Mimo nieprzespanej nocy Malutka obudziła się wypoczęta. Po wydarzeniach z poprzedniego dnia wydawało jej się, że nigdy nie zaśnie, jednak zdrzemnęła się chwilę, a po pobudce udzielił jej się radosny nastrój.
Zresztą, nie tylko jej. Całe rodzeństwo było podekscytowane. Prawdopodobnie przyczyną tego była Luna, która zachowywała się inaczej niż zazwyczaj.
Tak jak zwykle przyszli dwunożni i nasypali mamie brązowych kulek. Po posiłku Luna usiadła obok kociąt i odchrząknęła.
— Wasze szkolenie się zaczęło — miauknęła.
— Że co? — Malutka przechyliła łebek.
— Niedługo dostaniecie własne kuwety, własne miseczki i będzie się działo dokładnie to, co wam mówiłam.
Kocięta nie zdążyły tego przetrawić, bo weszło kilka dwunożnych. Czwórka.
— Wow — miauknął Riko. Malutka zgadzała się z nim. Nigdy nie widziała tylu wyprostowanych w jednym miejscu!
Przyszli z jakimś workiem. Wtedy dwunożna Ela wyjęła z niego małe, szare coś.
— To myszka — zamruczała Luna. Biała koteczka przypomniała sobie, że nie wypadało miauczeć przy wyprostowanych, bo tego nie lubili, dlatego też zamruczała cicho:
— Co mamy z nią zrobić?
— Wyprostowani chcą się z wami pobawić i zobaczyć, jak się zachowujecie. Oko wszystko widzi i dwunożni pokażą zainteresowanym wybraniem was to, jak się zachowujecie — wyjaśniła mama.
To znaczyło, że kocięta musiały się postarać.
— Nie rzucajcie się wszyscy na zabawkę. Wyprostowani chcą, żebyście się angażowali, ale bez przesady. Macie być energiczni, weseli, mili i słodcy. Polujcie na piłeczki i zachowujcie się uroczo — poleciła Luna. — Świetnie, Nalu — pochwaliła jej siostrę.
Malutka odwróciła się i zobaczyła, że kotka wypina pierś i uśmiecha się w stronę dwunożnych. Riko podszedł do nich z uniesionym ogonkiem.
— Dalej Malutka, angażuj się. Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne — skarciła mama białą.
Malutka więc uniosła łebek i cicho zamruczała. Przewróciła się na grzbiet i zapolowała na sznurówkę jednego z dwunożnych.
— Nie tak, Maleńka! Nie możesz polować na nich! — zamruczała mama, ale koteczka mogła wyczuć w jej głosie obawę.
Wyprostowany chyba jednak uznał, że to było “urocze”, bo schylił się i podniósł białą, szczebiocząc coś.
Czy to naprawdę było takie ważne, żeby być “wybranym”? Malutka tak nie uważała. Może to dlatego, że jeszcze nie spotkała swojego dwunożnego, a może po prostu tego nie czuła.
Nie wiedziała, czy chce opuścić mamę. Za kilka wschodów słońca ukończy księżyc, więc jeszcze drugie tyle jej życia i zostanie wybrana. Ta myśl napawała ją zarówno ekscytacją, jak i lękiem. Zdała sobie sprawę, że księżyc to naprawdę długo, a ona ma jeszcze mnóstwo czasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz