Dawno temu…
Przeniosła spojrzenie z Motylkowej Łączki z powrotem na uczennicę. Postanowiła nie wspominać o tym, jak młodsza szylkretka zdawała się być niezadowolona z jej towarzystwa; nie wiedziała, dlaczego, i na ten moment chyba nie chciała wiedzieć.
Po polanach kręciły się jeszcze jakiś czas, wracając dopiero przed szczytowaniem księżyca z pyskami pełnymi ziół. Miała nadzieję, że Wełnista Łapa czuje się usatysfakcjonowana zmianą profesji i naukami, jakie otrzymuje – i że nie będzie chciała wrócić do życia wojowniczki. Klan potrzebował kompetentnych uzdrowicieli. I nawet jeśli okoliczności, przez które przyszło jej szkolić albinoskę, były takie, a nie inne, to i tak chciała… Aby ta czuła się dobrze. Na tyle dobrze, aby nie stchórzyć i doczekać swojego mianowania, w przeciwieństwie do Motylkowej Łączki.
Zerknęła kątem oka na oddalającą się przyjaciółkę. Czy to była jej wina? Czy jej nieszczęście było konsekwencją czynów medyczki? Potrząsnęła głową, ruszając w przeciwnym kierunku, w stronę lecznicy. Chciałaby, aby to Motylka była jej asystentką. Aby bez poczucia winy mogła korzystać z jej pomocy, angażować ją w życie medyka – zwłaszcza teraz, gdy ta zdawała się od niej… Oddalać.
Teraźniejszość…
Skała pod jej łapami była zimna. Wpatrywała się w tłum kotów przez wyjście z legowiska, przewracając między pazurami oblepiony miodem liść, pozostały po leczeniu Śniącej Łapy.
— Wdzięczna Firletko?
Podniosła spojrzenie na swoją uczennicę. Ah, no tak.
— Mhm… Tak, dobrze że już jesteś — miauknęła, uśmiechając się lekko.
Odsunęła od siebie medykament i podniosła się z ziemi. Podeszła bliżej Wełnistej Łapy, stając zaledwie krok przed nią i spoglądając w jej błyszczące z niepewnością oczy.
— O co chodzi?
Wzięła głęboki oddech.
— Mówiłam Ci parę wschodów słońca temu, że jesteś gotowa na zostanie pełnoprawną asystentką — zaczęła wprost. Terminatorka wstrzymała na moment oddech, a zmartwione linie jej pyska wygładziły się. — Poradziłaś sobie bardzo dobrze; nigdy w to nie wątpiłam. Noc Szponiastego Księżyca będzie miała jednak miejsce dopiero za jakiś czas… A my potrzebujemy dodatkowych łap do pracy już teraz.
Jej uśmiech nieco zgorzkniał. Zbliżała się zima; pierwsza zima bez rodziców, bez Skowronka i Kwiecistej Kniei. Pozostała tylko ona i Dzwonkowy Świst… Nawet wspomnienia zabaw z Pierwomrówczą Gracją zdawały się już rozmywać. Zacisnęła zęby. Ostatnimi czasy mniej udzielała się w legowisku, więcej czasu spędzając z bratem czy córeczką Kniei, Bazią – próbując zacieśnić więzi z tymi członkami rodziny, zanim… Zanim Klan Gwiazdy zabierze jej i ich.
— Wełnista Łapo — kontynuowała ciepłym tonem, otrząsając się. — Od dzisiaj możesz nosić imię Wełnistej Mszycy. Oficjalnie mianuję Cię na spotkaniu medyków, ale ufam, że będziesz dobrze sprawować się już teraz.
wyleczony: Śniąca Łapa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz