Wraz z pierwszymi słowami burej, zastępczyni skinęła głową i przystąpiła do pracy, którą od wczorajszego dnia wykonywała z młodszą. Uwicie nowych posłań może wydawało się prostym zadaniem, lecz srebrna doskonale się przekonała, że do tego trzeba mieć nieco wprawy oraz zręczności, by każdy element właściwie był połączony z innymi. Przy tak dużej ilości legowisk, jakie trzeba było zbudować, zadanie to zdawało się dość żmudne i monotonne, lecz to właśnie ta powtarzalność pozwalała, choć na chwilę odetchnąć Skrzydlatej Płomykówce. Zapasy trawy, puchu i mchu powoli kurczyły się z kolejnymi wykonanymi przez nich posłaniami, więc srebrna miała nadzieję, że w starym obozie wojownicy znajdą jakieś w miarę nienaruszone pożarem łoża, by każdy Burzak miał własne. A nawet jeśli nie, to że pora nagich drzew okaże się jedynie sroga w pierwszych księżycach i już niedługo zacznie ustępować kolejnemu sezonowi. Najwyżej ruda się poświęci i do tego czasu będzie sypiać na twardej kamiennej posadzce.
Właśnie miała sięgać po kolejną garść trawy, kiedy to łapa Krokus zawisła w połowie ruchu nad stertą mchu. Niebieskooka od razu przerwała wicie kolejnego posłania, nieco zaalarmowana stanem towarzyszki. Krokusowa Kruchość była córką Poczciwego Dziwaczka, mentora Szakłaka. To właśnie od czarnego kocura kiedyś usłyszała, że jego nauczyciel miewał problemy z sercem i to zapewne było przyczyną jego śmierci. Szylkretka zauważając reakcję starszej, od razu zaczęła ją zapewniać, że wszystko w porządku — pomimo tego, srebrna nie była do końca przekonana co do tych słów. Już wystarczająco dużo kotów poległo w ostatnim czasie, kolejna czyjaś śmierć nie była w żadnym stopniu na ich łapę.
»» ———— ⚜ ———— ««
Kolejnego dnia cętkowana, jak w ostatnich dniach, zjawiła się przy zapasach materiałów na posłania, lecz zamiast Krokusowej Kruchości ujrzała Lodówkową Łapę. Widok ten nieco zaniepokoił zastępczynię i nim uczennica zdołała choćby się odwrócić na dźwięk kroków za plecami, Skrzydlata Płomykówka kierowała się do powstającego legowiska medyków. Może i zbyt przejmowała się burą wojowniczką, lecz czuła, że znalazła z nią nić porozumienia, które kiedyś na pewno pomoże wesprzeć rudą w nagłych sytuacjach. W dodatku nie miała zamiaru spędzać kolejnej nocy nad ciałem kogoś bliskiego — choć nawet i tego nie mogła zrobić, gdyż szczątek Sójczego Błękitu nie odnaleziono, więc zastępczyni odbyła czuwanie nad pustą przestrzenią przed sobą, wyobrażając sobie, że mimo wszystko przed nią znajduję się jej matka.
Z boku może i wyglądała dostojnie, spokojnie, przemierzając tunel, do którego przylegały trzy przyszłe legowiska. Jednak było to złudne wrażenie, które kocica mimo wszystko starała się utrzymać, nie mogła pokazać, że jest zaniepokojona czymś, gdyż inni zapewne od razu, by to podłapali i w powstającym obozie zrobiłoby się niepotrzebne zamieszanie. Odkąd została zastępczynią, nie mogła myśleć egoistycznie, musiała brać pod uwagę nie tylko bliskich, ale i cały klan, który potrzebował teraz kogoś silnego i pewnego swych czynów. Zawodząca Gwiazda starał się, jak mógł, więc i ona nie mogła wypaść gorzej.
Najchętniej wparowałaby niczym burza do legowiska medyków, lecz zamiast tego z pewną gracją wkroczyła do środka, próbując odszukać wzrokiem Krokusową Kruchość lub Wdzięczną Firletkę. Dopiero po paru krokach zdecydowała się zawołać główną medyczkę, lecz po chwili zamiast niej ujrzała Łzawą Łapę. Miała do czarno białej raczej neutralne podejście, gdyż nie zdążyła ją na tyle blisko poznać, jednak teraz na jej widok poczuła pewną irytację. Potrzebowała wiedzieć, gdzie jest bura wojowniczka i to od kogoś, kto wiedział o jej stanie. Nie kwestionowała szkolenia córki Echa, lecz wolała pytać od kota, który na pewno zdawał sobie sprawę z problemów zdrowotnych zielonookiej wojowniczki. Poza tym ona sama dzień wcześniej wspomniała, że Wdzięczna Firletka podawała jej zioła.
— Gdzie jest twoja mentorka? — spytała wprost uczennice, nie mając zamiaru bawić się w zbędne grzeczności. Jeśli ta postanowi poskarżyć się medyczce lub ojcu, to zastępczyni miała idealne wyjaśnienie na to.
— A co potrzeba?
— Łzawa Łapo, nie mam obecnie czas na pytania. Jako zastępczyni twojego ojca domagam się odpowiedzi i to w trybie nagłym — odparła, zachowując z zewnątrz stoicki spokój.
— Przed chwilą wyszła — odpowiedziała w końcu młódka. Na tę wiadomość, Skrzydlata Płomykówka nie czekała dłużej i wyszła, nie dając możliwości dodania czegoś jeszcze przez terminatorkę.
Cętkowana od razu skierowała swoje kroki do Groty Pamięci, gdzie dotarła w momencie, gdy Śnieżycowa Chmura głośno mruczała aprobatę dla jakichś kotów. Dopiero na dźwięk imienia poszukiwanej przez niej kotki, przystanęła na uderzenie serce, a następnie ponownie ruszyła w stronę kremowego mentora Milknącej Łapy oraz jego towarzyszki wyprawy.
— Dobra robota, Cyklonowe Oko! Krokusowa Kruchość! — zamruczała Śnieżycowa Chmura, spoglądając na gałęzie, które zostały przyniesione. — Hm. Ale pięknie pachną... to gałęzie iglaków... udaliście się po nie, aż pod samą granicę z Klanem Wilka? No to, czym prędzej musicie coś zjeść i się ogrzać, bo na pewno przemarzliście, udając się tak daleko w teren!
Kolejne słowa kotki sprawiły, że w srebrnej narastała chęć udzielenia srogiej reprymendy burej. Ona tu się zamartwia o jej zdrowie, czy nawet życie, a ona w tym czasie wyruszyła z Cyklonowym Okiem po gałęzie. I to spod samej granicy z Klanem Wilka!
Gdzieś z boku stał Zawodząca Gwiazda w towarzystwie Modliszkowej Ciszy, Małej Bazi i brata zastępczyni, lecz ona sama zbytnio nie przejęła się ich obecnością. Wręcz przeciwnie, skoro Echo był poza swoim legowiskiem, to mogła na spokojnie zabrać zielonooką wojowniczkę na krótką rozmowę.
— Krokusowa Kruchość — zaczęła, zatrzymując się przed szylkretką. — Masz może chwilę? — spytała, a widząc nieco zakłopotane spojrzenie młodszej, dodała: — Weź coś ze stosu po takiej podróży i chodź ze mną.
Po chwili wahania młodsza przystanęła na słowa Skrzydlatej Płomykówki i kiedy tylko wróciła do niej z nieco mizerną nornicą w pysku, niebieskooka ruchem głowy wskazała kierunek, gdzie miały się udać. Przy odbudowie obozu nieco ciężko o ustronne miejsce, lecz jakiś niewielki fragment Groty Pamięci się dla nich znalazł. Cętkowana bez słowa przysiadła pod jedną ze ścian, czekając, aż jej towarzyszka uczyni podobnie.
— Martwiłam się — powiedziała wprost. — Przyszłam do zapasów traw i mchu, by znowu wić z tobą posłania, lecz ciebie nie było. W dodatku wczoraj mówiłaś o bólu serca, a teraz się dowiaduję, że wyszłaś z Cyklonowym Okiem aż pod samą granicę z Wilczakami. Chcę jedynie powiedzieć, byś uważała na siebie i brała pod uwagę swoje zdrowie przy pomocy w budowie obozu.
<Krokus?>
Event Klanu Burzy:
Uwicie nowych posłań z zapasów traw, puchu i mchów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz