Przeszłość
Właśnie oddzielił się od patrolu łowieckiego, szukając samemu jakichś tropów zajęczaków lub innej zwierzyny. Bardzo lubił polować w samotności, no może wyjątkami były koty, które podzielały jego światopoglądy. Polowanie z Tańcującym Pierzem, Modliszkową Ciszą bądź samym Oskrzydlonym Ognikiem było tylko i wyłącznie przyjemnością. Szkoda tylko, że Krokusowa Kruchość nie była aż tak chętna na wspólne polowania, kotka raczej krzątała się po obozie i pomagała w nim, czyli w sumie robiła to, co każda dobra kocica powinna robić. Przecież dbanie o ognisko domowe było również czymś ważnym, co przynoszenie zwierzyny.
— Hej, Berberysie! — usłyszał radosne mruknięcie.
Kocur odwrócił się i przy granicy zauważył znajomego mu Klifiaka. Nie mógłby pomylić nikogo innego z Serdeczną Naparstnicą. Nikt inny przecież nie był takim niziołkiem. No może oprócz matki owego kocura.
Podszedł do niego i krótko mruknął na przywitanie, jednak młodszy od razu przeszedł do naglącej go sprawy.
— Wydaje mi się, że przebywa u was niejaki Królicza Prawda. Chciałem się dowiedzieć, czy może z nim rozmawiałeś. Może wiesz też, czy przechadza się przy granicach, czy raczej trzyma się bliżej obozu? Chciałbym z nim porozmawiać, ale nie wiem, jak go złapać — zakończył, poruszając niespokojnie ogonem.
— Jedynym królikiem, jakiego znam to parszywy Królicza Gwiazda… — prychnął z odrazą, smagając w powietrzu swoim ogonem.
Serdeczna Naparstnica zmieszany niechęcią Burzaka do własnego lidera, jedynie poruszył zakłopotany wąsami i uciekł wzrokiem, patrząc na połacie łąk Klanu Burzy.
— Nie widziałeś u siebie w klanie kremowego kocura bez ogona? Który akurat dołączył do was w ostatnim czasie? — starał się go nakierować młodszy.
Kot, którego opisywał Naparstnica, przypominał do złudzenia nowego kocura. Dziki Berberys szybko połączył kropki i zmarszczył lekko pysk. Nie mógł ukryć, że nie podobał się mu ów Gasnąca Łapa, definitywnie tutaj nie pasował i widać było u niego Klifiackie maniery, które czasami się ujawniały na patrolach i w chwilach, gdy wszyscy dzielili się językami. Powoli zaczął kiwać głową, udając jeszcze zamyślonego, a oczy protektora zaiskrzyły wszystkimi gwiazdami na niebie.
— Czyli jest u was! — prawie wykrzyczał, ale zawczasu Dziki Berberys zakrył tamtemu pysk.
— Owszem i ma teraz nowe imię. Nazwano go Gasnąca Łapa i uczy się pod uważnym okiem Śniącego Obserwatora. Raczej nie krząta się po całym terytorium Klanu Burzy, uczy go sam przewodnik. Jak już to pewnie gryzą ziemię razem w tych tunelach.
Serdeczna Naparstnica położył zawiedziony uszy po sobie. Pewnie musiało być to coś ważnego, skoro aż postanowił się jego spytać o Gasnącą Łapę. Cóż… Szansa, że oboje się spotkają na granicy, była niewielka, jednak nigdy niezerowa. Szczerze miał nadzieję, że jakoś się spotkają albo Lśniąca Gwiazda na czele z resztą Klanu Klifu przyjdą odebrać swoją zgubę.
— Czy będziesz w stanie mu przekazać, że chcę z nim porozmawiać?
— Owszem, jeśli jest taka szansa, że zabierzecie go z powrotem. Nie potrzebujemy takich jak on w Klanie Burzy — prychnął, chcąc już odejść. — Gdyby tylko Królicza Gwiazda wraz z Zawodzącym Echem nie mieli mrówek w mózgu, to może jakoś by lepiej zarządzali Klanem Burzy… — powiedział już pod nosem, nie licząc na to, żeby Naparstnica go usłyszał.
Machnął na pożegnanie ogonem, nie chcąc być już wypytywany o nic związane z władzą, szczególnie od kota, który nie wiedział, jak to jest być Burzakiem.
***
Osąd nad rebeliantami
Dziki Berberys siedział wraz z oskarżonymi i wpatrywał się chłodnym wzrokiem w kierunku następnego kota, który zdecydował się na zgładzenie jego, Tańcujące Pierze, Nieustraszonego Chomika oraz Gradobijącego Ciernia. Tym kotem nie był nikt inny, a były Klifiak, o którego tak strasznie wypytywał go Serdeczna Naparstnica — Gasnąca Łapa. Kremowy kocur trząsł się cały z emocji i przestraszonym wzrokiem patrzył się po zgromadzonych.
Na samą myśl, że kot, którego nie powinno tutaj być na pierwszym miejscu, właśnie miał prawo zagłosować w ich sprawie, strasznie go podburzyło. Czemu niby miał prawo głosu? Czy właśnie on miał zostać stracony, tylko dlatego, że jakaś łajza z innego klanu sama uciekła do nich? Może to właśnie Klan Klifu starał się złapać Gasnącą Łapę, żeby go wysłać w zaświaty? Cóż za hipokryta. Najlepiej by było, gdyby kremowy wracał wojować z własnymi problemami, a nie zadomawiać się w Klanie Burzy.
Z zamyśleń wyrwał Tańcujące Pierze, który ziewnął przeciągle i się rozciągnął. Wyglądał, jakby zaczął liczyć głosy kotów, które były za ich egzekucją, gdyż nadmiernie wpatrywał się Burzaków po stronie Zawodzącego Echa, która odpowiadała za karę śmierci. Znudzony wstał i zabrał głos, a wszystkie oczy zwróciły się na niego.
— Wdzięczna Firletko i Zawodzący Echu — zaczął uprzejmie. — Zauważyłem, że Kameliowa Łapa, Tojadowa Łapa, Gasnąca Łapa mają prawo wyrażania się o sytuacji naszego klanu, choć wciąż nie zostali wojownikami naszego Klanu Burzy. Poza tym mało księżyców spędzili tutaj, aby jakkolwiek się wyrazić o obecnej sytuacji i są z dwóch innych klanów — omiótł spojrzeniem wymienionych. — Według mnie ich głosy nie powinny być brane pod uwagę. Czy ktoś się ze mną zgadza?
Miał już podnieść łapę, by zgodzić się z rudym, jednak Opadający Rumianek siedzący w tłumie kotów zastrzygł uchem, mrużąc oczy.
— Według mnie twój głos nie powinien być brany pod uwagę. W przeciwieństwie do ciebie oni jeszcze nie zdradzili Klanu Burzy — burknął cicho w kierunku Tańcującego Pierza.
— Ich zdanie powinno również się liczyć, jeśli jest szansa na to, że będą mieli spędzać dni z mordercami pod jednym sklepieniem — Wdzięczna Firletka zmrużyła ślepia.
Natomiast Gasnąca Łapa wywołany do tablicy od razu uniósł uszy, wracając do rzeczywistości. Przez chwilę wpatrywał się w szmaragdowookiego.
— A po co nam w tej sprawie znać sytuację klanu? Każdy kot wie, że za zabójstwo niewinnych kotów należy się kara i nie podlega to dyskusji.
— ...W takim razie pozostawię to w łapach naszego przyszłego przywódcy, Zawodzącego Echa — Tańcujące Pierze jedynie wzruszył ramionami, młodzieniec umiał bardzo dobrze grać niewzruszonego.
Dziki Berberys bawił się przez ten czas pazurami. Wtapiał je w ziemię i obserwował, jak powstają w niej zagłębienia. Z taką samą chęcią rozerwałby teraz skórę na gardle Gasnącej Łapy. Szczerze liczy na to, że nawet jeśli zostanie stracony, to przyjdzie po kremowego kocura Lśniąca Gwiazda i własnymi pazurami wymierzy mu sprawiedliwość.
< Serdeczna Naparstnico? Do zobaczenia kiedyś na jednej z granic twojego klanu >
🍂
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz