Następnego dnia, przeszłość
— To chodź, Jajeczna Skorupo! Wyruszamy. Najadłaś się? — zapytała, uśmiechając się do koleżanki. Niestety, poprzedniego dnia nie udało się pójść do miejsca, które miała na myśli, rozmawiając o kąpieli pyłowej.
— Nie zamierzasz mnie zaprowadzić na plażę, prawda? Ostatnio tyle śniegu tam nasypało, że dotąd lodowe bryły się topią — odparła wojowniczka, zrównując kroku z młodszą kotką.
Mysikrólik poczuła, jak oblewa ją zimny pot. Właśnie tam chciała ją zabrać. Skąd ona wiedziała? Pokręciła głową.
— Nie… oczywiście, że nie! — Zaczęła machać łapami na znak sprzeciwu. Musiała wymyślić coś innego, ugh! — Zabiorę cię do miejsca, w którym jeszcze nikt nie był. Znalazłam je ostatnio i będziesz pierwszą, którą tam zabiorę — uśmiechnęła się dumnie, mrużąc oczy. Jej kły zalśniły w świetle bladego słońca Pory Nowych Liści. Jajeczna Skorupa spojrzała na nią z zachwytem, kiwając głową.
— Dobrze. Nie mogę się już doczekać! Zatem chodźmy, może przed wysokim słońcem wrócimy i przy okazji na coś zapolujemy? — zaproponowała. Końcówka jej ogona poruszała się na boki lekko, jakby rzeczywiście mówiła prawdę. Oczywiście liliowa nigdy nie posądziłaby jej o kłamstwo! Jednak musiała teraz coś bardzo szybko wymyślić… Skupić się tak, jak nigdy wcześniej. Gdzie do tej pory wędrowała z Bukową Koroną, jakie miejsce mogło być tym, które było rzadko odwiedzane przez Klifiaków? Ruszyła w stronę wyjścia z obozu, a jej myśli zagłuszył donośny ryk wodospadu. Poszła tuż za koleżanką dróżką, trawa pokryta wilgocią uginała jej się pod łapami, wymieszana z topniejącym śniegiem. Poczuła pod poduszeczkami chłód.
Wyjątkowo długo milczała. Również nie słuchała za bardzo cętkowanej, która teraz się jej coś zapytała.
— Brykający Mysikróliku? To prowadzisz mnie, czy ja mam prowadzić ciebie? — zapytała z zakłopotaniem, przestępując z łapy na łapę. Liliowa spojrzała na nią bez wyrazu, ponieważ początkowo nie zrozumiała, co zostało do niej w ogóle powiedziane. Niemal wpadła na jej tył, gdy się tak zatrzymała. Z czasem jednak jej ślepia rozświetlił pewien przebłysk, gdy zrobiła parę energicznych kroków, wreszcie zatrzymując się na przykrytym, rozległym kamieniu.
— Chodź.
***
Do jej uszu doleciał szum morza, wraz ze spokojnym obijaniem się wody o brzeg. Miejsce, na które zawędrowały, było oczywiście plażą, aczkolwiek dużo mniejszą, niż ta główna, granicząca z Klanem Nocy. Tutaj również było wiele kamieni, różniło się to tym, że tu miały dużo mniej miejsca na popisy, chociaż gdyby zechciały, mogły śmiało zamoczyć łapki lub nawet i zanurzyć się całe, mimo że nie był to szczególnie mądry czy pożądany pomysł. Brykający Mysikrólik uniosła pysk ku górze i uśmiechnęła się dumnie. Udało jej się coś wykombinować na poczekaniu, w dodatku koleżanka nie marudziła! Więc wygrała. Jajeczna Skorupa zwiesiła trochę łeb, spoglądając na rozmówczynię. Położyła po sobie uszy delikatnie.
— Mysikróliku, zaprowadziłaś mnie na plażę.
— To nie plaża! — Zmarszczyła brwi, kręcąc głową. — Zależy, jak na to spojrzysz. To tylko przestrzeń z piachem i wodą, w której możesz się umyć. Myć możesz się również w piachu, którego tutaj jest dostatek! Chodź, połóż się obok mnie. — Ruchem łapy zachęciła ją do tego, żeby przysiadła naprzeciwko. Liliowa zaczęła tarzać się w lekko mokrym piachu, ukrywając wewnętrzne niezadowolenie. Materiał musiał być idealnie suchy, jeśli chciała się w nim myć. W przeciwnym razie kłosy jej się sklejały, a ona sama śmierdziała słoną wodą i czymkolwiek, co postanowiło tego razu się do niej przylepić. Ruda kotka niepewnie ułożyła się przy koleżance, a potem zaczęła naśladować ruchy wojowniczki, tarzając się w pyle. Wreszcie, wydała z siebie westchnienie.
— Jeszcze nigdy nie “myłam się” w piachu… — wymruczała, gdy otrzepała się z nadmiaru drobinek. Żółtooka zaczęła kiwać głową, jakby wysłuchiwała teraz koleżanki, która zwierzała się z najsmutniejszej rzeczy w całym jej życiu.
— Przyzwyczaisz się. Wiesz, ile czasu można dzięki temu zaoszczędzić? I sama widzisz, jakie ładne mam teraz futerko! Nauczysz się jeszcze. Spokojnie, Jajeczna Skorupo. — Musnęła łapą bok kocicy, nakładając na niego piach i zaklepując go, niczym zwilżoną babkę na plaży. Materiał zsunął się, upadając na grunt głucho.
Cętkowana otworzyła pyszczek, uśmiechając się bez przekonania, ale nie przerwała szylkretce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz