Kurza Łapa, zbierając gałązki, natrafił na granicę z Klanem Klifu. Odłożył ostrożnie swoje znaleziska i postanowił podejść, stąpając po piasku jak ciamajda. W oddali zobaczył jakiegoś kota. Zmrużył kobaltowe oczy i postanowił go zawołać, zupełnie nieświadomy z kim miał do czynienia. Przecież to sojuszniczy klan, prawda?
Kurza Łapa podszedł bliżej, aby się przyjrzeć zbliżającej Klifiaczce. Kiedy nie dzieliło ich zbyt wiele, kocur postanowił... przyjacielsko przekroczyć granicę.
— Dzień dobry, sojuszniczko — miauknął przyjaźnie z małym, nieśmiałym uśmiechem.
Kotka spojrzała w górę na wyższego kocura, a dokładniej na jego twarz.
Gdy tylko przekroczył granice, rzekła ostrzegawczo:
— Ani się waż być na terenie Klanu Klifu! — powiedziała wyraźnie niezadowolona, dodając po chwili: — Nie jesteś u siebie, żeby chodzić, gdzie chcesz! Za granicę, natychmiast…
Słodki uczeń skrzywił się na tony nowo poznanej kocicy. Cofnął się, unosząc brwi w zdziwieniu. Przechylił głowę na bok. Emanował zadziwiającym spokojem.
— Czy teraz możemy rozmawiać? — miauknął cicho, przechodząc na swoją stronę.
— Dobrze — wymamrotała, podejrzliwie mu się przyglądając. — Ale możesz podać mi, chociaż swoje imię? — zapytała, nie spuszczając wzroku.
— Ja... um... — uciekł okiem w bok, wyraźnie zawstydzony. — Nazywam się... Kurza Łapa.
Klanie Gwiazdy, czemu mnie tak nazwano? — pomyślał gorzko, wymawiając to imię.
— Jesteś jeszcze uczniem? Wyglądasz na kogoś około mojego wieku, ja od niedawna jestem wojowniczką! — zaczęła, po czym dumnie wypięła pierś. — Nazywam się Pszczeli Lilak!
— Noo... dopiero, co zostałem uczniem przewodnika — mówił, unikając kontaktu wzrokowego z rozmówczynią. Pazurem u przedniej łapy zaczął robić kółeczka w piasku. W Klanie Burzy traktowano go jeszcze jak kociaka i był jednym z najmniejszych. Czyżby w Klanie Klifu były inne standardy?
— No... a jak tam w Klanie Klifu, Pszczeli Lilaku? — wymamrotał, nie wiedząc w sumie, od czego zacząć. — Czy dobrze się żyje pod rządami Lśniącej Gwiazdy?
— Oczywiście, że tak! Lśniąca Gwiazda dba o klan i jest idealnym przywódcą! — rzekła liliowa, bez zastanowienia z uśmiechem na pysku dumnie wypinając pierś. Pszczeli Lilak bardzo kochała swój klan! — Żałuj, że cię tam nie ma, Kurza Łapo! Obstawiam, że Klan Burzy ma się gorzej.
Kurczak wbił w nią zaskoczone kobaltowe oko. Zmarszczył brwi.
— Zawodząca Gwiazda dobrze sobie radzi — odpowiedział, starając się zachować spokój. — Nie potrzebujemy wywyższać się nad resztą. No, chyba że chcesz sobie wmówić o świetności Lśniącej Gwiazdy, a tak naprawdę jest wielkim tyranem, który sprał wam mózgi — rzekł prowokacyjnie z nerwowym uśmiechem.
— Nie mów tak o Lśniącej Gwieździe, chciałam tylko podzielić się moją radością z tego, jak kwitnie mój klan! — mruknęła Pszczeli Lilak.
— A ty uniżasz naszemu klanowi! Niech się tylko Zawodząca Gwiazda dowie, że sojusznicy z północy przestali szanować Burzaków! — zagroził, podchodząc bliżej.
— Hej, nie widzisz, że nie warto niszczyć sojuszu naszych klanów na temat takich syfów? Musiałeś mnie źle zrozumieć! — stwierdziła nagle i cofnęła się.
Kurza Łapa zmrużył podejrzliwie oczy.
— W takim razie przeproś! — miauknął.
— Przepraszam? Nie chcę wojny? — odpowiedziała zmieszana, odwracając swoje duże oczy od kocura.
Kocur skrzywił się, ale nic więcej nie powiedział. Prychnął i odwrócił się w stronę sterty gałązek, chcąc wrócić do roboty. Klifiaczka nie zrobiła na nim dobrego wrażenia.
Wrócił do piwnicy wyczerpany. Zakasłał i odłożył gałązki na jakąś stertę badyli, zamrugał oczami i zaczął się kręcić po Grocie Pamięci bez celu. Na pytanie siostry o samopoczucie odparł:
— Fatalnie.
Po czym zasnął bez trudu na zimnej kamiennej podłodze. Nie dziwota więc, skąd złapał… pierwsze objawy choroby zwanej biały kaszel. Czyżby epidemia zaczęła rosnąć?
[Event Klanu Burzy: Przeszukiwanie starego obozu.]
[Event Klanu Burzy: zebranie gałęzi na umocnienie przejść pomiędzy jaskiniami.]
<Dzień dobry, sojuszniczko. Mamy piękny dzień, czyż nie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz