Cętkowana zastępczyni miała łapy pełne roboty. Zawodzące Echo niedawno udał się do Sadzawki Klanu Gwiazdy, a na jej głowie pozostawiono cały klan. Pal licho, gdyby działo się to w “normalnych warunkach”, jednak cały ten pożar, spisek, śmierć paru członków klanu skutecznie tworzyły otoczkę zamieszania, które musiała ogarnąć. Nawet jeśli tego po niej nie było widać, to czuła, że zaraz to wszystko rzuci, pójdzie do Echo i powie, że jednak rezygnuje z tego stanowiska. Może i by tak zrobiła, jak tylko dymny kocur powróci, lecz to nie było w jej stylu, w żadnym stopniu. Aż zbyt dobrze wiedziała, że zaraz po ogłoszeniu jej nowym zastępcą pośród zebranych poniosły się pomruki niezadowolenia. Nie miała zamiaru się poddać nie tylko ze względu, że to do niej nie pasuje, ale również miała ochotę utrzeć nosa tym wszystkim niedowiarkom.
Z wysoko uniesioną głową, gracją w każdym kroku, przemierzała Grotę Pamięci oraz powstające centrum nowego obozu. Często ktoś podchodził do niej z pytaniem, prośbą lub czymkolwiek innym, co wymagało od niej odpowiedzi. Rano wyznaczyła patrol łowiecki oraz grupę do przeszukiwania zgliszczy starego obozu, może coś zostało nienaruszone trawiącymi jęzorami ognia. Teraz każde ocalałe znalezisko liczyło się na wagę kociego życia — pech chciał, że pożar miał miejsce pod koniec pory opadających liści i nim się obejrzeli, tereny klanu zostały pochłonięte pod śnieżną pierzyną. Oczywiście ona sama pomagała, jak mogła, nie miała zamiaru leżeć i pachnieć, jakby była nie wiadomo kim. Nawet jeśli teraz pełniła funkcję zastępcy, to mimo wszystko wciąż posiadała obowiązki jak każdy inny wojownik, a obecnie każda para łap się przyda.
Właśnie kierowała się do żłobka, by porozmawiać z Dryfujący Fluoryt o kociętach, którymi zajmowała w zastępstwie za Zwiewny Mak. Czarna kotka została dość łaskawie potraktowana i skazana na pracę pod nadzorem w tunelach, podobnie jak Rudzikowe Skrzydełko. Na samo wspomnienie siostry poczuła, jak jej ciało zaczyna się napinać — wciąż do końca nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć i, czy postąpiła właściwie w czasie osądu nad oskarżonymi. Mimo wszystko niebieskooka była rodziną, z trudem dopuszczała do siebie głos emocji i ten fakt. Nie miała teraz czasu na jakieś rozterki, miała klan na głowie.
— Skrzydlata Płomykówko. — Za jej plecami rozległo się wołanie, które w takim tempie zacznie się wwiercać w jej umysł, z czasem doprowadzając do omamów słuchowych i gdzie się nie obejrzy, będzie słyszeć swoje imię. Mimo to przystanęła i skierowała swoje spojrzenie na wojownika, który potrzebował czegoś od niej. Widząc Poczciwego Szakłaka, nieco jej ulżyło, sama jego obecność była trochę, jak mentalne oparcie dla niej. Oczywiście w zakresie przyjaźni, gdyż wiedziała, że kocur ma pewnego kremusa na oku.
— Szakłaczku — mruknęła, pozwalając, by ledwo dostrzegalny uśmiech pojawił się na jej białym pysku. Jednak szybko zniknął, kiedy to kotka dostrzegła grymas u czarnego i dopiero wtedy przypomniała sobie, że jej głupia siostra często tak się zwracała do starszego.
— Proszę, nie zwracaj się tak do mnie… Przynajmniej przez najbliższy czas — poprosił, a ruda nie dopytywała. Uszanuje jego prośbę i postara się unikać tego określenia, dopóki wojownik nie zmieni zdania. Skinęła głową, kontynuując rozmowę:
— W takim razie potrzebujesz czegoś, Poczciwy Szakłaku?
— Szukam Gasnącej Łapy. — Na dźwięk imienia ucznia, kocica ledwo powstrzymała przebiegły uśmiech, który mimowolnie chciał zagościć na jej pysku.
Zielonooki może myślał, że nie widać tego, co ich dwójkę łączy, lecz Płomykówka potrafiła dodać dwa do dwóch i tylko, jak kremowy pojawił się na ich terenach, widząc reakcję Szakłaka na to, wiedziała, że coś jest na rzeczy. Późniejsze ich przesiadywanie razem jedynie utwierdziło ją w tym wszystkim — cieszyła się, że taki mruk, jak czarny znalazł kogoś, kogo może obdarzyć silnym uczuciem, szczególnie po wielokrotnych utratach bliskich.
— Wyznaczyłam go do patrolu łowieckiego. Jeśli chcesz, to mogę również tobie przydzielić zadanie. Trzeba przeszukać stary obóz i uratować ze zgliszczy wszystko, co się da.
— Jasne, sprawdzę dawne legowisko wojowników. Może jakieś posłania się ostały.
Skinęła głową na słowa wojownika i ruszyła w dalszą drogę do żłobka. Jaskinia poświęcona dla kociąt i królowych do końca nadal nie była gotowa, jednak gdzieś trzeba było ulokować dwójkę szkrabów. Na szczęście niebieska kotka zgodziła się nimi zająć, oferując również, że pozostanie wieczną królową na wypadek tego typu okoliczności. Zawodzące Echo i Skrzydlata Płomykówka nie mieli nic przeciwko, więc też Dryfujący Fluoryt niemal od razu zajęła przydzieloną jaskinię.
— Skrzydlata Płomykówko! Co Cię sprowadza? — Królowa od razu zareagowała na przybycie zastępczyni.
— Witaj Dryfujący Fluorycie, przyszłam sprawdzić, jak się masz oraz kocięta. Przy okazji nieco pomogę wojownikom i nieco tu uprzątnę — wyjaśniła, wskazując ruchem łapy na liczne pajęczyny, które jeszcze zdobiły wnętrze jaskini.
— Miło z twojej strony — wymruczała starsza, na co srebrna skinęła głową.
— Jeśli Ci nie przeszkadza, to będę sprzątać i z tobą rozmawiać — oznajmiła, od razu przystępując do pracy.
— Ależ skąd!
Cętkowana podeszła do miejsca, gdzie pręgowana leżała wraz z kociętami, by pozbyć się w pierwszej kolejności pajęczyn, które zalegały w ich pobliżu. Te znajdujące się wyżej, ściągnęła łapą, stając na tylnych kończynach i dla równowagi drugą przednią łapą opierając się o ścianę. Pajęcze sieci stamtąd posłała w stronę wyjścia paroma ruchami łapy, do której te się przyczepiły. Kojarzyła, że medycy używają tych pajęczych tworów do tamowania ran oraz ogólnie do opatrunków, więc brązowooka nie miała w planach kompletnie ich spisywać na starty. Kolejne partie pajęczyn usuwała w podobny sposób lub ogonem, chcąc przyspieszyć pracę. W międzyczasie Fluoryt podtrzymywała rozmowę między nimi, co jakiś czas kierując jakieś słowa do kociąt, które z zainteresowaniem śledziły poczynania zastępczyni.
— W razie jakbyś czegoś potrzebowała, daj znać — odparła młodsza, kiedy tylko skończyła pracę.
— Oczywiście! Miło, że znalazłaś dla nas czas oraz pomagasz w odbudowie obozu.
— Przecież nie będę jedynie leżeć i pachnieć tylko z powodu awansu — stwierdziła, posyłając niebieskiej lekki uśmiech. Nie robiła tego często i często mimika na jej pysku pozostawała niezmienna, podobnie jak ciało, z którego mowy mało, co można, by się dowiedzieć.
Event Klanu Burzy:
Pozbycie się pajęczyn z kątów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz