BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

13 lipca 2026

Od Niedźwiedziówkowego Pyłu CD. Rzekotki (Wesołej Łapy)

— Dzień dobry! — przywitała się. — Jestem Rzekotka i mam dwa księżyce! Twoja twarz wygląda upiornie i pewnie będzie mi się śnić po nocach!
Oznajmiła z błyszczącymi oczkami. Następnie zaatakowała przytulakiem jedną z łap wojowniczki.
— A teraz pora na przytulanie! Mama mi mówiła, że koty lubią komplementy — zaczęła mówić dalej. — I wtedy chętniej się tulają! Więc ja dałam ci komplement i przytulas. Prawda? Tak? Powiedz! Powiedz!
Z każdym słowem coraz bardziej przyklejała się do kończyny Niedźwiedziówki.
Nie wiedziała jednak, że właśnie spełnił się jej najgorszy koszmar. Brązowooka nienawidziła kociąt. Całym swoim sercem. Całym swoim istnieniem. Nawet własnych nie potrafiła przełknąć i gdy tylko wchodziły jej w drogę, starała się je od siebie odtrącić. To znaczy głównie Narcyzową Łapę. Nim najbardziej lubiła pomiatać. Wobec Narwanej Łapy była nieco bardziej litościwa, bo przypominała jej świętej pamięci Wieleni Szlak. Przypalony Kasztan z kolei nie wchodził jej tak często w drogę, dlatego nie przejmowała się nim wcale. Żyła tak, jakby był po prostu jednym z wojowników Klanu Nocy, z którym nie miała nic wspólnego.
Bura w końcu potrząsnęła łapą, próbując zrzucić z siebie niebieskiego stwora. Ten jednak zacisnął się na niej jeszcze mocniej, nie mając zamiaru puścić. Niedźwiedziówka obnażyła kły, ledwo powstrzymując się przed złapaniem Rzekotki za kark i ciśnięciem nią jak najdalej. Najlepiej prosto do rzeki, żeby nurt zaniósł ją do innej przynależności i to jej członków męczyła swoją obecnością.
— A mi mama mówiła, że takie wygadane kociaki szybko kończą w szponach drapieżników — fuknęła w odpowiedzi, wciąż próbując odczepić od siebie Rzekotkę, nie robiąc jej jednak krzywdy. Nie chciała od razu wyrobić sobie złej opinii wśród Nocniaków. Gdyby tylko coś stało się tej niebieskiej kupce futra, Niedźwiedziówka zostałaby posądzona o celowe jej skrzywdzenie. O bycie brutalnym, niewychowanym samotnikiem. A jeśli naprawdę chciała coś osiągnąć w Klanie Nocy, nie mogła sobie pozwolić, by takie nieprzychylne wieści rozeszły się po całym azylu.
— Wygadaneeee? To znaczy jakie? I jakich drapieżników? Tak upiooornych, jak ty? — zaczęła wypytywać Rzekotka, na co bura zatrzęsła wibrysami z irytacją. Czy ten dzieciak mógł się wreszcie od niej odczepić?
— Tak. Tak upiornych, a nawet bardziej! — fuknęła, po czym w końcu delikatnie chwyciła młódkę zębami za skórę na karku i odciągnęła ją od swojej łapy.
Po chwili uniosła paluch, wskazując nim koteczkę.
— Wygadane to znaczy takie — mruknęła, mrużąc oczy. — Właśnie takie jak ty.
Rzekotka zrobiła wielkie oczy, po czym prędko zanurkowała pod łapy Niedźwiedziówki.
— Ratuj mnie, och! Czy te drapieżniki już tu idą? Och, proszę pani!

* * *

TW: Śmierć

Jej życie w Klanie Nocy było nudne. Potwornie nudne. Czuła się zupełnie tak samo, jak wtedy, gdy była kociakiem zamkniętym w brudnej piwnicy. Z tą jednak różnicą, że tym razem tą brudną piwnicą był azyl rybojadów. Co prawda mogła z niego wychodzić, kiedy tylko chciała, lecz ograniczały ją granice, zasady i kodeks. Nie mogła się już wcale bawić!
Gdy była samotniczką, bezkarnie wchodziła sobie na tereny Klanu Burzy i mieszała Słonecznemu Fragmentowi oraz Burzowym Chmurom w głowach. To były dopiero czasy! Teraz nie miała jednak kogo omamiać. Szałwiowe Serce wydawał się niedostępny, Pierzasta Kołysanka również. Błękitna Laguna miał na głowie mnóstwo obowiązków, a poza tym Niedźwiedziówka nie wiedziała już, jak wyglądała jego relacja z Wężynowym Kłem. Pozostawała jeszcze Czyhająca Murena, lecz ona nie reagowała na zaloty buraski. Wolała trzymać się u boku tego fajtłapy — Mewiego Puchu!
Niedźwiedziówkę mierził sam jego widok. Za każdym razem, gdy widziała, jak zbliża się do księżniczki, miała dziką ochotę rozerwać jego głupkowaty pysk na strzępy. Dlaczego to akurat jemu przypadł zaszczyt przebywania u boku kotki tak pięknej, a przede wszystkim... tak wysoko postawionej w hierarchii?
Jakiż ten świat był niesprawiedliwy! Kotom tak szlachetnym, jak Niedźwiedziówka odbierał wszystko po kolei. Ciotkę, siostrę, radość z życia… Tym natomiast, które nie robiły nic poza marnowaniem powietrza, dawał wszystko. Gdzie tu był sens? Mewi Puch nie zasługiwał na nic z tego, co posiadał. Zasługiwał natomiast na coś zupełnie innego...
Dlatego, gdy Niedźwiedziówkowy Pył spostrzegła, jak czule pożegnał się z Czyhającą Mureną, po czym lekkim krokiem ruszył ku wyjściu z azylu, od razu dostrzegła swoją szansę. Końcówka jej ogona drgnęła z ekscytacji. Nim jednak zdążyła wstać, przed pyskiem przemknął jej liliowy kocur — Konwaliowa Mielizna. Opuścił obóz chwilę po Mewim Puchu, co ucieszyło buraskę jeszcze bardziej. Na tyle, że musiała spuścić głowę, by nikt nie dostrzegł szerokiego, niepokojącego uśmiechu rozciągającego się na jej pysku.
Odczekała jeszcze kilka uderzeń serca, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Dopiero wtedy podniosła się z miejsca i opuściła azyl, wcześniej upewniając się, że żadna para ciekawskich oczu nie jest skierowana właśnie na nią.
Ruszyła śladem Mewiego Puchu. Podążała za jego odciskami łap, które z każdą chwilą stawały się coraz płytsze, bo z nieba nieustannie sypał śnieg. To działało na jej korzyść. Co jakiś czas wiatr zawiewał mocniej, rozwiewając też zapachy pozostawione przez koty. Czyżby miała właśnie popełnić zbrodnię idealną? Nie, żeby poprzednie takie nie były. W końcu czy ktokolwiek kiedykolwiek przyłapał ją na czymś złym?
W końcu sylwetka biało-czarnego kocura zamajaczyła przed nią w śnieżnej mgle. Dostrzec go nie było łatwo, bo tereny Klanu Nocy niemal tonęły w białej zawiei.
Niedźwiedziówkowy Pył wysunęła pazury i zaczęła skradać się od tyłu. Każdy krok stawiała ostrożnie, niemal bezszelestnie. Wiatr świszczał jej w uszach. Mewiemu Puchowi zapewne również. Przy takiej pogodzie większość zmysłów stawała się bezużyteczna.
Gdy znalazła się wystarczająco blisko, wybiła się gwałtownie z tylnych łap i rzuciła się prosto na grzbiet wojownika, wbijając pazury w jego barki. Biało-czarny wydarł z siebie zduszony okrzyk i zachwiał się do przodu, niemal tracąc równowagę.
— Co do...! — wyrwało mu się.
Nie potrzebował nawet chwili, by zrozumieć, że ktoś rzucił się na niego z zaskoczenia. Szarpnął się z całej siły, próbując zrzucić napastniczkę. Niedźwiedziówka zacisnęła pazury jeszcze mocniej, lecz śliski od śniegu grzbiet nie dawał jej dobrego oparcia. Kocur wykonał kolejny gwałtowny ruch i tym razem nie udało jej się utrzymać. Łapy ześlizgnęły jej się z pleców wojownika, a ona sama runęła w zaspę. Śnieg prysnął na wszystkie strony, gdy ciężko wylądowała na boku, zapadając się w miękkim puchu.
— K-Kim ty jesteś?! — mruknął Mewi Puch, cofając się o krok przed rozwścieczoną buraską.
Ta jednak nawet nie zamierzała odpowiadać. Poderwała się na równe łapy i ponownie rzuciła w jego stronę. Tym razem dosięgnęła pazurami jego szyi. Bez chwili zawahania rozcięła delikatną skórę, a na jasnym futrze natychmiast pojawiła się cienka smuga krwi. Rana nie była jednak śmiertelna.
Mewi Puch syknął z bólu, po czym gwałtownie obrócił się i chwycił burą zębami za kark, próbując odciągnąć od swojego gardła. Niedźwiedziówka szarpała się jednak jak oszalała. Wymachiwała łapami na oślep, aż w końcu poczuła, jak jeden z pazurów rozcina skórę na jego pysku.
Kocur syknął i mimowolnie rozluźnił uścisk. To wystarczyło, by buraska odwinęła się i z całym impetem wpadła barkiem w jego bok, powalając wojownika na śnieg. Biały puch wzbił się w powietrze, gdy kocur przeturlał się po ziemi. Nim Mewi Puch zdołał unieść głowę, Niedźwiedziówka przycisnęła ją łapą do podłoża, wbijając pazury głęboko w jego policzek. Drugą łapę oparła na jego barku, unieruchamiając go całym ciężarem ciała.
— Nieważne, jak bardzo będziesz walczył. I tak nie wrócisz stąd żywy! — syknęła, coraz mocniej zagłębiając pazury w jego ciało. — Nie zasługujesz na życie! Koty tak głupie, jak ty zbyt długo polegają na szczęściu. Ale dziś twój los jest w moich łapach!
Wpatrywała się prosto w jego żółte oko, szeroko otwarte z przerażenia.
Mewi Puch uchylił pysk, chcąc coś powiedzieć, lecz bura nie pozwoliła mu. Obniżyła głowę i jednym, pewnym ruchem zatopiła kły w jego gardle. Natychmiast poczuła, jak gorąca krew wypełnia jej pysk. To było... tak przyjemne. Bo choć wokół panował przeszywający mróz Pory Nagich Drzew, ona czuła tylko przyjemne ciepło rozlewające się po całym ciele.
Po kilku uderzeniach serca szkarłatna posoka wypełniła jej pysk do tego stopnia, że musiała odskoczyć i wypluć ją na śnieg. Dawniej nieskazitelnie biały puch momentalnie pokrył się czerwonymi plamami.
Niedźwiedziówka stała nad nieruchomym ciałem Mewiego Puchu, ciężko dysząc. Krople krwi rytmicznie spadały z jej pyska na ziemię. Oblizała wargi, a potem przez chwilę w milczeniu przyglądała się swojej ofierze, zastanawiając się, co zrobić z ciałem.
Nagle gdzieś obok rozległ się głośny trzask, a bura natychmiast nastawiła uszy i odwróciła głowę. Dopiero wtedy dostrzegła źródło hałasu.
Niedaleko leżała Gąbczasta Perła, a tuż obok niej spoczywała gruba gałąź, która najpewniej złamała się pod jej ciężarem.
Niedźwiedziówkowy Pył parsknęła śmiechem i ruszyła w stronę medyczki.
— Próbowałaś schować się w koronie drzewa? W Porze Nagich Drzew? — prychnęła z pogardą. — Doprawdy, jesteś zabawna.
Gąbczasta Perła otworzyła szeroko oczy. Jej wzrok natychmiast zatrzymał się na zakrwawionym pysku wojowniczki.
— Morderczyni! — wrzasnęła.
Zanim Niedźwiedziówka zdążyła zareagować, medyczka wstała i rzuciła się na nią z całej siły. Buraska kompletnie nie spodziewała się ataku. Zachwiała się i runęła na śnieg. Nie pozwoliła jednak przeciwniczce wykorzystać przewagi. Natychmiast kopnęła Gąbczastą Perłę w brzuch, odrzucając ją od siebie. Sama zerwała się na łapy niemal w tej samej chwili i zanim medyczka zdążyła odzyskać równowagę, dopadła ją ponownie, przygważdżając do ziemi ciężarem własnego ciała.
— Uspokój się! Wcale nie muszę cię zabijać — warknęła.
Przez kilka uderzeń serca wpatrywały się w siebie w milczeniu. Powietrze między nimi zdawało się gęstnieć z każdą chwilą.
— Jeśli tylko obiecasz mi, że nikomu nie piśniesz ani słówka... — kontynuowała Niedźwiedziówka.
— W życiu! Zgnijesz w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd, morderco! — wrzasnęła Gąbka.
Bura zmarszczyła brwi. Sięgnęła po patyk leżący obok większej gałęzi i wepchnęła go do pyska dymnej.
— Siedź cicho albo taki sam los jak tego głupka, spotka i ciebie. A może i nawet całą twoją rodzinkę! — prychnęła. — Algowa Struga, Senna Łza. Tak, wiem, że są dla ciebie ważne. Ty natomiast dobrze wiesz, że mogę pozbyć się ich równie szybko, co tamtego mysiego móżdżka... — dodała chłodno. — Właśnie dlatego niczego nikomu nie powiesz. Ani Klekoczącemu Bocianowi, ani Mandarynkowej Gwieździe. Nikomu. Och, a poza tym będziesz mnie bronić, choćby cały Klan Nocy stanął przeciwko mnie! W przeciwnym razie... nawet jeśli mnie wygnacie, i tak cię znajdę. Ciebie i wszystkich, których kochasz!
Wokół nich śnieżyca szalała coraz mocniej, zagłuszając niemal każde jej słowo.
W końcu Gąbczasta Perła przestała się wierzgać i posłusznie skinęła głową. Dopiero wtedy Niedźwiedziówka odsunęła się od niej. Dymna natychmiast wypluła patyk na śnieg, łapczywie nabierając powietrza.
— Jesteś... potworem! — wydyszała, wpatrując się w kotkę z obrzydzeniem wymalowanym na pysku.
— Cóż, póki Klan Nocy o tym nie wie, jestem tylko ich pobratymczynią... — odparła z uśmiechem Niedźwiedziówka.
Potem podeszła do truchła wojownika i chwyciła je za kark. Powoli weszła na skute lodem jezioro. Dopiero gdy pod jej łapami rozległ się pierwszy trzask pękającego lodu, puściła ciało i błyskawicznie odskoczyła na brzeg.
Razem z Gąbczastą Perłą patrzyła, jak tafla ustępuje, a Mewi Puch znika pod lodowatą wodą.
— Dobrze to wymyśliłam, co nie? — odezwała się po kilku uderzeniach serca z nutką satysfakcji w głosie. — Prawie tak, jakby tym razem los był po mojej stronie. To doprawdy niesamowite, że Mewi Puch postanowił przejść się właśnie brzegiem jeziora... Kto wie, może zmierzał w stronę granicy z Klanem Burzy? Powiedz mi, Gąbeczko... myślisz, że mógł mieć romans z jakąś Burzaczką? — zachichotała.
Dymna nie odpowiedziała. Trzęsła się jak liść na wietrze. Trudno było stwierdzić, czy z zimna, czy z przerażenia.
— Och, prawie zapomniałam... — mruknęła Niedźwiedziówka, spoglądając na rozlaną po śniegu szkarłatną plamę. — Musimy jeszcze coś zrobić z tym zakrwawionym śniegiem.
Odwróciła łeb w stronę medyczki i uśmiechnęła się szeroko.
— Jesteś może głodna?

* * *

To, co stało się z zakrwawionym śladem… można się jedynie domyślać. Wiadomo jednak, że gdy Niedźwiedziówkowy Pył i Gąbczasta Perła odchodziły znad jeziora, śnieg w tamtym miejscu był już perłowobiały. Sam zapach krwi szybko rozwiała potężna wichura szalejąca nad terenami Klanu Nocy.
Bura wróciła u boku medyczki do azylu. Gdy miały się już rozstać, nie opuściła jej jednak ani na krok, podążając za nią wprost do lecznicy. Była pusta. Klekoczący Bocian musiał być czymś zajęty. Idealnie.
— Nie masz może jakichś ziółek? Chyba mam gorączkę, wiesz... Myślę, że lawenda byłaby na to idealna — uśmiechnęła się szeroko.
Dymna nie miała ochoty protestować. Po prostu podeszła do składziku, wyjęła kilka gałązek lawendy i zaczęła nacierać nimi futro Niedźwiedziówki. Kilka kwiatów wsunęła nawet między kosmyki jej sierści.
Gdy skończyła, wojowniczka skinęła jej głową i skierowała się do wyjścia.
— To do zobaczenia, Gąbko. Dobra z ciebie przyjaciółka.
Rozluźniła mięśnie, kierując się w stronę legowiska wojowników. Po tak męczącej wędrówce, a później walce, należał jej się odpoczynek. Tym bardziej że była kompletnie przemarznięta. Spędzenie tak długiego czasu poza obozem przy tak surowej pogodzie naprawdę nie należało do najprzyjemniejszych.
Nim jednak zdążyła zniknąć w półmroku legowiska, musiała się zatrzymać. Przed nią stała znajoma, niebieskofutra kotka — Rzekotka. A właściwie, z tego, co słyszała, już Wesoła Łapa. O dziwo nie rzuciła się na jej łapę, co trochę zdziwiło buraskę.
— Och, kogo ja tu widzę. Czyżbyś zdążyła już dorosnąć, Rzekotko? — zapytała.
Ona również musiała zaskoczyć uczennicę swoim tonem. Nie brzmiała ani na złą, ani na zirytowaną. Zabicie Mewiego Puchu sprawiło jej tyle satysfakcji, że zwyczajnie nie miała nastroju, by denerwować się na młodziaka, którego znowu przywiał jej pod łapy wiatr.

<Wesoła Łapo?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz