Zdążył wydobrzeć w legowisku medyka, gdy w końcu nadszedł ten dzień. Pogoda nie należała tej nocy do szczególnie łaskawych. Podmuchy wiatru biły co rusz w pysk Księżyca, sprawiając, że kosmyki futra dostawały się do jego oczu, zasłaniając mu widoczność. Szedł tuż obok Nadciągającego Pomroku. Prócz kilku marnych gwiazd na niebie nic nie oświetlało im drogi co na szczęście nie było ogromnym problemem dla dwójki kotów. Nadnaturalny chłód przejmował ciało białofutrego, również ten emocjonalny. Nie był pewien znaczenia swojego snu, ale od tamtej pory czuł się, tak jakby zabrano mu na chwilę część jego ja.
— Wiesz, co masz robić — usłyszał od kotki i kiwnął głową, przedtem się prostując.
Zmarszczył lekko nos, mrużąc przy tym oczy. Jeżeli kotka zastanawiała się co takiego mogło mu się śnić, to musiał przyznać, że sam nie wiedział. W końcu co mógł oznaczać księżyc w pełni pożerany przez ciemność? Spojrzał na wskazaną przez kotkę ścieżkę i westchnął cicho, lecz z determinacją.
— Do roboty — odezwała się, a niebieskooki kiwnął głową.
Szli tak jeszcze przez chwilę, gdy w końcu biały kocur zorientował się, że został sam. Pomrok najwidoczniej postanowiła się gdzieś schować. Zatrząsł się lekko z chłodu. Wiedział, co robić, a jednak jego umysł przez moment zasnuwała pajęczyna. W końcu postanowił ruszyć przed siebie, szukając… kogokolwiek. Po wielu odbiciach serca usłyszał nad sobą szelest. Tuż obok niego upadła czekoladowa kotka, przyglądająca mu się z zainteresowaniem. Księżyc poczuł, jak przechodzą go ciarki. Nagle przed jego oczyma stanął widok martwej Kwadry i już nie był wszystkiego aż taki pewien. Wręcz przeciwnie miał ochotę płakać. Mimo to postanowił być przyjazny, w końcu udało mu się opanować co nieco technik manipulacji. Nie był może świetny, ale z pewnością wiedział, jak udawać i kombinować. Uśmiechnął się łagodnie.
— Dobry wieczór… piękna. Jak masz na imię? — zaświergotał.
Zdecydowanie będzie musiał porządnie wymyć pysk po tym wszystkim. Kotka wyglądała co najmniej, jak ropucha. Czekotka opuściła lekko uszy, ale komplement widocznie się jej spodobał.
— Och witaj. Jestem Kuna — uśmiechnęła się ciepło. — A ty?
— Księżyc — pośpieszył z odpowiedzią. — Chciałabyś może dołączyć do kociej społeczności? — wyskoczył nagle, jego powieka lekko zadrżała z nerwów, lecz kotka niczego nie zauważyła.
— Kociej społeczności? — zaciekawiła się Kuna. — Jak dużej?
— Kilka kotów. Wspólnie polujemy — miauknął, czując, jak przez jego ciało przechodzi chłodny dreszcz.
„Oby to był pierwszy i ostatni raz, gdy to robię” pomyślał.
— Musicie być jak cudowna rodzina… — westchnęła kotka rozmarzona.
— Oczywiście — skłamał bieluch, przymykając na moment zirytowany oczy. — Jeśli chcesz może pójść ze mną. Na pewno przyjmą cię z otwartymi ramionami — mruknął. — Chodź za mną.
Kotka kiwnęła głową, po czym ruszyli w stronę kociego zbiorowiska. Gdy byli na miejscu kotka zauważyła grupę kotów. Było ich nieco więcej niż się spodziewała. Nagle, jakby poczuła, że coś jest nie tak. Księżyc spojrzał na nią bokiem, widząc, że najwyraźniej szykuje się do ucieczki. Zwinnym ruchem pozbawił ją przytomności, zaciągając do środka kręgu. Starał się działać, jak gdyby był w głębokim amoku. Uniósł na moment wzrok, spoglądając w zielone oczy swojego przyjaciela. Wiedział o tym wszystkim, a jednak niczego mu nie powiedział.
„Zdrajca. Gdyby nie ty nigdy by mnie w to nie wplątali” pomyślał, zupełnie nieświadomy, że właściwie to jego pochodzenie było powodem, dla którego był w tym położeniu. Spojrzał na leżące przed sobą ciało.
„Już wygląda jak trup” pomyślał chłodno.
Podniósł łapę, wyciągając z niej pazury. Bez jeszcze dłuższej zwłoki przejechał nimi po karku kotki. Nie było to jednak wystarczające. Widząc, że kotka zamiast tego zaczyna łkać z bólu wykonał szybki, ponowny ruch łapą, tym razem, pozbywając życia kotkę. Położył łapę na ziemi, czując, jak ciało odmawia mu posłuszeństwa. Skierował swój wzrok w stronę Nadciągającego Pomroku.
— Choć na początku widocznie się wahałeś to wykonałeś swoje zdanie… prawidłowo — mruknęła Pomrok, a następnie cicho chrząknęła. — Ja Nadciągający Pomrok, Wielki Kapłan kultu Mrocznej Puszczy, naznaczam cię w imię naszych przodków. Czy jesteś gotowy przyjąć na siebie nasze znamię jako dowód inicjacji? — wymruczała regułkę.
Słysząc ciszę ze strony kocura burknęła coś pod nosem.
— Tak — odparł pewnie bieluch, prostując się.
— Zatem otrzymasz ode mnie znak, który pozostanie z tobą, aż do śmierci i zawsze będzie przypominał ci o przynależności do kultu — odparła.
Zbliżyła się do kocura, odrywając mu fragment lewego ucha.
— Tej nocy, zgodnie z wolą Mrocznej Puszczy, przyjmujemy cię oficjalnie jako pełnoprawnego członka naszej grupy. Wierzymy, że będziesz wiernie służyć naszym przodkom i działać na rzecz kultu, abyśmy nigdy nie upadli.
Szylkretka odcisnęła krew z samotniczki na czole bielucha, a następnie rozległo się skandowanie jego imienia. Wkrótce potem towarzystwo powoli zaczęło iść w stronę obozu. Księżyc szedł na samym końcu grupy, kawałek przed nim tak „dobrze” znany mu rudzielec.
— Idziesz? — zapytał rudy, niby to troskliwie.
— Idę na spacer — mruknął.
— W takim razie pójdę z to… — zaczął cętkowany.
— Odwal się. Wkrótce i tak wrócę — odwarknął, kierując się w stronę miejsca, w którym dawniej odnalazł Nicość.
Nie chciał zbliżać się za bardzo do rzeki. W końcu to tam znajdowało się ciało Kwadry. Spojrzał na krzak, w którym dawniej odnalazł czarnego kociaka i jego martwą siostrzyczkę. Chwilę potem poczuł, jak jego żołądek próbuje go zabić, czego efektem było zwrócenie kolacji. Jego ciało przeszył silny dreszcz, następnie zaczął płakać.
— Mroczna Puszcza… Też mi coś — wymruczał, czując, że po raz kolejny miał ochotę zwymiotować, tyle że już nie miał czego. — Na… Klan Gwiazdy — szepnął.
Gdy po pewnym czasie się uspokoił, wrócił do obozu. Wszedł do legowiska wojowników, złapał swoje posłanie w zęby, tym samym, odsuwając się od Cętkowanego Tęgosza.
„Zdrajca. Z pewnością to ty zabiłeś Trzcinniczkową Dziuplę. Obrzydliwe” pomyślał, czując, jak zaczyna go ściskać w żołądku.
Zastanawiał się jeszcze, dlaczego trafił aż tak niefortunnie. Istnienie jego matki, które doprowadziło go do zostania parszywym kultystą, okropny „przyjaciel”, w którym od niedawna zauroczył się bez pamięci, czarne kocię, martwa Kwadra, martwa Kuna… Kogo jeszcze będzie musiał zabić? Z tymi myślami zasnął dopiero o świcie.
<Wstrzymanie sesji>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz