Nie oznaczało to jednak, że wyruszyłem poza obóz wyłącznie po to, by urządzić sobie kolejną wyprawę w poszukiwaniu ozdób. Tym razem miałem znacznie poważniejszy cel. Przynajmniej w moim własnym mniemaniu. Od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie, żeby samodzielnie przejść się wzdłuż lasu graniczącego z Owocowym Lasem. Chciałem sprawdzić, czy potrafię rozpoznawać zapachy sąsiedniego klanu, dostrzegać ślady i zachowywać się tak, jak robią to doświadczeni wojownicy. Przede wszystkim jednak chciałem być choć trochę podobny do taty.
Nocny Śpiewak zawsze wydawał mi się kotem, który wiedział, co robi. Podziwiałem go za siłę, pewność siebie i to, że potrafił odnaleźć się w różnych sytuacjach. Czasami zastanawiałem się, czy kiedyś uda mi się dorównać mu, choć w połowie. Na razie wciąż zdarzało mi się zapominać o celu polowania, kiedy zauważyłem coś interesującego, ale przecież od czegoś trzeba było zacząć! Jeśli chciałem kiedyś zostać naprawdę dobrym wojownikiem, musiałem nauczyć się samodzielności.
Właśnie z takim postanowieniem ruszyłem w stronę granicy. Starałem się iść spokojnie, nie rozglądając się na wszystkie strony bez wyraźnego powodu. Co jakiś czas przystawałem, unosiłem pysk i próbowałem wychwycić znajome zapachy. Powietrze Pory Nowych Liści było pełne różnych woni, przez co nie zawsze potrafiłem od razu oddzielić jedną od drugiej. Mimo to nie zamierzałem się poddawać. Każdy taki spacer był okazją do nauki, nawet jeśli nie miałem obok siebie mentora, który mógłby od razu poprawić wszystkie moje błędy.
W pewnym momencie dotarłem do miejsca, z którego dobrze widziałem fragment granicy. Zatrzymałem się przy jednym z drzew i rozejrzałem po okolicy. Na ziemi leżały jeszcze resztki zeszłorocznych liści, ale pomiędzy nimi pojawiały się już świeże rośliny. Jedna z nich miała drobne, niebieskawe kwiaty. Przez krótką chwilę zastanawiałem się, czy nie podejść bliżej, żeby się im przyjrzeć, jednak ostatecznie powstrzymałem tę pokusę. Nie chciałem przecież powtarzać historii Pory Opadających Liści, kiedy polowanie niemal całkowicie zeszło na dalszy plan przez moje zainteresowanie roślinami. Byłem z siebie całkiem dumny, dopóki nie usłyszałem szelestu po drugiej stronie pobliskich krzewów.
Natychmiast uniosłem głowę. Moje uszy skierowały się w stronę dźwięku, a ogon znieruchomiał za mną. Przez chwilę próbowałem rozpoznać, co mogło go wywołać. Mógł to być jakiś niewielki zwierzak, ale równie dobrze inny kot. Zapach Owocowego Lasu był tutaj wyraźny, więc nie powinienem był wykluczać tej drugiej możliwości.
Przybrałem możliwie najbardziej poważny wyraz pyska. Chciałem wyglądać na kogoś, kto doskonale panował nad sytuacją, a nie na ucznia, który właśnie zastanawia się, czy powinien się schować, czy może jednak zostać na miejscu. Przecież tata na pewno nie chowałby się za krzakiem przed pierwszym lepszym szelestem!
Po chwili zza roślinności wyłoniła się kotka. Jej wygląd od razu przyciągnął moją uwagę. Miała półdługie, niebieskie futro z ciemniejszymi pręgami i jaśniejszymi partiami na uszach, ogonie oraz środku pyska. Jej żółte oczy wyglądały na znudzone, a pysk wykrzywiał grymas, który trudno byłoby pomylić z prawdziwym uśmiechem. Była smukła i niezbyt wysoka, ale coś w jej spojrzeniu sprawiało, że nie miałem ochoty pochopnie uznawać jej za kogoś, kogo można lekceważyć. Przy jednym z uszu miała ozdobę, co natychmiast wzbudziło moje zainteresowanie.
Przez moment przyglądałem się jej w milczeniu, próbując przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek wcześniej ją widziałem. Jej zapach wskazywał na Owocowy Las, ale nie znałem jej imienia ani rangi. Wiedziałem tylko, że spotkanie kogoś z sąsiedniego klanu na granicy nie było niczym szczególnie niezwykłym. W końcu nasze terytoria gdzieś musiały się ze sobą stykać.
Już miałem odezwać się pierwszy, kiedy dostrzegłem coś jeszcze. W jej futrze znajdowały się drobne ozdoby, a przynajmniej tak mi się wydawało. Przyjrzałem się im uważniej, a moje uszy natychmiast stanęły na sztorc. Czyżby ona również lubiła zbierać takie rzeczy?
— Hej! — zawołałem, unosząc łapę w przyjaznym geście. — Jestem Skowronkowa Łapa, z Klanu Wilka!
Dopiero po chwili przypomniałem sobie, że powinienem zachować odrobinę ostrożności. Znajdowaliśmy się przecież przy granicy, a ja nie chciałem sprawiać wrażenia, jakbym zupełnie zapomniał o celu swojej wyprawy. Wyprostowałem się więc nieco, starając się nadać swojej postawie więcej powagi, choć podejrzewałem, że mój entuzjazm i tak był aż nazbyt widoczny.
— A ty jesteś z Owocowego Lasu, prawda? — dodałem, zerkając na nią pytająco.
Nie czekając zbyt długo, przesunąłem się odrobinę, żeby lepiej widzieć jej ozdobę przy uchu. Sam wciąż nosiłem swoje pióra i zasuszone liście, które przymocowałem do futra jeszcze pod koniec poprzedniej pory. Nie wyglądały już tak świeżo, jak dawniej, ale nie zamierzałem się ich pozbywać. Wraz z nadejściem Pory Nowych Liści miałem nadzieję znaleźć nowe okazy i w końcu wymienić część starych dekoracji na coś równie interesującego.
— Fajną masz ozdobę — powiedziałem szczerze, po czym odruchowo zerknąłem na własny kark. — Ja też takie zbieram! No, może nie dokładnie takie, ale pióra, kwiaty i różne liście. Ostatnio nie było zbyt wielu ciekawych rzeczy, bo wszystko zamarzło, ale teraz znowu zaczyna się robić interesująco.
Poruszyłem ogonem, prezentując jej kilka piór, które wciąż trzymały się przy jego nasadzie. Część z nich była już nieco zniszczona, a jeden z liści stracił niemal cały kolor, jednak w moich oczach nadal miały swoją wartość. Każdy z nich przypominał mi o chwili, w której go znalazłem, a poza tym naprawdę lubiłem mieć przy sobie coś, co samodzielnie przygotowałem.
— Te zrobiłem jeszcze Porą Opadających Liści. Przyczepiłem je żywicą i płynem z mlecza. Trochę się namęczyłem, zanim wreszcie przestały odpadać, ale chyba było warto! — oznajmiłem z wyraźną dumą.
Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie opowiedzieć jej również o tym, jak podczas jednej z prób przykleiłem sobie pióro w zupełnie niewłaściwym miejscu. Ostatecznie uznałem jednak, że nie muszę zdradzać od razu wszystkich szczegółów. Nie chciałem przecież, żeby pomyślała, że jestem jakimś niezdarą.
Przeniosłem wzrok na kotkę, próbując odgadnąć, co o mnie sądziła. Jej mina wcale mi tego nie ułatwiała. Wyglądała na kogoś, kto mógłby równie dobrze odpowiedzieć mi czymś miłym, jak i kazać mi się zamknąć. Nie zamierzałem jednak z góry zakładać, że mnie nie polubi. W końcu nie każdy kot musiał chodzić z uśmiechem na pysku, żeby dało się z nim porozmawiać.
— Jak masz na imię? — zapytałem, przechylając głowę na bok. — I sama zrobiłaś tę ozdobę? Czy znalazłaś ją już gotową?
Zaraz potem przypomniałem sobie, że nie powinienem chyba aż tak bardzo rozpraszać się rozmową, skoro miałem sprawdzić granicę. Zerknąłem więc na oznaczenia terytorium, a następnie z powrotem na nieznajomą. Nie wyglądało na to, żeby działo się tutaj coś niepokojącego, a skoro już na siebie trafiliśmy, nie widziałem powodu, by od razu kończyć spotkanie.
— Właściwie miałem przejść się kawałek wzdłuż granicy leśnej — wyjaśniłem, starając się brzmieć odpowiedzialnie. — Chciałem trochę poćwiczyć obserwowanie terenu. Kiedyś będę wojownikiem, więc muszę umieć takie rzeczy, prawda?
Uniosłem dumnie głowę, zadowolony z własnego wyjaśnienia. Nie wspomniałem, że nikt nie wysłał mnie tutaj z oficjalnym zadaniem. Nie chciałem kłamać, ale nie czułem też potrzeby opowiadania o wszystkim od pierwszej chwili. Poza tym naprawdę uważałem, że ćwiczenie samodzielności było ważne.
Wiatr Pory Nowych Liści poruszył moim futrem, a pióra przy karku zadrżały delikatnie. Zerknąłem na nie kątem oka, upewniając się, że żadne nie postanowiło odpaść akurat w obecności nowo poznanej kotki. Nie byłoby to najlepsze pierwsze wrażenie.
— W każdym razie, skoro już się spotkaliśmy, to chyba możemy chwilę pogadać — stwierdziłem z lekkim uśmiechem. — Chyba że jesteś zajęta. Nie chcę ci przeszkadzać.
Pozostałem po swojej stronie granicy, czekając na jej odpowiedź. Byłem ciekaw, kim była ta niebieska kotka i czy rzeczywiście podzielała moje zainteresowanie ozdobami. Może uda mi się dowiedzieć czegoś nowego, a może rozmowa skończy się szybciej, niż zdążę wymyślić kolejne pytanie. Tak czy inaczej, spotkanie z kimś z Owocowego Lasu było czymś, czego nie planowałem podczas tej wyprawy. A przecież właśnie takie niespodziewane rzeczy często okazywały się najciekawsze.
<Mordor? Dziwne imię…>
[1313 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz