Jak na razie pora nagich drzew nikogo nie rozpieszczała ani Burzaków, ani ich zwierzynę, ani potencjalnych samotników, którzy w poszukiwaniu pożywienia mogli się odważyć, przekroczyć granicę klanu. Niebieskooka, że regularnie wysyłane patrole graniczne zniechęcą potencjalnych intruzów, jednak nie mogła mieć stuprocentowej pewności, że to wystarczy i żaden Burzak nie spotka na swej drodze obcego kota, żyjącego na własną łapę.
Skrzydlata Płomykówka, jak co rano zebrała koty w Grocie Pamięci, lecz tym razem spotkanie to trwało nieco dłużej niż zwykle, gdyż kocica również pytała o postępy prac, by wiedzieć, do czego przydzielać poszczególne koty i na obecny moment wyglądało na to, że większość lżejszych prac została wykonana. Pozostawało jedynie dokończyć wicie posłań dla pobratymców. Może i przymknęłaby oko na pozostały stan prac, gdyby nie fakt, że do tyłu byli ze zbieraniem kamieni i gliny do budowy ścianek w legowisku medyków oraz żłobku.
Bez chwili zwłoki wyznaczyła grupę wojowników, którzy mieli pozyskać kamienie oraz glinę. Sama również postanowiła dołączyć do nich, wierząc, że już jej obecność wystarczy, by zadanie zostało sprawnie wykonane, albo chociaż jego część przed zachodem słońca. W międzyczasie kątem oka dostrzegła Zawodzącą Gwiazdę, który przysłuchiwał się wszystkiemu z boku, zapewne samemu oceniając postępy przy obozie oraz pracę samej Skrzydlatej Płomykówki, jakby chciał się jedynie utwierdzić w tym, że wybierając ją jako swoją zastępczynię, podjął właściwy wybór — i jak dotąd chyba był zadowolony ze swojej decyzji w tej kwestii.
Kiedy tylko wszystko zostało ustalone, zakończyła poranne wyznaczanie zadań, by od razu dołączyć do Opadającego Rumianku, Śnieżycowej Chmury i Słodkiej Dziewanny. Starała się wyznaczać koty, które nie miały żadnych uczniów, by nie odwlekać w czasie szkolenia kolejnych wojowników, choć byłoby miło, gdyby Zawodząca Gwiazda już mianował Gasnącą Łapę z Kameliową i Tojadową Łapą. Byli oni starsi od samej zastępczyni, trochę już przebywali w Klanie Burzy, a nadal posiadali rangę uczniów.
Zanotowała w głowie, by porozmawiać na ich temat z liderem, a następnie ruchem głowy dała znać grupie, by ruszyli za nią. Miała zamiar zdobyć nieco gliny i kamieni, lecz pewnym problem stanowił sam transport pierwszego materiału. W teorii można, by go na jakimś liściu lub kawałku kory przenosić do ustalonego miejsca, jednak w porze, gdy całe tereny pokrywał śnieg, znalezienie czegoś takie było niemałym zadaniem. Może coś w starym obozie się ostało, lecz srebrna uznała, że zrzuci ten problem na kolejne koty, którym wyznaczy zebranie gliny. Z kamieniami było o tyle łatwiej, że mogli zebrać te, które stanowiły pozostałości po pracy minerów lub jakieś pojedyncze sztuki leżące przy wyjściach z każdego tunelu.
Aby praca szła sprawniej, wysłała Opadającego Rumianka do przyszłego centrum obozu, a pozostałe kotki kolejno do tunelu prowadzącego do starego obozu oraz Kamiennego Strażnika. Sama natomiast udała się drogą, która kończyła się pośrodku śnieżnego pustkowia. Miała szczęście, gdyż wystarczyło odgarnąć łapą warstwę białego puchu, by znaleźć pod nim kamienie. Zdecydowała się kolejno przenosić większe z nich, resztę pozostawiając dla innych wojowników oraz uczniów.
Była to ciężka i żmudna praca, lecz kiedy tylko stos kamieni zaczął rosnąć, czuła satysfakcję. Na jej oczach pisał się nowy rozdział w historii klanu i ona mogła być tego częścią. Gdy tylko uznała, że na dziś koniec, odesłała trójkę towarzyszy na posiłek oraz odpoczynek, a sama postanowiła udać się poza podziemia.
Wychodząc na otwarty teren, odetchnęła głęboko, czując, jak chłodne powietrze od razu atakuje jej nieco zgrzane z wysiłku ciało. Przymknęła ślepia, pozwalając, by ta chwila trwała choć trochę dłużej. Cichy świst wiatru docierający do wywiniętych uszu jasno wskazywał na brak jakichkolwiek przeszkód w okolicy — była wręcz rudym punktem pośrodku śnieżnej bieli, na której tle każdy dobrze ją widział. Ona jednak się tym nie przejmowała, gdyż teraz nie potrzebowała kryć się ze swoją obecnością — zwierzyna mogła odetchnąć z ulgą, nie miała już sił nawet podejmować jakiejkolwiek próby złapania czegoś.
Po dłuższej chwili ruszyła przed siebie, nie zwracała uwagi, w jakim kierunku podąża. Była tylko ona, spokój i ciche skrzypienie śniegu pod jej łapami. Było to coś kompletnie innego od tego, co obecnie panowało w powstającym azylu. Tam miała wrażenie, że gdzie się nie obróci, gdzie nie skieruje swoich kroków, to natrafi na choćby jednego wojownika lub ucznia, co dawało poczucie osaczenia z każdej strony.
Nim się obejrzała, dotarła do granicy klanu, a wśród bieli zaczynał się odznaczać czarny pas Drogi Grzmotu. Przystanęła, skanując wzrokiem otoczenie, dopóki nie poczuła na sobie czyjegoś spojrzenia — nie dając tego po sobie poznać, wykonała pierwszy krok w stronę, gdzie uderzenia serca wcześniej dostrzegła niebieskie pręgowane futro. Pewnym chodem zbliżyła się do samotnika, zachowując bezpieczną odległość.
— Czego tu szukasz samotniku, to tereny Klanu Burzy — oznajmiła wprost, uważnie obserwując reakcję obcego w czasie oczekiwania na odpowiedź z jego strony?
<Nieznajomy?>
Event Klanu Burzy:
Zebranie kamieni oraz gliny na budowę ścianek w przyszłym legowisku medyka oraz żłobku
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz