— Dobry pomysł, lecz trzeba będzie uważać na granice — odparł Modliszkowa Cisza, odwracając się, by wyruszyć w drogę.
Dziki Berberys zadowolony ruszył zaraz obok starszego wojownika. Bardzo lubił Modliszkową Ciszę. Kremowy miał bardzo podobne poglądy do niego i w przeciwieństwie do innych nie starał się ich ukrywać. Oprócz tego, że się dogadywali, to widział w zielonych oczach starszego, że te błyszczą mu się z ciekawości za każdym razem, kiedy on opowiadał o jakichś rzeczach z prywatnego życia. Przykładowo o Krokusowej Kruchości. Był zdumiony, że większość klanowiczów nie zauważyła jego zalotów do kotki.
— Wiem, że za dużo nie opowiadałem o sobie, jednak coraz częściej widuję się z Krokusową Kruchością i staram się, aby zabiec o jej względy — zaczął mało pewnie. Uważał, że Modliszkowa Cisza powinien wiedzieć coś więcej o nim, skoro tak dobrze się dogadywali, a że starszy nie pytał go o takie rzeczy, to teraz sam musiał mu wszystko streścić. — Od jakiegoś czasu robię to małymi kroczkami, a przynajmniej się staram. Jest dość nieśmiała i wychodzi zawsze po kwiaty wraz ze swoją mamą i siostrą. Nie wiem, czy to jest normalne… Moja siostra tak nie wychodzi zbytnio po kwiaty lub inne ozdoby, chociaż może to być ze względu na to, że nie ma z kim… Na pewno nie widziałem żadnego kocura, który by z rodziną poszedł zbierać zielska, o ile nie jest medykiem.
Kremowy wysłuchał go uważnie i zadowolony pokiwał głową.
— Będą z ciebie koty. Nie masz się czym martwić, jeszcze macie czas i jesteście młodzi. No i tak, jak mówisz, Krokusowa Kruchość jest bardzo nieśmiałą i delikatną kotką. Może już zdążyła się do ciebie przekonać, jednak nie daje tego po sobie poznać.
Modliszkowa Cisza mówił to dość spiętym głosem, jakby nie umiał do końca rozmawiać z innymi kotami o partnerstwie i tym podobnym. W sumie sam Dziki Berberys nie widział ani nie słyszał od nikogo, żeby tamten miał jakiegoś partnera lub partnerkę. Jeśli Modliszkowa Cisza całe życie był sam, to może nie do końca rozumieć takie miłosne sprawy. Ahhh… Gdyby tylko Jagodowe Marzenie jeszcze żyła, to byłaby pierwszym kotem, który dowiedziałby się o jego zainteresowaniu względem Krokusowej Kruchości. Może nawet by mu pomogła? Przecież, kto lepiej wie co potrzebuje kotka, niż sama kotka? Był kocurem, więc nie do końca znał się na takich rzeczach.
W końcu doszli do lasu, który należał do Klanu Wilka. Słońce mocno przygrzewało, jednak cień z drzew dawał schronienie przed przegrzaniem. Do nozdrzy Dzikiego Berberysu doleciał świeży zapach królika. W milczeniu spojrzał na Modliszkową Ciszę i skinął mu głową. Już wiedzieli, co mają zrobić. Oboje ruszyli, skradając się w cieniach wysokich traw. Kiedy tylko ujrzeli szaraka, rozpoczęli pościg.
* * *
— Proszę, moja damo, upolowałem królika specjalnie dla ciebie — wymruczał.
Bura szylkretka z lekkim zawstydzeniem polizała go po pysku.
— Dziękuję, Dziki Berberysie — nieśmiale zamruczała, trzepocząc swoimi rzęsami, i pozwoliła się wtulić w jego białą kryzę.
Poczuł, jak ciepło rozlewa się po jego ciele, i otulił swoim puchatym ogonem kocicę. Mógł tak siedzieć w nieskończoność. Wizja założenia rodziny z kotką była bardzo realna. Może jeśli wszystko w przyszłości się ułoży, to doczekają się własnych kociąt? Na samą myśl zostania ojcem z jego gardła wydobył się ciepły pomruk.
* * *
Osąd nad rebeliantami
Siedział przed Burzakami, był jednym z nich, a jednak taki obcy. Koty, których znał i w jakimś stopniu uznawał za jego pobratymców, okazali się tchórzami. Nie rozumieli, że cała rodzina Zawodzącego Echa była zgubą dla Klanu Burzy. Inaczej nie zabijaliby Króliczej Gwiazdy. Głosy pobratymców rozważały, co zrobić z jego istnieniem. Czy powinno się go zabić? A może wygnać? Kilka kotów jednak było zdania, że można wszystko załatwić, poprzez uczynienie go więźniem do końca życia.
Spojrzał na Modliszkową Ciszę, który właśnie oddał swój głos za jego egzekucję. Położył po sobie uszy i strzepnął swoim puchatym ogonem. A więc to tak? Jeśli przychodzi czas na obrażanie Króliczej Gwiazdy i krytykowania jego rządów, to starszy kocur z chęcią z nim o tym rozmawiał, jednak kiedy przeszło do czynów, jest pierwszym, który podkula ogon i skazuje tych, co chcieli dobrze na śmierć. Zawiódł się na Modliszkowej Ciszy, bardziej niż sam chciał przyznać, podobnie, jak zresztą rebeliantów, którzy właśnie w płaczach oskarżali siebie nawzajem o morderstwa. Szczególnie Gradobijący Cierń, który zwykle pękł pod wizją egzekucji.
Westchnął krótko, nadal siedząc pod strażą, i czekał na osąd, pożal się, Klanie Gwiazdy, Zawodzącego Echa. Jeśli tylko skażą go na śmierć, niech się nie zdziwią, że sam postanowi zabrać swojego kata na tamten świat wraz z nim.
< Modliszkowa Ciszo? Do zobaczenia na granicy! >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz