Nie tak dawno temu nastała Pora Nowych Liści. Razem z nią dni stały się coraz dłuższe i cieplejsze, a zwierzyna budziła się ze snu zimowego. Gdy Złamana Łapa jeszcze spał, grzejąc tyłek w legowisku uczniów, miał wrażenie, jakby we śnie ktoś go szturchał. Był to Tygrysi Język, budzący go, aby zabrać go na trening.
— Złamana Łapo, już prawie południe. Ile możesz spać? — mruknął wojownik. Dymny kocur powoli otworzył ślepia, po czym ujrzał łeb wojownika.
— Trening…? Ach… wybacz. — Kocur ziewnął, po czym powoli i z ruchami staruszka wstał ze swojego posłania. — A co dzisiaj robimy? — spytał czarnofutry.
Tygrysi Język mu momentalnie odpowiedział z uśmiechem na pysku:
— Morświnowa Płetwa mi coś mówiła, abym potrenował z tobą nawigację w tunelach, ponieważ nie dopracowała tego z tobą na treningu, który odbyłeś wraz z Tańcującą Słonką — odparł Tygrysi Język, a Złamana Łapa skinął łbem. Powoli się po tym przeciągnął i wyszedł z legowiska uczniów. Może wyjdzie mu na dobre chwilowy odpoczynek od swojej mentorki. W końcu może mieć trening, o którym zawsze marzył! Samotny i spokojny, bez innych kotów! Na tę myśl uśmiech mu wręcz sam się pojawił na pysku.
— Możemy wyruszać. Im szybciej, tym lepiej — mruknął Tygrysi Język. Oboje zaczęli się kierować ku wyjściu z azylu, w stronę miejsca, gdzie mieli odbyć trening.
Gdy dotarli już na miejsce, Tygrysi Język wszedł razem z czarnofutrym uczniem do jednego z tunelów.
— Widzisz coś przed sobą, Złamana Łapo? — spytał wojownik.
Rzeczywiście Złamana Łapa niewiele widział i gdyby poszedł dwa kroki dalej, przywaliłby czubkiem nosa o ścianę.
— Nie za dużo, ciemno tu jak w du… uużym lesie podczas nocy — odparł Złamana Łapa. Uczeń przylgnął do wojownika, aby nie zgubić go w tej ciemności.
— Nie musisz się mnie trzymać! Musisz wytężyć swoje zmysły na tyle, ile potrafisz! Nic trudnego, wtedy twoje oczy powinny przyzwyczaić się do panującej tu ciemności — zachichotał Tygrysi Język. Złamana Łapa wykonał dokładnie to, co powiedział mu jego chwilowy nauczyciel i rzeczywiście widział o wiele więcej.
— Dobrze, skoro już widzisz więcej i nie można cię nazwać kretem, to spróbuj dojść do końca tego tunelu bez zgubienia się. W razie czego będę cię szukać, ale jeśli uda ci się przejść przez ten tunel żwawo to myślę, że Morświnowa Płetwa będzie z ciebie zadowolona i ty też później… — mruknął, po czym dodał: — Ja będę po drugiej stronie na ciebie czekać. W sensie na górze. Wierzę w ciebie, Złamana Łapo! — Kocur uśmiechnął się do niego, po czym opuścił ciemny i wilgotny tunel.
Złamana Łapa postawił pierwszy krok w całkowitą ciemność. Co prawda jego oczy już przyzwyczaiły się do panującej ciemności, więc śmiało zaczął iść przed siebie. Miał trochę zgięte łapy, aby nie przywalić głową w sufit tunelu, a jego chód wyglądał co najmniej tak, jakby chciał biegać i skradać się w jednym. Po chwili wędrówki w ciemnościach ujrzał światełko w tunelu. Wszystko to dzięki jego zmysłom! Wiatr przyniósł do tunelu zapach wojownika, więc ciemnofutry uczeń podążał za źródłem zapachu. W taki też sposób wyczołgał się z tunelu i znalazł z powrotem na powierzchni.
— Świetnie, Złamana Łapo! Poradziłeś sobie celująco! — Tygrysi Język ucieszył się, gdy udało mu się wydostać samemu z tunelu.
— Mam dla ciebie jeszcze jedno zadanie, ale to już poradzisz sobie bez mojej pomocy. Ja muszę wrócić do obozowiska, a ty może upolowałbyś coś dla klanu? Wiesz, że teraz zwierzyna powoli wraca do życia, więc to świetny czas na łowy! Wierzę, że dasz sobie z tym radę — mruknął wojownik, po czym dotknął Złamaną Łapę nosem w czoło. Uczeń tylko skinął łbem i czekał, aż wojownik się oddali od niego, aby mógł wyruszyć na łowy. Ciekaw był jedynie tego, dlaczego to jego wyznaczył na polowanie, a nie poszedł sam. Przecież kocur był już wojownikiem, więc powinien był sobie poradzić o wiele lepiej od niego. Wzruszył tylko ramionami i również odszedł w dal.
Gdy znalazł się już w głębi lasu, od razu wyczuł zapach myszy. Miał nadzieję, że trafi na soczystą i grubą mysz, aby Tygrysi Język mógł być z niego dumny. Niczego nieświadome zwierzątko jadło sobie prawdopodobnie jakieś nasionko znalezione na ziemi. Kocur wysunął pazury i zbliżył się do ofiary. Następnie złapał mysz w łapy, zagryzł ją i zakopał pod ziemię, aby w późniejszym czasie po nią wrócić.
***
Złamana Łapa miał już niezłą kolekcję zdobyczy, a mianowicie dwie tłuste myszy i ptaka. Nie zajęło mu to dużo czasu, bo właściwie to było południe, a on z azylu wraz z mentorem wyszedł z samego ranka. Mimo wszystko był trochę zły na Tygrysi Język, że ten go okłamał o tym, że dochodzi południe, gdy prawda była taka, że ten obudził go o wschodzie słońca. Właściwie to nic nie mógł z tym zrobić. Wziął swoje zdobycze i wraz z nimi wrócił do obozowiska. Przy wejściu do obozowiska czekał na niego Tygrysi Język, trochę znudzony czekaniem na czarnofutrego. Złamana Łapa położył ptaka i myszy ostrożnie na ziemię przed wojownikiem, na co ten się ucieszył i dotknął go w czoło nosem.
— Dobrze sobie poradziłeś — mruknął Tygrysi Język, na co Złamana Łapa się uśmiechnął i skinieniem głowy mu podziękował.
Gdy ten już wrócił do obozowiska, to właściwie zaczął się nudzić. Poza obozowiskiem miał co robić, miał zajęcie, które sprawiło mu przyjemność! Lubił trenować więc dzisiejszy trening i polowanie oczyściły mu głowę. Kocur, nie do końca wiedząc, co ma ze sobą zrobić, postanowił, że pójdzie się przespać do następnego dnia. Przecież nic takiego by nie działo się w taki ponury dzień jak ten.
Nic bardziej mylnego. Gdy kocur spał, wybudził go jeden z wojowników, prawdopodobnie Agatówkowy Cień, lecz ciemnofutry nie do końca był w stanie rozpoznać pysk wojownika.
— Złamana Łapo, wstawaj. Lśniąca Gwiazda zwołał zgromadzenie — mruknął brązowy kocur, na co czarnofutry powoli wstał i otrzepał swoje futro. Obaj wyszli w tym samym czasie z legowiska uczniów i przyszli pod skałę przemówień. Lśniąca Gwiazda od razu wbił swój wzrok w dymnego ucznia, po czym przemówił:
— Zebraliśmy się tutaj, aby nadać temu uczniowi imię wojownicze. Złamana Łapo, podejdź, proszę — zaczął przywódca, na co oczy Złamanej Łapy wręcz zabłysnęły z radości. Złamana Łapa podszedł bliżej skały tak, jak poprosił przywódca.
— Ja, Lśniąca Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Złamana Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Złamana Łapa nie mógł się powstrzymać od wyprostowania się i wypięcia dumnie piersi.
— Przysięgam! — mruknął pewnym siebie głosem.
— Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Złamana Łapo, od tej pory będziesz znany jako Złamana Wola. Klan Gwiazdy ceni twoją chęć do nauki i mądrość oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu! — Po tych słowach przywódca zeskoczył ze skały przemówień i dotknął pyskiem czoła czarnofutrego, a ten odpowiedział mu dotknięciem w bark. Słyszał w tle, jak klan skandował jego nowe imię. Był szczęśliwy jak nigdy dotąd.
— Zgodnie z tradycją Złamana Wola odbędzie tej nocy czuwanie! Pamiętaj, że do wyruszenia pierwszego porannego patrolu nie możesz wydobyć z siebie ani słowa.
Złamana Łapa skinął łbem, po czym podziękował mu, wykonując ukłon.
***
Nadszedł już ranek, a pierwszy patrol właśnie wyruszył. To oznaczało, że Złamana Wola mógł już wypowiedzieć pierwsze słowa jako wojownik i iść do legowiska się przespać. Był strasznie szczęśliwy z tego, że udało mu się w końcu zostać wojownikiem. Gdy zaczął już się kierować do legowiska wojowników, jego drogę zagrodziła Morświnowa Płetwa wraz z jego matką, które zaczęły go podziwiać oraz mówić, jakie to one nie są z niego dumne. Kocur nie zapamiętał dokładnie ich słów, ponieważ od zmęczenia każde słowo przekręcało się w bezsensowny zlepek liter.
[1242 słowa + nawigacja w tunelach]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz