Słońce odsłaniało się zza chmur, budząc koty swoimi ciepłymi promieniami. Dla Baśniowej Stokrotki było to uciążliwe, z powodu jej grubego i długiego futra. Kotce nie odpowiadał taki scenariusz, ze względów na swoją sierść, łatwo się przegrzewała, miała dość upałów. Czasami nawet letnia wodna nie była w stanie jej ulżyć. Jedynie deszcz, którego krople odbijały się echem w jaskiniach, mogły oswobodzić wojowniczkę. Tak właśnie działo się ubiegłego zachodu słońca, gdzie rosa dalej spoczywała na źdźbłach trawy. Białokremowy ogon kocicy muskał ziemię, puch prószył i zamiatał kurz na wszelkie strony, przez co koło kocicy wytworzyła się spora chmura dymu. Wojowniczka odgoniła go łapą, szukając oczami Dryfującej Bulwy, Trzcinowego Szmeru czy Porywistego Sztormu. Stokrotka chciała porozmawiać z kimś bliskim, z kimś, na kim bardzo jej zależało. Do tego w Klanie Nocy dużo się działo, odkąd Szałwiowe Serce zdradził swój dom. Baśniowa Stokrotka go rozumiała, bo sama poświęciłaby dom dla miłości, dla Dryfującej Bulwy, dla jej dzieci. Każdy z nas, z klanu był kociakiem. Każdy miał swoje szalone bądź głupie pomysły. Pomiędzy plotkującymi klanowiczami, kremowa znalazła Trzcinowy Szmer z Niezapominajkowym Życzeniem.
— W zadkach im się poprzewracało — wyszeptała kocica. Szylkretka zdjęła z dymnej listek, a ta cicho zachichotała. Trzcina nieco się zarumieniła, a Niezapominajkowe Życzenie polizała ją w policzek. Starszej kotce zmarszczył się pysk z obrzydzenia. Była tolerancyjna, ale w takiej sytuacji? Baśniowa Stokrotka nie lubiła Niezapominajki. Zawsze śmierdziało od niej bagnami, ale nie za to czuła do niej wstręt. Pręgowana nadęła policzki, zbierając w nich powietrze. Zaraz po tym westchnęła i wydaliła je niewidzialnym dymkiem. "A więc to tak..." — pomyślała. Nie spodziewała się, że jej córka będzie z... Kotką. To słowo ledwo przechodziło jej przez gardło. Dla kremowej było to niezrozumiałe i dziwne... Bo jak one się miały rozmnożyć? Wydać potomstwo na świat, poszerzyć rodzinę! Horyzonty! A nie... To coś. W napięciu Baśniowa Stokrotka odwróciła się od córki, żeby poszukać pozostałej dwójki wspomnianych kotów. Przynajmniej o nich nie musiała się martwić, bo Bulwa nigdy nie porabiał nic dziwacznego, a Porywisty Sztorm nie była wadliwym egzemplarzem. Jednak zanim kotka zdążyła przejść połowę obozu, zobaczyła "upadłego" dla niej księcia. Szałwiowe Serce w przeszłości wydawał się Stokrotce normalnym wojownikiem, jednakże nie mogła powiedzieć tego samego o nim obecnie. Nie po tym, co zrobił. Zabił jej syna z zimną krwią, a później zdradził klan. A kara? Za czasów Baśniowej Stokrotki trzeba było opiekować się starszyzną, czy wykonywać inne żenujące obowiązki ucznia. A to? To nie było dobre dla reszty Klanu Nocy! Co mogły pomyśleć koty, które otrzymały karę w przeszłości? Mandarynkowa Gwiazda traktowała swe dzieci zbyt pobłażliwie, tak jakby jeszcze były kociętami. Kremowa sama musiała to naprostować, bo nikt inny najwidoczniej nie potrafił. Jednak to mogłoby być dla niej ciężkie, bo wojowniczka dobrze wiedziała, że z Mandarynką nie da się dyskutować. Baśniowa Stokrotka ruszyła w stronę legowiska przywódczyni, czując jak, w jej piersi narasta ciężar, podobny do mokrego futra po burzy. Kurz przyklejał się do jej łap, a zapach wilgotnej ziemi mieszał się z goryczą, której nie potrafiła już dłużej przełykać. Mandarynkowa Gwiazda siedziała centralnie przy wejściu, skąpana w resztkach światła, które przeciskało się przez chmury. Wyglądała spokojnie. Zbyt spokojnie, jak na klan, który pękał w szwach.
— Mandarynkowa Gwiazdo — odezwała się Baśniowa Stokrotka, unosząc pysk. Jej głos był szorstki, jakby drapał o kamień. — Musimy porozmawiać.
Przywódczyni otworzyła oczy i spojrzała na nią uważnie. Nie było w tym spojrzeniu ciepła, ale też nie było zaskoczenia. Skinęła głową, a na jej czole pojawiła się drobna zmarszczka.
— Słucham — mruknęła. Srebrzysta, pręgowana kocica z gracją usiadła na legowisku, prostując się i dumnie wypinając pierś. Stokrotka zawahała się tylko przez ułamek sekundy.
— To, co robisz z Szałwiowym Sercem… to nie jest sprawiedliwość. To kpina i coś, co nie zachwyciłoby samego Klanu Gwiazdy. Zdradził klan, a ty pozwalasz mu chodzić po obozie, jakby nic się nie stało.
Mandarynkowa Gwiazda westchnęła cicho.
— Kara została ustalona — skwitowała, gładząc delikatnie futro.
— Kara? — prychnęła Stokrotka. — Za naszych czasów koty płaciły za takie czyny księżycami. Służbą i poczuciem odpowiedzialności za własne czyny i występki. A teraz? Jaką wiadomość wysyłasz reszcie klanu? Że zdrada popłaca? — wysyczała. Przez chwilę zapadła błoga cisza. Słychać było tylko szelest trawy i cichy szmer rozmów w oddali. Mandarynkowa Gwiazda wstała, jej sylwetka odcięła się wyraźnie na tle nieba.
— Wysyłam wiadomość, że nie chcę więcej krwi — odpowiedziała zirytowana. — Klan Nocy już wystarczająco jej stracił. — Przywódczyni podniosła ton. Baśniowej Stokrotce zadrżały wąsy.
— Mówisz, że nie chcesz więcej krwi, a mój syn? Szałwiowe Serce ma na swoich łapach krew mego syna. Zdradził klan, którego przysięgał zawzięcie bronić, przestrzegać kodeksu wojownika — miauknęła Stokrotka. Przywódczyni patrzyła na nią przez dłuższą chwilę, po czym jej źrenice zwęziły się.
— Pomyślałaś, ile kotów zginęło przez Pluskający Potok, a ile przez Szałwiowe Serce? — rzuciła srebrzysta, zimnym wzrokiem spoglądając na wojowniczkę. — Wydzielanie kar i sprawiedliwości to mój obowiązek, koty Klanu Nocy zaufały mi i powierzyły w moich łapach dowodzenie. Szałwiowe Serce nauczył się, że zdrada klanu do niczego nie prowadzi. Z wiekiem przybywa nam więcej odpowiedzialności — rzuciła.
— Odpowiedzialność to też stawianie granic — odparła kremowa.
Ciemna końcówka ogona Mandarynki poruszyła się niespokojnie, ta poruszyła wibrysami, które wskazywały na wojowniczkę.
— Zaczęłyśmy biegać, zanim nauczyłyśmy się chodzić. Wiesz, o co mi chodzi. Mandarynkowa Gwiazdo, traktujesz swoje dzieci zbyt pobłażliwie. Przyjmujesz obce koty do klanu, co może doprowadzić do zdrady i tragedii! — syknęła Baśniowa Stokrotka, irytując się na przywódczynię. — Nawet nie zdecydowałaś się podwoić patroli, wciąż nie mamy pewności czy sprawa z Pluskającym Potokiem się nie powtórzy. Dobrze wiesz, co oznaczało zniknięcie Czereśniowego Pocałunku, a Klan Gwiazdy nie mściłby się na nas bez powodu. — wytłumaczyła jej. Jednak srebrzysta kotka patrzyła się w ziemię, mając pazury na wierzchu. — Rozumiem, my też byłyśmy uczennicami, z dennymi i bezsensownymi pomysłami, ale to? Szałwiowe Serce jest już dorosłym wojownikiem, a za zdradę klanu trzeba odpokutować. Siedzenie w obozie nie odkupi jego win, kiedy kara się skończy, znowu nie mamy pewności, czy zrobi to ponownie — wymruczała, stawiając uszy do góry. — Nie wiem, co koty z Klanu Nocy w tobie widziały, skoro potrafisz tylko ignorować własne problemy. Zachowujesz się jak napuszone kocię, które dopiero co skończyło ssać mleko! Prędzej czy później stanie się coś złego, a ty zdążysz za to zapłacić najcenniejszą ofiarą — powiedziała.
— Wyjdź… — warknęła pod nosem Mandarynkowa Gwiazda. Baśniowa Stokrotka obróciła tylko łeb, spoglądając na nią z dezaprobatą. — Powiedziałam, wyjdź! — krzyknęła, a jej ogon jak bicz uderzył w ziemię.
Pręgowana wycofała się ze strefy wroga, uciekając do legowiska wojowników. Wojowniczka sama nie wiedziała, że przywódczyni była tak wrażliwa, chociaż nawet nie powinna jej tak nazywać. Ona nie zasługiwała na miano liderki, póki grzech Klanu Gwiazdy spoczywał na jej sumieniu. Stokrotka nie miała pojęcia, że ktoś podsłuchał ich rozmowy. Ciemnoniebieskie ślepia zniknęły w ciemnościach, pozostawiając po sobie tylko ciszę.
***
Zaproszenie od samego zastępcy Klanu Nocy na patrol wydawało się zaszczytem. Baśniowa Stokrotka mogła to poczuć, bo to właśnie ją arlekin zaprosił na przechadzkę. Kremowa wojowniczka usiadła przed wejściem do obozu, czyszcząc sobie futro. Z krzaków wyłonił się Błękitna Laguna. Opuścili obóz, zanurzając się paprociach, w znane ścieżki prowadzące ku rzece. Gdy dotarli do rzeki, chłodnej i szerokiej, o nurcie niosącym drobne gałęzie i opadłe liście, Błękitna Laguna zwolnił, zsunął się do wysokości, gdzie czuć mógł wodę tylko na łapach. Czarny arlekin nie patrząc się w tył, wskoczył do wody, brnąc dalej i zwinnie machając łapami. Stokrotka przekręciła łeb, westchnęła, po czym popłynęła w ślady księcia. Z trudem poruszała się w wodzie, czując jak ciąży na niej ciężar mokrego futra. Letnia nieco zimna woda, zaczęła szczypać Baśniową Stokrotkę w skórę, a zwłaszcza w okolicy ran po bitwie. Kocica czuła, jak lodowata ciecz oplata jej łapy i brzuch, odbierając na chwilę oddech i zmuszając mięśnie do równej, miarowej pracy. Płynęli równolegle, bez rozchlapywania, pozwalając nurtowi prowadzić się tylko odrobinę, zanim odbili w stronę przeciwległego brzegu, gdzie ziemia była twardsza, a trawy rosły wyżej i gęściej. Po wyjściu z wody nie zatrzymali się, choć futra ciążyły od wilgoci, a chłód wciskał się pod skórę. Krótka przebieżka pozwoliła rozgrzać ciało i strząsnąć większość kropel, które wpadły w trawę, pozostawiając za nimi ledwie widoczną ścieżkę. Zastępca raz jeszcze spojrzał się w stronę obozu, jakby na coś wyczekiwał, albo na kogoś? Poruszył delikatnie wibrysami, wskazując las, kiwając do pręgowanej, ruszył na przód, znikając za krzewami. Widocznie czarno biały kocur nie był zbyt rozmowny, jednak czegoś od niej chciał. Kocica przełknęła ślinę, zanurzając się w pobliskie paprocie, gdzie z oczu zniknął jej wcześniej Laguna.
Zapach rzeki szybko ustąpił miejsca woni suchej ziemi i starych liści, a po kilku długościach lasu między drzewami wyłoniła się konstrukcja, której nie sposób było pomylić z czymkolwiek innym. Zrujnowany Most rozciągał się przez całą szerokość rzeki, a wystające z wody belki rzeczywiście przypominały ucięte w niecodzienny sposób pieńki cienkich drzew, nierówne i śliskie, z niektórymi połączonymi deskami, które wyglądały na nadgryzione przez czas i wodę. Błękitna Laguna zatrzymał się tylko na moment, oceniając odległości między wystającymi fragmentami, po czym ruszył pierwszy, skacząc z precyzją i spokojem, które zdradzały wielokrotne wcześniejsze przejścia. Baśniowa Stokrotka ruszyła za nim, czując napięcie w łapach przy każdym odbiciu, mierząc wzrokiem kolejne lądowania i skupiając się na równowadze, bo nie wszystkie odległości były równe, a jeden źle obliczony skok mógł skończyć się nieplanowaną kąpielą. Drewno było śliskie, ale stabilne tam, gdzie należało, a woda pod spodem płynęła nieprzerwanie, obojętna na ich obecność. Kiedy dotarli na drugi brzeg, Baśniowa Stokrotka poczuła krótką ulgę, która szybko ustąpiła skupieniu, bo teren po tej stronie rzeki był mniej uczęszczany, a zapachy nie układały się w znane wzory. Wysokie trawy falowały lekko, skrywając ziemię i wszystko, co mogło się pod nimi kryć, a Błękitna Laguna prowadził prosto w ich głąb, nie zostawiając wyraźnej ścieżki, jakby chciał, by droga nie była łatwa do odnalezienia. Im dalej szli, tym wyraźniej rysowały się przed nimi smukłe pnie młodych i starszych brzóz, jasne i gładkie, z cienkimi gałęziami, które szeleściły cicho przy każdym podmuchu wiatru. Brzozowy Zagajnik sprawiał wrażenie miejsca spokojnego, niemal lekkiego, z jasnym światłem przesączającym się przez liście i miękką ziemią pod łapami. Baśniowa Stokrotka wciąż słyszała opowieści, które chodziły po żłobku, jak i w plotkach uczniowskich, że dawno temu rozgrywały się tam bitwy i krwawe walki. Ona sama słyszała te pogłoski wiele razy. Gdy minęli ostatnie brzozy, krajobraz zaczął się zmieniać, a ziemia stawała się twardsza, porośnięta inną roślinnością, z której unosiły się zapachy nieobecne po stronie klanu. Były to tereny, które nie zostały jeszcze do końca odkryte, bez wydeptanych ścieżek czy wyraźniejszych oznaczeń zapachowych. Nagle kremowa poczuła ukłucie gdzieś za plecami, gdzie Błękitna Laguna wbił jej pazury.
— Co robisz! — jęknęła Stokrotka. Instynktownie zrzuciła księcia z pleców, z których wylewały się już cienkie strużki krwi.
— Moja matka opowiadała mi pewną historię. Szanowany kot poświęcił się dla innych. Smętna bajeczka dla kociąt, jednak prawdą jest to, że nie pomogła mu wojowniczka, będąca najbliżej. Zdradziła klan, nie sądzisz? Rachunki muszą zostać wyrównane — powiedział Błękitna Laguna niskim, chropowatym głosem, gdy zatrzymali się na skraju nierównego terenu, gdzie ziemia zapadała się wśród korzeni i kęp traw. — Oko za oko, życie za życie — kontynuował, wysuwając pazury. — Nie zasługujesz na życie w Klanie Nocy, dlatego tu jesteśmy. Ukrócę twoje cierpienie i sam się ciebie pozbędę — dokończył. W mgnieniu oka ponownie podbiegł do wojowniczki, próbując zamachnąć się na nią łapą. Jednak ta cudem odskoczyła, unikając większego rozlewu krwi.
— Stój! — pisnęła, jednak biały nie zamierzał ustąpić. Baśniowa Stokrotka cofnęła się o krok, łapy ślizgały jej się na twardej ziemi. Serce waliło jej w piersi jak oszalałe, a w gardle utworzył się supeł, którego nie mogła tak łatwo rozwiązać. W brzuchu urosło nieprzyjemne uczucie. Kocur rzucił się na nią, fukając i warcząc. Jego łapy uderzyły w jej bok z taką siłą, że powietrze uciekło z jej płuc. Stokrotka zatoczyła się, ale instynkt wojowniczki kazał jej odpowiedzieć. Zamachnęła się pazurami, rozcinając mu bark. Ciemna krew bryznęła na trawy, zwierzyna nieopodal nich uciekła w popłochu, a wszystko, co żyło w lesie, nagle ucichło, pozostawiając tylko odgłosy walki. Biało czarny zastępca syknął, lecz nie cofnął się nawet na krok. Odrzucony na bok, napiął mięśnie, rzucając się na wojowniczkę. Otworzył pysk, wbijając zęby w jej przedramię, z których powoli tryskała szkarłatna krew. Ból eksplodował w jej ciele, okrutny i bolesny, jednak ta nie mogła ukazać skruchy. Stokrotka zawyła, szarpnęła się, czując, jak skóra pęka pod jego szczękami. Uderzyła go łapą w pierś, a potem pazurami przejechała po jego pysku. Na jego białym futrze pojawiły się czerwone smugi. Oboje odskoczyli, dysząc ciężko. Księżyc odbijał się w ich oczach, a ziemia wokół była już splamiona krwią.
— Nie zmuszaj mnie — warknął Błękitna Laguna, krążąc wokół niej. Baśniowa Stokrotka odpowiedziała głuchym warczeniem i rzuciła się pierwsza. Ich ciała zderzyły się z głuchym łoskotem. Przetoczyli się po ziemi, łapy plątały się ze sobą, a pazury szukały miękkich miejsc pod futrem. Laguna wbił pazury w jej brzuch, gdzie ta próbowała szybko odskoczyć. Stokrotka poczuła, jak coś w niej pęka. Ciepło rozlało się po jej podbrzuszu. Krzyknęła, kopnęła go tylnymi łapami i zdołała się wyswobodzić, zostawiając w jego uścisku kępę kremowego futra. Zatoczyła się, krew kapała z niej na ziemię, gdzie piękna polana zamieniła się w krwawe pogorzelisko.
— Myślisz, że to sprawiedliwość?! — wypluła, chwytając równowagę. Zastępca wypluł ślinę z pyska, patrząc się na pręgowaną. Zadarł nos, po czym zaczął biec w jej stronę, wybijąjąc się z kamienia skoczył wprost na nią. Tym razem trafił, a jego bark uderzył w jej pierś, przewracając ją na plecy. Zanim Stokrotka zdążyła się podnieść, był już nad nią. Szczęście dopisało kotce, że jej futro było zbyt grube i splątane, żeby ten znalazł szyję pazurami. Niestety ten nie odpuścił, z furią w oczach wgryzając się w łapę ofiary. Stokrotka poczuła palący ból, a potem lepkość krwi spływającej po futrze. Wbiła mu zęby w ucho, po czym rozdarła je. Laguna tylko ryknął i uderzył jej głową o ziemię. Świat wokół niej wirował, a obraz rozmazywał się. Baśniowa Stokrotka była za stara, słaba na taką bezlitosną i brutalną walkę. Zdołała się odturlać, chwiejąc się na trzech łapach. Każdy oddech i sapanie przypominało jej, że nigdy nie była stworzona do czegoś takiego. Cofnęła się, nieświadoma, że za jej plecami ziemia opadała gwałtownie. Wojowniczce udało złapać przednimi łapami skały, gdzie ta kruszyła się z każdą chwilą. Woń krwi wisiała w powietrzu, tak samo, jak unoszący się zapach zdrajcy. Błękitna Laguna wbił pazury w łapy kotki, a ta jęknęła z bólu.
— Czy gdzieś już tego nie widziałem? — zapytał Laguna. — Ach… No tak, skończysz tak, jak twój syn. Odrzucona przez wszystkich, zabita przez pobratymca, zadziwiająco podobne, czyż nie? — Musnął kocicę ogonem.
— Z takim grzechem… K-Klan Gwiazdy nigdy cię nie przyjmie — ledwo co wydusiła z siebie kremowa.
— Kto powiedział, że chce tam iść — wysyczał, puszczając łapy Baśniowej Stokrotki. Zanim ta zdążyła czegokolwiek się chwycić, zaczęła spadać. Najpierw uderzyła o wystające korzenie, potem o kamienie. Każde zderzenie wyrywało z niej powietrze, posoka wydobywała się z niej niczym żywica z uszkodzonego drzewa. W końcu runęła na dno głębokiej dziury z głuchym trzaskiem. Oczy miała przymknięte, z jej niebieskich ślepi wylewała się wola życia. Nim zabrzmiało jej ostatnie tchnienie, kremowa zamknęła oczy, chcąc poczuć spokój.
***
Księżyc znowu wyłonił się zza chmur, rozświetlając swoim blaskiem cały las. Baśniowa Stokrotka leżała wśród splątanych korzeni i kamieni, z futrem posklejanym krwią i błotem. Poruszanie się było dla niej ciężkie, bo zdawało jej się, że do rany wdało się zakażenie. Ta z trudem uniosła głowę, rozglądając się po dziurze. Kremowa musiała udać się do obozu, ale to zdawało się zbyt ryzykowne. W takim stanie nie oszczędziliby jej, bo Błękitna Laguna mógł wcisnąć im tanią bajeczkę. Stokrotka była pewna, że długo tak nie pociągnie, a znalezienie medyka będzie trudne. Jednakże na początku, wojowniczka musiała zabrać z klanu swój najcenniejszy skarb — Dryfująca Bulwa dalej tam siedział, zakłopotany nie wiedząc, że jego partnerka nic nie zrobiła. Pręgowane ciało kotki powoli się podniosło, odkrywając przy tym kolejne guzy czy siniaki. Co jak co, ale zastępca był w tej walce brutalny. Baśniowa Stokrotka otrzepała się z grudek ziemi, próbując lepiej wyglądać, ale teraz wyglądała jak czerwony pomidor. Jej niebieskie ślepia próbowały znaleźć drogę ucieczki, przez korzenie czy pnącza. Równie dobrze, kremowa mogła wspiąć się na drzewo, jednak w obecnym stanie każdy krok był dla niej wyzwaniem, będzie to ciężkie do osiągnięcia. Wojowniczka splunęła krwią z pyska, próbując odetchnąć. Wibrysy podniosły się kotce do góry, a do nozdrzy wpełzł coraz to bardziej znajomy zapach. Bicolorka podciągnęła się, szybko wysuwając pazury, które wbiły się w korę drzewa. Tak raz za razem Stokrotka podnosiła się, człapiąc po drzewie jak gąsienica. Zwalony pień umożliwił jej przedostanie się na górę, co poprawiło jej humor. Kolejnym zadaniem było odnalezienie jej partnera, jednak ten mógł szwędać się po lesie, sam albo z patrolem. Do tego drugiego, Stokrotka miała wielkie wątpliwości, bo musiała uważać na wszystko, co chodzi i się rusza. Kremowa obniżyła się do pozycji tropiącej, zużywając jak najmniej miejsca i kroków. Kocica wolała minąć Brzozowy Zagajnik, bo tam patrole przechodziły cały czas. Gdzieś w powietrzu Baśniowa Stokrotka wyczuła zapach Kijankowych Moczarów, Porywistego Sztormu i Świteziankowego Jeziora. Pręgowana minęła to miejsce, a zza paproci ukazał jej się kolejny punkt, czyli Zrujnowany Most. Tego jednak nie mogła pokonać sama, bo gdyby się zawahała, spadając, nurt ukończyłby jej cierpienie. Dlatego wojowniczka wskoczyła do krzaków, czekając na swojego zbawcę.
— Stokrotko! Baśniowa Stokrotko! — Usłyszała. Kotka podniosła uszy, nieco wychylając się z krzaków. Dryfująca Bulwa nawoływał ją, ale chodził po lesie jak niezdarne kocię. Stokrotka westchnęła, bo kocur był jej ostatnią deską ratunku. Bicolorka wygrzebała się z paproci, ukazując się wojownikowi.
— Stokrotko! — zawołał. — Nic Ci nie jest? — wymruczał, kładąc łapę na jej ramieniu.
— A J-jak ci się wydaje? — rzuciła. Napinając mięśnie, kotce udało się rozprostować kończyny i wstać, mimo że co chwilę chwiała się jak pałąk na wietrze.
Baśniowa Stokrotka pozwoliła sobie oprzeć ciężar ciała o bok Dryfującej Bulwy, czując, jak jego ciepło powoli przenika przez jej przemoczone i posklejane futro. Przez chwilę tylko oddychała, zbierając myśli, a potem uniosła pysk i spojrzała na niego spod zmęczonych powiek.
— To nie był wypadek — powiedziała cicho, a jej głos brzmiał chropowato.— Błękitna Laguna wyprowadził mnie poza granice, złamał kodeks, atakując mnie — dokończyła, gładząc sobie futro. Na pysku czarnego pojawiła się skwaszona mina, jakby nie mógł tego pojąć. Kremowa widziała, jak napinają mu się barki, jak pazury mimowolnie wysuwają się z poduszek łap. Bulwa milczał tak przez dłuższą chwilę, a jego oczy powędrowały w stronę obozu.
— C-co robimy, nie zostawimy tego tak, prawda? — miauknął.
— Oczywiście, że nie. To miejsce dawno już zeszło na psy, przez takie koty jak Mandarynkowa Gwiazda czy jej dzieci. Zastępca klanu zamienił piękną sielankę w pogorzelisko jak na wojnie. Musimy uciec, jak najdalej i jak najszybciej. — jęknęła.
— Jednak mam dla nich prezent, ale musisz coś dla mnie zrobić — oznajmiła. Kocur przekręcił nieco łeb z zakłopotania, ale wystarczyło się tylko wsłuchać, żeby to pojąć. Po wytłumaczeniu całego planu Dryfująca Bulwa pomógł partnerce przedostać się na drugą stronę Zrujnowanego Mostu. Zadaniem burego było upolowanie zwierzyny i bezszelestne przedostanie się do obozu. Pręgowana przedostała się na pagórek Kolorowej Łąki. Wojownik wydobył spod ziemi blade, kruche stokrotki i rozsypał je pomiędzy legowiskami, pozwalając, by ich delikatny zapach zmieszał się z nocnym powietrzem. Potem rozciął skórę królika i szerokimi smugami rozlał krew po ziemi, kamieniach i suchych liściach, miała to być wiadomość dla zdrajcy, żeby wiedział, że Baśniowa Stokrotka dalej żyje. Biało czarny zastępca miał na łapach przelaną krew i dopuszczenie się zbrodni, kiedyś nadejdzie jego sąd, ale nie teraz czy za kilka księżyców.
Stokrotka i Bulwa opuścili tereny Klanu Nocy, uciekając od zmartwień, czy wyrzutów. Musieli tylko dopiąć swego, znajdując miejsce, gdzie spędzą resztę życia. Razem i na zawsze, aż po kres kociej ziemi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz