szeroko.
— To co, gotowa na trening? — rzucił zaczepnie, oczywiście żartując. Mieli oboje powody do świętowania. — Co powiesz na wybranie się na sparing? 


<Wroni Wrzasku? Przepraszam bardzo, że tak długo musiałaś czekać> 

21 czerwca 2021

Od Szczawiowego Liścia CD. Omszonej Łapy (Omszonej Mordki)

 Szczawiowy Liść wpatrywał się niewzruszony w Omszoną Łapę. Jego krzyki nie zrobiły na nim wrażenia. Nie zamierzał spełniać żądania młodszego brata i się stąd usunąć. Chciał stać i będzie stał, mieszając się w tłumie zaciekawionych gapiów. Szepty rozniosły się między klifiakami. Każdy chciał dowiedzieć się jak najwięcej. Kolejna śmierć z łap Szalonego Dziada była przerażająca. Do jakich czynów jeszcze posunie się ten szaleniec? Szczawiowy Liść zerknął na Mysi Krok. Przypomniał sobie śmierć Fiołkowej Doliny i Kalinkowej Łapy. Najlepiej byłoby gdyby Klan Klifu wyruszył i zabił Dwunożnego, zanim ten wykończy ich wszystkich. Jak widać zakazy nie były wystarczającym ograniczeniem. 
Omszona Łapa dalej tulił się do ciała martwego Czerńcowego Mroku. Liliowy nie lubił kuzyna ze względu na to, jak traktował jego młodszego brata, ale nie życzył mu śmierci.  W oczach Omszonego zawsze jednak rodzina była tą najgorszą. Taka się czarna owca trafiła w ich rodzinie. 
- Uspokój się. Twoje wrzaski w niczym tutaj nie pomogą. Trzeba teraz odprawić czuwanie, a jutro zakopać. To jedyne, co teraz można dla niego zrobić. - mruknął wojownik, mrużąc pomarańczowe oczy.

***

Wrzaski, syki, warknięcia, uderzenia o ziemię. To skłoniło Szczawiowego Liścia do wynurzenia się z legowiska i przyglądania się całemu zajściu. Nawet nie zorientował się, kiedy opadł kurz i wir walki zakończył się śmiercią Omszonej Mordki. Liliowy zamrugał zaskoczony, spoglądając na ciało młodszego brata, a potem przeniósł wzrok na zakrwawione łapy Miętowego Strumienia. Co się tutaj oskunksiło?
Dowiedział się niewiele czasu później. Omszona Mordka, jego brat, odebrał życie Berberysowej Gwieździe, ich matce. Wiedział, że to nie mogło być samobójstwo. Berberys nie zostawiłaby klanu. Teraz prawda wyszła na jaw, a Szczawiowy Liść nie mógł powstrzymać wściekłości. Miał ochotę rozszarpać ciało Omszonej Mordki, zatłuc, pozbyć się truchła. Czuł furię w każdym skrawku ciała. Jeszcze nigdy tak nie miał. Nienawidził tego sukinkota. To nie był jego brat. Nawet określenie wronia strawa, krowi rów, czy lisie łajno, byłyby tutaj zbyt łagodne. Nigdy nie należał do ich rodziny, nawet nie zasłużył na miano wojownika Klanu Klifu. Jego czyny mówiły same za siebie, Omszona Mordka był potworem.
- Pierwszy raz zrobiłeś coś za co muszę cię pochwalić. Pozbyłeś się zdrajcy. - Szczawiowy Liść wyszedł naprzeciwko Miętowego Strumienia i skinął mu głową. - Nie zapomnę ci tego. 
Odszedł w tylko sobie znanym kierunku. Wydziedziczył Omszoną Mordkę i zapomniał o jego istnieniu, jakby był tylko złym snem. 

16 kwietnia 2021

Od Szczawiowego Liścia

Zacisnął mocniej zęby, wciąż siedząc nad ciałem Berberysowej Gwiazdy. Nie wierzył, że matka popełniła samobójstwo. Była oddana swojemu klanowi i misji, jaką dźwigała na swoich barkach odkąd z zastępczyni stała się liderką. W ostatnich dniach dużo się działo, ale naprawdę był pewny, że szylkretowa kocica nie posunęłaby się do odebrania sobie życia.
Wbił pazury w ziemię. Próbował uspokoić oddech. W środku kipiał jednak ze złości i żalu. Gdyby nie straciła łapy wygraliby wojnę. Gdyby ją wygrali, nie straciliby swoich terenów. W żałobie podobno najłatwiej obwiniać i właśnie to zrobił liliowy. Podniósł wzrok i spojrzał w kierunku, gdzie powinien leżeć teren Klanu Nocy.
- Nie znasz dnia, Jesionowa Gwiazdo, gdy się zemszczę. - wysyczał do siebie, na tyle cicho, że tylko on mógł to usłyszeć. Chociaż chciałby, żeby jego słowa uniosły się wraz z wiatrem i trafiły prosto do uszu czekoladowego.
Nieoczekiwanie w obozu zapanował ruch. Kocur odwrócił głowę i dojrzał Lwią Grzywę, teraz już Gwiazdę, który wrócił właśnie do obozu. Odebrał dziewięć żyć, został przywódcą, teraz pod jego władzą się znajdował. Skończył się czas posiadania pleców. Poruszył ogonem, nawet nie wstając. Mimo wszystko szanował przywódcę, więc nie zamierzał się buntować. 
Kolejny raz rozpaczał po śmierci bliskiego kota.
- Klanie Klifu! Wyruszyłem z naszego obozu jako Lwia Grzywa, wróciłem jednak jako Lwia Gwiazda wraz z dziewięcioma żywotami! - miauknął donośnie, biorąc więcej powietrza w płuca. - Przysięgam poświęcić całe swoje życie, by Klan Klifu znów był potęgą, a lojalność jego wojowników znana będzie we wszystkich klanach!
Mruknął z aprobatą. Niech Lwia Gwiazda odzyska tereny "skradzione" przez Klan Nocy. W końcu należały do Klanu Klifu i to oni ich potrzebowali. Jak mieli sobie poradzić podczas srogiej Pory Nagich Drzew, jeśli zacznie im brakować zwierzyny? I co zrobią, gdy szalony dziadek przekroczy granicę?
Syknął na wrzaski radości. Nawet nie pochowali swojej przywódczyni, a już im spieszno do radowania?
- Od dzisiaj moim zastępcą będzie Miętowy Strumień!
Przestał słuchać. Że... co?  Wpatrywał się jak głupi w nowego przywódcę. Uszom własnym nie dowierzał! Ten arogancki lisi zad miał być zastępcą? Czy Lwia Gwiazda postradał zmysły? Przecież jeśli ten dureń dorwie się do władzy, to będzie koniec ich klanu! Syknął ze złością. Nie zgadzał się z tą decyzją. Już Iskrzący Krok byłaby lepsza, a jej również nie tolerował. 
- Ja, Lwia Gwiazda, niniejszym ściągam wszystkie zakazy i dotychczasowe prawa ustawione przez Berberysową Gwiazdę, Lisią Gwiazdę i pozostałych liderów! Oznacza to, że wszelkie zakazy chodzenia na zgromadzenie, czy zakaz posiadania ucznia od tej chwili już NIE OBOWIĄZUJĄ! To tyle, jutro odbędzie się mianowanie uczniów. Teraz zbierzmy się wszyscy, by pożegnać naszą drogą liderkę.
Siedział już przy ciele, więc gdy od razu pochylił pysk i wtulił w zimne futro matki, wdychając resztki jej kojącego zapachu. Przypomniał sobie bajkę o jastrzębiu i myszy, którą mu opowiadała, gdy był kociakiem. Zacisnął mocniej ślepia.
Żegnaj, Berberysowa Gwiazda. Obiecuję, że zadbam o naszą rodzinę.

15 kwietnia 2021

Od Szczawiowego Liścia

 No to lecimy z tym roczkiem, najlepszego <3 

Walka była czymś, na co był przygotowany. Nastąpiła równie szybko. Nie dziwił się decyzji matki. Berberysowa Gwiazda miała słuszność, Klan Nocy musiał zapłacić za zabicie Łabędziego Plusku. Nie wierzył, że strachliwy kocur byłby dla nich zagrożeniem. Zabili go z zimną krwią. I jeszcze oskarżali Klan Klifu o zabójstwo Aroniowej Gwiazdy! Mysie móżdżki! 
Szczawiowy Liść wysunął pazury. Liliowa sierść zjeżyła się, gdy stał u boku swoich pobratymców, wpatrzony w koty Klanu Nocy. Bitwa się rozpoczęła. Zwycięzca mógł być tylko jeden. I miał to być Klan Klifu, nie było innej opcji. Kocur przesunął wzrokiem po rybojadach. Przy okazji zwracał uwagę na Berberysową Gwiazdę, gdy ta wymieniła ostatnie słowa z Jesionową Gwiazdą. Rządy czekoladowego nie zapowiadały się dobrze, skoro pierwsze na co skazał swój klan, to porażka i pobicie z łap klifiaków. 
Napiął mięśnie. Wszystko zadziało się błyskawicznie. Koty obu klanów rzuciły się na siebie. Szczawiowy Liść krzyknął bojowo. Rzucił się w wir walki, wpadając na pierwsze kota. Był młody, na pewno młodszy od niego i śmierdział rybami. Jego oczy zdradzały gotowość do walki. Nie był jednak przygotowany na to, że liliowy wojownik nie zamierzał dać mu uciec z obrażeniami. To była walka na śmierć i życie. Dla klanu. 
Warknął na rybojada, wykonując pierwsze zamachnięcie. Niebieski bicolor zdążył wykonać unik. Sam również zaatakował, wbijając zęby w łapę liliowego. Syn Berberysowej Gwiazdy syknął i zaczął nią ruszać, żeby strącić przeciwnika. Ten jednak nie odpuszczał. W pewnym momencie kocur na niego skoczył i obaj przeturlali się po ziemi kawałek dalej. Szczawiowy Liść znalazł się na ziemi. Rybojad nie zdążył unieść brzucha. Wojownik kopnął go z tylnych łap, a korzystając z utraty równowagi przez przeciwnika, podniósł się na równe łapy. Niebieski zadyszał ciężko. Żaden z nich nie zamierzał się jednak poddać, co bardzo szybko zostało pokazane. Szczawiowy Liść ponownie rozpoczął atak. Zaczął okrążać kocura. Nie zamierzał jednak łapać go za kark, jak pewnie spodziewał się bicolor. Wojownik Klanu Klifu mógłby również wykorzystać piasek i sypnąć nim w oczy rybojada. Ale jaka w tym byłaby satysfakcja z wygranej? 
Kocur wykonał szybki ruch i zdzielił bicolora po boku. Ten odwrócił się, chcąc zadać cios, ale Szczawiowy Liść był pierwszy. Wskoczył na kocura. Wdali się w kolejną bójkę. W ruch poszły pazury i kły.
Czas to zakończyć.
Szczawiowy Liść przyszpilił go do ziemi i obnażył kły. Cień strachu - to właśnie dojrzał w oczach rybojada, zanim wgryzł się w jego szyję. Jedno, dwa, trzy uderzenia serca. Tyle to trwało, zanim kocur odszedł polować z Klanem Gwiazdy. 
Moja wygrana była do pewna od początku pomyślał. 
Ale to nie był koniec. Zwycięskie okrzyki nie należały wcale do Klanu Klifu. Jesionowa Gwiazda urwał łapę Berberysowej Gwieździe. Doszło do odwrotu. Klan Klifu przegrał... przegrał z rybojadami. 
Szczawiowy Liść targany wściekłością chwycił ciało swojego martwego rywala i rzucił nim niczym jakimś mchem na bliską odległość. Potem zaczął kierować się za swoim klanem. Szum w uszach, adrenalina, wściekłość, wysunięte pazury i zapach krwi. 
Zatrzymał się. Spojrzał w stronę czekoladowego lidera, który wraz z rodziną zaczął świętować zwycięstwo. Szczawiowy Liść trzepnął zdenerwowany ogonem. 
- To jeszcze nie koniec, Jesionowa Gwiazdo! Pożałujesz wszystkiego! - warknął. 
Wrócili do obozu z porażką na koncie i w dużej stracie terenowej. 

30 marca 2021

Od Szczawiowego Liścia CD. Barwinkowego Podmuchu

— Idź sam. Powodzenia — burknął jeszcze, nim wymknął się bocznym wyjściem z obozu.
Szczawiowy Liść własnym uszom nie mógł usłyszeć. Barwinkowy Podmuch go.... olał? Nie chciał spędzić z nim trochę czasu? Przecież.... przecież nigdy się tak nie zachowywał! W liliowym kocurze narosła złość. Co za lisie łajno! To Szczawik się tak stara, a on go odrzuca? O nie, nie da mu tej satysfakcji! 
— Tak? Super! I tak wolałem pójść sam! Słyszysz!? Nie potrzebuje twojego towarzystwa! Każdy inny kot z chęcią będzie mi towarzyszył! — syknął, kładąc uszy na łbie. 
Poczuł na sobie badawcze spojrzenie pobratymców, w tym Berberysowej Gwiazdy. Machnął rozgniewany ogonem. Uczucia buzowały w nim z potrójną, a nawet poczwórną siłą. Nie mógł się uspokoić. W tym momencie miał ochotę rzucić się na jakiegoś rybojada lub wilczaka i rozerwać na strzępy. Przysiadł na tylnych łapach, biorąc głęboki wdech i wydech. 
— Na co się gapicie, lisie bobki? To już z rywalem pogadać nie można? — spiorunował wzrokiem każdego klifiaka, który ośmielił się spojrzeć w jego kierunku. Jeszcze mu plotek za plecami brakowało. Niedoczekanie. Prędzej wyrwie wszystkim języki, niż pozwoli obrabiać mu zad. 
Szczawiowy Liść wstał po pewnym czasie i wybiegł z obozu. Musiał ochłonąć, a w obozie będzie to niemożliwe.

***

Gdyby tylko mogli przewidzieć, że wkrótce stracą swój dom. Niestety los lubił sobie kpić. Pożar zaatakował niespodziewanie. Szczawiowy Liść w pierwszej kolejności wyprowadził najbardziej dotkniętych oparzeniami, zagubionych, a także pomógł Iskrzącemu Kroku wyciągnąć Sokole Skrzydło spod pozostałości leża. Opuścili swój dawny, spalony obóz i teraz założyli nowy  bliżej farmy szalonego dziada. To było bardzo ryzykowne, ale niestety nie mieli innego wyboru. Potrzebowali odpoczynku, miejsca do spania oraz ogólnie własnego kąta, gdzie będą się mogli czuć bezpiecznie. 
— Barwinkowy Podmuchu? 
Szczawiowy Liść dojrzał czarnego kocura. Skulony starszy wojownik podniósł głowę znad marnej myszy. Wbił spojrzenie pięknych niebieskich oczu w liliowego. Siedział przy małym krzaczku, wkrótce dołączył do niego również syn Żywicznej Mordki. Serce Szczawika biło jak oszalałe, jakby miało zaraz wyskoczyć z piersi. Niemal nie mógł usiedzieć na miejscu. Martwił się stanem Barwinkowego Podmuchu. Strata domu po raz kolejny musiała mocno na niego wpłynąć. Szczawik urodził się już na nowych terenach, w przeciwieństwie do swojego ukochanego.
— Dobrze się czujesz?
Barwinek spojrzał na własne łapy. Popękane, zmęczone. Ból stawów też robił swoje.
— Bywało lepiej — westchnął.
— Najważniejsze, że przeżyliśmy. Klan Klifu wciąż pozostanie silny! — miauknął, wpatrując się spokojnie w czarnego kocura. Szczawik oczywiście dostrzegał jedynie plusy swojego klanu. Stąd nie uważał, że nagle popadną w słabość, chociaż na pewno powinni zachować szczególną czujność. Był ciekawy, co dalej postanowi zrobić jego matka. 
— Dużo kotów jest rannych. Martwię się też o Sokoła. Nieźle mu się oberwało. — mruknął. Na odpowiedz czarnego nie musiał długo czekać, tym samym upewnił się w tym, że wojownik go słucha i foch całkowicie mu przeszedł. — Nic dziwnego, runęło przecież na niego legowisko. Nie wiadomo nawet, czy będzie chodzić. — koniuszek jego ogona poruszył się zdradzając niepokój i napięcie. 
—  A tobie coś jest?
Zaskoczyło go pytanie Barwinka. Zrobiło mu się również bardzo miło. Nie potrafił jednak przyznać się do tego, że jest zmęczony po po pożarze. Do tego oparzenia dawały o sobie znać. Nieprzyjemnie piekły jego ciało, przez co nie mógł spokojnie zmrużyć oczu. Tym samym potęgowało to zmęczeniem. 
— Nic mi nie jest. Jak zawsze się czuję się zajebiście — miauknął, prostując sylwetkę, co okazało się błędem. Zmęczone ciało po raz kolejny dało o sobie znać.
Barwinkowy Podmuch najwyraźniej  musiał to wyczuć. Spojrzał uważnie na młodszego. Czy domyślił się, że coś było nie tak? Szczawiowy Liść starał się wyglądać jak zawsze pewnie.
— Na pewno? — Czarny uniósł brew. — Nie masz kaszlu ani nic? Wiesz, od dymu. Znał kilka ziółek, mimo nie przepadania za leczeniem. Mógłby robić mu za medyka.
— Nie. Z resztą dlaczego miałbyś się o mnie martwić? — Zmarszczył nos.
Troska Barwinkowego Podmuchu sprawiała, że nie tylko ciało go piekło, ale również serce. Przecież starszy nic do niego nie czuł.... byli rywalami.... więc dlaczego po tym wszystkim wciąż zachował tak przyjazne usposobienie? Po tym wszystkim co przeżył? Chodzący optymista pomyślał.
— Pytasz dlaczego? A dlaczego nie? Może mam taki kaprys. — Odwrócił głowę z lekka speszony. — Martwię się o każdego! Doceń to, a nie kręcisz nosem.
— Jestem tylko.... zmęczony. To wszystko — westchnął ciężko, zdobywając się wreszcie na słowa.
Barwinkowy Podmuch zerknął na niego.
— To może się zdrzemnij?
Zdecydował się zwierzyć rywalowi. Potem zobaczy, czy nie będzie tego żałował. Chociaż raczej Barwinek nie wykorzysta tego przeciwko niemu. Nie miałby jak! Cały klan cierpiał przez pożar. Poza tym czarny kocur nie był takim typem kota, co chodzi i utrudnia życie. Na tyle go poznał. A jeśli jednak się mylił, to Szczawik uciszy jego śliczny pyszczek!
— Nie mogę.... boli mnie od oparzeń.
— A byłeś u medyka z nimi? Na pewno coś poradzą! Jak nie to może mi się uda jakoś zaradzić, ale no nie znam się aż tak — miauknął. 
Napiął mięśnie. To byłoby dobre rozwiązanie, gdyby nie to, że Szczawiowy Liść już raz był u medyka i nie czuł potrzeby ponownego zaglądania do Firletkowego Płatka. Musiał być silnym wojownikiem, a przybywanie w legowisku leczniczym bardzo mu to utrudni. 
— Sam się pozbieram — mruknął wojownik, odwracając się. Postanowił pomóc w budowanie legowisk. Jakoś w ten sposób powinien zapomnieć o bólu. Przynajmniej na to liczył. Machnął ogonem. — Do zobaczenia, Barwinkowy Podmuchu. 
Nie odwrócił się za siebie, bez wahania kierując łapy do Lwiej Grzywy.

***

Uderzył łapą w pobliski kamień, który potoczył się kawałek dalej.
— Co ci zrobił ten biedny kamień? 
Zastrzygł uszami na głos za swoimi plecami. Naprawdę nie miał humoru do tłumaczenia się. Szczawiowy Liść syknął pod nosem. Odwrócił się za siebie, od razu mierząc niezadowolonym i niecierpliwym spojrzeniem Zadymiony Pysk. Liliowy uderzył ogonem o pięty. 
— Wystarczy, że leżał na mojej trasie — burknął. 
— Oho, coś ci humor dzisiaj nie dopisuje — stwierdził młodszy wojownik. Uśmiechnął się życzliwie. Jego oczy zabłysły niebezpieczną iskrą. Syn Berberysowej Gwiazdy zmrużył oczy. Przyglądał się kocurowi, odkąd ten dołączył do klanu. Znał jego shiperską naturę. Wolał zachować czujność. — Pokłóciłeś się z Barwinkowym Podmuchem? 
— Kłócimy się w ciągu każdego księżyca — mruknął Szczawik. 
— Kto się czubi, ten się lubi! — pisnął z zachwytem czarny dymny. — Wyglądalibyście razem uroczo! Ty narcyz i on taki opiekuńczy! 
Szczawiowy Liść miał ochotę mu przywalić. Już wysunął pazury i szykował się do podniesienia łapy, gdy zwyciężył w nim ostatecznie spokój. Pierworodny odłożył kończynę na ziemię i odwrócił się plecami do wojownika.
— Dokąd idziesz? — miauknął zdziwiony Zadymiony Pysk zauważając, że liliowy się oddala. 
— Daleko od ciebie —  mruknął wnuk Sroczego Żaru, przystając w miejscu. Nie odwrócił się. — Jeśli już potrzebujesz kogoś shipować, to zajmij się Zimorodkiem i Kwaśnym. Ode mnie i moich spraw wara, bo inaczej sobie porozmawiamy. 
Trzepnął ogonem o ziemię. Kątem oka dojrzał niezadowolony pysk wojownika. Miał to jednak pod ogonem. Przyspieszył kroku, wchodząc głęboko w terytorium Klanu Klifu. Znowu potrzebował pobyć sam. Nie mógł się przyznać, że tak naprawdę denerwowała go bezsilność. 

*po Zgromadzeniu*

Bolała go głowa. Zdecydowanie on i kocimiętka to nie było dobre połączenie. Z resztą co go podkusiło, żeby znowu dać się wciągnąć do tęczowego świata? Szczawiowy Liść westchnął ciężko. Wczorajsza noc dała mu do myślenia. On i Barwinkowy Podmuch nie wybrali się na Zgromadzenie, opuścili obóz i spędzili ze sobą dużo czasu. Dowiedział się wtedy, że wojownik nie pała uczuciem do Tańczącej Pieśni i otrzymał od niego naprawdę dużo wsparcia. Dobrze im się rozmawiało, wręcz otwierał się przed czarnym kocurem. O mało mu nawet nie wygadał, że to właśnie on jest obiektem jego westchnień. Blokada - ta sama, która wiele księżyców wcześniej kazała mu unikać Barwinka i latać za innymi kotami w celu pozbycia się uczucia do kocura - teraz zaczęła zanikać. 
Liliowy parsknął pod nosem, gdy kropla deszczu spadła na jego nos. Deszcz ze śniegiem był bardzo chłodny i nieprzyjemny. Pozostawiona papka na ziemi nie zachęcała do ruchu, a przecież nie mogli siedzieć w obozie całą noc i dzień. Szczawiowy Liść otoczył ogon wokół łap, unosząc pysk i obserwując spadające w swoim rytmie krople. Wydawały wraz z tym charakterystyczny dźwięk.  Wsłuchał się w ten rytm, melodię, przymykając na kilka uderzeń serca pomarańczowe ślepia.
Kap.... kap.... kap....
— Hej, Szczawiku. — Liliowy podskoczył jak oparzony. Nie zachował czujności, więc zaskoczył go głos Barwinkowego Podmuchu za jego plecami. Czekoladowy zaśmiał się i usiadł zaraz obok niego, również obserwując spadające krople. Deszczu ze śniegiem było coraz więcej. — Lepiej się czujesz?
To pytanie powinno go zaskoczyć, ale tak nie było. Syn zmarłej Berberysowej Gwiazdy uśmiechnął się lekko, a w jego ślepiach błysnęła radość. Oblizał pyszczek, wciąż wpatrując się ciemniejące niebo i jego dary. 
— Woda jest prezentem od Klanu Gwiazdy. Żeby tylko w zamian nie zrobili nam gorącej Pory Zielonych Liści — stwierdził wojownik, mrużąc oczy. — O wiele lepiej się czuję. Nie zrobiłem wczoraj niczego głupiego, prawda?
Barwinkowy Podmuch poruszył wąsami, a następnie pokręcił głową. 
— Udawanie niedźwiedzia i tulenie się liczy?
Szczawiowy Liść wywrócił oczami. 
— Oj tam! Podobno lubiłeś się przytulać — stwierdził wojownik, prostując dumnie sylwetkę, jakby był dumnym pawiem. Kątem oka dojrzał Bursztynową Łapę, chowającego się przed deszczem w legowisku medyków. — Mój siostrzeniec natomiast podobno odwalił całkiem niezłą akcję. Lwia Gwiazda może nie jest zadowolony, ale młody ma chociaż ma łeb na karku. Handel kocimiętką, kto by pomyślał. No tylko następnym razem lepiej, żeby nie dał się złapać.
Barwinkowy Podmuch odwrócił głowę trochę zawstydzony.
— No bo lubię.... Masz z tym jakiś problem? — Uniósł brew. — A co do Bursztyna... Od początku był niezłym ziółkiem. Normalnie jak ja — zaśmiał się cicho, przypominając sobie dzieciństwo oraz późniejszy czas pełen żartów, ucieczek i zabaw. — Ale jest kochany. Bardzo go lubię. Taki słodziak z niego!
— Wdał się w wujka! — oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu. 
W pewnym momencie starszy wojownik pchnął młodszego tak, że ten wpadł prosto w błoto, tym samym zostawiając kryjówkę przed deszczem. Liliowy pisnął z niesmakiem. 
— Moje futro! Osz ty lisi bobku! — spiorunował wzrokiem Barwinka, który wręcz pękał z rozbawienia. Szczawik podniósł się nierówno. Musiał utrzymać równowagę w lepkim błocie. — Jak cię dorwę, to skopię ci zadek!
— A tobie tylko jedno w głowie. 
Barwinkowy Podmuch rzucił się do "ucieczki". Szczawiowy Liść ruszył za nim. Co jakiś czas jego łapy niebezpiecznie się rozjeżdżały. Pozostali w obozie. Nie mieli za bardzo gdzie się udać, zbyt małe mieli teraz terytorium. Szczawik skoczył na ogon Barwinka i go ugryzł. Oberwał łapą w łeb. Liliowy odskoczył z psotnym wyrazem pyska. 
— No co tam, staruszku? — specjalnie rzucił przezwisko na "s", wypominające wiek wojownika, żeby go trochę podrażnić. Oczywiście tak po koleżeńsku! 
— Nazwij mnie tak jeszcze raz, gnojku! — mruknął starszy wojownik. — Chcesz oberwać? 
— Tylko na to czekam! — zaśmiał się syn Żywicznej Mordki. — Chce ci wreszcie sprać kuper, s t a r u s z k u! 
Barwinkowy Podmuch prędko rzucił się w jego kierunku. Szczawiowy Liść wykonał zwinny unik, odskakując w bok. Rozpadało się jeszcze bardziej. Krople spadały z dodatkową siłą na podłoże, mocząc przy okazji futra wojowników. Teraz to Szczawik skoczył do przodu, natomiast czarny wykonał unik. Już nawet nie chodziło tutaj o walkę. Raz za razem oboje się zmieniali, wykonując szybkie i zwinne ruchy  po pokrytej błotem ziemi.
 Skok.... przysiad.... unik.... 
Dwójka wojowników złączyła się w wspólnym tańcu. Łapa za łapą, jakby prowadzeni przez melodię graną przez deszcz. Mokre futra lepiły się do ciała, zamglone oczy utrudniały widoczność. Szczawik poruszył wąsami, wykonując kolejny unik przed ruchem swojego pobratymca. Ruch za ruchem, gest za gestem. Była w tym pewna harmonia.
Raz.... dwa.... trzy....
Zatrzymali się zdyszani przy wyjściu z obozu. Szczawiowy Liść na chwilę zerknął tylko na swoje futro, zanim posłał uśmiech i rozbawione spojrzenie kompanowi tego niecodziennego i może trochę dziwnego tańca, opartego na systemie ataków i uników. Łapy, chociaż zmęczone wysiłkiem, nie odmówiły mu jednak posłuszeństwa. Zapiekły go, jakby czekając na dalszą część. 
— Kiedy przestanę być dla ciebie gnojkiem? — uniósł pytająco brew. 
Czarny kocur zawiesił się na chwilę.
— Zapewne nigdy. — Wyszczerzył zęby w głupkowatym uśmiechu.
Czas zdawał się nie mieć znaczenia, podobnie jak miejsce w którym się znajdowali. Chłonął każdy moment.  Szczawiowy Liść poczuł jak przyspiesza mu serce  na widok skropionego w deszczu kocura. Jedna z kropel pociekła po piersi wojownika, spadając prosto na ziemię i znikając. Niebieskie oczy wpatrywały się w niego jak zawsze pogodnie. Szczawik lubił ten odcień. To właśnie w tych oczach zakochał się na samym początku. Zabawne, że gdy pojawiło się uczucie, był jeszcze młodym wojownikiem, dopiero wchodzącym w świat dorosłości. A teraz? Liczył już czterdzieści dziewięć księżyców. Zbliżała się pięćdziesiątka, a on wciąż pozostawał tym samym Szczawikiem. To lepiej dla całego lasu. 
Potrząsnął łbem odpychając kilka kropelek. Wykopał krok do przodu, potem cofnął się do tyłu. Powtórzył to również z lewą i prawą stroną, rytmicznie, rutynowo, zwracając na siebie jeszcze większą uwagę czarnego. Czując na sobie jego wzrok dawniej by zapyskował, lub uciekł wzrokiem. Teraz jednak nie czuł się onieśmielony. Wręcz przeciwnie. Pierwszy raz od naprawdę dawna czuł spokój i szczęście. 
— Spróbuj, to całkiem fajne! — miauknął wesoło do Barwinka. 
Kocur na początku niezbyt chętnie, w końcu dołączył do kolejnego tańca. Podchodzili o krok do przodu i potem cofali się do tyłu. Robili ruch w jeden bok, żeby następnie powtórzyć w drugi. Szczawik podskoczył czując wszystkie wlewające się w niego emocje. Przystąpił o krok do przodu i o jeszcze jeden, zmieniając ich układ i w pewnym momencie znajdując się blisko czarnego. Tak blisko, że czuł na sobie jego oddech. To było.... magiczne. Po raz kolejny cudne uczucie rozlało się po jego ciele i duszy. Pozwolił sobie zamruczeć. Zapragnął jednego i cokolwiek miało się później zdarzyć, nadszedł moment odwagi i wyznania swoich uczuć. Uśmiechnął się lekko, z pewną nieśmiałością. 
— Muszę ci o czymś powiedzieć. — miauknął. Zauważył jak czarny kocur zastrzygł uszami. Zanim Barwinkowy Podmuch zdążył się odezwać, Szczawiowy Liść zatkał mu pysk swoim ogonem. — To ważne.
Zabrał ogon i powrócił do poprzedniej pozycji. Czuł jak szaleńczo bije mu serce. 
— Pamiętasz jak mówiłem ci, że się zakochałem? Odkąd zostałem młodym wojownikiem i pojawiło się to dziwne, ale piękne uczucie, nie chciałem wyznać prawdy i próbowałem od niej uciec. Nie mogłem jednak zmienić tego, że oddałem serce innemu kocurowi. Że jest dla mnie bardzo ważny i.... i byłbym szczęśliwy, gdyby chciał dać mi szansę i ze mną być. — zatonął w oczach Barwinka. — Kocham Cię. 
Przybliżył się o pół kroku do przodu i dotknął swoim nosem nosa czarnego. 


<Barwinkowy Podmuchu? ❤️>
2304 słów
5 pkt

07 marca 2021

Od Szczawiowego Liścia

 *po pożarze* 

Pożar był niespodziewany i zbyt tragiczny. Wszystko działo sie szybko. Nawet nie był pewny, kiedy dotarli do nowego obozu. Właśnie tym dla nich stało się miejsce w lesie, zdecydowanie zbyt blisko farmy szalonego dziadka. W innym pożarze stracił dwie siostry, teraz na szczęście żaden kot z jego rodziny nie stracił życia. Szczawiowy Liść nie mógł jednak odetchnąć z ulgą. Dużo kotów ucierpiało podczas pożaru. Za co Klan Gwiazdy musi tak bardzo się na nich mścić? Mógł taki pożar zesłać Klanowi Wilka! 
Obóz był prawie gotowy. Właściwie pracował każdy, kto czuł się na siłach. Rany po poparzeniach aż tak bardzo mu nie doskwierały, a dzięki pomocy Firletkowego Płatku, szybko się również goiły. Nie powstrzymały go przed pomocą w obozie. Lepiej, żeby szybko stanęli na równe łapy. Nigdy nie wiadomo, czy tej chwilowej słabości nie postanowią wykorzystać wrogowie.  Szczawik instynktownie wbił pazury w ziemię. 
Napięta sytuacja w klanie doprowadziła również do tego, że kocięta Maślakowego Zagajnika musiały czekać na mianowanie, tym samym dłużej pozostać kociakami. To musiało być dla nich straszne. W końcu jak zostaną mianowane, będą musieli nadrobić zaległości, a i tak nie obędzie się bez trudów. Szczawiowy Liść rozejrzał się w poszukiwaniu kociaków. Dojrzał tylko jedno z nich -  czarną srebrną pręgowaną tygrysio pointkę. Z tego co obiło mu się o uszy wspomniana młoda dama czuła się kocurem. Sam nie był pewny tej informacji. W końcu urodziła się kotką, prawda? Było to dla niego zbyt zaskakujące. Skoro miał jednak okazję, to postanowił wybadać sprawę, a przy okazji dodać coś od siebie. Szczawik nie był kotem, który się waha, zatem od razu podszedł do Aronii. Koteczka miała takie samo imię jak przyjaciel Łabędziego Plusku. Miał ochotę  warknąć na samą myśl o Aroniowej Gwieździe. Nienawidził rybojada. 
Stanął przed kociakiem. Koteczka podniosła na niego spojrzenie, na co uśmiechnął się promiennie. Tym gestem chciał jej pokazać, że nie ma złych zamiarów. 
- Cześć, mała. Nazywam się Szczawiowy Liść. Jestem najlepszym, najprzystojniejszym, najmądrzejszym i najwaleczniejszym wojownikiem Klanu Klifu. Słuchaj, nie martw się tym, że masz opóźnione mianowanie. Na pewno dostaniesz super mentora i wszystkiego się szybko nauczysz.


<Aronio? Możesz go uświadomić o swojej płci?> 

Od Szczawiowego Liścia

 *jeszcze na długo przed pożarem* 

Polowanie było udane. Liliowy wrócił zadowolony do obozu, dumnie trzymając w pysku złapaną wiewiórkę. Kocur machnął ogonem do reszty patrolu, tak na pożegnanie i dowód wyższości. Nie miał na resztę dnia specjalnych planów. Do zachodu słońca pozostało sporo czasu i warto było go skutecznie przeznaczyć. Rozejrzał się po obozowisku. Mało pobratymców pozostało w obozie, większość tkwiła jeszcze pogrążona w obowiązkach. Wzrok kocura zatrzymał się na żłobku. Szybko przez myśl mu przemknęło, żeby wiewiórkę oddać właśnie karmicielkom i kociakom. Młode Piaskowej Wydmy lada dzień powinny zostać mianowane na uczniów.  Szczawik znał kociaki swojego pierwszego ucznia. Odwiedził ich matkę raz, gdy się urodziły oraz drugi, kiedy były odpowiednio duże, żeby się z nimi pobawić. Słoneczko i Śnieżek byli naprawdę słodcy.
Poza nimi w żłobku mieszkały jeszcze kociaki Maślakowego Zagajnika. Trójka kociąt za bardzo przypominała mu mentora. To jednak nie stało na przeszkodzie, żeby ich poznać. W końcu te kocięta zostaną kiedyś uczniami, dostaną własnych mentorów i będą musieli godnie reprezentować Klan Klifu. Z resztą ciekawe, czy im się to uda. Nauczył się już, że decyzje losu bywają zaskakujące. 
Szczawiowy Liść wszedł do kociarni. Od razu oblał go zapach mleka oraz ciepło i poczucie bezpieczeństwa. Tutaj spędził pierwsze księżyce życia pod opieką mamy i wraz z licznym rodzeństwem. Te czasy nigdy nie wrócą, ale budziły dobre wspomnienia. Zdecydowanie jednak wolał być wojownikiem. Miał teraz więcej swobody niż za bycia kociakiem, a obowiązki wykonywał z uśmiechem na pysku. Liliowy kocur rozejrzał się wokół w poszukiwaniu kociaków. 
- Wuuuujek! Wujku cześć! - mała koteczka pognała przez żłobek i wpadła prosto na niego. Machnęła radośnie ogonkiem, przy okazji ugniatając ziemię łapkami. 
- Witaj, Słoneczko. Jak zawsze dobry humor. - miauknął, uśmiechając się przyjacielsko do koteczki. 
Śnieżka zauważył skulonego obok matki. Zapewne właśnie ucinał sobie drzemkę. Nie przeszkadzało mu to, gdyż to zdecydowanie Słoneczko była jego ulubienicą. Koteczka przekrzywiła łebek z ciekawością, a on pochylił się i pozwolił małej wejść na grzbiet. Trochę mu to przeszkadzało, gdy wbiła pazurki w jego ciało, ale nic nie powiedział. Poczekał cierpliwie aż się wespnie. 
- Wow! Wujku, ale ty wysoki! Widać cały żłobek! - pisnęła, kładąc łapki na jego głowie. 
- Kiedyś też taka będziesz. - miauknął.
Kątem oka dojrzał, że przyglądał im się jakiś kocurek. Jedno z młodych Maślak. Nie rozpoznał emocji na jego pyszczku. To nie miało z resztą większego znaczenia. Słoneczko zaczęła bawić się jego uszami. 


<Fałszywy?>