Lewe brązowe oko kocura spoglądało na niegdyś zielone tereny Klanu Burzy, które były teraz niczym innym, jak zgliszczami. Twarda, sucha ziemia została przykryta przez warstwę śniegu, tak jakby sami Przodkowie pragnęli częściowo skryć przed spojrzeniem Burzaków skutki pożaru. Z pyska Gadożera wydobyło się głośne westchnięcie, wskutek którego jego pysk opuścił mały kłębek pary.
"Nadeszła pora nagich drzew, a Klan Burzy ma łapy pełne roboty, jak jeszcze nigdy."
Mimo przykrych okoliczności, w jakich przyszło mu odbyć minowanie na wojownika oraz czuwanie, kocur czuł ulgę w związku ze zmianą członu -Łapa na -Pysk.
Czy mu to imię odpowiadało? Nie było złe. Gdzieś w kościach czuł, że przez swoją budowę zostanie nazwany dokładnie takim członem, a nie innym. Cieszył się, że w końcu, pomimo trudności, które wyrastały przed nim bez końca, udało mu się zostać pełnoprawnym wojownikiem. Klan Burzy potrzebował właśnie wojowników, którzy pomogą mu stanąć na łapy. Gadożerowy Pysk chciał być tym wojownikiem.
Ogon kocura drgnął, gdy Skrzydlata Płomykówka wyznaczyła go do patrolu łowieckiego w towarzystwie Małej Bazie, Śpiewającego Raniuszka oraz Srebrzystej Równonocy. Chwilę później stał przy wyjściu, gotów do ruszenia na łowy.
~~~
Zdecydował się pomóc Wdzięcznej Firletce i nowej uczennicy medyka przy odbudowie prowizorycznych zapasów ziół. Mimo widocznego na jego pysku zdeterminowania dziwnie się czuł, widząc u swego boku młodą czarno-białą kotkę, a nie kocicę o identycznym kolorze futra co jego i fioletowych oczach. Gadożerowy Pysk współczuł Białemu Strumieniowi oraz Lotosowemu Pąkowi utraty siostry. Sam miał siostrę i, mimo że nie zawsze układało im się dobrze, jak to w rodzeństwie bywa, nie wyobrażał sobie jej stracić, tym bardziej w pożarze.
— Łzawa Łapo... czy to wam... nam się przyda? — spytał, wskazując na skryty pod warstwą śniegu i pyłu pęczek małych roślin o ostrym zapachu. — Jestem niemalże pewien, że dawno temu, gdy pomagałem w ramach kary w legowisku medyków, widziałem tę roślinę w składziku.
Kocur miał nadzieję, że nie trafił na jakąś trującą roślinę. W końcu medycy oprócz ziół pomagających na schorzenia mieli również takie zioła w składziku, które użyte w niewłaściwy sposób lub w niewłaściwych ilościach mogły wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Nerwowo poruszył nosem, mrużąc oczy i składając cichą modłę do Przodków, aby wszelakie trucizny trzymały się od niego z daleka.
— Mhm... Wdzięczna Firletko! — Wnuczka zmarłego Króliczej Gwiazdy przekrzywiła swój mały łebek, po czym zaczęła nawoływać szylkretową kocicę, która lisią długość od nich, razem z Małą Bazią wykopywała z ziemi korzonki.
🦎🦎🦎
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz