BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

13 lipca 2026

Od Dzikiego Berberysu CD. Krokusowej Kruchości

Noc po osądzeniu rebeliantów

Chłód i zimny wiatr mierzwiły jego futro na karku, a ciemne sklepienie nocy oraz cienie wtapiały futra jego żandarmów. Jednak nie zwracał na nich uwagi, gdyż całe ważne przedstawienie odbywało się w jego umyśle. Niczym szaleniec wpatrywał się w jeden nieznany nikomu punkt w dole, a przed jego oczyma nadal widział koty, które rozkazały mu opuścić Klan Burzy.
Tak samo obrzydzenie, co do swojego brata narastało z każdym kolejnym uderzeniem serca. Nie pojmował, jak to odważny i zadumany w swojej wielkości Gradobijący Cierń nagle spotulniał pod widmem egzekucji ze strony pobratymców. Uważał, że rebelianci sami się wkopali. Gdyby nie starali się wszystkiego uzasadnić, tylko powiedzieć jedną wersję zdarzeń i resztę zbyć milczeniem… Wtedy mieliby jeszcze szansę się wybronić.
Zacisnął mocniej pazury na zimnej glebie. Miał położony łeb na przednich łapach oraz był zwinięty w kłębek. Był gotów pójść spać, jednak do Złocistej Wydmy oraz Śnieżycowej Chmury podeszła inna Burzaczka, na którą na początku nie zwrócił większej uwagi.
— Złocista Wydmo? Śnieżycowa Chmuro? Czy mogę porozmawiać z Dzikim Berberysem? — spytał bardzo dobrze znany mu cichy głosik. Była to Krokusowa Kruchość! — Chciałabym się z nim pożegnać.
Podniósł wysoko głowę i w mig zajął pozycję siedzącą. Obie wojowniczki niepewnie spojrzały się po sobie, jednak po chwili skinęły głowami.
— Tylko nie na długo. Inaczej zawołamy po Słodką Dziewannę, żeby cię zabrała do Łapkowa — ostrzegła kotkę Złocista Wydma, po czym ją przepuściła do dołu.
Krokusowa Kruchość z gracją zeszła do Dzikiego Berberysu i nieśmiało zetknęła się z nim nosem.
— Krokusowa Kruchości? — zapytał, nie wiedząc, co robi tutaj kotka.
Kotka przez dłuższą chwilę milczała i wpatrywała się z wielkim bólem w jego oczy. Nawet przez chwilę zdołał poczuć, jak sierść na karku zaczyna mu się jeżyć. Czyżby wpatrywała się w jego duszę? Szylkretka pociągnęła nosem, a do jej oczu zaczęły napływać łzy. Nie starała się ich ukryć lub wytrzeć o własną łapę.
— D-dlaczego… Dlaczego to zrobiłeś? — zdołała z siebie wykrztusić.
Jego wzrok, który na początku był miękki i łagodny, teraz wyostrzył się oraz ostudził. Czy Krokusowa Kruchość również nie zrozumiała, dlaczego to wszystko zrobili? Nie rozumiała, że Królicza Gwiazda wraz z Zawodzącym Echem i resztą ich krewnych są zagrożeniem dla Klanu Burzy? Czy ona poszła za narracją Zawodzącego Echa? A może Gradobijący Cierń wszystkiego jej naopowiadał, kiedy go nie było przy niej? Jego brat musiał wszystko zepsuć!
Zacisnął mocniej szczęki ze złości, jednak dotyk szylkretki, szybko go uspokoił. Nie umiał się gniewać, kiedy ta była przy nim. Popatrzył się w jej zielone zapłakane oczy i przyciągnął ją mocno do piersi. Kotka zaczęła płakać w jego uścisku, a on jedynie świdrował wzrokiem strażniczki, które temu wszystkiemu przyglądały się w zakłopotaniu i lekkim obrzydzeniu.
— Przykro mi, że to wszystko musiało się tak potoczyć… — powiedział cicho głosem pełnym żalu. — Jednak mimo tego, że nie będzie mnie w Klanie Burzy, możesz być pewna, że zawsze przy tobie będę, tylko gdzieś dalej.
Polizał ją ostatni raz po pysku, kiedy do straży podeszła Srebrzysta Równonoc, która musiała szukać swojej siostry. Klatka piersiowa kotki szybko się podnosiła i opadała, a źrenice były zwężone do cieniuteczkich szpileczek. Musiała biec. Jednak na widok Krokusowej Kruchości westchnęła z ulgą.
— Krokusowa Kruchości! Chodź! — zawołała ją siostra. — Mama się martwi o ciebie i zawołałam specjalnie do Łapkowa Wdzięczną Firletkę! Czekają na ciebie.
Krokusowa Kruchość jednak nie chciała odejść. Nawet nie obdarzyła swojej siostry spojrzeniem swoich zielonych oczu, tylko nadal łkając, przytulała się do puchatej kryzy Dzikiego Berberysu. Srebrzysta Równonoc widząc to, wraz ze strażniczkami zsunęły się do dołu, stając naprzeciw więźniowi. Nie wyglądały pewnie, jednak stały z wyczekiwaniem, aż ten odda swoją ukochaną.
Dziki Berberys nie był głupi. Było ich troje, a on jeden. Nie zdołałby z nimi walczyć, szybko by przegrał. Dlatego odsunął łapska, oddając ze swojego objęcia Krokusową Kruchość. Srebrzysta Równonoc szybko zabrała z dołu swoją siostrę i bez żadnego pożegnania wróciły do obozu. Jedynie co ostatnie dostał od Krokusowej Kruchości na pożegnanie, było długie pełne bólu spojrzenie jej hipnotyzujących zielonych oczu.
Zostając znów pod opieką wojowniczek, ułożył się z powrotem na zimnej ziemi. Czuł teraz gniew w stronę Zawodzącego Echa oraz reszty, która zagłosowała, aby ten został wygnany.

***

Na drugi dzień

Obudziło go szturchnięcie w bok. Kiedy tylko otworzył swoje oczy, to przed nim ukazał się Cyklonowe Oko wraz z Dryfującym Fluorytem.
— Pora wstawać, Dziki Berberysie — przywitał go ozięble kremowy wojownik.
Nic nie odpowiadając kocurowi, wstał na swoje cztery łapy, które po nocy były wyjątkowo spięte i zastane. Poranny chłód nie był dla niego aż tak odczuwalny, jak dla owej dwójki, która trzęsła się nieznacznie. Nie to żeby on też się nie trząsł. Był wychłodzony po całej nocy i czuł, jak jest osłabiony. Chyba na dobry początek wygnania i braku dostępu do pomocy medycznej, dostanie gorączki lub innego dziadostwa, które mu uprzykrzy życie.
— Ruszaj, idziemy — pogonił go z powrotem Cyklonowe Oko, a Dryfujący Fluoryt podparł go i pomógł wyjść z dołu.
Postawił łapy na oszronionej trawie. Słońce nawet nie zdążyło pokazać się na nieboskłonie, a przy dołach gdzie byli ulokowani Nieustraszony Chomik i Tańcujące Pierze jeszcze stali strażnicy.
— Czyżbym był pierwszym, na którym dzisiaj zostanie wykonany wyrok?
— A jak myślisz? Niech mają okazję jeszcze trochę pospać skoro taka wola Zawodzącego Echa — odezwała się Dryfujący Fluoryt. — Ruszajmy.
Popchnięty został w kierunku granicy Klanu Wilka oraz Klanu Klifu, a on jedynie co mógł zrobić, to posłusznie pójść w wyznaczonym kierunku.

***

TW: Walka

Po długim marszu został zaprowadzony nad granicę, gdzie przed nim rozpościerał się wielki i ciemny las Klanu Wilka. Jego ogon drgnął niepewnie. Wiedział, że darowano mu życie, jednak Cyklonowe Oko wraz z Dryfującym Fluorytem zaprowadzając go w to miejsce, zesłali go na śmierć z łap Wilczaków. Przecież byli otoczeni przez same terytoria innych klanów, jednak jeśli miałby wybierać, to wolał już, żeby go wysłano wprost na Drogę Grzmotu, by ten mógł lepiej się zastanowić, gdzie chce odejść.
— No? Ruszaj się. Nie będziemy dłużej czekać, aż sam opuścisz terytorium Klanu Burzy — pośpieszył go Cyklonowe Oko.
Strzepnął gniewnie ogonem i syknął na dwójkę, która jeszcze uderzenie serca temu była jego pobratymcami. Zareagowali tym samym. Z bólem serca spojrzał ostatni raz za siebie, gdzie daleko za pagórkami był obóz, w którym smutna spała jego ukochana Krokusowa Kruchość. Przymknął oczy, odrzucając wszystko za sobą i jednym susem znalazł się po drugiej stronie pełnej cieni, paproci, igliwia oraz oszronionego podszycia i ściółki.
Jego serce przyspieszyło i z wahaniem stawiał kolejne kroki, zostawiając tym samym z tyłu Cyklonowe Oko i Dryfujący Fluoryt. Gęsty las sosen i innych iglaków zaczęły coraz gęściej go otaczać, a zapach kotów z Klanu Wilka był całkiem silny, podobnie zresztą, jak na granicy.
Czując, że każde drzewo właśnie go obserwuje, zaczął biec, sprawnie omijając wszystkie przeszkody, które miało do zaoferowanie podszycie. Szum krwi w uszach oraz przyspieszony oddech towarzyszył mu, przez dłuższą chwilę, kiedy biegł w nieznanym mu kierunku, na cudzym terytorium.
— Tam! Tam jest! — nagle za nim usłyszał cudze miauknięcie.
Już jakiś patrol zdążył zauważyć jego obecność. Przyspieszył z całych sił. Biegnąc sprintem, słyszał odgłosy pogoni, która odbywała się za nim. Jednak na ich nieszczęście był dość szybki, przynajmniej przez krótki czas. Do momentu, kiedy nie utraci sił, był bezpieczny od patrolu Wilczaków.
— Goń go, Aksamitny Nosie! Goń!
Odgłosy były coraz dalej. Miał szansę przeżyć! Może kiedy indziej zastanowi się nad prośbą o dołączenie do jakiegoś z klanów, jednak na tę chwilę chciał tylko i wyłącznie przeżyć. Śmierć z pazurów Wilczaków nie wchodziła dzisiaj w grę.
Przed sobą zauważył powalony konar drzewa. Nie był pewien, czy miał na tyle siły, żeby go sprawnie przeskoczyć, jednak dla pewności swojego rozpędu, przyspieszył lekko, aby dobrze się wybić w powietrze. Na jego nieszczęście w momencie, kiedy miał skoczyć, o jego łapę zaplątała się jeden z długich liści paproci. Zamiast znaleźć się po drugiej stronie grubego leżącego drzewa, przekoziołkował i uderzył głową w spróchniałe drewno.
— Gwiazdnicowy Blasku! Wąsatkowy Ruczaju! Upadł! Jest! Szybciej, prędko!
Złapał się łapą za głowę i odwrócił w stronę, z której dochodziły odgłosy pogoni. Teraz nie miał szans uciec, tym bardziej że przed nim wyskoczyła pierwsza członkini wilczego patrolu. Drobna, o kruchej budowie czekoladowa srebrna szylkretka z bielą. Stanął na cztery łapy i wysunął pazury, wiedząc, że zamierza bronić się z całych swoich sił. Do ostatniej kropli krwi. Nie zamierzał ginąć. Nie tutaj. Nie teraz!
— Burzaku! Przekroczyłeś granicę z Klanem Wilka! Co robisz tak w głębi naszego terytorium? — miauknęła ostrzegawczo Aksamitny Nos, jeśli dobrze kojarzył kotkę ze zgromadzeń.
— Powiedz mi coś, czego nie wiem! — warknął.
Nim się obejrzał podbiegły do niego jeszcze dwie kotki. Jedna liliowa szylkretka z krótkim ogonem oraz druga czarna bicolor z jednym dziwnym okiem. Cała trójka była nastroszona i raczej słabymi przeciwniczkami. Ze względu na ich aparycje był w stanie powiedzieć, że mógłby dać sobie z nimi radę.
— Dobra! Która idzie pierwsza na lanie? Nie dam się tak łatwo! Powyrywam wam wąsy! — prychnął, jeżąc się. Był gotów do walki.
Owe przeciwniczki raczej nie było łatwo sprowokować, jednak agresja rodzi agresję.
— Schowaj pazury i poddaj się! Klan Burzy będzie miał poważne problemy — ostrzegła go liliowa szylkretka z krótkim ogonem, jednocześnie powoli podchodząc do niego.
— Nie podchodź, bo posmakujesz moich pazurów! — syknął ostrzegawczo i wzrokiem skupił się na wojowniczce.
Kotka jednak nie reagowała na jego groźby. Nie trzymała się z daleka. Reszta go nie okrążała, tylko syczały na niego groźnie.
— Odejdź! — powtórzył.
Wojowniczka jednak postawiła kolejny duży krok w jego stronę. Dzieliło ich od siebie jedna długość ogona. Była już za blisko. Nie zamierzał testować swojej cierpliwości dalej. Oby tylko jego umiejętności w walce pozwoliły mu wybrnąć z tej sytuacji.
Rzucił się na kotkę z jazgotem i przygwoździł ją do ziemi swoim ciężarem. Nie musiał długo czekać, aż walka z dwoma innymi wojowniczkami się zacznie, gdyż te wiernie ruszyły swojej pobratymczymi na pomoc.
— Gwiazdnicowy Blasku! — zawyły obie.
Starając się obronić, intensywnie drapał, robił uniki i gryzł kotki. Każdą, która zbliżyła się na tyle, żeby jego atak był skuteczny. W powietrzu unosiła się strzępki sierści. A sam czuł na ciele już liczne zadrapania i ugryzienia, których nie mógł uniknąć, skoro walczy aż z trzema kotami. Rany go piekły, a wszyscy wpadli w wir walki.
Przybijając znów do ziemi liliową szylkretkę, poczuł jej pazury na swoim brzuchu, wbijające się kły Aksamitnego Nosa na karku, która starała się go odciągnąć z liliowej szylkretki, a czarna bicolor starała się go ugryźć od boku. Zamachnął się swoim cielskiem i łokciem uderzył kotkę z dziwnym okiem, która upadła niedaleko i złapała się łapką za krwawiący nos.
— Wąsatkowy Ruczaju! — krzyknęła Aksamitny Nos.
Wykorzystując to, że lekka wojowniczka puściła go swoimi kłami, przejechał pazurami po jej boku, jednocześnie zrzucając z barków prosto przed siebie. Nie mając przez chwilę na sobie reszty przeciwniczek, skupił się dobitnie na Gwiazdnicowym Blasku, która wtapiała swoje pazury w jego miękki brzuch. Bolało go to strasznie, dlatego się chwilowo skulił. Liliowa szylkretka wydostała się spod niego, jednak nie na długo, ten pociągnął ją za tylne łapy. Wylądowała na ziemi. Przyciągnął ją bliżej siebie i łapskami przycisnął jej szyję, przyduszając ją. Gwiezdnicowy Blask pluła i wierzgała się desperacko, starając się go z siebie zrzucić.
— I to są te wojowniczki Klanu Wilka?! Jesteście słabe! Jednak kotki nie powinny zostawać u was wojowniczkami, skoro nie umiecie sobie ze mną poradzić! — wrzasnął, w szale plując krwią.
Nie musiał długo czekać na odpowiedź.
— W takim razie zawalcz z kimś podobnych rozmiarów! — warknął rudy kocur, który niczym duch lasu wyskoczył z gęstego podszycia.
Rudy skoczył na niego z pazurami, od razu chwytając go kłami za gardło. Puszczając Gwiazdnicowy Blask, przekoziołkowali się po ziemi, jednocześnie okładając się łapami, drapiąc i gryząc. Dziki Berberys mimo adrenaliny czuł już zmęczenie. Przecież taki kawałek przeszedł, przebiegł i miał już długą część walki za sobą. Nie był w stanie długo walczyć z dorównującym mu umiejętnościami i siłą kotu!
— Dawaj Tygrysia Nocy! Walcz z tym królikojadem! — dopingowała Aksamitny Nos.
— Tylko nie zabijaj go! — dodała Gwiazdnicowy Blask.
Po siłowaniu się dostał mocny cios łapą w jedno oko, które od razu spuchło. Został powalony na ściółkę i przyciśnięty łapami Tygrysiej Nocy. Czuł, jak nie jest w stanie się obrócić i kontynuować walkę. Kocur obezwładnił go, trzymając wielkie łapsko na jego skroni.
— Już koniec tego dobrego, głupi Burzaku! — splunął Tygrysia Noc. — Teraz leziesz przed osobistość Zalotnej Gwiazdy i zobaczymy, czy przeżyjesz za zaatakowanie patrolu i wtargnięcie na terytorium Klanu Wilka!
Dziki Berberys jedynie zacharczał zmęczony, czując, jak jego mięśnie są sflaczałe z wysiłku. Był osłabiony, a ugryzienia i zadrapania straszliwie go piekły. Zresztą teraz, jak rudy wojownik go puści, to nie byłby w stanie uciec. Bolały go nogi. Nie zdołałby daleko pobiec. Pewnie reszta patrolu zdołała szybko odzyskać siły, więc znów by go przechwycono. No i nie znał terytorium…
— Dobrze… — mruknął już potulnie, przymykając powieki z bólu i zmęczenia.
Nic innego już mu nie zostało, niż posłusznie zostać zaprowadzonym przed oblicze Zalotnej Gwiazdy. Miał nadzieję, że zdoła przeżyć i po tłumaczeniach liderka Klanu Wilka nie skaże go na powrót do Klanu Burzy, bądź śmierć z łap jednego z Wilczaków.

<Krokusowa Kruchości? Zobaczymy się na granicy po pewnym czasie>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz