O dziwo Nala nie była pierwszym kocięciem, któremu zostały założone szelki. Był nim Riko, ona zaś była następna. Co oznaczało, że Malutka ZNOWU jest na końcu. Nie szkodzi, myślała sobie. I tak już do tego przywykła. Nie ma co sobie psuć dobrego humorku jakąś głupią kolejnością. Za niedługo wyjdą na dwór!
Wyprostowani już dwa razy zakładali i zdejmowali im szelki, a za ostatnim razem zostawili kotkom ubranko na dłuższy czas, aby mogły się do niego przyzwyczaić, jak twierdziła mama. Teraz Malutka przebierała łapkami z ekscytacją. Czy już dziś wyjdą na zewnątrz?
Po założeniu rodzeństwu szelek przyszła kolej na białą koteczkę, która ładnie pozwoliła dwunożnej na ubranie jej, posłusznie unosząc łapki i nie ruszając się poza tym, a na końcu włożyła głowę w pętelkę, dokładnie tak, jak ćwiczyła to wcześniej i jak była instruowana przez mamę.
Tak, dzisiejszy trening zakładania szelek był inny. Wyprostowani przypięli kociętom długie pędy! Wzięli też wydrążony kamień mamy. To musiało znaczyć, że będą odkrywać świat!
Wyprostowani nie założyli mamie niczego. Kocica wyjaśniła kociętom, że to dlatego, że dwunożni już ją znają i jej ufają.
Złapali za smycze i zdjęli siatkę, umożliwiając kociętom wyjście z pomieszczenia.
Nala trąciła Malutką w bok.
— Ekscytujesz się siostrzyczko? — zapytała przyjaźnie.
Malutkiej wciąż trudno było uwierzyć, że druga koteczka przestała ją nienawidzić, dlatego zdziwiona, nie odpowiedziała od razu. To było bardzo niegrzeczne z jej strony, ale w sumie mogło ją przecież zatkać to, że po raz pierwszy wychodzi z pomieszczenia, nie licząc oczywiście lotu w pudle do obcinacza. Pokiwała ochoczo głową.
— I to jak! — miauknęła. — Jak myślisz, gdzie nas zabiorą?
— Do ogrodu — oznajmił Riko z pewnością w głosie.
— Zobaczymy kwiatki… — wymruczała Nala.
— Wątpię, abyśmy szli do ogrodu i jestem przekonana, że nie zobaczycie kwiatków — zaśmiała się Luna.
Kocięta z zaskoczeniem uniosły łebki w jej stronę.
— Jak to? Dlaczego? — zapytał Riko z konsternacją.
— Przecież jest pora chłodu! Okres, w którym drzewa są nagie, powietrze smaga lodowaty wiatr, a ziemia pokryta jest grubą warstwą białego puchu i lodu! Wyprostowani mnie rzadko wypuszczają w taką pogodę na dwór, a co dopiero miesięczne kocięta. — Mama otuliła swoje dzieci ogonem. — W taką pogodę nie ma kwiatków — powiedziała z żalem do Nali. — Przykro mi. Jednak po porze nagich drzew nadchodzi ciepło, śnieg się topi, a drzewa wysuwają pierwsze pędy. Rosną wtedy też kwiaty.
— Kiedy ona nadejdzie? — zapytał się Riko.
Luna posmutniała.
— Za jakiś czas, mój mały. Wtedy już nie będziemy razem. Jednak gdy zobaczycie kwiaty, pomyślcie o mnie. Ja też wtedy wyjdę na dwór i popatrzę w gwiazdy. Będę wiedziała, że wszystko u was w porządku.
Wyprostowani zabrali kocięta na mały spacer w szelkach na długich pędach po gnieździe, ale mama miała rację. Nie wyszli na zewnątrz. Luna twierdziła, że byłoby to w tych warunkach bardzo niebezpieczne i pewnie miała rację. Kocica dużo wiedziała, a Malutka jej ufała. W końcu była jej mamą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz