— Ej… — kotka już chciała powiedzieć coś, gdy zauważyła, kto w nią dokładnie uderzył… Widok Migotu, samego syna przywódcy szybko poczuła ogromny wstyd, rzekła więc przepraszającym tonem: — O, Klanie Gwiazdy! Przepraszam!
Kotka nadal była zdziwiona, że Migot chyba zgodził się z nią zadawać… Dziwne. Jednak skoro miała już jego uwagę, chciała ją utrzymać. W końcu to cud, błogosławieństwo od Klanu Gwiazdy, jeśli ten istnieje, że taki ktoś chciał w ogóle spojrzeć na nią, na kupę futra i mróweczkę, którą była. Bała się stracić jego uwagę, chciała pokazać klanowi, że na coś się nadawała, a zaczęcie od pokazania tego Migotowi mogłoby pomóc. Zresztą ceniła sobie też możliwość bycia jego przyjaciółką.
— Co robisz, kupo futra?! Uważaj, co robisz! — odrzekł jej Migot z wyraźnym niezadowoleniem… świetnie. Wkurzyła samego syna lidera, jakby jej bezużyteczność nie była wystarczająca.
— Przepraszam… To moja wina, Migocie, mogę coś zrobić, by ci to wynagrodzić? — Lilakowa Łapa odpowiedziała prędko.
— To przynieś mi coś do jedzenia, byleby było pożywne! — odmiauknął kocurek rozkazującym tonem, a mimo to Lilakowa Łapa uśmiechnęła się w duchu. Czyżby mogła sprawić, że jednak się nie obrazi? W każdym razie kocurek dopowiedział jeszcze: — I to szybko!
— Dobrze, Migocie! — odpowiedziała bez większego zastanowienia. Nie miała problemu z wykonaniem tego rozkazu, było to banalnie proste.
Kotka szybko podeszła do gniazda, w którym Klan Klifu trzymał zwierzynę. Kotka wzięła tłustego wróbla i podeszła do Migotu. Dodając po chwili:
— Trzymaj i nie daj się złapać… — rzekła, przypominając sobie, że kocurek jest jeszcze kociakiem i jest poza żłobkiem. Miała nadzieje, że tym razem nie będzie musiała pakować się w kłopoty…
Kocurek nie powiedział równo nic, zaczął za to wgryzać się we wróbla. Lilakowa Łapa miała nadzieje, że jej wybaczy, że nadal będą mogli być… Przyjaciółmi? Czy byli nimi? Chyba jeszcze nie, ale przynajmniej w głowie Lilakowej Łapy wydawało się, że zmierzali w tą stronę. Stała tam jeszcze chwilkę aż usłyszała znajomy głos:
— Znowu? Lilakowa Łapo, czemu Migot jest poza żłobkiem? — zapytała wyraźnie niezadowolona Przepiórcza Wichura.
— Ja… — Lilakowa Łapa popatrzyła na swoją mentorkę, unosząc głowę do góry. Rzekła pewnym tonem, kłamiąc. Nie lubiła zawodzić mentorki, ale… Równocześnie ceniła sobie to, że Migot chciał z nią rozmawiać. — Chciałam pokazać mu obóz, pani mentorko...
— Lilakowa Łapo! Na łaskę, nie możesz tak się zachowywać! Migocie, wracaj do żłobka! — rzekła stanowczo, po czym dodała: — Masz się zachowywać! A teraz chodź, Lilakowa Łapo, idziemy na trening.
Migot przewrócił tylko oczami i zaczął iść w stronę żłobka. Lilakowa Łapa odetchnęła z ulgą. Choć zaczynała powoli nieco się stresować. Miała nadzieję, że jej mentorka nie była nią jakoś bardzo rozczarowana…
***
Jeszcze przed mianowaniem Migotu, po ucieczce Truskawkowego Pola
Słońce dopiero wyłaniało się zza horyzontu. Jednak każdy w obozie Klanu Klifu był już od jakiegoś czasu obudzony. W obozie panowała jednak cisza wypełniona cichym plotkowaniem kotów, to wszystko z powodu zaginięcia zastępczyni, partnerki Lśniącej Gwiazdy oraz co liliowej kotce wydało się najważniejsze, matki Migotu i Firmamentu. O ile nie była blisko z tym ostatnim, to Migot przynajmniej w jej głowie ostatnio wpadł pod kategorie kogoś, kto zaraz będzie jej przyjacielem. Lilakowa Łapa była nadal w zszokowana ucieczką Truskawkowego Pola. Uznawała ją dotąd za dosyć dobrą matkę, której życie po prostu pochłaniały stres i troska o klan… Nie za zdrajczynie, nie za kogoś podobnego do jej rodziców….Kotka, choć nie chciała porównywać obu tych sytuacji, wiedziała, że Migot musiał czuć się okropnie. Czy też chciał powrotu swojej matki? Nie wiedziała. Miała tylko nadzieje, że tęsknota za nią nie będzie przyprowadzać go o koszmary. Kotka szybkim krokiem zmierzała więc w stronę żłobka. Weszła tam w ciągu paru bić serca od wyjścia ze swojego legowiska. Ujrzała tam Jastrzębi Zew. Kotka odezwała się do niej, gdy tylko ją zobaczyła:
— Dzień dobry, jeśli przyszłaś tu dla Migotu… — rzekła, po czym odwróciła głowę, spoglądając na siedzącego w kącie kocurka. Dodała też po chwili. — Jest w słabym stanie, Lilakowa Łapo, bądź po prostu delikatna.
— Dobrze, Jastrzębi Zewie — rzekła Lilakowa łapa.
Kotka bez zawahania się podeszła bliżej do Migotu, zostawiając mu trochę dystansu. Spojrzała na niego. Migot obecnie uderzał ogonem w podłoże, jak się wydawało z całej jego siły. Jego głowa była spuszczona. Wzrok wpatrzony się w ziemię. Nie zauważył jej. Kocurek był obecnie większy od Lilakowej Łapy, tylko przypominając jej o swoim niskim wzroście. Kotka wiedziała, że była dosyć bezużyteczna dla klanu, wiedziała, że Migot dając jej jakąkolwiek uwagę i tym, co było w jej oczach przyjaźnią, zrobił jej coś w rodzaju łaski czy chciał tego, czy nie. Musiała spróbować choć trochę odpłacić ten dług, a przede wszystkim pomóc pocieszyć go w tej żałobie. Odetchnęła głośno i powiedziała:
— Hej, Migocie? — zapytała, nastała cisza i chciała już coś powiedzieć, ale kocur odezwał się pierwszy.
— Nie chcę o tym gadać, kupo futra! Zostaw mnie, mysi bobku! — wysyczał.
Liliowa mimo jego tonu była pewna, że mówił to tylko ze smutku, z którym w jej oczach nie umiał sobie poradzić. Kotka obiecała sobie, że postara się go pocieszyć za wszelką cenę.
— Czy mogę zrobić cokolwiek, co mogłoby cię pocieszyć? Wiesz, możemy wyjść poza obóz, jak cię już mianują czy coś — zaproponowała spokojnym tonem.
<Migot?>
[839 słów]
[17%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz