Przeszłość
Nieustraszony Chomik zadała asystentce medyka naprawdę trudne pytanie. Kotka przeniosła spojrzenie na gwieździste niebo. Zwlekała z odpowiedzią, ponieważ nie chciała okłamywać szylkretowej wojowniczki, jak i również nie chciała zawieść ojca, wyznając, że zamiast cząstki to jest najprawdopodobniej takim małym ledwo widocznym gwiezdnym paprochem. Samo to porównanie wywołało na jej pyszczku delikatny uśmiech.
— To bardzo dobre pytanie, Nieustraszony Chomiku — miauknęła, przenosząc wzrok na wojowniczkę. Nie pamiętała, kiedy ostatnio jakiś kot nienależący do jej rodziny czy bliskich zadał jej pytanie o to, jak się czuje. Nawet jeśli tym razem pytanie dotyczyło jej domniemanego powiązaniem z Klanem Gwiazdy. — Jak się czuję... chyba zależy to od pory dnia oraz aktualnego sezonu. Porą zielonych liści, w szczególności upalną, często łapię się na myśli, że wolałabym być kotem o pospolitym kolorze futra oraz oczu, w tym samym czasie pozostając, tym kim jestem. Wtedy byłoby o wiele łatwiej funkcjonować.
Nieustraszony Chomik nie wyglądała na usatysfakcjonowaną odpowiedzią. Wełnista Mszyca poruszyła nerwowo nosem, mając nadzieję, że kocica nie zacznie drążyć tematu i może jednak zadowoli się taką odpowiedzią, która nieco schodziła z tematu. Bo cóż innego miała powiedzieć? Miała przed srebrzystą przyznać, że Szara Skóra kłamie? Przyznać otwarcie, że te wszelkie znaki od Klanu Gwiazdy, Biały Paw oraz narodziny trójki śnieżnobiałych kociąt o fioletowych i czerwonych oczach były zwykłym zbiegiem przypadków? I tylko jej wiara w Klan Gwiazdy była prawdziwa.
Fioletowe oczy ponownie wpatrywały się w granatowe niebo. Czuła na sobie spojrzenie tysiąca par oczu zmarłych wojowników. Patrzyli się na nią, oceniali. Zmrużyła oczy, po czym wzięła głęboki oddech, dzięki któremu wróciła jej pewność siebie.
— Widok gwieździstego nieba mnie uspokaja. — Tym razem powiedziała w pełni prawdę. — Jakaś część mnie najwidoczniej wciąż tęskni za domem, mimo misji, jaką mi przyszło nieść w Klanie Burzy. Czuję dziwne do wytłumaczenia przyciąganie przez Srebrzystą Skórę. Niewidzialną więź? — Przechyliła głowę, zastanawiając się, czy dobrze dobiera słowa. Może po prostu każdy z medyków ze względu na swoje powołanie czuł się jak Wełnista Mszyca i nijak się miało do tego jej pochodzenie zmyślone przez ojca, jak i domniemane powiązanie z Białym Pawiem. — Może, gdybym nie była tylko cząstką Klanu Gwiazdy, a jego większym fragmentem wszystko byłoby łatwiejsze... — dodała nieco ciszej, ledwo słyszalnie. — Nieustraszony Chomiku. Wiem, co wciąż mówią o tobie pozostali wojownicy. — Podjęła łagodnie, obawiając się w głębi duszy reakcji kocicy. Pamiętała te przykre wydarzenia, w których Nieustraszony Chomik brała udział. — I chce, abyś widziała, że one cię nie definiują. Jesteś dobrą kocicą. — Uśmiechnęła się, dodając w myślach "zagubioną, lecz dobrą." — Wiem to. Klan Gwiazdy również to wie. Inni również to zobaczą.
Nieustraszony Chomik była podobna do Wełnistej Mszycy. Zależna od rodzica, który był dla niej wzorem. Może w głębi duszy kotka widziała, że jej matka nie była idealna, podobnie jak według medyczni nie był idealny jej ojciec? Tylko z miłości do rodzica, nie potrafiła tego otwarcie przyznać.
Może, gdyby Leszczynowa Wiązka żyła, wszystko byłoby łatwiejsze? Na myśl o zmarłej matce, albinoska poczuła ukłucie w sercu. Nie udało jej się skontaktować ani razu odkąd zmarła. Trochę jej zajęło nim zrozumiała, że matka nie trafiła do Klanu Gwiazdy.
~~~
Aktualnie
Kryjąc się wśród gęstych zarośli, ostatni raz spojrzała w stronę terenów Klanu Burzy. Miejsca, które jeszcze chwilę temu mogła nazwać swoim domem. Myśl, że czuła się w tej chwili bezpieczniej na terenach Wilczaków, niż na rodzimych terenach była okrutna. Podobnie jak poczucie bezsilności oraz poczucie wstydu do samej siebie wobec pobratymcom, których opuściła.
Widziała, że na terenach klanów, do którego należy Brukselkowa Zadra czy Wilgowa Gorycz nie powinna pozostać zbyt długo. Stawiając po cichu kroki, coraz bardziej oddalała się od granicy, mając nadzieję, że uda jej się dotrzeć do terenów niczyich, znaleźć bezpieczne schronienie i jakoś dotrwać do świtu. Miała nadzieję, że Tańcujące Pierze nie zmieni swego zdania i nie ruszy za nią w pogoń, pozbywają się tym samym naocznego świadka.
Dla Klanu Burzy najprawdopodobniej była martwa. Podobnie jak Królicza Gwiazda, Szara Skóra, Skrzypiący Skrzyp, Sójczy Błękit i inni. Tylko oni naprawdę stracili życie, a ona nie. Wciąż oddychała, a jej serce wciąż biło. Zbyt szybko. Jeśli jednak dzięki temu mogła zapewnić Białemu Strumieniowi, Lotosowemu Pąkowi oraz innym kotom bezpieczeństwo, mogła pozostać martwa.
Jednak jak mogła zaufać kotom, którzy na jej oczach pozbawili życia jej ojca. Kotom, w których obronie jeszcze nie tak dawno stanęła, gdy jako maluchy psocili na zgromadzeniu, a teraz pozbawili życia części członków Klanu Burzy, wykorzystując zamieszanie wywołane pożarem, pochodzącym najprawdopodobniej z samych czeluści Mrocznej Puszczy? Czy to była kara za śmierć Aminkowej Łapy?
Zatrzymała się. Tylko dzięki Bąbelkowemu Pluskowi oraz swojemu niespotykanemu wyglądowi wciąż była żywa. Dzięki swoim fioletowym oczom oraz śnieżnobiałej sierści. Była przeklęta. Teraz tego była pewna.
— Znowu milczycie... — odezwała się cicho, w przestrzeń. Trzęsła się, łykając łzy. Przed oczami wciąż co jakiś czas pojawiał jej się obraz martwego ojca oraz Tańcującego Pierza mającego szaleństwo w oczach. Może, zamiast jak ostatni tchórz powinna stanąć i zmierzyć się ze spiskowcami? Może jeszcze mogła zawrócić? Jeszcze nie było za późno, prawda? — Proszę, Klan Burzy już wystarczająco wycierpiał...
Osunęła się na ziemi, lądując w niewielkim dole. Mimo chęci nie była w stanie się podnieść. Bezradnie wyciągnęła łapy przed siebie, tak jakby próbowała coś pochwycić, po czym położyła ociężałą głowę na ziemi, pozwalając otulić się przez mrok oraz chłód.
Koniec sesji



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz