*Przed powrotem lidera*
Jego zamyślenie zostało przerwane przez Słonkową Łapę, która stanęła przed nim i... I nic. Stanęła jak słup soli, jakby nagle odebrało jej język i umiejętność chodzenia. Wyglądała trochę tak, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie mogła. I Migot musiał przyznać, że wyglądało to komicznie.
– Czego chcesz wrażliwcu? – zapytał, jednak kotka dalej się nie odezwała. Zamroziło ją? – Boisz się, czy ci język urwało? – zaśmiał się. Słonka dalej stała w tym samym miejscu. Wyglądała tak, jakby chciała zapaść się pod ziemię. Ale zamiast tego dalej bawiła się w rzeźbę.
– Odczep się przybłędo, co się tak gapisz? – powiedział, już lekko zirytowany tą ciągłą obecnością kotki.
– Jest mi przykro przez to, co się stało... – wydusiła z siebie w końcu Słonka. Migot wlepił w nią wściekłe spojrzenie.
– Nie potrzebuję współczucia – warknął. – A w szczególności nie od ciebie – wycedził szorstko, dając nacisk na ostatnie słowo. Chwilę po tym wstał i napięcie odszedł z dala od kotki.
Nie chciał jej pomocy. Nie chciał niczyjej pomocy. A co ważniejsze – nie potrzebował jej. A każda sugestia czegoś innego wywoływała w nim wściekłość.
***
*Po powrocie lidera*
Lśniąca Gwiazda wrócił do obozu z trójką obcych kociąt. Wszyscy byli żywi, a powód zniknięcia lidera dalej pozostawał tajemnicą. To wywoływało tylko więcej plotek w Klanie Klifu, dotyczących całej tej sytuacji. Po co Lśniąca Gwiazda zniknął? Skąd miał trójkę kociąt? Czy to wszystko było zaplanowane?
Migoczący Nieboskłon siedział przed legowiskiem wojowników. Jego ogon nerwowo drgał, a wzrok co jakiś czas przelatywał po całym obozie.
Powrót lidera wraz z towarzystwem zaniepokoił go. Czuł się tak, jakby ktoś go zastępował, chociaż doskonale wiedział, że to nie prawda. Lśniąca Gwiazda tylko myślał o tym, co najlepsze dla klanu. Nowi członkowie zawsze byli potrzebni, nie oznaczało to od razu wymiany tych starych, prawda? W końcu ci, którzy byli w klanie od początku na pewno byli bardziej lojalni od tych, którzy zostali do tego klanu sprowadzeni. Oni zawsze mogli się wyłamać. A zadaniem inny było przytrzymanie ich w społeczności, poprzez odpowiednią naukę i traktowanie. Nowi musieli wiedzieć, że Klan Klifu to ich dom. A Migoczący Nieboskłon chciał im to pokazać, opowiadając młodym o kodeksie wojownika. Chciał się wykazać wiedzą, czegoś nauczyć tych samotników, ale również udowodnić przed sobą, że jest lepszy od nich i nie mają jak go zastąpić.
Z małą zdobyczą ruszył do kociarni, pewnym krokiem i z uniesioną wysoko głową. Chciał odpowiednio się zaprezentować i już na starcie wzbudzić wśród młodych szacunek. Przecież odwiedzał ich on! Migoczący Nieboskłon, syn lidera i byłej zastępczyni oraz jeden z najlepszych wojowników w klanie!
Po wejściu przywitał się z Morświniową Płetwą, zostawiając jej mały podarek, w postaci posiłku. Następnie bez chwili zwłoki rozejrzał się w poszukiwaniu trójki kociąt, których znaleźć wcale nie było trudno, ponieważ każde z nich było w dużej części jasnego umaszczenia, zdecydowanie rzucającego się w oczy. Dwa kocurki i jedna kotka na jego widok przerwali zabawę, jakby zaciekawieni, kto ich odwiedził.
– Witajcie, nazywam się Migoczący Nieboskłon – przedstawił się niebieski i usiadł na ziemi. – Jestem jednym z lepszych wojowników Klanu Klifu – pochwalił się z uśmiechem.
– Naprawdę? – zapytała ruda kotka, a jej oczy lekko się rozjaśniły.
– Naprawdę! A chcecie wiedzieć, jak udało mi się to zrobić? – zadał pytanie, po którym cała trójka pokiwała głowami. No, taką widownię można mieć! Nie jak te pokraki, z którymi musiał dzielić legowisko uczniów. – Jest to zasługa głównie mojej ciężkiej pracy, doskonałych nauk mojego mentora, ale także kodeksu wojownika – wytłumaczył. – Kodeks wojownika jest szczególnie ważny dla nas, klanowych kotów, ponieważ mówi nam, jak należy postępować.
– Nauczymy się go?
– Oczywiście. Każdy musi go znać. Dzięki niemu możemy zachowywać się z odpowiednim honorem, nawet podczas walki z przeciwnikiem – tłumaczył dalej, obserwując przy tym na ile kociaki rzeczywiście go słuchają.
***
Opowiadanie nie zajęło mu długo. On sam nie chciał zbyt dużo czasu spędzać w żłobku, miał lepsze rzeczy do roboty niż zabawy z młodymi, jednak wiedział, że takie rozmowy z nimi mogły pozytywnie przyczyniać się do rozwoju klanowej społeczności. Zdecydowanie potrzebowali więcej kotów lojalnych i honorowych, znających kodeks wojownika. To było podstawą klanu, więc warto było przekazywać te wiadomości młodszym pokoleniom. Im szybciej, tym lepiej.
Żołądź, Kaczorek i Komosa wydawali się zrozumieć coś z opowieści kocura, dlatego on, bez większego przedłużania, wstał i skierował się w stronę wyjścia. Chciał już wrócić do swoich zajęć. Już miał wychodzić z legowiska, gdy na jego drodze stanęła dobrze znana kamienna rzeźba – Słonka.
<Słonka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz