— Mandarynkowa Gwiazda ledwo, co zipie, Manda. Pewnie ma ważniejsze sprawy na głowie niż pilnowanie kotów. Jej syn zaraz zostanie... tym... królem. Przywódcą. W każdym razie, jakimi plotkami mnie dzisiaj zaszczycisz? — zapytała z knującym uśmieszkiem.
— Zaszczycę cię tym, że ponoć Rogaty Flaming preferuje kocury i albo ugania się za Szumiącą Wyspą, albo za jakimś samotnikiem. To znaczy wtedy, że ród może na ten moment się nie rozrośnie, nie mówiąc już o tym, że Gąbczasta Perła idzie za niedługo na emeryturę, a ten jej asystent to zachowuje się jak lis z cierniem w łapie. Zostawia syf w legowisku medyka. Co każdy z nich to jakiś dziwny przypadek, dlatego mówię ci, jak nie będzie nowych kociaków do rodu to…
Kokoszkowa Łapa wsłuchiwała się w słowa siostry z niedowierzaniem. Rogaty Flaming, wielki i obiecujący książę, syn przyszłego przywódcy Błękitnej Laguny, miałby umrzeć bezpotomnie lub się związać z jakimś... samotnikiem?! Kotka z emocji zacisnęła szczęki.
— I to my mamy wysławiać ich... brak postawy? Oprócz księcia Rogatego Flaminga nie ma nikogo w ich rodzie do poczęcia nowego pokolenia! — skomentowała w trakcie przemowy Mandarynkowej Łapy, ale ta najwidoczniej nie zwróciła na to większej uwagi, kontynuując swoje myśli, przelane w słowa.
— …To może spróbujemy się uśmiechnąć ładnie do Błękitnej Laguny, żeby nas mianował księżniczkami? Mandarynkowa Gwiazda nas nie lubi, więc jak on będzie u władzy, to może postaramy się, by nas polubił, czyli wiesz, trzeba tam wykonać jego rozkazy i go na każdym kroku wychwalać. Tata i tak nam mówił, że musimy ich jakoś czcić, choć mam wrażenie, że on chciałby, żebyśmy bardziej szanowali ród niż Klan Gwiazdy. Więc możemy od teraz pracować na naszą reputację. Co o tym sądzisz, siostro? — posłała siostrze równie knujący uśmiech, jednak te siostry były podobne, jeśli chodzi o planowanie.
Na plan młodszej siostrzyczki, Kokoszkowa Łapa wytrzeszczyła oczy. Nie pomyślała o tym... dlaczego nie wpadła na ten pomysł wcześniej? Manda to geniusz.
Zachichotała i wyszczerzyła ząbki.
— Co ja sądzę? Manda, ty to swą inteligencją olśnisz bez trudu Błękitną Lagunę! Tylko... co dalej? Kiedy mamy to zrobić? Jak mamy to zrobić? — dopytywała, wyraźnie zaintrygowana jej pomysłem. — Musimy komplementować przyszłego przywódcę i... ej, czekaj. Przecież są jeszcze dzieci namiestników. Nie sądzisz, że to byłaby dobra okazja zacząć od nich? Musimy się zapytać tylko taty, co oni o nas sądzą…
— Musimy szybko zrobić postępy w nauce, wtedy to nawet gały Mandarynkowej Gwieździe spadną, ale z naszymi mentorami to będzie trudniej, ale od czegoś mamy tatę. On to został mianowany przez Mandarynkową Gwiazdę w wieku dziesięciu księżyców na wojownika. Nasz tatko to zawsze był taki utalentowany, że jak nas nauczy, to my tak samo szybko przejdziemy te treningi — Mandarynkowa Łapa zachichotała, niebieska kotka skoczyła na ostatnią wysepkę. Obie kotki zobaczyły, że nie było już dalszego przejścia na drugi brzeg.
— Albo możemy wyzywać czekoladowe koty, tata przez to jest szanowany, a niektórzy mówią, że dyskryminacja czekoladowych kotów jest zła. Jak niektórym dzięki temu się układa, no i tylko tak. Musimy zgłaszać się na każdy patrol, który istnieje i dużo polować, niby tyle pracy, a może się opłaci — niebieska córka Ulewnego Szkwału, przeglądała się w wodzie.
— Ci namiestnicy? No można spytać, tylko może zaczniemy podrywać Nura, jak będziemy większe? Bo szczerze nie czuję się wygodnie, gdybym miała zagadywać kogoś starszego od siebie, a jak będziemy wojowniczkami, to już duże będziemy i wtedy nie będzie to problemem.
Kokoszka przytaknęła siostrzyczce, uważnie jej słuchając. Ach, no tak... przecież ich tatuś mógłby je po prostu uczyć.
— No, możemy później... — odparła nieco zamyślona. — Ale, co wtedy z Alką? — zapytała wielce zmartwiona drugą siostrzyczką. — Ona też musi z nami zrealizować ten plan…
— No, możemy jej powiedzieć o tym, ale wiesz, może ty jej to powiedz — odparła niebieska kotka.
— Dobra — odparła niezbyt oficjalnym tonem siostra. — Trzeba tylko zobaczyć czy by się nadawała na partnerkę namiestnika... lub księcia! Ale, ja bym wolała księcia... — mruknęła pod nosem ostatnie zdanie, oddalając się od niebieskiej córki Szkwału.
— No, to ten, pa! — zawołała na koniec, przeskakując na wcześniejszą wysepkę.
Musiała tylko znaleźć czas na Alkową Łapę… może poprosiłaby Wzlatującą Uszatkę o wspólny trening?
[697 słów]
[14%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz