Przez to, z nastroszonym futrem na szyi, poczłapał przed siebie. Wymyślając czarnemu kocurowi w myślach. Doszedł do granicy rzeki i po chwili wyciągnął się w słońcu Pory Opadających Liści na brzegu rzeki. Było spokojnie, różne trawska szumiały cicho, a para kaczek właśnie zniknęła za zakrętem rzeki. Mogłoby się wydawać, że nic ciekawego się nie stanie. Cóż, nic bardziej mylnego.
Kiedy słońce powoli zaczęło się chylić ku horyzontowi, a niebo przybierało liczne odcienie pomarańczu i fioletu, po drugiej stronie rzeki coś przedarło się przez trawę, potem krążyło w kółko. Węgorz miał dość tego szeleszczenia i hałasowania, poderwał się z miejsca swojego dotychczasowego odpoczynku i przemknął na sam kraniec rzeki. Przystanął z podniesionym niczym antena radiowa ogonem, próbując wypatrzeć, co wszczyna taki raban, już miał wydrzeć się, żeby spłoszyć jakiekolwiek zwierzę, które to robiło. Kiedy po drugiej stronie z między trzcin wyszedł najpiękniejszy kot, jakiego kiedykolwiek widział, oprócz samego Węgorza oczywiście, aż zamarł ze zdziwienia. Mrugnął zielonymi oczami, upewniając się, że nie jest to jakieś urojenie albo inne przywidzenie. Szybko rozważył, jak wygląda i czy nic mu się nie przykleiło do futra podczas wylegiwania się w trawie. Nie chciał się jednak ostentacyjnie obejrzeć, żeby nie wyglądać na idiotę i zamiast tego ruszył po wilgotnym piasku wzdłuż rzeki, czekając, aż drugi kot go zauważy, przecież nie będzie do niego krzyczał, jak jakiś prostak. Niedoczekanie, takie zachowanie jest poniżej jego godności. Poza tym, jeśli ten drugi nie zwróci na ósmy cud świata, jakim jest Węgorz to jego strata.
Zanim jednak cokolwiek się wydarzyło, jakiś inny głos zawołał go z głębi lasu i nieznajomy zawrócił, by wkrótce zniknąć z pola widzenia zwęglonego, co ten skwitował wkurzonym machnięciem ogonem.
〜°‧ 𓆝 𓆟 𓆞 ·。〜
— Mówię ci, Konger, to na pewno musi być jakaś grupa, powinniśmy się, chociaż rozejrzeć i zobaczyć czy nie warto byłoby się z nimi zaprzyjaźnić — Węgorz po raz kolejny próbował przekonać dymnego kocura do swoich racji. Przecież lepiej być w grupie, bezpieczniej… i łatwiej się migać od roboty.
— Nie. Ostatni raz ci mówię, dołączasz do grupy, w grupach są konflikty z jakąś inną grupą i jesteś wciągany w jakieś nieprzyjemne sytuacje — odrzekł starszy kocur. Był nieugięty w tej sprawie, a Węgorzowi zaczynało to poważnie działać na nerwy. Jak on śmiał się z nim nie zgadzać, nawet jeśli grupa ma konflikt z inną, to na pewno można się od tego migać, po prostu wystarczy mieć odpowiedni plan i przede wszystkim chęci.
Prowadzili już tę kłótnię od kilku dni, dokładnie mówiąc, od kiedy Węgorz zobaczył tego nieznajomego kocura po drugiej stronie rzeki. Może i to też przekładało się na jego motywację, co do tej decyzji, ale tylko odrobinę, był ciekawy.
Węgorz zdecydował, że musi gdzieś wyjść. bo zaraz zacznie wyrywać sierść temu staremu kłakowi zmatowiałej sierści. Znowu udał się nad rzekę, może po cichu mając nadzieję, że spostrzeże jego obiekt zainteresowania. Po znalezieniu odpowiedniego przejścia w kilku susach znalazł się po drugiej stronie wodnej granicy. Jedynie trochę zmoczył łapy przy przekraczaniu rzeki, co można było uznać za sukces. Może to los się do niego uśmiechnął albo raczej do Nocniaka, bo pobłogosławił go obecnością Węgorza. Niebieskooki kocur zatrzymał się kilka susów królika od samotnika i zmrużył lekko ślepia.
— Kim jesteś? I co tu robisz? Na terenach Klanu Nocy, nie wyczułeś znaków zapachowych? — głos, jak się okazało, klanowego kota był nieco wyniosły i raczej niezbyt przyjazny, ale nie wyglądało, jakby na razie miało dojść do przemocy. Węgorz uznał to za pozytywny znak. — Tacy jak ty powinni się trzymać za granicą.
— Na spokojnie — Węgorz zdecydował się na delikatniejszy ton głosu, nawet dodał do niego odrobinę niepewności, chciał przecież przekonać do siebie jego nowego kolegę, a nie wkurzyć jeszcze bardziej. — Nazywam się Węgorz… powiedziałeś, że jestem na terenie klanu? Co to są klany? — zapytał spokojnie, lekko opuszczając głowę, trzymając rozluźnioną postawę ciała. Zastanawiał się przez chwilę czy nie dopytać, czy jest to coś podobnego do gangów mieszczuchów, ale zdecydował, że porównanie do miastowych kotów raczej nie zaskarbiłoby mu sympatii tego konkretnego osobnika.
<Flamingu? Wprowadzisz kolegę w temat?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz