Krokusowa Kruchość zauważyła, że niektóre koty patrzą na nią nieco łagodniej. Czy to dzięki temu, że była przydatna? Najprawdopodobniej. Wciąż jednak widziała w spojrzeniu braci Wełnistej Mszycy dozę niechęci, ilekroć ich ścieżki się krzyżowały. Zazwyczaj posłusznie schodziła im z drogi, jednak gdy Skrzydlata Płomykówka została wezwana do Zawodzącej Gwiazdy, zostawiając samą sobie nieco zawstydzoną i skonfundowaną Krokus, zaledwie po paru minutach u jej boku znalazł się w zastępstwie za zastępczynię Lotosowy Pąk. Nie odezwał się ani słowem do kocicy. Zamiast tego przyciagnął do siebie trawy oraz mech. Albinosowi z łatwością przyszło tworzenie posłania, kocur musiał już nie pierwszy raz je tworzyć, jednak co jakiś czas ukradkiem zerkał w stronę legowiska, które uwiła buraska.
Kotka zastanawiała się, jak może zadośćuczynić Lotosowemu Pąkowi i jego bratu. Cóż mogła zrobić, aby pomóc im w przejściu żałoby po bliskich? Podobnie jak Skrzydlata Płomykówka, zdecydowała się na śmiały gest. Zamiast jednak dotknąć pyska kocura, delikatnie dotknęła jego białej łapy. Lotosowy Pąk jak się spodziewała, zmierzył ją spojrzeniem, jednak po chwili jego spojrzenie złagodniało.
Resztę czasu spędzili w ciszy, dopóki kocur nie uporał się z trawą, tworząc książkowy przykład legowiska. W dodatku bardzo dużego. Krokus nie przypominała sobie, aby w klanie mieli kogoś, kto mógłby potrzebować aż tyle miejsca do spania.
— To legowisko będzie dla wiecznej królowej i kociąt, które trafią pod jej opiekę — zamruczał, być może odgadując jakie myśli kłębiły się w umyśle szylkretki. — Klanowy głuptas... — mówiąc to, pstryknął końcówką ogona Krokus w czoło. — Chodź, pomożesz mi je przenieść do żłobka.
Krokus rozładowywała czoło, jednak już po chwili pomogła przenieść legowisko, na którym już chwilę później leżała Dryfujący Fluoryt z Jabłuszkiem i Kołysankiem wtulonymi w jej dymną sierść. Serce krajało jej się, ilekroć padały zapytania z małych pysków kociąt, dotyczące tego, kiedy będzie mogła do nich wrócić ich mama, Zwiewny Mak.
~~~
Zielona para oczu spoczęła na trzech skończonych posłaniach. Każdy kolejny wyglądał o wiele lepiej niż poprzedni, a na pewno niż pierwszy, które wyszedł spod łap Krokusowej Kruchości. Kocica kończyła właśnie czwarte posłanie, zastanawiając się, komu mogła je sprezentować. Nie chciała tylko dawać nowych posłań kotom, które były jej bliscy. Może mogła jedno z posłań ofiarować Zwiewnemu Makowi i za zgodą strażników, porozmawiać z czarną kocicą? Chyba nic by się nie stało, gdyby chwilę porozmawiamy i w trakcie rozmowy buraska zachęciłaby niedoszłą szwagierkę do tego, aby szybko uporała się z zadaniami, które wyznaczył dla niej lider oraz zastępczyni, i wróciła do pełnienia funkcji wojownika. Nie, poprawka. Wróciła do swoich dzieci, które z utęsknieniem wypatrywały jej z kociarni.
Gdy u jej boku pojawiła się Skrzydlata Płomykówka, Krokus nieco się zawstydziła na wspomnienie śmiałego gestu zastępczyni. Nie przepadała za obcym dotykiem kotów, nawet jeśli ten nieco ją pokrzepił w tamtym momencie. Co prawda Skrzydlata Płomykówka nie była przecież obca, lecz nie była jej bliska. A już na pewno nie tak jak siostra czy błękitnooki wygnaniec.
W odpowiedzi na uwagę, Krokus pokręciła przecząco łebkiem i gestem ogona wskazała na wolne miejsce u jej boku.
— Zaskoczyłaś mnie, Skrzydlata Płomykówko. Jednak nie mam ci tego za złe. — wyznała. — Twoje wczorajsze słowa mnie zainspirowały — mówiąc to, przeniosła spojrzenie na świetlik, przez które wpadały płatki śniegu, mieniąc się w promieniach słońca.
Postanowiła być silna. Dla Słodkiej Dziewanny. Dla Srebrzystej Równonocy. Dla Oświeconej, siostry, która zdecydowała się opuścić Klan Burzy. Dla Dzikiego Berberysu. Dla zmarłego taty, Poczciwego Dziwaczka oraz zmarłego wujka, Strzępotkowego Kokona. Dla przybranego taty, Burzowych Chmur. Dla zastępczyni, Skrzydlatej Płomykówki. I dla wielu, wielu innych kotów.
— Doprawdy? — Na pysk cętkowanej wkradło się niemałe zdziwinie. Zajęła miejsce obok Krokus, przenosząc spojrzenie na ukończone przez nią posłania.
— Tak. Będę silna. Muszę być. Mam dla kogo. — Uśmiechnęła się nieśmiało. Spojrzenie miała utkwione na mchu, którym miała właśnie uszczelnić związane trawy. Bura łapa zawisła nad rośliną, po czym została powoli przyciągnięta do burej piersi. Nieznacznie się skuliła. — W-wszystko jest w porządku — podjęła uspakająco, zauważając, że jej stan zaalarmował zastępczynię. Srebrzysta była wręcz gotów wystartować w poszukiwaniu głównej medyczki, a nawet jej młodej uczennicy. — Ostatnio częściej boli mnie serce, ale ból jak szybko i nagle się pojawia, tak również szybko i nagle mija — wyjaśniła. Na szczęście ból nie doskwierał jej z taką intensywnością jak podczas przebywania w Łapkowie. Mogła z łatwością czerpać powietrza. — Rozmawiałam już o tym z Wdzieczną Firletką. Dostałam od niej zioła i nakazała przyjść, jeśli ból będzie się nasilał i częściej mi dokuczał...
Mimo że tego nie powiedziała, nieco ją zaniepokoiła ta sytuacja. Przecież nie wykonywała żadnych siłowych czynności, a tym bardziej stresujących. Przemęczyć raczej również się nie przemęczyła, no bo jak. Może ten ból spowodowany był tęsknotą, za tym, co mogło być?
<Skrzydlata?>
Event w Klanie Burzy:
Uwicie nowych posłań z zapasów traw, puchu i mchów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz