*Przed śmiercią Przepiórczej Wichury*
Migoczący Nieboskłon nie ukrywał, że nie popierał decyzji brata. Uważał to za kompletną stratę czasu a tym bardziej zawiedzenie całego klanu. W końcu starczy im tych całych medyków i protektorów, wojowników nigdy nie jest za dużo. Oni są potrzebni, nie jak ta reszta.
W dodatku Firmament zaczął dzielić legowisko z Ćmią Łapą, która nagle stała się Ćmim Lotem. Gorzej już naprawdę być nie mogło i Migot szczerze współczuł nowemu "medykowi" takiego towarzystwa. I pewnie tego okropnego zapachu! Kto normalny chciałby tarzać się na co dzień w mysiej żółci i reszcie tego paskudztwa? Nikt. A to dużo świadczyło o medykach i, na nieszczęście, Firmamentowej Łapie, który z własnej woli wylądował w tak okropnym miejscu.
Wmaszerował do obozu, dumnie niosąc w pysku złapaną mysz. Za nim, jak w szeregu, Cicha Łapa, Krabowa Łapa i Focza Fala, co sprawiało mu jeszcze więcej satysfakcji. Wyglądało to tak, jakby już miał nad nimi władze. Jakby był szanowanym przywódcą, dokładnie jak jego ojciec. I chociaż rzeczywistość była trochę inna, nikt nie musiał się w to zagłębiać. Najważniejsze było to, że wszyscy widzieli w nim kogoś wspaniałego!
Ruszył w stronę stosu ze zwierzyną, jednak po drodze zatrzymała go znajoma kupa futra, z którą to dawno nie rozmawiał. Po jej zachowaniu Migot mógł stwierdzić, że coś było na rzeczy, jednak nie obchodziło go to. Wolał zająć się swoimi sprawami niż słuchać o "problemach" najniższej wojowniczki w klanie. Warto zauważyć, że wojowniczki, ponieważ niższy od niej był tylko Serdeczna Naparstnica — protektor w Klanie Klifu.
— Witam Migoczący Nieboskłonie! Wiedziałeś, co zrobił na drogie gwiazdy twój ojciec? – zaczęła kotka, nie dając nawet niebieskiemu dojść do głosu. – Zdradził nasz przepiękny niczym nocne niebo klan! Te kocięta, które przyniósł to podobno twoje rodzeństwo! I to nawet nie przyrodnie! Nie wątpię w to, są zbyt podobni do niego! Żołądź definitywnie ma po nim ślepia! — rzekła szybko, po czym dodała, dalej nie czekając na jego reakcje. — Straszne to czasy Migoczący Nieboskłonie… Biedni ty i twoje rodzeństwo, zwłaszcza te najmłodsze… Maluchy mają samotniczą krew po tej głupiej kotce! Mam nadzieje, że gdy ty zostaniesz zastępcą i w końcu przywódcą nie będzie w tym klanie takiego bałaganu! Prawda? Możesz mi to obiecać?
Lawina słów zalała kocura, który tylko wpatrywał się w Lilak w osłupieniu. Nie pojmował, o czym ona mówiła. Nawet część o jego przyszłym przywództwie w pełni do niego nie dotarła. Skupił się na głównym przesłaniu. Przecież jak jego ojciec mógłby zdradzić klan? To było niedorzeczne.
– Co? – wydusił z siebie w końcu i odłożył mysz na ziemię. – O czym ty bredzisz? – zapytał, nie szczędząc sobie ostrego tonu.
– O twoim ojcu Migoczący Nieboskłonie. Podobno znów wdał się w romans z twoją matką! Możesz w to uwierzyć?
– Jak to mój ojciec? Pomyśl może co mówisz, przecież to sam przywódca! – przypomniał jej ostro. – Jak śmiesz wymyślać sobie coś... takiego?
– Przepraszam, ale nie wymyśliłam sobie tego. Spójrz tylko na nich! – powiedziała Lilak i wskazała ogonem trójkę kociaków, siedzących obok żłobka. – Jest mi bardzo przykro z tego powodu, ale mówią już o tym wszyscy – oznajmiła.
Momentalnie zrobiło mu się niedobrze. Cały spokój, którego w mniejszym lub większym stopniu doświadczył po powrocie Lśniącej Gwiazdy, poszedł w niepamięć. Czuł jak żołądek wręcz skręca mu w drugą stronę, wywołując to nieprzyjemne uczucie. Dopiero po chwili przełknął spokojnie ślinę i sam spojrzał na trójkę maluchów w żłobku. Nie widział w nich podobieństwa do swojego ojca. Tym bardziej do siebie i Firmamentowej Łapy. Jasne, dwójka z nich była ruda, wszyscy zdecydowanie mieli więcej białego w futrze, jednak nie oznaczało to jeszcze nic poważnego. Nie było dowodów. A nawet jeśli, to było nieprawdopodobne. Jego matka uciekła. Zostawiła dwójkę swoich dzieci i Klan Klifu. Nie było możliwości, by zrobiła coś takiego! A nawet jeśli, nie mieli po co. Przecież mieli już dwójkę dzieci. Nie mogli ich tak po prostu zastąpić!
– Nie odzywaj się w taki sposób na temat mojej rodziny – warknął w końcu, ewidentnie zirytowany całą tą sytuacją. – Wara ci od naszych spraw. A nawet jeśli nie podoba ci się postawa mojej matki, nie masz prawa jej obrażać – powiedział, chociaż doskonale wiedział, że Truskawkowe Pole kochał tylko z formalności. Nie żywił do niej jakiś większych uczuć, mimo tego, że była to jego matka. Jednak Pszczeli Lilak nie musiała o tym wiedzieć.
– Ale Migoczący Nieboskłonie...
– Skąd ci w ogóle takie rzeczy przyszły do głowy? – zapytał, przerywając kotce.
– Usłyszałam... – wydukała wojowniczka.
– Od kogo?
– Coś chyba wspominał na początku Agatówkowy Cień, jednak nie mam pewności – wyznała Lilak. – Klanie Gwiazdy... Do czego to dochodzi, że lider zdradza własny klan?
– Wiesz co? Powiem ci coś na temat Klanu Gwiazdy – odezwał się Migoczący Nieboskłon. – To nasi przodkowie na Srebrnej Skórze. Patrzą na nas i nad nami czuwają. To dzięki nim świat jest w harmonii, ponieważ Klan Gwiazdy czuwa i chce dla nas jak najlepiej. Wspierają oni nasze klanowe życie, między innymi dając przywódcą 9 żyć – wyjaśnił, wpatrując się gdzieś w dal. Następnie przeniósł wzrok na Lilak i spojrzał prosto na nią. – Klan Gwiazdy przekazuje nam mądrości, których trzymają się wszyscy lojalni i honorowi wojownicy. A wśród nich jest Lśniąca Gwiazda, który nigdy by nie zdradził Klanu Klifu – warknął, chcąc postawić na swoim. – Ta plotka to jakaś bzdura! – krzyknął.
– Ależ to prawda! To straszne, ale to prawda. Musicie być teraz silni, zwłaszcza ty i Firmamentowa Łapa, dla swojego młodszego rodzeństwa – ciągnęła dalej Lilak.
– To nie jest moje rodzeństwo – powiedział stanowczo Migot.
– Jakbyś chciał pogadać, to jestem dla ciebie.
– Ale ja nie potrzebuję twojej pomocy! – syknął. – Przecież to ty wymyślasz niestworzone historię! Ty i ten cały Agatówkowy Cień – imię to wypowiedział z małym obrzydzeniem. – Jak on śmie rozpowiadać takie rzeczy... – wycedził przez zęby i odwrócił się od Pszczelego Lilaku. Nie miał zamiaru dłużej prowadzić tej rozmowy. Przecież to były jakieś brednie! Brzmiało to tak, jakby ta trójka kociąt zajęła miejsce jego i Firmamentu. Jakby jego najgorsze koszmary i lęki właśnie zaczęły się spełniać na nowo. A to nie mogła być prawda.
<Ty kłamco?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz