⇸◦☽✴︎☾◦⇷
Kilkanaście księżycy temu…
Wiatr muskał kosmyki jej futra. Poruszyła lekko uchem, zwracając je w kierunku Mirtowego Lśnienia.
Oboje siedzieli przed jednym z kopców na cmentarzu Klanu Klifu. Ziemia, nosząca jeszcze ślady łap i wydzielająca charakterystyczny, zatęchły zapach wilgoci, przykrywała ciało Judaszowcowej Gwiazdy.
Śmierć ojca, pomimo jego podeszłego wieku, była dla niej czymś szokującym. Widok rozszarpanego, zakrwawionego ciała, które wojownicy zaciągnęli do obozu, nadal przyprawiał ją o dreszcze. Opuściła spojrzenie. Dlaczego nie mógł odejść w spokoju i wygodzie własnego legowiska, w towarzystwie bliskich? Dlaczego swoje ostatnie tchnienie wydał w szponach drapieżnego ptaka? Dlaczego Pikująca Jaskółka nie sprzeciwiła się mu, nie kazała mu zostać w obozie? Zacisnęła zęby. Momentami żałowała, że nie zgłosiła się do walki; od razu jednak ganiła samą siebie za tak głupie myśli. Co by zdziałała? Wojowniczka o trzech łapach, która męczy się przy biegu na parę długości drzew, naprzeciw mewie, która w swoich szponach umie uśmiercić dorosłego kota? Gdyby znalazła się wtedy na polu walki, zapewne przyniosłaby klanowi jedynie więcej bólu i tragedii.
Przeniosła wzrok z własnych pazurów na nagrobek, a później na wieczorne niebo. Gwiazdy migotały nad horyzontem, układając się w znane, zarówno jej, jak i Blaskowi, wzory; niektóre lśniące jaśniej od innych. Czy jedna z nich należała teraz do Judaszowcowej Gwiazdy? Mrugała, podczas gdy ojciec spoglądał na nich, brnąc wzrokiem przez te wszystkie kłamstwa, które oboje wciskali mu za życia? Co o nich teraz myślał?
Westchnęła. Robiło się późno.
Podniosła się z ziemi i przeciągnęła się. Oczy Mirtowego Lśnienia spoczęły na niej przez parę uderzeń serca, zanim wróciły do wpatrywania się w ciemniejący nieboskłon; wyminęła go, muskając ogonem jego bark, po czym ruszyła w drogę powrotną do obozu.
⇸◦☽✴︎☾◦⇷
Głos Lśniącej Gwiazdy niósł się po obozowisku.
— Klanie Klifu — zaczął, spoglądając na zebrany tłum. — Nasza przyszłość nie jest czymś, co po prostu nadejdzie. To coś, co musimy zbudować… Wspólnie.
Jej brat jednak dopiął swojego. Siedziała teraz przed nim, będąc świadkiem jego sukcesu, jak i nowego początku jego życia.
Od momentu, w którym stanął w obozie i oznajmił śmierć Pikującej Jaskółki, a zarazem jego, zabrany własną łapą, awans na przywódcę Klanu Klifu.
Masz zamiar jedynie ględzić nad tym, że jest prawą łapą ojca… Czy wziąć sprawę we własne łapy?
Nie powinna nigdy nawet w to wątpić.
— Klan Klifu powinien rozrastać się, piąć się ku górze, aż w końcu dosięgnie gwiazd — kontynuował Blask. — Jednak by tak się stało, potrzebuję kogoś, kto mnie wesprze… kogoś, kto nie tylko rozumie tę drogę, ale jest gotów nią podążać bez wahania.
Zamilknął na parę uderzeń serca.
— I tym kimś będzie Truskawkowe Pole.
⇸◦☽✴︎☾◦⇷
Parę księżycy temu...
Nigdy nie udało jej się zrozumieć, czemu tak właściwie jej brat wybrał szylkretkę na zastępcę. Truskawkowe Pole nie wyróżniała się niczym szczególnym, przynajmniej według niej; przeciętne umiejętności, przeciętny wygląd, przeciętny, jak na Klan Klifu, zmienny i wybuchowy charakter… Nawet jej pochodzenie nie malowało interesującego obrazu na tle innych kotów, gdyż nie brakowało u nich wojowników z krwią samotniczą – nawet takich jak Blask, czy nawet ona sama.
Gdy spoglądała na rosnący powoli brzuch zastępczyni i obracającego się wokół niej Lśniącą Gwiazdę, w jej głowie zaczynało powoli układać się wyjaśnienie. Czy jej brat po prostu potrzebował kogoś, kogo będzie mógł owinąć sobie wokół pazura? Kogoś, kto będzie przytakiwał mu łbem w momentach, które tego wymagają, a gdy straci swoją wartość, odsunie go w bok, jak to teraz robił z własną partnerką, zaganiając ją do żłobka?
Nie była pewna, jak teraz ma spoglądać na brata. Jednak, słuchając jego słów, głoszonych znad kamiennej paszczy jego legowiska, wpatrywała się w niego bez większych emocji, z podbródkiem uniesionym do góry.
— Dodatkowo — miauknął jeszcze, po skończeniu jednego ze swoich regularnych przemówień, nim koty zdążyły się oddalić — na czas pobytu mojej zastępczyni, Truskawkowego Pola, w żłobku, chciałbym wyznaczyć kogoś, kto przejmie jej rolę.
Zastrzygła uszyma.
— Obowiązki zastępcy na najbliższe księżyce przejmie Źródlana Łuna.
Wokół niej rozległy się szmery; nie była pewna, czy pełne aprobaty, czy wręcz przeciwnie, sprzeciwu, jednak… Nie skupiała się na nich. Uchyliła wargi, chcąc coś powiedzieć, po czym zrezygnowała z tego pomysłu. Spojrzała Lśniącej Gwieździe w oczy i skinęła głową.
To aż śmieszne, że najbliżej władzy, o którą zawsze po cichu rywalizowała z bratem, gdy Judaszowcowa Gwiazda jeszcze żył, znajdowała się właśnie teraz, tymczasowo, na zastępstwo, z jego łaskawej łapy.
Czy była to przemyślana decyzja, czy jej brat jedynie wymienił pierwszego lepszego kota, na którym spoczął jego wzrok? Czy zrobił to dlatego, by choć na chwilę spełnić jej marzenie, będąc jego świadomym, czy przeciwnie, myślał o bólu, który sprawi jej, odbierając jej później tę rolę?
Gdy tłum rozpłynął się, a koty wróciły do swoich legowisk, poczekała, aż Blask zeskoczy z mównicy i stanie obok. Zwróciła w jego stronę pysk i, zanim sama odwróciła się na pięcie i odeszła, uchyliła wargi.
— Postaram się dorównać Twojej partnerce — mruknęła, spoglądając na niego kątem oka — w jej nieziemskich umiejętnościach przewodzenia grupą.
⇸◦☽✴︎☾◦⇷
Teraźniejszość; jakiś czas temu…
Wieczorne słońce rzucało przez wodospad plamy bladego światła.
— Nie zamierzam ukrywać przed wami prawdy — miauknął Lśniąca Gwiazda. — Królicza Prawda opuścił obozowisko.
Uniosła wzrok na brata.
Mogła się tego spodziewać. Wojownik od momentu, w którym Blask przejął władzę, po podejrzanych okolicznościach zniknięcia Pikującej Jaskółki, po obozie snuł się z niewyraźną miną na pysku. Nawet ona, odczuwając zanik i tak już kończących się czułości “ojca” jej dzieci, które, jak gdyby według umowy, prawie zniknęły z momentem, w którym Szron i Strzępek osiągnęli dorosłość, domyśliła się, że coś jest nie tak. Za każdym razem, gdy popierała w jakikolwiek sposób rządy brata, na pysk Króliczej Prawdy wstępował ten sam zmieszany wyraz.
— Nie znamy jeszcze wszystkich powodów jego decyzji — mówił dalej przywódca. — Być może kierował nim strach. Być może zagubienie. Klan Gwiazdy jeden wie, co dzieje się w sercu kota, który decyduje się odejść od własnego klanu.
Czy znowu zawaliła? Czy presją, która na niego wywierała od dawna, presją kłamania w pysk całemu klanowi, własnej rodzinie, przyczyniła się do jego odejścia? W którym momencie zadecydował, że wymagano od niego za dużo? Kiedy jego dom, już po raz drugi, stał się tylko miejscem, w którym co noc nerwowo zamykał oczy, by następnego dnia ze złością wpatrywać się w poczynania Lśniącej Gwiazdy, gdy nikt nie patrzył?
Z każdym mijającym księżycem czuła się jak coraz gorszy kot. Ta mniej racjonalna, skaczącą do pochopnych myśli część jej serca, krzyczała na nią i waliła pięściami o jej pierś. Czy naprawdę była taka okropna, że nawet kot, który kiedyś był w niej zauroczony, którego zmusiła do udawanego związku, na rzecz dobra jej kociąt… I jej samej; kogo teraz próbowała okłamać. Którego tak naprawdę nie łączyły z nią żadne więzy romantyczne… Postanowił ponownie opuścić Klan Klifu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz