Srebrna z uwagą słuchała słów wojowniczki. Młodsza w porównaniu do niej zdecydowanie bardziej okazywała uczucie i emocje, które jej towarzyszyły. Zielone ślepia, bury pysk oraz całe szylkretowe drobne ciało wyrażało więcej niż w przypadku zastępczyni. Ona była z zewnątrz opanowana, stała, niemal apatyczna, a jakiekolwiek silniejsze emocje okazywała jedynie przy najbliższych. Były swoimi przeciwieństwami, niczym dzień i noc, ogień i woda, lato i zima, a mimo to obie potrafiły równie mocno cierpieć — tylko jedna z nich nie kryła się z tym. Cętkowana swoje uczucia, żal, żałobę spychała na dalszy plan, uważając, że musi być silna. Silna dla poległych, dla klanu, dla Zawodzącej Gwiazdy. Nie miała zamiaru podzielić losów Króliczej Gwiazdy — oczywiście nigdy mu nie życzyła źle, lecz po śmierci bliskich było widać, jak pogrąża się we własnych problemach, nie będąc w stanie przewodzić klanem. Ruda nic z tym nie robiła, czekając cierpliwie na naturalną kolej rzeczy, lecz inni, jak widać, nie byli równie cierpliwi, co ona. Byli niczym młode koty, które po tupnięciu łapą nadal chowały urazę, starannie ją pielęgnując, by pewnego dnia wykorzystać ją do własnych celów.
Kiedy tylko pierwsze posłanie zastępczyni było ukończone, odłożyła je delikatnie na kamienną posadzkę, a następnie przymknęła oczy. Może nie powinna uzewnętrzniać się byle komu, szczególnie komuś, kto dawniej był blisko skazańców, jednak… Czuła, że Krokusowa Kruchość nie jest jak oni. Miała wręcz złote serce, które pokochało niewłaściwego kota i tyle. Mówi się, że miłość jest ślepa. I może nawet coś w tym było.
— To nie jest twoja wina, w żadnym wypadku. Gdyby tak było, to byśmy obie teraz kopały korytarze jako minerzy — mruknęła, uchylając nieco powieki, by spojrzeć na buraskę. — Sama powinnam dostrzec, że moja siostra coś knuje, a tak nie było, jakby była kompletnie ślepa. Przez tych zdrajców straciłam i matkę i partnera, prawda. Może nie widać, ale ja również za nimi tęsknię, nawet jeśli ze Skrzypiącym Skrzypem od jakiegoś czasu mi się nie układało.
Zrobiła dłuższą przerwę, pozwalając, by te słowa zwisały między ich dwójką. W międzyczasie sięgnęła po kolejne garści materiałów, od razu przystępując do pracy. Starannie przekładała trawy pomiędzy niewielkimi gałązkami, by te stanowiły pewnego rodzaju bazę posłania. Później powoli zaczęła dokładać mech oraz puch w takich ilościach, by żadne nie przeważało nad innym. Wszystko to połączyła w stabilną konstrukcję, jednocześnie prostą, biorąc pod uwagę zwyczaje Burzaków i ich zamiłowanie do personalizowania legowiska.
Musiałaby przejść się do starego obozu zobaczyć, czy w norze wojowników może ostało się jej własne posłanie, które przyozdobione było piórami niektórych sów — długo zbierała tę kolekcję i była z niej dumna, wręcz przyozdobiając nią swe łoże, odnosiła się z tym, otwarcie ukazując innym swoje zbiory.
— Pewnie większość kotów mi powie, w tym medycy, że tłumienie w sobie wszystkiego jest niezdrowe i zapewne mają rację. Jednak jako zastępczyni muszę być silna nie tylko za zmarłych, ale także klan i lidera. — Po ukończeniu kolejnego posłania, podniosła łapę, by następnie delikatnie nią ująć podbródek szylkretki i skierować jej spojrzenie na siebie. — Dlatego, bądźmy silne razem. Dla zmarłych, dla bliskich. A głównie dla siebie — dodała, pozwalając, by niewielki uśmiech pojawił się na jej białym pysku.
Może i z boku wyglądały dość dwuznacznie, lecz jej to nie obchodziło. Najważniejsze było, aby każdy w klanie czuł się bezpiecznie oraz miał poczucie wsparcia nie tylko ze strony rodziny, ale także medyków czy samej zastępczyni klanu. Może i nie dogodzi wszystkim na raz, lecz uważała, że to właśnie te docenione jednostki stanowią siłę ich społeczności.
— Skrzydlata Płomykówko! — Za ich plecami rozległo się wołanie. Niebieskie ślepia leniwie przeniosły swą uwagę na Burzaka, podczas gdy speszona Krokus oswobodziła się z delikatnego niczym muśnięcie motylich skrzydeł chwytu, by powrócić do zadania.
— O co chodzi Ruda Lisówko? — spytała ze spokojem srebrna, opuszczając łapę, która chwilę wcześniej miała jeszcze kontakt z burą u boku kotki.
— Zawodząca Gwiazda cię wzywa — oznajmił rudy kocur, który po skinieniu głowy Płomywkówki, oddalił się, zapewne powracając do dalszych prac.
— Wybacz mi na chwilę Krokusowa Kruchość — mruknęła kotka. — Postaram się jeszcze wrócić, o ile inni mnie nie dopadną. Jeśli mi się nie uda, to spotkajmy się jutro ponownie tutaj, chętnie ponownie z tobą stworzę kolejne posłania dla Burzaków.
Po tych słowach srebrna podniosła się z dotychczasowego miejsca i spokojnym krokiem skierowała się do powstającego centrum, a dokładniej do jaskini, którą od niedawna zajmował dymny kocur. Niebieskooka przez całą drogę zastanawiała się, czego ich obecny lider chce od niej — obstawiała, że zapewne może chodzić o postępy prac w obozie oraz więźniów, którzy od jakoś czasu pod nadzorem powiększali jaskinię, przez którą obecnie przechodziła. Oczywiście czuła na sobie zaciekawione spojrzenia innych kotów, a kątem oka mogła dostrzec, jak część z nich nachyla się między sobą, by wyszeptać jakieś podejrzenia co do obecności zastępczyni w tej części powstającego azylu.
— Zawodząca Gwiazdo — zawołała, stając w progu groty.
— Wejdź Skrzydlata Płomykówko. — Dwa razy nie trzeba było jej powtarzać, od razu ruszyła, pozwalając, by półmrok legowiska zaczął powoli ją pochłaniać, będąc do samego końca również odprowadzona przez spojrzenia niektórych wojowników.
»» ———— ⚜ ———— ««
Poprzedniego dnia zeszło jej zdecydowanie dłużej u dymnego kocura, niż na początku przewidywała. Później to już poszło lawinowo — część pytała o kolejne zadania, inni o pomoc lub wyjaśnienie czegoś. Niektóre koty odsyłała do medyczek, gdyż była w jakimś stopniu pewna, że Wdzięczna Firletka nie pogardzi dodatkowymi parami łap przy poszukiwaniach ostałych ziół w starym obozie czy też przy udaniu się w teren z nadzieją, że jakieś rośliny jeszcze nie zamarzły pod pokrywą śniegu.
Każdy dzień powoli zaczynał przypominać poprzedni, sprawiając, że Skrzydlata Płomykówka dostrzegała pewną rutynę, schemat z kolejnymi wschodami słońca. Nie miała zbytnio, co narzekać, gdyż mogła śmiało powiedzieć, że czuła się potrzebna i nikt nie mógł jej zarzucić, że tylko leży i ładnie pachnie, delektując się nową posadą. Może inni mogli kiedyś odnieść takie wrażenie, przez jej nadmierną dbałość o srebrną szatę, lecz w czasie odbudowy obozu jasno obalała to przekonanie na swój temat. Gotowa zrezygnować z wygód czy pełnego brzucha na rzecz pozostałych klanowiczów, czyż nie brzmi to szlachetnie i godnie podziwu, jak na idealnego zastępcę przystało? Pod tym jednak kryło się drugie dno — kocica tak naprawdę uciekała od natrętnych myśli, uczuć, zagłuszając je pracą, a brak większego apetytu sam się nagle pojawił i towarzyszył do teraz.
— Krokusowa Kruchości, jednak jesteś — oznajmiła, podchodząc do burej kotki. — Muszę przyznać, że po wczoraj możesz mieć mnie nieco dość — dodała, pozwalając sobie na nieco zakłopotany uśmiech. Oczywiście rudej chodziło o dość śmiały gest, na jaki się odważyła pod koniec ich konwersacji, nim ta została przerwana.
<Krokus?>
Event Klanu Burzy:
Uwicie nowych posłań z zapasów traw, puchu i mchów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz