Przeszłość
— Naprawdę myślicie, że jestem wspaniała? — zapytała, jeszcze trochę niepewnie.
— Oczywiście, że tak — odparł Wilczy Skowyt, głaszcząc ją po głowie. — Wszyscy razem tworzymy rodzinę, w której każdy jest ważny i wyjątkowy.
Kobczyk zamrugała kilka razy, czując, jak ciepło tej chwili wypełnia ją całkowicie. Spojrzała na swoich bliskich i uśmiechnęła się szeroko. Wiedziała, że niezależnie od tego, co się wydarzy, zawsze będą przy niej i zawsze będzie mogła liczyć na ich miłość.
Teraźniejszość
Kobczyk trącała łapką szkielet myszy, który ostał się po obiedzie. Zwierzyna ostatnimi czasy była naprawdę marna, jednakże ciężko było się dziwić. Przy takiej pogodzie do przewidzenia było, że cierpieć będą na tym wszyscy. Kwiaty nie znosiły takich chłodów, co za tym idzie – myszy nie mogły najeść się do syta, każde ziarenko było na wagę złota. A koty, które żywiły się gryzoniami, również nie mogły liczyć na syty posiłek. Ptaki też były jakieś bardziej czujne, uciekały, gdy usłyszały najcichszy szmer. Kobczyk oblizała policzki. Przy każdym konkretniejszym nacisku miniaturowe kości gryzonia łamały się bez większych oporów. Brązowooka przekrzywiła go łapkami w połowie, tym samym urywając mniejszą część. Spoglądała na nią jeszcze przez chwilę, gdy leżała tak na zimnym, suchym śniegu. Wgniotło się odrobinę w puch, zatrzymując w czasie. Czekoladowa wycofała się delikatnie i sięgnąwszy wyschniętą kulkę mchu, oderwała od niej dwie malutkie części zwinnym ruchem. Wetknęła je w malusie oczodoły, próbując ustawić tak, jak by jej pasowało. Robiła to z taką precyzją, na jaką było ją stać. Ciepła chmurka wydobywała się z jej pyszczka, jej oczka były niezwykle skupione na celu. Może gdyby Wąsatka wróciła, to Kobczyk mogłaby postąpić dokładnie tak samo z jej uszkodzonym okiem? Może dało się je po prostu przesunąć albo wymienić na coś innego. Czy dzięki temu widziałaby normalnie? W końcu coś musiało z nią być – przewracała się dużo więcej razy, niż było to wskazane. A czy gdyby Kobczyk znalazła gdzieś oko i wstawiła je jej siostrzyczce – czy tak byłoby lepiej? Może to korzystniejsze od kulki mchu? Wiatr huczał głośno, ze świstem wpadając w zakamarki ich schronu. Mewa odpoczywała z ogonem położonym na nosie.
— Tato, a kiedy wróci Wąsatka? — zapytała Kobczyk z zaciekawieniem, spoglądając na rodzica. Gdyby wróciła niedługo, to Kobczyk mogłaby się przekonać czy jej podejrzenia są trafne. Chciała pomóc siostrze za wszelką cenę, z każdym dniem docierała do niej coraz większa świadomość – Wąsatka się po prostu męczyła z takim okiem. Może jego brak by jej wyrównał równowagę. Oczywiście zajęłoby to chwilę, aczkolwiek nigdzie im się nie spieszyło – a przynajmniej nie jej, ona czasu miała całą garść, a nawet więcej.
Wilczy Skowyt spojrzał na nią z lekkim zmieszaniem, które prędko przerodziło się w lekki uśmiech.
— Za niedługo. Jeszcze trochę, córeczko. Jej misja jeszcze nie dobiegła końca. Gdy tylko tak się stanie, przyprowadzę ją z powrotem, obiecuję — polizał ją po główce pocieszająco. Wiedział, gdzie przebywała jego siostrzyczka? Oby tylko nie groziło jej niebezpieczeństwo. Kobczyk zamruczała, wtulając się w gęste futro na piersi ojca. Zaczęła cicho pomrukiwać, teraz chłody były konkretniejsze, w końcu nastała Pora Nagich Drzew, więc można było się tego spodziewać. Ciekawe czy Wąsatka rzeczywiście wróci? Może to była tylko bajeczka, w którą chcieli, żeby Kobczyk wierzyła, aby była spokojniejsza? Zastanawiała się, czy tak po prostu musiało być. Dla niej oczywiście nie było to na łapę, ponieważ czuła się trochę tak, jakby jej siostra odeszła. Odeszła i to na dobre. Tylko dlaczego? Co takiego stało się tamtego dnia, że jej siostrzyczka już nie wróciła? Raczej ciekawość Kobczyka nie była temu winna. To musiało być coś innego. Może łaciata po prostu nie mogła wrócić, bo coś jej to uniemożliwiło.
Zamknęła ślepia, oddając się w objęcia snu. Odpoczynek przy takiej pogodzie też był niezwykle istotny. A jeśli ona nie będzie spać, to nie urośnie oraz nie będzie mieć siły. Musiała urosnąć. Jeśli będzie wystarczająco duża, mogłaby pójść i poszukać siostry albo się popytać, chociaż tutejszych kotów, czy może ją widzieli gdzieś nieopodal.
Coś mocno ją szturchnęło. Poczuła ból w okolicach brzucha. Otworzyła oczy, wokół niej rozciągała się czysta czerń. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego nie mogła nikogo zobaczyć ani niczego wyczuć. Żaden z dźwięków także do niej nie docierał, mimo że nastawiła uszy tak mocno, jak tylko była w stanie. Zmrużyła ślepia, aczkolwiek dalej nic nie dopływało do jej głowy. Może tak naprawdę wcale się nie obudziła? Tylko w takim razie co to było? Czy dalej śniła? A może oślepła? Wyniesiono ją i zostawiono na mrozie? Nie… przecież miała kochających rodziców.. Oni by jej nie zostawili. Nie pozwoliliby na to.
A jeśli tak, jeśli nadal śniła, to czy mogła jakoś wykorzystać ten sen na własną korzyść? Zaczęła wędrować łapkami przed siebie, doszukując się jakiegokolwiek światła. Po jakimś czasie wędrówki do jej ślepi dotarł zaledwie promyczek. Niezwykle ciepły i pocieszający zresztą. Zaczęła truchtać w jego kierunku żwawo. Mogła biec i biec, promyczek powiększał się, a ona nie miała wcale zadyszki. Czy właśnie tak wyglądało życie jej mamy lub taty? Mogli biec w nieskończoność i się nie męczyć? Jej łapki też były jakieś takie dłuższe, futerko bardziej zadbane. Wąsy długie, bieluchne, proste.
Kobczyk znalazła się na polanie porośniętej gęstymi kwiatami. Trawa była tutaj tak wysoka, że ledwo co mogła zobaczyć cokolwiek oprócz niej. Błękitne niebo rozciągało się nad jej główką, ozdobione gęstymi, gołębimi chmurami. Kobczyk z zachwytem wpatrywała się w nie. Wspięła się na pobliski kamień, obserwując gęsto porośniętą połać przed nią. Wszystko było tu takie piękne. Plejada barw wprawiała ją w zachwyt tak wielki, że nawet nie zorientowała się, kiedy zaczął nad nią szybować ciemny ptak z zaostrzonym dziobem. Zjeżyła sierść wzdłuż kręgosłupa, czując, że był on niebezpieczny. Nigdy nie widziała czegoś podobnego. Jego szeroko rozłożone skrzydła patrolowały te tereny, rozglądał się za czymś konkretnym i brązowooka miała nadzieję, że nie była tym, czego on szukał. Mogła nie przeżyć tego spotkania.
Mokre powietrze docierało do noska Kobczyka. Przynosiło ono koteczce swego rodzaju ukojenie. Ciemny ptak zaczął pikować w stronę kłosów trawy, łapiąc wreszcie tłustego owada. Zwinnym ruchem wylądował, odrywając od niego kawałek i połykając go. Po chwili z zielonych kawałeczków nie pozostało nic. Czarny ptak z pomarańczowymi łapkami oraz dziobem wzniósł się w powietrze z powrotem.
Kobczyk zamrugała, podnosząc gwałtownie łeb. Spojrzała na swoją mamę, obok której leżała, wtulona w jej ciepły brzuszek. Mogłaby przysiąc, że zasypiała obok taty. Pewnie odłożył ją, bo musiał już iść. Westchnęła cicho, zastanawiając się nad własnym snem. Miała ochotę pognać przed siebie, gonić za wiatrem, za owadami pośród wysokich łodyg. Jednak miała świadomość, że w jej przypadku nie będzie to takie proste.
Jej oczka rozszerzyły się, gdy dostrzegła swojego tatę. Wstała na równe łapki, zrzucając z siebie gęsty ogon mamy. Po chwili potknęła się o niego, prawie wywijając orła.
— Tatusiu, tatusiu! Śniło mi się coś! — pisnęła z podekscytowaniem, zadzierając ostro główkę, żeby zerknąć na mordkę ojca. Wilczy Skowyt uśmiechnął się do niej.
— Co takiego, słoneczko? — zamruczał, otulając ją łapą. Była zimna i mokra od śniegu na zewnątrz. Czekoladowa zatrzęsła kończynami z zimna, jednak nie przeszkodziło jej to przed trajkotaniem.
— Śniło mi się, że byłam na łące, przepięknej łące. Na takiej, o których mi opowiadałeś. Rośliny były większe ode mnie, trawa tak wysoka, że nie widziałam poza nią zbyt wiele. Wspięłam się na kamień, próbując coś dostrzec – i wtedy przeleciał nade mną ptak. Jego kolory były podobne do tego piórka, które mam zawsze ze sobą. Polował na owady. W dodatku wiesz co? Mogłam biec w nieskończoność i się nigdy nie męczyłam. Nie musiałam sobie robić przerw na złapanie oddechu! Nie bolały mnie łapki! — uśmiechnęła się do niego szeroko, poruszając ogonkiem na boki, zamiatając pod sobą chłodną posadzkę. Nawet ją dotknęły mrozy, jednak nie z taką intensywnością, z jaką można byłoby tego oczekiwać.
<Co o tym myślisz, tato?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz