BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostróżka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostróżka. Pokaż wszystkie posty

08 kwietnia 2020

Od Ostróżki CD Konopii

Z nieukrywanym uśmiechem przyglądała się, jak rude cielsko Łasicy z głośnym pluskiem ląduje w lodowatej wodzie. Dla podkreślenia zniewagi jaką darzyła wojownika, prychnęła złośliwie i odskoczyła w bok, by już zacząć planować dalszą część ich wyprawy. Daleko od ich obecnego miejsca majaczyły wysokie sylwetki drzew, które samym rozmiarem niewyobrażalnie kusiły koteczkę. Już miała oddać się marzeniom i popędzić w ich stronę, jednak zmartwiony głos Konopii wyrwał ją z transu.
— Myślisz, że przeżył? — zapytała niepewnie czarna, usiłując odnaleźć wzrokiem płomienne futro wojownika. 
— Nie sądzę i szczerze mówiąc, mam to głęboko w nosie — westchnęła pospiesznie, jak najszybciej chcąc pobiec w nieznane strony. Widząc jednak, że nie udało jej się przekonać calico, zniecierpliwiona dodała. — Och, Konopio daj spokój! Nie widzisz, co właśnie się stało? — zanim siostra zdążyła odpowiedzieć, podekscytowana tortie wykrzyknęła. — Możemy robić, co chcemy! Możemy nawet uciec na terytorium innych klanów!
— Klanu Klifu też? — miauknęła z nadzieją w głosie calico, kierując się za siostrą, która już czmychnęła w upragnioną stronę. Pierwsze kroki stawiała nieco niepewnie, jednak fascynacja historią Pszczółki i Leśnej przezwyciężyła obawę o życie wojownika. 
— Oczywiście, że tak — odparła w końcu tortie, grubiutkimi łapkami przeskakując nad niewielkimi kamyczkami, by nie wywinąć orła. Nie chciała wyjść przed siostrą na jakiegoś palanta, zaraz po zaproponowaniu wyprawy w nieznane.
— W takim razie gdzie on jest? — dopytywała radośnie zielonooka, według Ostróżki za bardzo popadając w marzenia o poznaniu jakiegoś kochasia. Dla liliowej miłość była sprawą nieważną i niewartą aż tak wielkiej uwagi jak na przykład wycieczki! Nowe, pachnące świeżością obszary, nigdy dotąd nieznane koty albo magiczne portale do szyszkowego świata - to dopiero była zabawa. 
Nagle jakieś poruszenie w krzakach obok przykuło jej uwagę i kotka natychmiastowo się zatrzymała, by następnie z uwagą wyszukiwać najmniejszych oznak ruchu. 
— Odpowiesz mi wreszcie czy nie? — parsknęła trochę obrażona Konopia, gdy dogoniła pędzącą wcześniej siostrę, która obecnie zastygła w bezruchu. Zmarszczyła nosek, nie za bardzo wiedząc, co się stało, jednak wszelkie wątpliwości rozwiało nagłe pojawienie się "zmarłego" wojownika tuż przed nimi. 
— Wracać... do... obozu! — ryknął rozjuszony, a krople lodowatej wody skapywały z niego z każdym oddechem. Ruda kita kołysała się na boki niczym niebezpieczna, jadowita żmija, a zmoczone pazury jeszcze mocniej odbijały blask słońca. Zielonymi ślipiami groźnie wpatrywał się w córki, które po chwili z krzykami rzuciły się do ucieczki.
— To by okropny pomysł! — fuknęła do liliowej Konopia, jednak tortie skomentowała to jedynie przewróceniem oczu. Czy ona naprawdę zamierza jej teraz truć o coś takiego? Musiały się gdzieś i schować i to w tym momencie, bo inaczej ryzykują zjedzeniem przez wściekłego wojownika, który siedzi im na ogonach.
— Skręcaj za ten kamień — poleciła stanowczo zielonookiej, po czym sama skryła się za ogromnym kamulcem, rzucającym równie wielki cień na zalesioną polankę. Gdy obu koteczkom udało się skoczyć i wturlać do jakiegoś starego, pustego konara, Ostróżka postanowiła ostrożnie rozejrzeć się dookoła. Wychyliła nieznacznie ciemny nosek na zewnątrz i niemal nie zeszła na zawał, zauważając zmierzający w ich stronę patrol. Zrozpaczona Bazylia darła się, idąc na przedzie grupki, w której skład wchodziła też Perła, Bursztyn oraz Muszelka. 
— Konopio — odwróciła przerażony pyszczek w stronę wiercącej się siostry. — Mamy problem.



<Konopio?>

01 kwietnia 2020

Od Ostróżki

Chociaż minęło już kilka wschodów słońca, śnieg zdawał się jeszcze bardziej pochłaniać obóz Klanu Lisa i utrudniać życie kotom. Wojownicy zaczynali mieć poważne problemy z polowaniem, patrolowaniem granic, a medyczkom doskwierał brak potrzebnych ziół. Tak czy siak, według Ostróżki i tak najgorzej miały kociaki, które zmuszono do całodniowego przesiadywania w żłobku. Najmłodsi nie mogli nawet wychylić nosa na zewnątrz, ponieważ przewrażliwione królowe momentalnie wciągały ich z powrotem! Szczególnie ta sytuacja nie podobała się córkom Łasicy, którym w szybkim tempie zaczęło brakować pomysłów na zabawę; w końcu ile można bawić się w chowanego czy liderki? Liliowa popchnęła w stronę siostry postrzępioną kulkę mchu, którą calico posłała jednym pacnięciem w przeciwny kąt legowiska.
— Nie wytrzymam tu dłużej — westchnęła cętkowana, starając się powstrzymać łzy irytacji lśniące w ślipiach. — Przecież nie mogą nas tutaj trzymać w nieskończoność, bo zwariujemy! — krzyknęła, padając na posłanie obok Konopii i przejeżdżając pazurkami po świeżym mchu i paprociach.
— Musimy coś wymyślić — mruknęła trójkolorowa, kiwając przy tym łebkiem i spoglądając poważnie na siostrę; ona też wyczuwała jakie zagrożenie mogłoby nadejść, gdyby zaraz się czymś nie zajęły. — Co powiesz na, hmm, zbudowanie czegoś? — zaproponowała niepewnie, powoli wstając na łapy i podsuwając pod nos liliowej patyk. — Mogłybyśmy zbudować szyszkową bazę, w której siedzieliby by najwspanialsi! — dodała śmielej, zaczynając kreować w łebku obraz nowego projektu. Podrzuciła Ostróżce jeszcze kilka listków i kwiatków, które były porozrzucane po kociarni, na co liliowa się uśmiechnęła.
— Konopio, jesteś genialna! — pochwaliła czarną, od razu dołączając do szukającej idealnego miejsca koteczki. Baza musiała być bezpieczna i oddalona od destrukcyjnych łap innych kociąt, przez co dosyć długą chwilę zajęło im wyznaczanie cichego zakątka, który sprawiał wrażenie godnego zaufania. 
— Chyba możemy już zacząć — odparła zadowolona calico, lustrując zielonymi ślipiami w miarę równy grunt i ściany niczym Bob Budowniczy w kociej wersji. Chwyciła w pyszczek długi patyk, a następnie próbowała go oprzeć, by stworzyć ramę, jednak pędzący w ich stronę Pająk wszystko zepsuł. Swym niebieskim ciałkiem złamał niemal wszystkie kijki, natomiast pozostałe przy życiu listki i kwiaty rozrzucił głośnym kichnięciem.
— Lisi bobek! — wrzasnęła Ostróżka z furią w oczach, rzucając się na zdezorientowanego syna Wodospada i usiłując wyrwać mu oczy z uśmiechniętej mordy. — Mysia strawa! — krzyczała, wczepiając się pazurkami w szarawe futerko samczyka. Myślała, że faktycznie uda jej się nieco dotkliwiej poranić Pająka, by dać mu nauczkę, lecz stanowczy pysk matki sprawił, że natychmiastowo zostawiła kocurka. Wiedząc, że zaraz dostanie wykład o "byciu delikatniejszą w stosunku do młodszych ble ble ble", odeszła kilka długości ogona dalej i posłała bratu Pędraka najbardziej zjadliwy uśmiech, na jaki było ją stać. 

Od Ostróżki CD Bociana

Radość wypełniła ją po koniuszek krótkiego ogonka, gdy młodszy kocurek zapytał ją o właściwości magicznych szyszek. Chociaż biały zdawał się nie przykładać do tego większej uwagi, gdyż rozpoczął badanie legowiska na własną łapę, Ostróżka bez chwili zastanowienia rozpoczęła swój wykład. 
— Oprócz pojedynków, polowania i wyścigów, pomagają również w bardziej teoretycznych rzeczach, takich jak uczucia czy emocje — zaczęła pogodnie, podążając za węszącym w kącie kocurkiem i nie przestając trajkotać jak najęta. — No wiesz, jeśli chcesz się z kimś zaprzyjaźnić, to po prostu modlisz się do szyszek o pomoc i idzie ci o wiele łatwiej — uśmiechnęła się, również zaczynając przeszukiwać o dziwo puste legowisko wojowników. Pacnęła łapą niewielki kamyczek, który potoczył się w stronę wyjścia i o mało nie zatonął w śnieżnej lawinie. 
— A jak nie chcę być z nikim przyjacielem? — parsknął, obserwując mizerne próby wygrzebania czegoś z ciasnej szczeliny przez liliową. Starając się nie okazać iskierki ciekawości w oku, niby niezainteresowany podszedł do córki Bazylii i zapytał. — Czego ty tu szukasz, głupku? 
— Niczego — warknęła zirytowana własną porażką w odpowiedzi, jednak następnie posępny wyraz mordki tortie odszedł w niepamięć. Posłała młodszemu zuchwałe spojrzenie i pewnym ruchem wyciągnęła z ukrycia błyszczący kamyk, który zalśnił w słanych promieniach słońca wpadających do wnętrza. Wytarzała nieco zakurzone odkrycie w pobliskim legowisku, a następnie podsunęła go pod nos samczykowi. — Widzisz to?
— No raczej, nie jestem ślepy — syknął oburzony w odpowiedzi, ale nachylił się nad znaleziskiem koloru zachodzącego słońca i rozszerzył z zachwytem źrenice. Liliowa koteczka, widząc jego reakcję zakryła złocisty kamyczek łapką, co spotkało się z niezadowolonym mruknięciem Bociana.
— To właśnie kolejny przykład magicznej mocy najwspanialszych — uśmiechnęła się w stronę unoszącego brwi kocurka, który próbował wyrwać spod jej pazurków bursztyn. Wnuczka Chłodnego Wiatru nie dała mu jednak za wygraną i jeszcze bardziej zwiększyła nacisk na obiekt pożądania brata Żurawia. — Wracając do twojego poprzedniego pytania, szyszki też pomagają w zdobywaniu wrogów, ale czy na pewno tego chcesz?
— Tak, jeśli nie oddasz mi tego głupiego kamyka — rozkazał stanowczo, na co cętkowana jedynie przewaliła oczami. — Nie słyszałaś, co powiedziałem, lisi bobku? Oddawaj! — warknął rozjuszony, napędzany pragnieniem cennego skarbu niczym Gollum z Hobbita. 
— Przysięgnij wiarę, a będzie ci dane! — wrzasnęła z całych sił, zanim przygniotło ją ciało należące do Bociana. 

 <Bocianie? wybacz, że taki gniot>

Od Ostróżki

Liliowa koteczka po raz kolejny leniwie przeciągnęła się na mchowym legowisku, próbując powrócić do kojącego snu, jednak i tym razem jej się to nie udało. Chociaż ciemne niebo nadal pokrywały gwiazdy, koteczka nie mogła zmusić się do przymknięcia ślipi i z westchnieniem usiadła, zaczynając wylizywać zmierzwione futerko na piersi. Rytmicznie ruszała mordką do przodu i do tyłu, starając się dokładnie oczyścić futerko tak, jak robiła to mamusia, jednak mimo starań sierść nadal odstawała jej na wszystkie strony. Zirytowana strzepnęła końcówką ogona; czemu ona nigdy nie potrafi tego zrobić? Stwierdzając, że nie ma sił na kontynuowanie pielęgnacji, przemknęła szybko wzrokiem po kociarni. Konopia wierciła się przy brzuchu Bazylii, Pszczółka wraz z bachorami leżała w przeciwnym kącie, a Agrest zwinęła się w kulkę tak ciasno, że nie było widać jej pyska. Gdy koteczka miała ponownie spróbować zasnąć, niespodziewany ruch białej sylwetki przy wejściu do legowiska przykuł jej uwagę. Wbiła zaciekawione oczęta w samczyka, zastanawiając się, czy stoi tam Bocian; zaraz jednak przypomniała sobie o jego bracie Żurawiu, który był niemal klonem dumnego samczyka. Odrzucając na bok chęci snu, skierowała się w stronę obserwującego niebo kociaka i już na wstępie wesoło zawołała.
— Co robisz? — zapytała, przechylając główkę na bok i przysiadając się do młodszego. Zaskoczony syn Pszczółki skierował brązowe oczęta na wpatrującą się w niego szylkretkę i nieco onieśmielony miauknął.
— Patrzę i myślę — odparł po chwili ciszy, wskazując jasnym ogonem na obozową polanę pod osłoną nocy. — Nie uważasz, że jest dziwna, gdy nikt po niej nie chodzi?
— Hmm, być może — zgodziła się cętkowana, kiwając powoli łebkiem na zgodę. Faktycznie, kocurek miał rację; niecodziennym widokiem było zastać tu taki spokój. Po chwili wspólnego wpatrywania się w pustą przestrzeń nagła myśl sprawiła, że bez zastanowienia miauknęła. — Masz na imię Żuraw, prawda?
— Tak — odpowiedział krótko, nie zaprzestając gapienia się przed siebie. Córka Łasicy nie mogła zrozumieć, co takiego fascynującego było w wyludnionym kawałku ziemi. — Ty jesteś Ostróżka z tego co pamiętam.
— A i owszem, choć możesz na mnie mówić również królowa szyszek — odparła dumnym głosem, wypinając do przodu pierś, co zwróciło uwagę białego. — Wiesz, szyszki mają nieziemską moc i razem z moją siostrą zostałyśmy wybrane do głoszenia prawdy o ich sile i mądrości, co jest wielkim wyróżnieniem. Gdybyś chciał, możesz dołączyć do naszego kultu, by sławić najwspanialszych! — zaproponowała mu, układając się przy mięciutkim boku kocura i kładąc zmęczony pyszczek na wysuniętych łapkach.
— Zastanowię się — roześmiał się, nie mając pojęcia, że Ostróżka zupełnie poważnie wierzyła w swoją własną, dziwną fantazję. Następnie również opuścił zmęczony łeb i razem z koleżanką w dalszym ciągu obserwował opustoszałą polanę.

Od Ostróżki

Okropna wichura szalała na zewnątrz, skłaniając wszystkie drzewa dookoła, by pochyliły swe korony ku ziemi. Nawet największe dęby nie miały wystarczająco dużo siły na postawienie oporu, więc w krótkim czasie i one oddały się działaniu wiatru. W tamtej chwili Ostróżka z całego serca dziękowała szyszkom za ciepło wypełniające przytulną kociarnię, która chroniła ich przed przebywaniem na dworze w takich warunkach. Jednak pomimo niechęci do zimy, nie mogła powstrzymać się przed wystawieniem łapki na chłodny śnieg i próbą uformowania z niego kulki. Chociaż jej arcydzieło kształtem bardziej przypominało martwą dżdżownicę, to koteczka była z niego dumna i w pierwszym odruchu chciała pokazać swój twór reszcie żłobka. W końcu nie moczyłaby łapek w szczypiącym puchu dla niczego, prawda? Odwróciła się z szerokim uśmiechem na pyszczku, lecz dziwny parsknięcie za nią sprawiło, że momentalnie powróciła do poprzedniej pozycji. Wlepiła zaciekawione ślipia w stronę obcej, czekoladowej kotki, która otrzepywała śmieszne futerko pokryte cienką warstwą śniegu. 
— O, hej — miauknęła do liliowego kociaka, unosząc w rozbawieniu brwi i schylając łeb. — A ty nie powinnaś siedzieć przy mamie? Tutaj możesz się przeziębić — dodała nieco poważniej, jednak w niebieskich ślipiach nadal błyszczały pogodne iskierki. 
— Mama teraz rozmawia z ciocią Pszczółką o jakiś ziółkach — westchnęła znudzona, lustrując stojącą przed nią wojowniczkę uważnym wzrokiem. — A ty co tu robisz? 
— Przyniosłam wam świeżą zwierzynę — odparła córka Koziej Nóżki, wskazując krótkim ogonkiem na leżące przed nią dwa wróble; w ich maleńkich ślipiach odbijała się ostatnia błagalna prośba o życie. — Wiem, że nie są zbyt pokaźne, ale przez te zaspy polowanie nie jest takie łatwe — mruknęła niemrawo, chwytając do pyska ptaki i skierowała się w stronę wnętrza legowiska. Ostróżka odprowadzała ją chwilę wzrokiem, a następnie postanowiła upewnić się, czy jej dzieło nadal promieniuje blaskiem doskonałości. Jednak zamiast niewyraźnej kupki śniegu, jej zaskoczonym oczom ukazała się przerażająca nicość, która wywołała u niej zdenerwowany krzyk. Ze łzami smutku podbiegła do siostry Barwinkowego Podmuchu i zaczęła wbijać w kocicę zranione spojrzenie.
— Jak mogłaś?! — krzyknęła zdławionym głosem, chcąc wydrapać jej błękitne ślipia z oczodołów oraz zakopać je głęboko pod powierzchnią ziemi. — Zniszczyłaś moją wspaniałą kulę! 
— Jaką kulę? — zapytała zdezorientowana wojowniczka, nie za bardzo wiedząc jak ma zareagować. W końcu nie będzie kłóciła się z kociakiem, w szczególności przy jego matce. Starając się uspokoić cętkowaną kotkę, delikatnym tonem kontynuowała. — Na prawdę nie wiem o co ci chodzi mała, ale jeżeli faktycznie coś zepsułam, pomogę ci to naprawić.
— Całe popołudnie — zaczęła swój drastyczny wywód Ostróżka, co oczywiście nie było prawdą, bo zajęło jej to kilka minut. — Męczyłam się nad dziełem mego krótkiego życia, by pokazać go mamie. A ty nagle przyszłaś i nic z tego nie zostało! — pisnęła, tupiąc dla podkreślenia żalu łapką.
— Przepraszam — odpowiedziała skruszonym głosem Perła, pochylając przed tortie łebek. — Obiecuję, że następnym razem zbuduję z tobą coś jeszcze bardziej wspaniałego, dobrze? Teraz muszę już iść, bo Lśniący Księżyc mnie zje, jeżeli zapomnę o patrolu — zaśmiała się radośnie, puszczając córce Łasicy oczko i wybiegając z legowiska, by stanąć u boku potężnego burasa.
— Mam nadzieję, że dotrzymujesz obietnicy, bo inaczej przeklnę cię na mocą szyszek — wymamrotała nadal obrażona koteczka, po czym dołączyła do reszty kociaków bawiących się w kociarni.    

Od Ostróżki CD Konopii

Liliowa szylkretka od razu zrozumiała, co Konopia miała na myśli i niezwłocznie wycelowała szyszką w zdezorientowany pysk rudego wojownika. Rzucając najwspanialszym, wydała z siebie przeraźliwy okrzyk bojowy godny lwa i z prędkością światła sięgnęła po kolejną amunicję. Magiczne cuda natury przecinały powietrze, latając w każdą z możliwych stron, jednak ich zasoby szybko się ukończyły, co nieco przeraziło tortie. Zmartwionym wzrokiem spojrzała na siostrę, lecz ta z pewnym siebie uśmiechem wskazywała na wyciągniętego na ziemi wojownika. Pręgowany prawie w ogóle się nie ruszał, z pyska bezwładnie zwisał mu język a zielone ślipia zakryły się za białymi powiekami.
— Myślisz, że nie żyje? — zapytała się zadowolona liliowa, która nie do końca pojmowała ideę śmierci. — Wygląda głupiej niż zazwyczaj! — dodała wrednym tonem, przypominając sobie, że mamusia strasznie go nie lubiła. A skoro Bazylia tak uważa, oczywistym jest, że i jej córka ma do tej sprawy podobne podejście! 
— Chyba faktycznie go zabiłyśmy — odparła calico z zadowoleniem, a następnie wraz z siostrą skierowała się bliżej leżącego kocura. Ciemna prędko zmarszczyła nosek i z niesmakiem parsknęła. — O fuj, jak on śmierdzi! Trzeba uważać, żeby ten odór i nas nie zabił — zaśmiała się tajemniczo, a po chwili ciszy rzuciła na cętkowaną, próbując zakryć jej nosek łapą. — No dalej, bo jeszcze złapiesz jakieś śmiertelne choróbsko! Musisz zakryć czymś ten nochal! 
— W takim razie ty też, Konopio! — wysapała śmiesznie zduszonym tonem, usiłując zrzucić z siebie atakującą szylkretkę, co nie było proste. Siostra wczepiła się w jej liliowe futerko, a w dodatku objęła pyszczek, przez co pręgowanej powoli zaczęło brakować powietrza. Ostatnimi siłami odepchnęła trójkolorową i z obrażonym prychnięciem odskoczyła na bok. Jednak już moment później obie koteczki obchodziły dookoła zabitego przez szyszki kocura, który wytrwale trwał w swej pozycji, w poszukiwaniu czegoś na zakrycie pyszczków. 
— Ostróżko, znalazłam — oznajmiła radośnie zielonooka, podbiegając do zaintrygowanej kotki z mordką pełnym liści. Wypluła zieloną wiązankę na łapy jasnej i kontynuowała. — Możemy z nich zrobić osłonki na pyszczki, przez co będziemy bezpieczne i niczym się nie zarazimy.
— No dobra, ale jak chcesz to zrobić? — miauknęła z nieco mniejszym zapałem niż siostra, próbując nadziać na pazurek znalezisko calico. Przez chwilowe zafascynowanie pomysłem Konopii, która razem z nią nachylała się nad niewielką stertą starając się opracować nowy wynalazek, nie zauważyły zbliżającego się zagrożenia. 
— Bu! — krzyknął donośnie rudy wojownik, co skutkowało podwójnym piskiem ze strony przestraszonych kociaków. Skulone w niemal jedną całość, przywarły do siebie bokami i niepewnie spojrzały zza siebie. 
— Ej, ty miałeś nie żyć! — oburzyła się cętkowana kotka, wyskakując do przodu oraz mierząc starszego kocura surowym spojrzeniem. — Nie wiesz, że nie można powracać do życia bez uprzedzenia, łachudro? — skrytykowała go zjadliwie, jednak nawet to nie poruszyło brata Księżyca, który posłał córkom zawadiacki uśmiech.
— Dobrze, zapamiętam na przyszłość — obiecał, kiwając głową, by nadać własnym słowom większą wagę. Ostróżka uniosła powątpiewająco brwi, ale postanowiła zignorować wkurzającego mamę samca i wsłuchała się w jego dalszą wypowiedź. — Co powiecie na małą wycieczkę poza obóz? Wiem, że być może jesteście nieco za małe, ale na pewno nie powiecie o tym nikomu, prawda? — zaproponował, puszczając koteczkom oczko i zaczynając kierować się w stronę wyjścia z polanki. 
— Co o tym sądzisz? — mruknęła do calico zielonooka, starając się ukryć podekscytowanie świerzbiące ją w łapy. Gdyby to od niej zależało, to odstawiłaby całą niechęć skierowaną do kocura i od razu pobiegła odkrywać nowe tereny; nie mogła jednak zostawić siostry.


<Konopio? Nikt nie broni nam zabić taty po raz drugi>

29 marca 2020

Od Ostróżki CD Bociana

Nie spodziewała się, że podczas zabawy na zewnątrz zostanie perfidnie zaatakowana przez wspaniałe szyszki. Chwilę po oberwaniem w liliowy łeb, koteczka zaczęła rozglądać się za źródłem zamieszania, równocześnie starając się domyślić, czy był to jakiś znak zesłany od świętych. Czyżby miała wykonać jakąś tajną misję związaną z szerzeniem ich wiary? Zaintrygowana obróciła się dookoła, wypatrując choćby najmniejszego ruchu w otaczających ją zaspach, a nagłe poruszenie przy wejściu kociarni przykuło jej uwagę. Białe futerko kocurka co prawda wtapiało się w śnieżną scenerię obozu, jednak mocno kontrastowało z zacienionym wnętrzem przytulnego żłobka, przez co zielone ślipia koteczki rozbłysnęły podekscytowaniem. Musi jak najprędzej porozmawiać z synem Pszczółki o tym niezwykłym zjawisku, gdyż nie ma opcji, że kocurek nie jest związany z jej nową misją! Wesołym krokiem skierowała się w stronę obserwującego ją samczyka, który był wyraźnie zdziwiony uśmiechniętą mordką kotki. Córka Bazylii była jednak zbyt zajęta próbą nie zapadnięcia się w śniegu, by zauważyć dziwny wyraz pyska białego i gdy tylko dotarła do wejścia, spojrzała na niego przyjaźnie.
— Hej! Jesteś Bocian, tak? — miauknęła pogodnie, otrzepując mokre futerko niczym swój psi wujaszek Chudzielec, co skutkowało zniesmaczonym prychnięciem zielonookiego, który kiwnął głową. Kotka przejechała jeszcze szybko po oklapniętych uszkach łapką, a następnie spojrzała na rozmówcę pełni poważnym wzrokiem. — Ja mam na imię Ostróżka i jestem współzałożycielką kultu szyszek. Uwierzysz, że najwspanialsi zesłali mi o tobie znak? To na pewno musi znaczyć, że masz do nas dołączyć! — oznajmiła całkowicie pewna swoich słów, nawet nie spodziewając się odmowy ze strony samca. W końcu, jakim cudem mógłby nie zgodzić się na taki zaszczyt? 
— Słuchaj, nie wiem, co ci strzeliło do łba z tymi całymi szyszkami, ale nie zamierzam być częścią czegoś tak głupiego — warknął w jej stronę, przewracając oczami na wzmocnienie pogardy wierzeniem kotki. Zszokowana tortie początkowo nie wiedziała, jak ma zareagować; mimo wszystko musiała zachować zimną krew i jakoś przekabacić Bociana na swoją stronę, by nie rozgniewać najpotężniejszych! Dostojnym krokiem znowu podeszła do syna Chmurki, który zdążył oddalić się od niej o kilka mysich długości oraz spokojnie dodała.
— Wiem, że dla szanownego pana Bociana to może wydawać się nie mieścić w standardach myślowych przeciętnego kota, jednak zapewniam, że wnosi to jedynie same korzyści do codziennego życia — miauknęła z dumą, lecz po chwili sama skrzywiła się na oficjalny ton własnych słów, tak samo jak zirytowany kocur. Chociaż sam nigdy w życiu by tego nie przyznał, tortie dałaby sobie sobie łapę uciąć, że mimo wszystko w jego oczach błysnęły iskierki ciekawości. 
— Jakie niby? — westchnął znudzonym tonem, powstrzymując się przed powtórzeniem swego chytrego zamachu i przysiadając na wygodnym legowisku.
— No, na przykład pomagają w wygraniu wszelkich wyścigów — ogłosiła z zadowolonym wyrazem pyszczka, przypominając sobie własną wygraną w zabawą z Konopią. — Jeśli tylko będziesz odpowiednio oddawał im cześć, swoją niewiarygodną mocą sprawią, że twoje łapy będą pędziły niczym prawdziwa wichura! — kontynuowała z przejęciem, przez co początkowo sceptycznie nastawiony kocur nieco przechylił głowę w bok.
— Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę — stwierdził w końcu, rzucając Ostróżce wyzywający uśmieszek, będąc pewny swej wygranej.
— W takim razie wygrywa ten, który pierwszy dotrze do legowiska wojowników! — odparła wesoło, zaczynając pędzić w kierunku wyjścia ze żłobka, po chwili oglądając się oczekująco za białym.


<Bocianie? Uwierz w szyszki, a będziesz w stanie zrobić wszystko>

Od Ostróżki

Szylkretka miała już po dziurki w nosie całego tego zamieszania spowodowanego okoceniem się Pszczółki i wszystkich gapiów odwiedzających żłobek, by zachwycać się młodymi kocurkami. O ile sama obecność samczyków jakoś specjalnie na nią nie wpłynęła, to wielkie zady wojowników, rozrzucających jej kolekcje wszechmocnych szyszek, nieźle wkurzyły koteczkę. Chociaż zawsze uwielbiała słuchać opowieści dorosłych i się z nimi bawić, to ze względu na zły humorek oraz brak poszanowania wobec jej bogów, miała ochotę zacząć rzucać wszystkim co popadnie w każdego napotkanego kota. Dlatego, gdy jakiś gruby kocur pojawił się przy legowisku Agrest i zaczął przyjaźnie mruczeć do jej kociaków, sfrustrowana Ostróżka podeszła do obserwującej wszystko Konopii, która miała chyba również dosyć tych wszystkich odwiedzin.
— Nie rozumiem, czemu oni tak się nimi zachwycają. Przecież to są tylko kocury i to w dodatku ledwo mówiące! — jęknęła tortie, spoglądając w kierunku uśmiechniętego Myszołowa, który rozmawiał o czymś z liliową królową.
— Też nie mogę w to uwierzyć — westchnęła czarna calico, odwracając się w stronę siostry i po chwili posyłając jej wyzywający uśmieszek, pobiegła w stronę obozowej polanki. Zaskoczona zielonooka natychmiast pognała za Konopią, by nie zostać sama w kociarni, a do jej uszu dotarł wesoły krzyk siostry. — Pierwsza przy stercie zwierzyny zdobywa największą z szyszek!
— Co? Przecież ona jest moja! — oburzyła się cętkowana córka Łasicy, marszcząc brwi i już chcąc rozpocząć dyskusję, jednak widząc pędzące łapy siostry, z wszystkich sił przyspieszyła. Nie mogła stracić tej szyszki! Była chyba największym cudem tego typu, jaki kiedykolwiek istniał, więc stawka była doprawdy wysoka, a Ostróżka nie zamierzała przegrać. Gnała przed siebie, próbując przeskakiwać nad większymi od siebie zaspami śniegu, co jednak do najprostszych zadań nie należało. Na szczęście, Konopia również z każdym krokiem coraz bardziej się męczyła i dyszała, przez co tortie dała radę nieco ją wyprzedzić, pokazując zagrzebanej siostrze różowy język. Lecz dobra passa nie trwała długo i pręgowana moment później poślizgnęła się na dużej, śliskiej kałuży wody, zaczynając kręcić się wokół własnej osi, by następnie przeturlać się prosto w stronę celu ich pościgu. Koteczka nie spodziewała się milusiego lądowania, więc mentalnie przygotowała się na poważne urazy masywnego ciałka, jednak zamiast przywalenia w stertę, poczuła ciepło innego kota. Zdezorientowana otworzyła niepewnie oczęta, żeby upewnić się, że faktycznie niczego nie rozwaliła, a jej zagubione spojrzenie napotkało ciepły wzrok żółtych ślipi. Szybko otrzepała jasne futerko, by nie wypaść źle przed czarną wojowniczkę, która z rozbawieniem poruszyła wąsami.
— Co tu robisz, maleńka? — zapytała z uśmiechem, wylizując mokre od śniegu łapy oraz przypatrując się uważnie stojącemu przed nią kociakowi. 
— J-ja... — zaczęła niewyraźnie cętkowana, starając się nie przewrócić przez mocne zawroty głowy spowodowane przekoziołkowaniem przez połowę obozu i skupiając na smukłym pysku dorosłej. Zanim dokończyła wypowiedź, dobiegł ją zdyszany głosik siostry, która z przemoczonym futrem wychyliła się zza najbliższej zaspy. 
— Ostróżko! — krzyknęła z rozszerzonymi ślipiami, podbiegając do niemrawej szylkretki i przywierając do jej boku. — Co to było?! Jak ty to zrobiłaś?
— Nie wiem — jęknęła przemarznięta do szpiku kości tortie, jednak zauważając fascynację na pysku calico, dla pewności zapytała. — A podobało ci się?
— No jasne! Zrobiłaś to szybciej niż kiedykolwiek widziałam — odparła z uśmiechem na pyszczku, ale po chwili z przejęciem dodała. — Myślisz, że to jakiś wpływ magicznych szyszek?
— O rany — wydukała córka Bazylii, spoglądając na wytyczoną przez własne ciało ścieżkę. Czy to mogłaby być prawda i najwspanialsi pozwolili jej wygrać wyścig? Gdy już miała zgodzić się z bardzo sensowną teorią siostry, kątem oka wychwyciła zdezorientowanie na pysku partnerki Sokoła i z przechyloną główką miauknęła. — Coś się stało? 
— Nie, nic poważnego — roześmiała się wojowniczka, sprawiając, że szylkretowe rodzeństwo jeszcze bardziej zaczęło zastanawiać się nad obecną sytuacją. Roziskrzone ślipia koloru słońca zmierzyły małe kuleczki tajemniczym spojrzeniem, po czym ich właścicielka miauknęła. — Magiczne szyszki? Tak się składa, że mam na imię Szyszka — odparła z niewielką dumą pobrzmiewającą w głosie, przez co Ostróżka wybałuszyła oczy i niemal nie pisnęła z radości.
— Najwspanialsi przysłali nam boginię! — krzyknęła w końcu, prędko podskakując i uchylając łeb przed córką Okopconego Dzwonka, która uniosła brwi. Cętkowana  kotka po oddaniu należytego pokłonu na szybko odwróciła się do siostry, by ogłosić. — Wiesz co Konopio, jak chcesz to weź sobie tamtą szyszkę z legowiska. Ja mam teraz ją! — uśmiechnęła się szeroko, wskazując krótkim ogonkiem na stojącą tuż obok ciemną kocicę. Następnie wskoczyła pomiędzy smukłe łapy siostry Brzózki i wlepiła w nią pełne fascynacji ślipia, ignorując oburzone mruknięcia calico. 

<Szyszko? Zostaniesz honorową członkinią kultu szyszek?>

Od Ostróżki

Zimny wiatr wpędzał potwornie chłodne powietrze do kociarni, przez co liliowa skuliła się na posłaniu z mchu. Według córki Łasicy to właśnie zima była najgorszą ze wszystkich pór roku i nieustannie zadawała swoim szyszkom pytanie, dlaczego coś takiego stworzyły. Odpowiedź była jednak za każdym razem taka sama: wszystko co istnieje, ma jakiś wyznaczony cel, do którego dąży przez całe życie. Chociaż niedoświadczony umysł szylkretki nie do końca rozumiał sens słów najwspanialszych, to pod żadnym pozorem nie starał się kwestionować czy podważać, gdyż wiedziała, że to oni mają rację. Ze znudzeniem przewróciła oczami, gdy zauważyła, jak mama opuszcza żłobek wraz z ciocią Pszczółką, pozostawiając całą ferajnę z naburmuszoną Agrest. Szczerze mówiąc, to gdyby nie okropna nuda władająca Ostróżką, koteczka najpewniej nie zapoznałaby się z kociakami Wodospada aż do zostania uczennicą. Nieco bardziej żwawym krokiem skierowała się w stronę trzech samczyków, których futra przypominały kolorem gęstą sierść mamusi.
— Kim jesteś? — krzyknął pewnie najmniejszy kocurek, mierząc surowym wzrokiem zdezorientowaną tortie. Gdy po minięciu kilku sekund kotka nadal się nie odezwała, wnuczek Niezapominajki wybuchł śmiechem, starając się nie przewrócić. — Przestraszyłaś się!
— Zamknij się, mysia strawo — syknęła gniewnie, jeżąc jasną sierść na karku, by nie okazać słabości przed jakimś młodszym od siebie głupolem. — Nie przyszłam tu do ciebie, niewdzięczny niewierzący, lecz do eee — zacięła się kotka, chcąc wybrnąć z tej sytuacji tym samym zachowując godność oraz wysoko podniesiony ogon. Pospiesznie rozglądnęła się dookoła siebie, a gdy jej oczy wychwyciły rozlazłego kocura myjącego się tłustą łapą, z chamskim uśmieszkiem skwitowała.
— Przyszłam do niego — wyjaśniła, wskazując skinięciem łba na niebieskiego tygryska, co skutkowało zdziwionym wyrazem mordki Pająka.
— Do Pędraka? Nie żartuj! — wydukał oniemiały słowami liliowej, która posyłała mu dumne niczym paw spojrzenie. — Przecież ten leń nawet nie ruszył tyłkiem od kilku wschodów słońca!
— No i co? — odparła tortie, nie mogąc w tym momencie okazać najmniejszej oznaki paniki, że jej zacny plan nie wypali. Wyminęła oburzonego kocurka godnym królowej krokiem, by stanąć przed spasionym do granic możliwości samcem i przyjaźnie pacnąć go łapką.
— Czego? — warknął wyraźnie niezadowolony z nagłej wizyty syn Agrest, przewracając lekceważąco brązowymi ślipiami, nawet nie obdarzając szylkretki spojrzeniem.
— Mam na imię Ostróżka — przedstawiła się ciepło i kulturalnie wnuczka Grzmiącego Potoku, starając się się sprawić dobre wrażenie na samcu pomimo jego niechętnego podejścia do tego tematu.
— Aha — parsknął drwiąco szary kocur, powracając do swego poprzedniego zajęcia, jakim było mycie pręgowanego futerka, gdy tortie usiadła nieopodal.
Chociaż pierwsza próba zawarcia przyjaźni z tym padalcem się nie powiodła, nigdy nie pozwoli Pająkowi na odczucie satysfakcji i prędzej czy później zostanie przyjaciółką Pędraka.

Od Ostróżki

Nie sądziła, że jeśli w kociarni pojawią się nowe osobniki w jej wieku, będzie się z tego cieszyła. W końcu będą zabierać nie tylko należytą zielonookiej uwagę, lecz także miejsce na przechowywanie szyszek! Tak, co do jej świętych rzeczy, mamusia powiedziała jej, jak się nazywają, przez co Ostróżka prawie każdego napotkanemu kota starała się przekabacić na jej stronę mocy. Przecież ona chciała dla nich jak najlepiej; obecność szyszek wnosi do twojego życia wiele radości i uśmiechu, a to ze względu na ich nieomylność oraz nadzwyczajną mądrość. Z niewielkim grymasem na pysku odwróciła się w stronę pustego legowiska mamusi, która zabrała razem z ciocią Pszczółką Janowca, bo biedaczyna źle się poczuł i jeszcze bardziej się naburmuszyła. Dlaczego, gdy akurat ona nie ma nic do roboty to jej rodzinka musi magicznie wyparować ze żłobka? Przeniosła pełne iskierek nadziei ślipia na chrapiącą w kącie Konopię i stwierdzając, że nie pozostaje jej nic do stracenia, ruszyła z misją wybudzenia siostrzyczki.
— Konopio ukochana — zaczęła błagalnie, teatralnie opadając tuż obok skulonej calico, która nawet nie poruszyła wąsem. — Najdroższa kocico z tego samego miotu, nie pozwól mi umierać w samotności z nudy — jęknęła w desperacji, lecz córka Łasicy jedynie mruknęła przez sen, by poszła bawić się z innymi kociaki.
— I ty, Konopio, przeciw mnie? — załkała z nieukrywanym oburzeniem, spowodowanym zachowaniem czarnej i unosząc wysoko ogon przeszła na przeciwną stronę żłobka. Patrząc się na śpiącą koteczkę spod byka, cichutko prychała oraz syczała, modląc się w duchu do wszechmocnych szyszek, by zbudziły jej siostrę. Niestety, nawet wspaniałomyślne duchy pozostawiły zrozpaczoną Ostróżkę na środku żłobka, przez co wnuczka Chłodnego Wiatru miała ochotę rozpłakać się z bezsilności. Jednakże zanim zdążyła wprowadzić myśli w czyn, zauważyła mokry od łez pyszczek Bazylii, która słabym krokiem doczołgała się do żłobka. Niebieska kocica ledwo powstrzymywała się od wrzeszczenia z całych sił, co nie umknęło uwadze zaskoczonej tortie; nigdy nie widziała mamusi w takim stanie. Chyba pierwszy raz w króciutkim życiu poczuła dziwne, zimne ukłucie w serce, widząc jak Jaskółka kładła się na legowisku i nawet nie spojrzała na przebudzoną Konopię.
— Mamo? — zapytała cicho, niepewnie podchodząc do łkającej uczennicy medyka. Przez pierwsze chwile dorosła zdawała się jej nie zauważać, lecz następnie słabo uniosła łeb w stronę cętkowanej, a w chłodnych oczętach matuli Ostróżka zauważyła niewyobrażalny lęk i smutek.
— Gdzie jest J-Janowiec? — dodała, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu brata; chociaż nigdy by się do tego nie przyznała, tak naprawdę chciała uciec wzrokiem od odbicia śmierci w ślipiach matki.
— N-nie ma g-go już — wydukała rozgoryczona kocica, przez co ciemne źrenice liliowej znacząco się rozszerzyły, ale zanim zdążyła coś powiedzieć, Bazylia parsknęła. — Zniknął i n-nigdy nie wróci, Ostróżko! — krzyknęła, gwałtownie odwracając mordkę w przeciwną stronę, by następnie jeszcze bardziej się skulić.
Szylkretka natomiast spędziła resztę dnia na wpatrywaniu się we własne łapy, by nikt nie zauważył obawy przepełniającej jej drobne ciałko.

<Jak ktoś chce to może odpisać>

Od Ostróżki

Liliowa koteczka przeturlała się na plecy, by odbić tylnymi łapkami kolorowego listka, który znalazł się w kociarni. Wesoły pisk wydobył się z jej gardełka, gdy niewielkimi pazurkami zahaczyła o drobny listeczek i uczyniła z niego dwie barwne połowy. Po paru zamachnięciach grubą łapką, postanowiła dać spokój swej ofierze i przeleciała ciekawskim wzrokiem po przytulnym legowisku. Niestety, mama spokojnie rozmawiała o czymś z Janowcem, ciocia Płomykówka spała, drugiej cioci Pszczółki nie było a jej dzieci bawiły się razem w kącie. Pokręciła ze zrezygnowaniem cętkowanym łebkiem, by następnie podskoczyć z radości na dźwięk głosu czarnej koteczki.
— Ostróżko, poróbmy coś ciekawegooo — zajęczała calico, posyłając siostrze znudzone spojrzenie zielonych ślipi i zirytowanym ruchem ogona wyraziła swoje niezadowolenie. Tortie nie trzeba było powtarzać dwa raza; w natychmiastowym tempie stanęła u boku Konopii oraz podbiegła do wyjścia ze żłobka, rozglądając się z zachwytem. 
— Tylko spójrz na te wszystkie drzewa! — oznajmiła radośnie, już chcąc wybiec na spotkanie z przygodą, lecz ostatnimi siłami zmusiła się na zerknięcie w stronę siostry. — Idziesz czy się cykasz, mysi bobku? — zaśmiała się, co wywołało lekki grymas na pyszczku ciemnej, która po chwili wyprzedziła liliową.
— Ja się niby boję? — parsknęła lekceważąco, jednak bez nuty obrażenia czy złośliwości. Posłała tortie równie rozemocjonowane spojrzenie, a następnie córki Bazylii pomknęły przed siebie, ignorując dziwne wyrazy na pyskach innych kociaków. W pewnym momencie Ostróżka nawet odwróciła się, by pokazać im wystawiony język, co nie umknęło uwadze białemu Żurawiowi, który jedynie zmarszczył brwi w konsternacji. Zielonookie o mało nie wpadły do legowiska wojowników, z trudem zatrzymując się tuż przed wejściem, gdyż liliowa krótkim ogonem zagarnęła towarzyszkę.
— Konopio, spójrz! — wykrzyknęła zafascynowana widokiem małych, dziwnych cosiów przypominających... właściwie to nic, co koteczka miała okazję poznać przez cztery księżyce życia. Jednakże, ta niewiedza jedynie jeszcze bardziej podekscytowała kotkę, która prędko przybliżyła się do magicznych kłosów i ostrożnie pacnęła je łapką. Widząc, jak brązowe cudo przetacza się po nierównej ziemi, spojrzała pozytywnie oszołomiona na calico. 
— Co to jest? — zapytała równie zaciekawiona nowym odkryciem czarna i schyliła łebek, przez co dostała w nos dużą szyszką. Z powodu niespodziewanego ataku cicho kichnęła, ale Ostróżka totalnie ją olała i skupiła całą uwagę na kilku wspaniałych obiektach, sprawiających wrażenie zesłanych z innej planety.
— Nie wiem, Konopio — westchnęła, lecz na jej pyzatym pyszczku zakwitł szeroki uśmiech. — Jednak jakkolwiek to się nazywa, jest najlepszym, co mnie spotkało w całym życiu! Tylko spójrz na ten perfekcyjny kształt — rozmarzyła się, przesuwając łapą po chropowatej powierzchni szyszki. — To nie może być zwykły przypadek. Zostałyśmy wybrane na liderki ich wiary, rozumiesz? Musimy szerzyć ich wspaniałość reszcie, bo bez nich życie jest o wiele smutniejsze! — krzyknęła pewna swoich słów, a następnie wskoczyła na niewielki kamień znajdujący się nieopodal i wrzasnęła.
— Jam jest Ostróżka, królowa waszych zbawicieli, niemądre koty! A to Konopia, również królowa tych piękności, która będzie razem ze mną wami władała! — wołała, oczekując na to, aż siostra zajmie miejsce tuż obok niej. 

<Konopio? Czas rozpocząć zabawę>