BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Widlik x Trzcinowy Szmer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Widlik x Trzcinowy Szmer. Pokaż wszystkie posty

30 czerwca 2026

Od Złocistego Widlika CD. Trzcinowego Szmeru

Przeszłość

Kremowy podniósł wzrok na Trzcinowy Szmer. Uśmiechnął się szczerze. Bardzo lubił kotkę.
— Cześć, Trzcinowy Szmerze! — wymruczał na powitanie. Na słowa o plotce zamruczał rozbawiony. Cieszył go entuzjazm kotki.
— Pewnie, siadaj — miaułknął pogodnie i zrobił jej miejsce obok siebie.
— To, co tam ciekawego masz do powiedzenia? — spytał, poruszając lekko wibrysami. Trzcinowy Szmer zasiadła obok niego, ciasno owijając ogon wokół swoich łap.
— Myślę, że niedługo będziesz mógł się spodziewać kolejnych kociąt w żłobku — zamruczała, zerkając z wyjścia żłobka, gdzie na polanie siedzieli przytuleni do siebie Zmierzchajaca Fala oraz Kropiatkowa Skóra. Noskiem wskazała na zakochaną parę.
— Może po Porze Nagich Drzew będą tutaj nowe kuleczki! Podążył wzrokiem za kotką. Przyjrzał się Zmierzchającej Fali i Kropiatkowej Skórce. Uśmiechnął się na myśl o nowych pyszczkach w żłobku.
— Słodkie, malutkie pyszczki — wymruczał. W tej chwili miał pod opieką dwójkę kociąt nie licząc zdradzieckich kotek, które to zostały cofnięte do tej rangi.
— Cieszę się, że kolejne koty znalazły do siebie drogę, a Klan Nocy rozwija się w najlepsze. To wspaniała informacja — dodał ciepło.
— Skoro jesteśmy w temacie kociąt. Jak myślisz? Kogo Szumek dostanie na mentora? — przeniósł wzrok na kociaka i się uśmiechnął.
— Hmmm... — zamyśliła się, wodząc wzrokiem po polanie pełnej Nocniaków.
— Może Siwa Czapla? Mu by się przydał uczeń, chociaż Mandarynkowa Gwiazda mogłaby jeszcze podsunąć Niezapominajkową Nadzieję, Ćmie Mżenie lub świeższych wojowników. Dryfująca Gałązka, Morszczynowy Wąs lub Senna Łza się też mogą nadać, natomiast Ulewny Szkwał jest zdecydowanie jeszcze za młody. Oczywiście cieszę się, że tak szybko stał się wojownikiem, jednak, czy czasem nie za szybko? Mój Rrezedowa Łapa nadal się szkoli, a jest przecież od niego o wiele starszy. Może muszę go bardziej docisnąć… — Złotek położył uszy po sobie. Odszukał wzrokiem swojego syna, który mignął mu gdzieś na polanie.
— Jestem z niego dumny, naprawdę. Jednak też uważam, że jest trochę za młody. Trzcinowy Szmerze, on ma tylko dziesięć księżyców...ja wtedy jeszcze się uczyłem pod okiem Kotewki. Byłem mianowany wieku trzynastu księżyców — mruknął cicho w odpowiedzi. Instynkt ojcowski zdecydowanie brał tu górę.
— Może potrzebował więcej czasu. Jestem pewien, że śmierć Centurii się na nim mocno odcisnęła — wyszeptał z bólem w głosie.
— Ja również w wieku trzynastu księżyców dopiero zostałam mianowana na wojowniczkę. Może Mandarynkowa Gwiazda widzi w nim coś, czego my nie widzimy? Jeśli masz jakieś obawy, to również możesz pójść do liderki, by nie dostawał jeszcze ucznia, ze względu, że sam jest jeszcze za młody. Natomiast od śmierci Centuriowej Łapy minęło już kilka księżyców, nie można ciągle zasłaniać się jedną tragedią przed treningami. Nieszczęścia chodzą po Klanie Nocy i nikt nie ma łatwo, ja też nie uważam, żeby mnie Klan Gwiazdy rozpieszczał. Moja rodzina się sypie i jest w niełasce u Mandarynkowej Gwiazdy, poza mną. Czuję wzrok pozostałych na sobie, jednak wytrwale, codziennie wypełniam swoje obowiązki, najlepiej, jak tylko mogę. Rezedowa Łapa powinien wziąć się w garść. — prychnęła zła na swojego ucznia.
— Ostatnio nie popisał się na polowaniu, już nawet prędzej Fląderka by coś złapała, niż on! Za lenistwo, nigdy nie zostanie wojownikiem! Nawet tego dopilnuje. — Widlik westchnął cicho. Być może gdyby Fląderka nie miała czekoladowego futra, to może byłaby naprawdę wspaniałą wojowniczką, ale z jakiegoś powodu taką barwę miała.
— Wiesz Trzcinowy Szmerze? Uważam, że Mandarynkowa Gwiazda wie, co robi, więc zaufam naszej liderce — odpowiedział ze spokojem.
— Tak, rozumiem. Nie można wiecznie uciekać od treningów. Gdybym tak robił, to Kotewka nie zdążyłaby mnie wytrenować. Mam nadzieję, że się otrząśnie. W końcu moje dwie córki też są coraz bliżej mianowania. Jeszcze zostaną mianowane przed nim. Nie przeszkadza mi to, ale rozumiem, jak bardzo ci zależy na tym by dokończyć ten trening — odpowiedział.

Obecnie

Piastun od jakiegoś czasu dzielił żłobek ze Trzcinowym Szmerem i jej kociętami. Był to cudowny widok, szczególnie gdy sobie przypomniał, jak bardzo Trzcina tego pragnęła. Kocięta z własnej krwi, do dziś pamiętał te słowa. Miał wrażenie jakby szylkretka odżyła od momentu narodzin młodych. Życzył jej najlepiej, jej kociętom i Żmijowcowi również. Dzisiejszego dnia postanowił z nią pogadać, gdy maluchy zajmowały się sobą. Podniósł się i zbliżył do kotki.
— Dobry dzionek Trzcinowy Szmerze — przywitał się z kocicą. Na jego pysku widać było uśmiech. Bardzo lubił Trzcinę. Polubił ją już, gdy był jeszcze kociakiem. Czasem zapominał, że ma ponad czterdzieści księżyców, własną rodzinę i niezmienną rolę w Klanie Nocy od księżyców i wracał do tamtych dni. Nigdy nie żałował obranej ścieżki. Nie miał ku temu żadnych powodów, chociaż czasami lubił się zastanawiać, jak bardzo byłby inny gdyby obrał ścieżkę wojownika. Za myślenie nie karano, więc mógł poświęcić na to czas. Szczególnie nocą, kiedy wszystkie wspomnienia wracały do niego niespodziewanie i gwałtownie. Zastanawiał się też, co było słychać u jego brata, który odszedł z klanu. Miał nadzieję, że wszystko było u niego dobrze.
— Pozwól, że to powiem, ale…nie mówiłem? Wiedziałem, że doczekasz się własnych młodych — wymruczał pogodnie, siadając obok niej.

<Trzcinowy Szmerze? A nie mówiłem?>

31 marca 2026

Od Trzcinowego Szmeru CD. Złocistego Widlika

Ułożyła się obok Złocistego Widlika i skinęła mu głową.
— Od dawna nie chorowałam. Zdrowie mi dopisuje, a jak u ciebie? Widzę, że nasza ostatnia rozmowa okazała się owocna. Byłeś wtedy małym kociakiem, a teraz? Teraz jesteś dorosłym kocurem, który wykonuje znakomicie swoją robotę — pochwaliła kocura i odgryzła pierwszy kęs zwierzyny.
Złocisty Widlik zaśmiał się na jej komentarz.
— Teraz oprócz piastuna jestem też ojcem — odparł rozbawiony, a jednocześnie rozczulony. — Małe urwisy — rzekł i pokręcił lekko łebkiem.
Również zamruczała z rozbawienia.
— Miałam okazje już zostać zaczepiona przez Szkwałka. Jest z niego prawdziwy urwisek. Będą dobrymi wojownikami Klanu Nocy. Czuje się trochę, jak babcia, chociaż jeszcze nie miałam dzieci.
Piastun uśmiechnął się na wzmiankę o Szkwale. Kocurek bardzo mocno podzielał jego zdanie i to sprawiało, że czuł ulgę.
— Nie masz tam kogoś na oku? No wiesz, jesteś piękna i wciąż młoda. Na pewno masz jakiegoś adoratora lub adoratorkę — rzekł zupełnie szczerze.
— Kiedyś miałam, teraz jednak widzę, że kandydat do wzięcia spędza dużo czasu z Kropiatkową Skórką — powiedziała smutno, mając na myśli Zmierzchającą Falę. — Może kiedyś znajdę kogoś. Szczerze chciałabym mieć własne, rodzone kocięta... — Przyznała trochę zawstydzona. — Blisko jestem z Niezapominajkową Nadzieją, jednak z nią nie mogłabym mieć swoich kociąt.
Nagle poczuła, jak kocur otulił ją ogonem.
— Rozumiem cię, ja również kiedyś chciałem mieć rodzone kocięta, ale widząc moje dzieci, już wiem, że nie krew definiuje, a więzy. Niemniej mam nadzieję, że uda ci się mieć własne kociaki — wymruczał ciepło.
Zamruczała na pocieszenie od młodszego.
— Masz rację, jednak z każdym dniem staję się coraz starsza, a rodzina wokół mnie jest albo na wyspie, albo są martwi, albo uznani za zdrajców. Chciałabym dać nadzieję i udowodnić Klanowi Nocy, że krew, która płynie w moich żyłach, nie definiuje tego, że kot jest zdrajcą. Po prostu chcę mieć kociaki, bym miała jakiś sens w życiu.
Piastun westchnął i tylko mocniej otulił ją ogonem. Po jego pysku mogła stwierdzić, że Złocisty Widlik całkowicie ją rozumie.
— Kociaki z miłości tak? — spytał, przenosząc wzrok na kocięta w tle.
Zapadła chwilowa cisza. Miała wrażenie, że kocur chciałby coś dopowiedzieć, jednak wolał się powstrzymać.
— Z miłości... — powtórzyła za młodszym. — Raczej dla szczęścia i przedłużenia krwi.
Skinął lekko łebkiem.
— Rozumiem, ale co jeśli twoją bratnią duszą jest Niezapominajkowa Nadzieja? Wiem, że chciałabyś mieć kocięta z własnej krwi, ale znajdki nie są gorsze. Ja również nie mógłbym być ojcem, ale dzięki Szafirce, Lawendzie i Szkwałowi jestem. Nie chcę być niemiły. Chciałbym po prostu byś i to wzięła pod uwagę — wymruczał ciepło.
Pokręciła jedynie głową. Nie chciała czyichś dzieci, chciała mieć swoje.
— Nie wykluczam takiej opcji, jednak z Niezapominajkową Nadzieją nawet nie jesteśmy jeszcze razem. Powinnam przeczekać i zobaczyć, co z tego wyjdzie... Jednak za ten czas mógłby się nadarzyć inny kandydat na ojca kociąt.
— Rozumiem, jak mówiłem, masz jeszcze czas. Miłość to najważniejsza sprawa, którą trzeba przemyśleć. Trzeba mieć pewność, że to właśnie temu kotu chcemy oddać serce. Wierzę, że znajdziesz swoją miłość. Życzę ci tego z całego serca — wymruczał. — A powiedz, co u twojego ucznia? Rezedowa Łapa, prawda?
Szczerze nie chciała poświęcić się drugiemu kotu. Nikomu nie chciała w pełni oddać serca, by mieć kocięta. Chciała dzieci, ale tylko dla siebie. Nie potrzebowała do szczęścia drugiej połówki. Za wiele zachodu ze znajdowaniem kogoś, z kim mogłaby założyć rodzinę.
— Tak, mam pod swoimi skrzydłami Rezedową Łapę. Dobrze sobie radzi, nawet po śmierci własnej siostry. Treningi odciągają go od roztrząsania niepotrzebnych myśli. Niedługo pójdę do Mandarynkowej Gwiazdy, żeby ta go mianowała.
Zamyślił się na moment, ale zaraz oczy mu zalśniły, gdy sobie coś przypomniał.
— Pamiętasz, jak zapytałem się ciebie czy chciałabyś mieć ucznia? Wtedy nie byłaś pewna, a teraz jak jest? — spytał pogodnie. Odsunął od niej lekko ogon, bo chyba zbyt długo naruszał jej przestrzeń.
Otrząsnęła się, czując nieprzyjemny dreszcz.
— Bycie mentorem jest dość dziwne... Nie wiem, czy nie powinnam być dla niego bardziej ostra, czasami myśli, że może mnie owinąć wokół pazura, jednak zawsze się myli. Jeśli bycie mentorem, to ciągłe rywalizowanie z uczniem, to jestem w tym całkiem dobra.
Wysłuchał jej. Piastun jeszcze nigdy nie miał ucznia, więc w tej sprawie był tak zielony, jak wodorosty na jego ogonie.
— Wiesz? To jest jak z kociakami. Niektóre kruszyny potrzebują stanowczości, a inne wręcz przeciwnie. Podejście trzeba dostosować pod charakter. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Niemniej jeśli niedługo jest gotów do mianowania, wypełniłaś rolę mentorki wręcz po mistrzowsku — wymruczał.
— Miło mi to słyszeć.
Nie zdążyli nacieszyć się dalszą rozmową, kiedy kocięta się obudziły i zaczęły kwilić głośno. Obejrzeli się na małe kuleczki, które wierciły się na posłaniu.
— No to koniec twojej przerwy, Złocisty Widliku. Musisz chyba wracać do pracy. Następnym razem cię odwiedzę, kiedy będę miała chwilę wolnego, obiecuję — dotknęła go nosem w policzek, jakby był jej dorosłym synem lub bratankiem. — Jeśli upały będą łaskawsze i znajdę jakąś kaczkę, to w żłobku zrobimy ucztę, a kocięta będą miały frajdę z kaczych piórek.
Kocur zamruczał uradowany.
— To naprawdę wspaniały pomysł.
Nie rozmawiali dalej, wyszła od razu na polanę, a do jej nosa dotarł znajomy zapach. Była to woń Zmierzchającej Fali mieszająca się z zapachem Kropiatkowej Skórki. Tę dwójkę można było zobaczyć ze sobą częściej niż osobno.
Trzcinowy Szmer pokręciła głową, mając mieszane uczucia. Z jednej życzyła im szczęścia, gdyż to właśnie oboje byli jej dobrymi przyjaciółmi, a z drugiej czuła zazdrość. Też chciała mieć partnera oraz ogłaszać wszystkim, że spodziewa się kociąt. Chociaż, czy nie była to jej chwilowa faza?

***

Początek Pory Opadających Liści

Zawiało w obozie popołudniowym chłodem, a ona właśnie wróciła z patrolu łowieckiego, na którym była zakochana para, jaką byli Kropiatkowa Skórka wraz ze Zmierzchającą Falą. Jeszcze nie byli oni oficjalnie parą, jednak niektóre Nocniaki zaczęły zauważać, że coś iskrzy między tą dwójką.
Chcąc poplotkować o zakochanej parze, złapała uklejkę w pyszczek i popędziła do żłobka, by zobaczyć się ze Złocistym Widlikiem. Nie było w obozie Żmijowcowej Wici, więc musiała troszkę podręczyć piastuna.
— Cześć, Złocisty Widliku! Mam dla ciebie plotkę! Chcesz usłyszeć? — zamruczała podekscytowana, na co Wężynowy Kieł podniosła głowę, również zaciekawiona, co za wieści przyniosła do żłobka.

< Złocisty Widliku? Chyba niedługo będziesz się opiekował następnymi szkrabami! 🐈💕>

21 marca 2026

Od Widlika (Złocistego Widlika) CD. Trzcinowego Szmeru

Po rozmowie z Trzcinowym Szmerem

Kremowy kocurek pożegnał się ze starszą kocicą. Polubił Trzcinowy Szmer i zapamiętał sobie jej słowa. Uważał je za bardzo mądre i do przemyślenia. Wrócił do żłobka i od razu skierował się do Kotewkowego Powiewu. Położył się obok niej i uśmiechnął się uroczo do piastunki.
— Wszystko dobrze Widliku? — spytała Kotewka. Kocurek pokiwał leciutko łebkiem.
— Tak, ale mam pytanie. To bardzo dla mnie ważne — wymruczał cicho do starszej. Piastunka opatuliła go ogonem, przyciągając bliżej siebie. Patrzyła w jego zielone oczka.
— Słucham kruszynko, co cię gryzie? — spytała ciepło kremowego. Widlik uniósł lekko łebek. Milczał przez jakiś czas, układał sobie w główce treść pytania.
— Rozmawiałem z miłą panią Trzcinowy Szmer — zaczął cicho. Spuścił nieco zielone spojrzenie na drobne łapki.
— Rozmawialiśmy o uczniach, treningach i ogólnie życiu i roli w klanie. Tak właściwie to o jednej konkretnej — przerwał i westchnął cichutko.
— O jakiej roli rozmawialiście słoneczko? Wiesz, że możesz mi powiedzieć prawda? — odezwała się Kotewkowy Powiew. Widlik pokiwał leciutko główką. Wiedział o tym, a mimo to z jakiegoś powodu zadanie pytania odnośnie możliwości obrania drogi piastuna go stresowała.
— Wiem, Kotewkowy Powiewie. Wiem — odparł cicho. Kremusek wziął głębszy wdech i wydech. Przecież to nie mogło być, aż takie trudne. Zwykłe pytanie. W najgorszym wypadku Kotewka może mu odmówić, a on pójdzie się szkolić na wojownika.
— Czy piastunką może być tylko kotka? — kremusek postawił na delikatniejsze pytanie. Przynajmniej na początek. Księżniczka uśmiechnęła się do niego łagodnie i liznęła czule w łebek.
— Nie, piastunką nie musi być tylko kotka. Kocurki również są dopuszczane do tej roli — odpowiedziała pogodnie. W zielonych ślipkach kremowego zabłysła iskierka nadziei.
— Naprawdę? — zapytał z wyczuwalną ulgą w głosie.
— Tak — potwierdziła kocica. Obserwowała młodszego czujnym spojrzeniem, jakby chciała wyczytać myśli Widlika.
— Ach rozumiem, dziękuję za odpowiedź Kotewkowy Powiewie. Dobranoc — wyszeptał cichutko, a następnie usnął. Piastunka spoglądała na niego jeszcze przez kilka uderzeń serca.

Kilka dni przed mianowaniem na ucznia

Widlik siedział z boku żłobka. Obserwował kociaki i Kotewkowy Powiew w zamyśleniu. Od rozmowy z piastunką odnośnie jej roli, kremusek nie zdobył się na odwagę, by o to zapytać. Wiedział, że do mianowania zostało niewiele czasu i powinien wziąć sprawy we własne łapki. Podniósł się i podszedł do jasnej kocicy, gdy nie była szczególnie zajęta.
— Kotewkowy Powiewie? Możemy pogadać? — zagadał kotkę. Księżniczka przeniosła na niego zielone spojrzenie.
— Oczywiście Widliku. Zawsze mam dla was czas — wymruczała do kocurka.
— Dziękuję — odparł wyraźnie z ulgą. Usiadł obok kotki i oboje spojrzeli na kocięta w żłobku.
— Kotewkowy Powiewie, pamiętasz naszą rozmowę, gdy wróciłem od medyka? — zaczął cicho.
— Oczywiście, to było, wtedy gdy rozmawialiśmy o tym, czy piastunką zawsze jest tylko kotka. Czy właśnie o tym chciałbyś ze mną pogadać? — odpowiedziała. Jej postawa i słowa mówiły, jakby dokładnie przewidziała jakie słowa zaraz padną.
— Tak, właśnie o tym — odpowiedział kocurek.
— Obserwowałem cię od początku. Zawsze podziwiałem twoje podejście do kociąt Kotewkowy Powiewie. Widzę ile czasu i wysiłku wkładasz w nasze wychowanie. Doceniam każde twoje słowo i odpowiedzi na czasem głupie pytania. Doceniam wszystko, co robisz. Kotewkowy Powiewie dzięki tobie odnalazłem to, co chciałbym robić w przyszłości. Poznałem swoją pasję i cel. Kocham Klan Nocy i bardzo bym chciał móc przyłożyć się do jego przyszłości, ale nie jako wojownik. Chciałbym zostać piastunem. Czuję, że to jest rola dla mnie. Serce mi podpowiada, że to moje powołanie. Kotewkowy Powiewie czy mógłbym zostać twoim uczniem? Będę się uczył pilnie, obiecuję — dokończył w końcu. Kotewka spoglądała na niego w milczeniu przez chwilę, zanim się uśmiechnęła.
— Widliku, jeśli mam być szczera to myślałam nad tym, od kiedy zapytałeś mnie o możliwą płeć w tej roli. Obserwowałam cię przez cały czas i z każdym dniem nabierałam przekonania, że jesteś najlepszym wyborem do tej roli. Rozmawiałam już o tym ze Spienioną Gwiazdą. Miała to być niespodzianka, ale skoro już spytałeś, to nie będę trzymała cię w niepewności — miauknęła łagodnie. Kremusek podniósł na nią wzrok pełen nadziei i radości.
— To znaczy, że ja? — zaczął cicho.
— Tak, zostaniesz moim uczniem. Przekażę ci całą moją wiedzę — odpowiedziała mu Kotewka.

Obecnie

Złocisty Widlik niedawno był świadkiem, jak jego kocięta zostały uczniami. Był z nich bardzo dumny. Był wdzięczny Mandarynkowej Gwieździe za dobór odpowiednich jego zdaniem mentorów dla Urodziwej, Lawendowej i Szkwalnej Łapy. Niedawno pożegnał również Liliową Łapę. Jednak wraz z awansem na uczniów zaczął odczuwać niepokój o czwórkę kociąt. Szczególnie że wciąż z tyłu głowy miał Centuriową Łapę i jej tragiczną śmierć, na którą nie zasłużyła. Codziennie był zmuszony spoglądać na pysk Fląderki, która już raz była winna śmierci drugiego kota. Mało tego inne dwie uczennice znów zostały kociętami. Naturalnie jedną z nich musiał być czekot. Konwalia został uznany za zdrajcę. Pewnie to też była wina czekoladowych plugastw. Tak bardzo walczył o te stwory, że sam za to zapłacił i to słono.
— Złocisty Widliku, przyniosłam ci coś do jedzenia — jego myśli przerwał głos Trzcinowego Szmeru. Kremus zamrugał parę razy, nim wrócił do chwili obecnej. Kocięta na szczęście leżały, ale nie mógł sobie pozwalać na tonięcie w myślach.
— Witaj Trzcinowy Szmerze. Dziękuję — odpowiedział kotce. Przyjrzał jej się i uśmiechnął łagodnie.
— Widzę, że masz też dla siebie. Zjemy razem? Dawno nie rozmawialiśmy i strasznie cię przepraszam. Ostatnio jestem dosyć zabiegany — wymruczał z lekkim śmiechem. Przyjął stworzonko, a gdy smakowity zapach dotarł do jego nosa, poczuł, jak bardzo był głodny.
— Co tam u ciebie słychać? Mam nadzieję, że ostatnio nie chorowałaś — mruknął z lekkim rozbawieniem. Do dziś był wdzięczny wojowniczce za szczerą rozmowę, gdy był jeszcze kociakiem. Dzięki szylkretce zaczął w ogóle myśleć, że miał szansę przydać się swoim pobratymcom w roli piastuna. Był też wdzięczny Kotewce, że dała mu szansę.

<Trzcinowy Szmerze?>

19 października 2025

Od Trzcinowego Szmeru CD. Widlika

Dzień po mianowaniu na wojowniczkę

Będąc w lecznicy Różanej Woni, było naprawdę nudno, do momentu, kiedy nie odwiedził ją Widlik. Kocurek był naprawdę prześliczny i uroczy. Szylkretka nie umiała wyprzeć się tego, że naprawdę lubi kocięta, nieważne kogo są i jak bardzo irytujące się wydają dla innych. Akurat jej odwiedzający był dobrze wychowany oraz miał fikuśne futerko. Takiego koloru na kocie, jeszcze nie widziała. Oczywiście jego rodzeństwo też miało bardzo ciekawe umaszczenie, można było powiedzieć, że nowa trójka, która dołączyła do ich klanu, była bardzo wyjątkowa, jak na swój sposób.
— Miło cię poznać Widliku — zamruczała i poklepała miejsce obok siebie.
Kocurek spojrzał na nią zielonymi oczkami. Po czym zajął miejsce obok starszej. Przez chwilę milczał.
— Jak ma pani na imię? — zapytał, przekrzywiając leciutko łebek. — Jest pani wojowniczką? Jakie to uczucie? Bo wie pani, trochę się obawiam mianowania — przyznał i spuścił wzrok na łapki. Może było to głupie, ale on naprawdę tak miał!
— Jestem Trzcinowy Szmer — przedstawiła się przed słodziakiem. — Nie musisz się obawiać mianowania Widliku, to zwyczajna ceremonia, którą odbyły wszystkie koty, jakie widzisz w Klanie Nocy. Masz jakiegoś kota, którego chciałbyś za mentora?
— Miło mi panią poznać — wymruczał cicho, a następnie westchnął. — Sam nie wiem, bycie dorosłym wydaje się straszne — mruknął nieprzekonany, a na pytanie mentorkę pokiwał przecząco łebkiem. — Chyba nie. Mało znam dorosłych kotów — przyznał szczerze.
— A pani chciałaby mieć jakiegoś ucznia?
— Mi ciebie, również miło poznać. Jesteś dobrze wychowany, jak na tak młodego kota — pochwaliła go. — Wiesz... ciężko jest mi powiedzieć, czy chcę, czy nie chcę ucznia. Jest to jednak obowiązek i próba wykazania się.
Poczochrała go delikatnie i czule po główce.
— Nikt nie ma pewności, czy byłby dobrym mentorem, tak samo może być z uczniami. Jednak wydaje mi się, że masz bardzo dobre zadatki na zostanie dzielnym wojownikiem. Mało kotów w twoim wieku jest tak grzecznych i posłusznych.
Nie wiedziała szczerze, czy mógłby zostać dobrą mentorką, tyle frustracji przeżyła podczas szkolenia z Mandarynkowym Piórem i tak kocica umiała mieszać ją z błotem, że szczerze nie wiedziała, czy jej impulsywność oraz frustracja nie przelałaby się na niewinnego młodego kota.
— To dzięki Kotewkowemu Powiewowi. To naprawdę wspaniała kotka i bardzo czuła — wymruczał. — Naprawdę? Każdy nadaje się na wojownika? — spytał, przekrzywiając lekko łebek. — A pani? Jak pani wspomina treningi? O ile oczywiście, pani chciałaby mi to powiedzieć. Zrozumiem, jak nie — dodał. Był gotów zmienić temat w razie czego.
Trzcinowemu Szmeru zrobiło się głupio. Nie chciała kocurkowi powiedzieć, jak bardzo nie lubiła swojej mentorki oraz jak nieprzyjemnie wspominała swoje szkolenia.
— Najbardziej podobały mi się patrole graniczne i pływanie niż same treningi — odpowiedziała gładko, omijając temat Mandarynkowego Pióra za jej mentorkę. — Poza tym nie musisz mnie nazywać Panią, jestem wojowniczką ledwo dzień i czuję się nadal jak uczennica.
Uśmiechnęła się do niego i polizała swoje futerko na piersi.
— Możesz traktować mnie, jak twoją starszą przyjaciółkę — mlasnęła.
— Pływanie? Tego też będę się uczyć? — Wpatrzył się w starszą okrąglutkimi ślipkami. — Och, rozumiem. W takim razie dobrze. Od dziś będziesz Trzcinowym Szmerem i moją przyjaciółką. Czy w takim razie mogę do ciebie wpadać, kiedy będę mógł i ty będziesz chciała? — spytał.
— Oczywiście, przemycę cię do mojego posłania, może i mam krótkie futerko i nie daje tyle ciepła, tak swoje leże mam nawet blisko środka, więc będzie ci ciepło — zamruczała, widać, że młodziak łapie z nią kontakt. — A wracając do pływania, uwierz mi, jest to naprawdę przyjemne i fajne. Wtedy możesz poczuć się jak ryba, a na dodatek tylko koty z Klanu Nocy umieją pływać, więc będziesz zawsze na swój sposób wyjątkowy.
— Naprawdę? Bo widzisz, jak będziemy razem, to powinno być nam cieplej — uśmiechnął się niewinnie i poruszył wibryskami. Po czym posmutniał na chwilę.
— Czy ja mogę przychodzić do Kotewkowego Powiewu nawet po mianowaniu, czy to będzie oznaka słabości? I co uważasz na temat tego typu ozdóbek? — spytał, prezentując jej łapkę i ogon opleciony wodorostami. — Chyba brzmi dobrze, chociaż woda brzmi strasznie. Pan Żmijowiec opowiadał mi, jaka jest ona straszna — przyznał po chwili milczenia.
Trzcinowy Szmer spojrzała uważnie na smutną minę kociaka, która szybko się zmieniła, jak i jego tematy dyskusji.
Pogładziła go łapą po główce.
— Oj Widliku, jak trochę podrośniesz, to uwierz mi, że nie będziesz tak bardzo przejmował się opinią innych i Kotewkowy Powiew nie będzie ci do niczego potrzebna oprócz w prowadzeniu z nią przyjaznej rozmowy. Wierz mi, mną też zajmowała się Kotewkowy Powiew oraz mi również Żmijowcowa Wić, a wtedy jeszcze znany jako Żmijowocowa Łapa, opowiadał straszne historie, jednak jak widzisz, wyrosłam i jestem dzielną wojowniczką, która pokonała wydrę. Ty również będziesz wspaniałym uczniem i wojownikiem, a woda stanie się twoim ulubionym żywiołem, gdyż będziesz z nią związany przez całe życie. Już pierwszego dnia jako uczeń, będziesz musiał przepłynąć rzekę, by zobaczyć resztę naszego rozległego terytorium.
Spuścił wzrok na łapki. Widać było po młodziaku, że nie umiał sobie wyobrazić życia bez swojej Kotewkowego Powiewu.
— Sam nie wiem, jakoś trudno mi w to uwierzyć. Czyli faktycznie to oznaka słabości? Przychodzenie do swojego opiekuna? Dziwny jest ten świat — rzekł cicho, ale zaraz podniósł łebek. — Mam nadzieję, że nie zgubię swoich ozdób podczas pływania. Bez nich czuję się dziwnie — dodał.
— Nikt ci nie będzie zabraniał odwiedzać Kotewkowego Powiewu, to się szanuje, że chcesz mieć z nią nadal dobry kontakt, jednak musisz odróżnić kontakt z opiekunką, a trudnością z odklejenia się od jej sierści. Nie jesteś rzepem, a Kotewkowy Powiew nie ucieknie ci z obozu. Pewnie chętnie będzie z tobą rozmawiać i dowiadywać się jak sobie radzisz jako uczeń.
Pogładziła go językiem po sierści.
Nie sądziła, że kocurek jest aż tak zestresowany nową drogą w życiu, ona taka nie była. Pamiętała dobrze, jak pewność siebie kipiała z niej i zarażała tym nawet swoją, już zmarłą, siostrę – Różyczkę.
— Nie powinny ci spaść w wodzie, jeśli dobrze będziesz pływać. — Widząc, jak Widlik bardziej się stresuje, kiedy tylko wchodzą głębiej w temat uczniostwa oraz obowiązków typowego ucznia wojownika. — No, chyba że chciałbyś iść w ślady Kotewkowego Powiewu i stać się piastunem w Klanie Nocy. Wszystko jest możliwe, jeśli ładnie poprosisz. Będziesz wtedy miał kontakt z kociakami i byś nimi się zajmował.
Wysłuchał kotki, a następnie skinął łebkiem.
— Rozumiem. Postaram się tego nauczyć, jak najszybciej — miauknął, biorąc do serduszka uwagi starszej kotki. Zamruczał, gdy ta go polizała. Chyba lubił takie drobne gesty. — A myślisz, że bym mógł? No wiesz zostać piastunem? — Przekrzywił łebek. Kotewka się tym zajmowała i wydawało się to naprawdę fajne. Tylko czy on, by sobie poradził? Skoro jego opiekunka sobie radziła to, czemu nie on?
Trzcinowy Szmer pokiwała głową.
—Kotewkowy Powiew staje się już coraz starsza, nie może wiecznie pełnić tej funkcji i myślę, że pewnie chętnie dołączyłaby kiedyś do starszyzny naszego klanu. Ktoś kiedyś musiałby przejąć jej wiedzę oraz fach. — Ucieszyła się na widok malującej się ciekawości na pysku Widlika. — Może tym kotem będziesz ty? Jak ma zostać ktoś piastunem, lepiej by się na niego uczył od piastuna.
Wysłuchał kotki z zaciekawieniem w zielonych oczkach. Bycie piastunem brzmiało naprawdę dobrze dla kociaka, bo na jego pyszczku widniał drobny i pocieszny uśmieszek, za który Trzcinowy Szmer by go schrupała ze słodkości.
— Starsi to są zasłużonymi członkowie klanu prawda? — spytał, chociaż bardziej retorycznie. — Pewnie masz rację, a ty od samego początku wiedziałaś, kim chciałaś być? — dopytał.
— Hmmm... — udawała, że się zastanawia. – Wcale nie zastanawiałam się nad tym, jak byłam mała, bardziej rywalizowałam z moją siostrą o to, która z nas zostanie tą lepszą. No i tak zostałam uczennicą, która uczyła się, jak to zostać wojownikiem.
— Naprawdę? Myślałem, że sporo kotów już to wie. — Zaskoczenie wykwitło na jego pyszczku, a słysząc o rywalizacji, zastrzygł uchem. — Czyli rywalizacja to coś dobrego? Bo z tego, co mówisz, to ci pomogła zostać wojowniczką, czy tak?
— Oczywiście! Tylko musisz zawsze odróżnić zdrową rywalizację od tej chorej. To samo dzieje się w sumie z wszystkim, a ja nie jestem wyznacznikiem, jaki kot powinien być. Ty możesz mieć inny czynnik, który wyzwala w tobie coś, dzięki czemu jesteś najlepszą wersją siebie.
— Zdrową od chorej? Co to znaczy? — spytał wyraźnie zaciekawiony tymi słowami. Chyba nigdy wcześniej nie rywalizował. — Coś dzięki, czemu jestem najlepszy? Każdy ma coś takiego? — dopytywał, a na jego pyszczku widniał radosny uśmiech.
— Pewnie Kotewkowy Powiew powie ci o tym, na którejś lekcji. Często kociaki tak mają, więc pewnie będziesz musiał rozwiązywać spory.
Pogłaskała go ogonem po karku.
Nie rozumiała za bardzo, jak można zadawać tak głupie pytania, jednak nie była na niego zła. Jeszcze był młody oraz kociakiem, jak stanie się uczniem, to wtedy będzie trzeba wymagać od niego więcej.
— Dokładnie tak, u mnie mogła być to rywalizacja, a u ciebie może być to miłość do kociąt. Każdy ma inne priorytety – a teraz zmykaj. Pewnie szukają cię w żłobku. — Leciutko szturchnęła kocurka, by ten wstał. — Ucieszę się, jak jeszcze mnie odwiedzisz Widliku, bo bardzo miło się z tobą rozmawiało.
— Rozumiem — odpowiedział i się uśmiechnął. — Dziękuję za miłą pogawędkę. Na pewno przyjdę jeszcze nieraz. Dobranoc — wymruczał, a następnie skinął starszej łebkiem na pożegnanie, by ostatecznie podejść do kota, z którym tu przyszedł. Pożegnał się z medykiem, a następnie został odprowadzony do żłobka.
Szylkretka ucieszona odwiedzinami od kocura, odprowadziła go wzrokiem, po czym usadowiła się wygodnie na swoim posłaniu, zamykając przy tym swoje oczy. Mimo wszystko była bardzo zmęczona.

<Widliku?>

27 września 2025

Od Widlika do Trzcinowego Szmeru

Kremowy kocurek został zabrany do medyka, bo coś zaczęło nie pasować Kotewkowemu Powiewowi. Kiedy starsze koty były zajęte rozmową, Widlik rozejrzał się dookoła. Jego zielone oczka zatrzymały się na pewnej kotce. Miała ciekawe umaszczenie. Nie wyglądała też jakoś staro. Kociak wpatrywał się tak przez kilka krótkich uderzeń serca, a następnie podszedł ukradkiem do obiektu zainteresowania.— Dzień dobry, ma pani ładny kolor futra — miauknął całkiem pewnie. Nie był to może i wymarzony początek rozmowy przez wielu, ale malcowi jakoś nie przemknęło to przez myśl. Był po prostu dziecinnie szczery. Taki już był jego urok. — Co pani tu robi? — dodał, przekrzywiając łebek. Oczywiście miał świadomość miejsca, w którym był. Wszak jego opiekunka tego nie ukrywała. Niemniej nie potrafił nie spytać. Ciekawość to było kolejne prawo kociąt, czyż nie? Zresztą leżąca kocica nie wydawała się czymś szczególnie zajęta. Mogła więc poświęcić kremowemu dzieciakowi parę chwil ze swojego czasu. Widlik podejrzewał, że nie spędzi tu zbyt dużo czasu. To z kolei tylko popychało go do rozmowy z nieznajomą. Ach, właśnie, powinien się chyba przedstawić.
— Jestem Widlik — dodał pośpiesznie i uśmiechnął się lekko. Prawdopodobnie kocica mogła kojarzyć jego imię, ale co mu zaszkodzi się przedstawić? Nic. Zresztą lubił swoje imię, więc nie miał zamiaru się z nim kryć. W końcu znudzony staniem przysiadł bliżej kotki. Nie spuszczał z niej wzroku.

<Trzcinowy Szmerze?>