Dziś wyprostowani przyprowadzili ze sobą zupełnie innych osobników ich gatunku. Niby wyglądali tak samo. Cztery łapy, wysocy, długa szyja, dziwne kończyny. Coś jednak było innego.
— Mamo, dlaczego oni tak dziwnie wyglądają? — zamruczała Malutka.
Oczy Luny były okrągłe jak dwa spodki.
— Są już starzy. Przeżyli wiele księżyców.
— A co oni tu robią? — dociekała biała.
Kocicia westchnęła.
— Wybierają jedno z was — odparła poważnie. Nala i Riko się odwrócili, jak gdyby dopiero teraz zaczęli zwracać uwagę na tę konwersację. Powietrze zrobiło się chłodne. Nastała cisza, ale nie ta z rodzaju niezręcznych. Taka, gdy nie wiadomo, co powiedzieć, tlen nie dociera do płuc, bębni w uszach, oczy łzawią, a w gardle jest sucho. Serce bije jak oszalałe, łapy się pocą, czuje się wszystkie emocje jednocześnie. Ekscytację, strach, radość, smutek, tęsknotę, dumę, podniecenie.
— Kogo? — zapytała Nala przez ściśnięte gardło.
Luna wzruszyła ramionami.
— Zapewne nawet oni sami tego nie wiedzą. Myślę, że to zależy wyłącznie od was. Od tego, jak się przed nimi zaprezentujecie. — Mama podeszła bliżej kociąt i przytuliła każde z osobna.
— Przecież jeszcze się nie żegnamy? — miauknęła Malutka drżącym głosem.
Kocica zdecydowanie pokręciła głową.
— Nie, kochana. Dwunożni wyraźnie zakomunikują nam wybór, a pożegnamy się dopiero kilka wschodów słońca później. Wyprostowani będą musieli kupić wybranemu kociątku potrzebne rzeczy.
Malutka nie rozumiała.
— Czy nie mamy już teraz własnych rzeczy? Koloru naszych obróżek? — zapytała zdezorientowana.
— Nie. Wszystkie wasze rzeczy zostają w hodowli, nie licząc wyprawki. Zabierzecie ze sobą obróżkę, karmę i zabawkę.
— Którą? — zapytał Riko, patrząc tęsknie na swoją ulubioną piłeczkę.
— Którą tylko zechcecie.
Malutka pokiwała głową. Jeśli chodziło o nią, wybrałaby pluszowego stworka z długim ogonem. Lubiła z nim spać i się bawić. Mama kazała kociakom ustawić się w kolejce do niej, aby ta mogła każdego wylizać i wyczyścić. Malutka westchnęła, przygotowywując się mentalnie na długie południe zabiegów pielęgnacyjnych.
Musieli przecież wyglądać idealnie. Tylko że to “idealnie” powoli zaczynało ją męczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz