Przeszłość, wspomnienia z ataku wydr z 12.09.2026r.
Ulewny Szkwał śnił, jak jego córki zostają namiestnikami, a Kokoszka krzyczy.
— Tato! Tato! — Szkwał płakał z radości, chcąc powiedzieć, "tak córeczko, widzę cię", ale nagle wołanie zaczęło brzmieć tak rzeczywiście, że Szkwała wybudziło. Ten krzyk był intensywny, może za bardzo przeżywał ten sen? Że wydawało mu się to realne? Niebieski fińczyk wyszedł z legowiska wojowników, widząc Kokoszkę, od razu dobiegł do niej.
— Córeczko, czemu nie jesteś u boku swojej matki, Świteziankowego Jeziora? Coś się stało? — spytał liliową córeczkę.
Malutka koteczka podbiegła i przytuliła jego wielką łapę. Po chwili jednak oderwała się, uszy jej się ruszyły, następnie odsunęła się i wskazała fińczykowi źródło szelestu.
—Tam ktoś był — miauknęła.
— Obserwowali nas! — dodała liliowa kotka — Myślałam, że to ty... — mruknęła ciszej do niego.
Zaraz po tym obróciła się w kierunku wyjścia. Coś ją zaniepokoiło i szybko zbliżyła się do niego bardziej niż przedtem.
— Nie martw się kochanie, ja to ogarnę, a ty wracaj do żłobka — spuścił chwilę z niej wzrok i zauważył cztery pary łap.
— Niezwłocznie — powiedział już stanowczo, jeżąc się w stronę czegoś nieznanego.
Coś, co chodziło na czterech łapach, ruszyło w ich stronę, trudno było na początku stwierdzić co to, bo był sam środek nocy, gdzie ciemność ogarniała cały obóz i ledwo co było widoczne. Następnie zrobił się w kilka bić serc chaos, bo okazało się, że to była jedna wydra i jeszcze jakimś cudem słyszał z tyłu, że doszła druga a może i trzecia?
Kocur był zdezorientowany, było zbyt dużo drapieżników, dwaj weszły do żłobka, a jeden był na środku obozu. Kokoszka gryzła wydrę, która popchnęła Lulkowe Ziele, był wkurzony tym, jak jego córka jest lekko myślna i wgryzł się w wydrę. Chciał, tylko żeby jego córka puściła te zwierze i zwiewało do żłobka. Większa wydra wrzasnęła z bólem, czując zęby niebieskiego kocura na sobie, drapieżnik, otrząsając się chwilowo, spostrzegł kocie, które chwilę wcześniej próbowało ją zaatakować. Ryknęła, chwytając za delikatne ciałko. Przy pierwszym pociągnięciu rozbrzmiał dźwięk pękających tkanek. Podrzucona kotka uderzyła w ziemię, a wydra ponownie chwyciła ja w swoje kły, tym razem za ogon. Niestety, chwyt był za mocny. Kość pękła, a maluch sturlał się w głąb żłobka. Mniejsza wydra wykorzystała, że Szkwał był skupiony na większej wydrze, to skaleczyła jego bark.
Atakował osobnika mimo tego, chciał, żeby Kokoszka to wykorzystała, żeby uciec. Niestety nie zrobiła tego i był świadkiem, jak jego mała córeczka zostaje kaleką, Szkwał doznał szoku dlaczego? Próbował mniejszą wydrę, która siedziała na jego braku tak skrzywdzić, że więcej świata nie ujrzy. Syczał gniewnie, a jego instynkt rodzicielski przejął nad nim panowanie.
***
Przyszłość, po ataku wydr
Sytuacja się uspokoiła, choć tego dnia stracili Kijankowe Moczary, dodatkowo jeszcze jakaś banda samotników wdarła im się do obozu. Jeden nazywający się Dryfująca Bulwa, po złożeniu zeznań, odszedł z ich terenu, a ten kremowy umarł, odbierając przy tym jedno życie Mandarynkowej Gwieździe. Chciał się udać do żłobka, bo już Kokoszka wróciła z lecznicy, miała na sobie pełno opatrunków, najwięcej na ogonie i w miejscu, gdzie nie miała jednej łapy. Stąpał niepewnie w jej kierunku, lecz chwilę się zatrzymał, przypominając sobie, jak wydra z łatwością wyrwała jej kluczowe kończyny do funkcjonowania, a krew z tych miejsc sączyła się jak szalona. Niby miał nadzieję, że gdy zabierze kociaki od Liliowej Pieśni, zaznają lepszego życia z innymi kotami, że zdobędą nowe znajomości wśród nieczekoladowych kociąt, sam nie umiał poprzedniego dnia tego zrealizować do końca, gdyby Liliowa Pieśń wyszła z wyspy więźniów i to zobaczyła, udusiłaby go na środku obozu. Otrząsnął się z tego i wszedł do żłobka, większość kociaków bawiła się ze sobą, a Liliowe ciałko leżało skulone przy Świteziankowym Jeziorze.
— Czy Kokoszka śpi? — spytał, podchodząc do królowej, Świtezianka spoglądała na kocię, nie utrzymując z nim kontaktu wzrokowego.
— Nie śpi, tylko jest wstrząśnięta po poprzedniej nocy — królowa polizała kocięce plecy i zabrała ogon od Kokoszki, którym wcześniej ją okrywała, by ojciec kocięcia widział ją lepiej. Ulewny Szkwał przełknął ślinę i zrobił parę kroków do kociaka, pochylając głowę, by lepiej widzieć jej opatrunki.
— Jak się czujesz córeczko? — szepnął do liliowej koteczki, która była obrócona w stronę brzucha Świteziankowego Jeziora.
[Kokoszko, jak się czujesz po stracie kończyn?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz