Przed śmiercią Przepiórczej Wichury
Źródlana Łuna nie ociągała się z wysyłaniem Tańcującej Słonki na patrole, gdy tylko ta otrzymała rangę wojowniczki. Już dzień po mianowaniu szylkretka została wyznaczona do porannego patrolu granicznego. Z początku nie przywiązywała do tego większej wagi, lecz gdy dowiedziała się, że weźmie w nim udział również Cicha Łapa, jej serce zabiło szybciej. Tym bardziej że Złamana Łapa miał nie uczestniczyć w patrolu, co oznaczało, że szylkretka będzie mogła porozmawiać z biało-liliowym, nie obawiając się, że czarnofutry znowu się obrazi.
Czy czuła się z tym źle? Ależ oczywiście. Nie marzyła o niczym innym jak tylko o zamienieniu z Cichą Łapą kilku słów. Był taki miły i przyjazny, że Słonkę naturalnie do niego ciągnęło. Wiedziała jednak, że uczeń jest najlepszym przyjacielem Złamanej Łapy i że… być może czarnofutry coś do niego czuje. Szylkretka nie chciała mu go odbierać. Ale chwila, przecież… ona wcale nie czuła nic do Cichej Łapy! Jak miałaby go ukraść swojemu przyjacielowi, skoro nawet nie była w nim zauroczona? Bo nie była, prawda? Cóż, chyba jednak nie była tego taka pewna… Co to w ogóle znaczyło? Po czym miała rozpoznać, że się w kimś… zauroczyła?
Ten temat był zbyt trudny nawet dla jej umysłu. Za każdym razem, gdy tylko próbowała myśleć o miłości, jej myśli stawały się niepoukładane i pourywane. Miała wrażenie, jakby w jej głowie zapanowywała pustka. Z jednej strony miała ochotę z kimś o tym porozmawiać — może z Brykającym Mysikrólikiem, bo z Ćmim Lotem raczej nie, z oczywistych przyczyn — albo z Kukułczym Wdziękiem… W końcu ona na pewno musiała wiedzieć, jak to jest się zakochać. Była przecież z Trójokim Zającem, a to znaczyło, że musiała najpierw coś do niego poczuć.
Tańcująca Słonka obawiała się jednak, że matka zaraz zacznie ją wypytywać, dlaczego o to pyta i, czy ma już kogoś na oku. Właśnie dlatego wolałaby porozmawiać na te tematy z kimś w jej wieku, a nawet… z kimś z innego klanu. Wtedy nie byłoby ryzyka, że taki kot domyśli się, o kim mogłaby mówić Słonka! Tylko żeby do tego doszło, szylkretka musiałaby najpierw znaleźć sobie jakąś przyjaciółkę z innego klanu, a to wydawało się dosyć trudnym do zrealizowania zadaniem. Może powinna poczekać do następnego zgromadzenia i wtedy odnaleźć kotkę, która wyglądałaby na mniej więcej jej rówieśniczkę? Jednak podczas zgromadzenia zapewne znowu podejdzie do niej Złamana Łapa, a to będzie oznaczało, że nie zdoła porozmawiać z nikim o swoich skomplikowanych uczuciach wobec Cichej Łapy.
Szylkretka stała teraz przed wyjściem z azylu, czekając, aż dołączy do niej reszta patrolu. Rozmyślając jednak o tym, jak powinna zdobyć jakąś przyjaciółkę, nieświadomie wypuściła z siebie głębokie westchnienie.
— Nad czym tak wzdychasz? — zapytał nagle Cicha Łapa, na co Słonka niemal nie podskoczyła pod sam sufit jaskini. Nawet nie zauważyła, kiedy kocur się tu zjawił.
Gdy tylko zdała sobie sprawę z jego obecności, jej serce bez wątpienia zabiło szybciej, a policzki wręcz ją zapiekły. Przez moment jej łapy stały się słabe, jakby ich konsystencja niewiele różniła się od konsystencji meduz. Wojowniczka uśmiechnęła się niezręcznie do ucznia, mając wrażenie, że jego słowa wpadły jej do głowy jednym uchem, a wyleciały drugim. Czy powiedział jej jakiś żart? Cóż, był raczej pociesznym kocurem, więc zapewne tak. Tańcująca Słonka wydała z siebie cichy chichot, lecz szybko spostrzegła, że starszy nie śmiał się razem z nią.
— Co? — wydukała, kompletnie skołowana. Teraz nie wiedziała już, czy skóra piekła ją z powodu obecności Cichej Łapy, czy ze wstydu, który poczuła.
— Co? — powtórzył biało-liliowy. — Ach, zresztą, nieważne — mruknął po chwili, machając zbywająco łapą. — To na kogo jeszcze czekamy?
Szylkretka miała wrażenie, że uczeń doskonale wiedział, kto jeszcze wchodził w skład patrolu, a jedynie chciał zmienić temat rozmowy ze Słonką. To sprawiło, że poczuła jeszcze większe ciepło na sercu. Och, Cicha Łapa był dla niej taki dobry… Zamiast śmiać się z tego, że najpewniej zachowała się jak przygłup, po prostu zaczął mówić o czymś innym. Przez to ponownie nie potrafiła zebrać się na odwagę, by mu odpowiedzieć, i zamiast tego skupiła się na tym, jak mocno dudniło jej serce.
— Och, chyba już idą — odezwał się w końcu Cicha Łapa. — Mieliśmy iść z Przepiórczą Wichurą i Świetlistą Walką, prawda? — dopytał, na co Słonka wreszcie się otrząsnęła.
— Tak! Tak, z Przepiórczą Wichurą i Świetlistą Walką. Tak — oznajmiła, ledwo potrafiąc choć na moment oderwać uwagę od tego, jak wspaniałym kotem był Cicha Łapa.
Nagle wbiła wzrok w łapy, nie do końca rozumiejąc, dlaczego uczeń nieustannie zaprzątał jej głowę. I to tak intensywnie. Nawet wypadek Firletkowej Łapy nie zdawał się wpłynąć na nią tak bardzo, jak sama obecność starszego ucznia.
— Słonko! — wykrzyknęła cynamonowa szylkretka, podchodząc do żółtookiej. — A może powinnam powiedzieć Tańcująca Słonko? To niemożliwe! Mogłabym przysiąc, że jeszcze wczoraj byłaś ledwie małą kuleczką puchu, a teraz proszę, jaka z ciebie rosła wojowniczka! Widzę, że nie próżnujesz też w poszukiwaniu sobie drugiej połówki, co? — rzuciła zadziornie.
Niebieska nie musiała nawet podnosić głowy, by wyobrazić sobie szeroki uśmiech, który musiał teraz rozciągać się na pysku Przepiórczej Wichury.
Szylkretka przełknęła ślinę, ponownie czując falę gorąca ogarniającą całe jej ciało. Słonka była pewna, że zaraz zemdleje! Czuła, jak głowa zaczyna jej pulsować, a łapy uginają się pod jej ciężarem. Ponadto nagle odniosła wrażenie, jakby w jej brzuchu zaroiło się od motyli.
— Ciociu! — wyrzuciła z siebie w końcu, zadzierając brodę, by spojrzeć na wojowniczkę. — Cicha Łapa wcale nie jest moją drugą połówką! Nie… To znaczy, jesteśmy tylko przyjaciółmi! — upierała się, choć gdy wypowiadała te słowa, czuła się tak, jakby ktoś wbił jej cierń prosto w serce.
— Oj, Słonko! — zachichotała Przepiórcza Wichura. — Przecież widzę twoją minę! Wiesz, czasem postawa drugiego kota mówi więcej niż jakiekolwiek słowa — dodała, tylko pogarszając samopoczucie Słonki.
Żółtooka musiała wziąć głęboki wdech i przypomnieć sobie, że ciocia nie robiła jej tego specjalnie i zapewne nie zdawała sobie sprawy, że jej słowa sprawiały jej przykrość.
— Czy możemy już iść? — wydukała najmłodsza z zebranych, odwracając się od cynamonowej kotki. Chciała dodać coś jeszcze, lecz wstyd ścisnął ją za gardło, nie pozwalając wydusić z siebie ani słowa.
Przepiórcza Wichura wraz ze Świetlistą Walką wyminęły dwójkę młodszych kotów i ruszyły na czele patrolu, prowadząc go poza azyl. Słonka przełknęła głośno ślinę, bojąc się nawet spojrzeć Cichej Łapie w oczy po tym, co powiedziała cynamonowa kotka.
Szylkretka szła w ciszy, desperacko starając się odwrócić myśli od tego, co liliowy kocur mógł teraz o niej sądzić. Na pewno myślał, że była w nim zakochana! Sam zresztą pewnie nie czuł wobec niej nic szczególnego. Przecież już czuł coś do Złamanej Łapy, prawda?
— Zabawna ta twoja ciocia — odezwał się w końcu Cicha Łapa, wyrywając Słonkę z zamyślenia.
— Nie! — odparła niemal natychmiast, mając wrażenie, że zaraz zemdleje od nadmiaru emocji. — Przepraszam za nią, Cicha Łapo! Nie wiem, co w nią wstąpiło. Mogę ci przysiąc, że nic do ciebie nie czuje! Ona tylko się ze mną droczyła, jestem tego pewna… W końcu wcale nie patrzę na ciebie tak, jakbym była zakochana! I wcale serce nie bije mi szybciej na twój widok, i wcale nie mam wrażenia, jakby po brzuchu łaziło mi stado mrówek, i-
— Spokojnie, Słonko — przerwał jej kocur, nim zdążyła kompletnie oszaleć. — Nie mówię, że bym się obraził, gdyby to, co mówiła Przepiórko, było prawdą — dodał, śmiejąc się cicho pod nosem.
— Serio? — spytała, nieco się rozluźniając na wieść, że Cicha Łapa nie obraziłby się na nią. Gdy jednak dotarła do niej reszta jego wypowiedzi, na nowo poczuła się kompletnie przytłoczona emocjami. Co miały znaczyć jego słowa? Czy coś jej sugerował? Nie, nie… To przecież niemożliwe!
— Serio, serio — zachichotał. — Ale skoro nalegasz, że to nieprawda, to cóż mogę zrobić?
Tańcująca Słonka całkowicie zamilkła. Czy Cicha Łapa właśnie dawał jej do zrozumienia, że… być może też ją lubił? A ona właśnie powiedziała mu, że sama go… nie? To nie mogło być prawdą. Chyba musiała go źle zrozumieć! Poza tym i tak nie mogłaby z nim być. Nie zrobiłaby tego Złamanej Łapie.
— No… — miauknęła, kompletnie skołowana rozmową z uczniem.
Na Klan Gwiazdy... Dlaczego relacje międzykocie musiały być takie skomplikowane?
* * *
Dzień śmierci Przepiórki
Tańcująca Słonka kątem oka spostrzegła, jak jej ciotka opuszcza obóz, lecz nie skupiła na tym większej uwagi. Sam jej widok sprawił jednak, że przypomniała sobie o całej sytuacji z Cichą Łapą, przez co zakręciło jej się w głowie. Wciąż nie potrafiła rozgryźć, o co mogło chodzić biało-liliowemu. W końcu na pewno nie chciał w ten sposób przekazać szylkretce, że miałaby u niego jakieś szanse. Tego była pewna. Bardziej niż czegokolwiek innego w tym momencie.
A była tego pewna dlatego, że po odbyciu czuwania zabrała Złamaną Łapę na spacer. Wtedy zaczęli rozmawiać o tym, kogo mają na oku, a czarnofutry zażartował, że zauroczył się w Złamanej Łapie. Słonka była jednak niemal pewna, że kocur przez cały ten czas mówił o Cichej Łapie. Podczas rozmowy stwierdził też, że w końcu wyzna mu miłość, a Cicha Łapa podobno odwzajemnia jego uczucia. Dlatego Słonka nie wierzyła, że biało-liliowy chciałby z nią być. W końcu podobał mu się czarnofutry wojownik, czyż nie? Tak właśnie to zrozumiała i wydawało jej się, że całkiem trafnie.
Wtem Słonka przypomniała sobie, że myślała o znalezieniu jakiejś kotki z innego klanu, z którą mogłaby porozmawiać na takie tematy. Pomyślała, że musi zrealizować ten plan. Potrzebowała kogoś, komu mogłaby się zwierzyć ze wszystkich tych sytuacji, które przeżywała w związku z Cichą Łapą. Zdecydowała się więc udać na jedną z granic z obcym klanem, by rozpocząć poszukiwania. A co! Wolno jej było, skoro wreszcie nosiła już miano wojowniczki i była pełnoprawną Klifiaczką.
Łapy poprowadziły ją ku granicy z Klanem Burzy. Zapewne dlatego, że bała się podchodzić do tej należącej do Klanu Wilka. Co, jeśli spotkałaby na niej Koszmarną Łapę? Odczuwała teraz wobec kocura mieszane emocje. W końcu, według Złamanej Łapy, była w nim zakochana. Tak właściwie to według niej samej, bo sama mu to wmówiła. Sama przyznała się do tego, że to bury kocur sprawiał, iż jej serce przyspieszało, choć była niemal pewna, że było to kłamstwo. Koszmar może i był całkiem fajny, a rozmowa z nim sprawiała jej przyjemność, lecz czy aby na pewno była w nim zauroczona? Bała się o tym przekonywać. Właśnie dlatego wybrała granicę z Burzakami.
Tereny królikojadów były otwarte, dlatego już z daleka Słonka dostrzegła, że krząta się po nich jakiś kot. Niezbyt duży, o burym, szylkretowym futrze. Wojowniczka skupiła na nim całą swoją uwagę, nie rozglądając się za innymi Burzakami. Postać, w którą wlepiła spojrzenie, wydawała się całkiem młoda — i właśnie z tego powodu Słonka była w nią tak zapatrzona. Miała nadzieję, że zaraz nawiąże z nią kontakt wzrokowy i siłą umysłu przekaże jej, by podeszła do granicy, ponieważ chciałaby ją lepiej poznać.
O dziwo, Klan Gwiazdy musiał po raz pierwszy w jej życiu wysłuchać jej modłów, gdyż kot w pewnym momencie na nią spojrzał, jakby coś szepnęło mu do ucha, by to zrobił. Tańcująca Słonka wciąż jednak stała jak słup, nie wiedząc, jak zakomunikować obcemu, żeby do niej podszedł. W końcu, gdy nieznajomy również nie drgnął, zdecydowała się wyciągnąć w jego stronę łapę, jakby chciała go złapać — co oczywiście było niemożliwe, zważywszy na to, że dzieliło ich co najmniej kilka długości lisiego ogona.
<Obcy Burzaku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz