Przez ostatnie dnie rozmyślał w ciszy słowa, które wypowiedział swojej ciotce. “Wasza cała święta... nie wiem, szóstka? Śniący Obserwator, Wdzięczna Firletka, Lotosowy Pąk, Cyklonowe Oko, Zawodząca Gwiazda... i ty. I cała ta zgraja kotów pragnących krwi!”. Czy on sam nie pragnął krwi tych, którzy zawinili? Nie chciał wierzyć, że stawał się jednym z nich. Mimo to nie mógł patrzeć na Rudzikowe Skrzydełko, która swoją egzystencją powodowała u własnego syna ból i zawroty głowy. Dlatego, aby o niej w końcu zapomnieć, oddał się pracy. Monotonnej, ale stabilnej. Na ten moment było to jedyne, co go trzymało w kupie oprócz Perłówkowej Łapy. Kotka naprawdę starała się wspierać brata pomimo świadomości, że oboje to przeżywają. Tylko to Kurza Łapa przeżywa na zewnątrz.
Kurza Łapa rzeczywiście więcej czasu spędzał czasu w podziemiach niż na zewnątrz. Czym było właściwie słońce? Odkąd treningi z Białym Strumieniem stały się intensywniejsze, uczeń popsuł sobie zegarek biologiczny. Stawał się przewodnikiem, wmawiał sobie. Tak było, dopóki nie wracał z tuneli nad ranem, a nie wieczorem. Większość tych wycieczek nie była nadzorowana przez mentora czy drugiego przewodnika. Kurza Łapa bardzo nie chciał, aby Śniący Obserwator zastępował za dnia Białego Strumienia. Świadomie cierpiał. Oddalał się od reszty, poświęcając coraz to więcej czasu w tunelach. Nie, żeby narzekał. Kurza Łapa jeszcze nie był świadomy, że ucieczka w tunele przyniesie mu tylko krótkotrwałe ukojenie. Bańka bezpieczeństwa kiedyś pęknie, ale uczeń zdawał się to ignorować na razie. Jednak… co potem? Jeszcze tego nie wiedział.
Dowie się wkrótce.
Przy zamiataniu korytarzy nie było większych problemów. Kurza Łapa czuł na sobie czyjś wzrok, jednak za każdym razem nie mógł znaleźć żadnego dowodu, że ktoś z kotów go obserwował. Czasem szuranie po ziemi, czasem… dziwne odgłosy dobiegające z tunelu. Kurza Łapa postanowił to zbadać o wiele wcześniej, ale te przerażające dźwięki kazały mu zawracać, biec w stronę wyjścia; a więc uczeń przewodnika jeszcze nie zbadał całej sytuacji. Może to tylko były halucynacje? Miał bujną wyobraźnię i tak bogatą, że w pewnych momentach aż sam siebie przerażał i straszył niepotrzebnie, nakręcając w dodatku.
Po wysprzątaniu wnęk korytarzy Kurza Łapa uciekł z tego mrocznego miejsca i odetchnął z ulgą. Położył się i zaczął pielęgnować dół. Co tam właściwie mogło się kryć? Jeśli nie kot, to…
Z myśli wyrwało go nawoływanie Milknącej Łapy. Uczeń przewodnika poderwał się zmęczony i z miną zabójcy podreptał do syna Echa.
— Co się dzieje? — mruknął, piorunując go kobaltowym okiem.
[Event Klan Burzy: zamiecenie wnęk i korytarzy]
<Synu przywódcy… ciekawe, co mi takiego mądrego powiesz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz