— Mak! Poczekaj! — zawołała Kocimiętkowy Wir, wyskakując spomiędzy krzaków. Jej głos był ostry, ale podszyty niepokojem. Makowa Łapa zatrzymała się, choć całe jej ciało krzyczało, by biec dalej.
— Przepraszam, siostrzyczko — dodała wojowniczka już ciszej. — Nie chciałam krzyczeć. Po prostu… — urwała i westchnęła głęboko, jakby próbowała uspokoić własne myśli. — Wiem, że tęsknisz za tatą. Ja też tęsknię. Ale on do nas nie wróci.
Makowa Łapa uniosła głowę. Jej bursztynowe oczy zaszkliły się, a futro na karku lekko się nastroszyło.
— Został z Klanem Klifu — kontynuowała Kocimiętkowy Wir, starając się mówić spokojnie. — A oni są naszymi wrogami. Wybrał ich.
Te słowa zabolały bardziej, niż Makowa Łapa chciała przyznać. Poczuła, jak coś pęka w jej wnętrzu. Kocimiętkowy Wir usiadła na mchu obok siostry, jej ogon poruszał się niespokojnie. Ruda uczennica zawahała się, po czym również usiadła, pozwalając, by ciężar zmęczenia i emocji choć trochę z niej opadł.
— Wiem, że nie chciałaś, żeby tak się stało — powiedziała wojowniczka łagodniej. — I wiem, że to boli. Ale nie jesteś sama. Kocham cię, siostrzyczko.
Makowa Łapa zamrugała kilka razy, próbując ukryć łzy.
— Skopiemy tylek Króliczej Ułudzie za to wszystko! — prychnęła nagle Kocimiętkowy Wir, prostując się dumnie. — Nikt nie będzie zdradzał naszej mamusi i myślał, że ujdzie mu to na sucho!
W jej głosie zabrzmiała odwaga i gniew, które sprawiły, że Makowa Łapa parsknęła śmiechem, mimo bólu w sercu. Obydwie kotki zaczęły się śmiać — krótko, trochę nerwowo, ale szczerze. Leśne ptaki zerwały się z pobliskich gałęzi, zaskoczone nagłym hałasem.
— Hej, Mak — odezwała się Kocimiętkowy Wir po chwili, z figlarnym błyskiem w zielonych oczach. — Chcesz usłyszeć plotkę o jednym okropnym, dziecinnym oraz żałosnym wojowniku z Klanu Wilka?
— Słyszałam tę plotkę miliony razy — odparła Makowa Łapa, zaczynając wygładzać swoje rude, rozczochrane futro. — Daj już spokój, Kocimiętko.
— Oj, no nie bądź taka ponura — zachichotała wojowniczka. — A może zapolujemy? Trochę ruchu dobrze ci zrobi. Zaraz zamienisz się w puchatą kulkę!
Makowa Łapa skrzywiła się na samą myśl o polowaniu, co tylko bardziej rozbawiło jej siostrę.
— A może zapolujemy na liście i kwiatuszki? — mruknęła uczennica z udawaną powagą, trącając łapą opadły liść.
— Na święty Klan Gwiazd! — fuknęła Kocimiętkowy Wir. — Jesteś kociakiem czy dorosłą uczennicą? Błagam cię, siostra!
— Co? Nie! Ja po prostu… — Makowa Łapa zawahała się i spuściła wzrok. — Nie chcę odbierać życia niewinnym zwierzątkom…
Zachichotała niepewnie, a jej uszy lekko się spłaszczyły. Kocimiętkowy Wir odpowiedziała tylko cichym westchnieniem.
— Jesteś naprawdę dziwna — powiedziała w końcu z miękkim uśmiechem. — Ale właśnie za to cię kocham.
Przez dłuższą chwilę siedziały w ciszy, wsłuchując się w dźwięki lasu: szelest liści, trzask gałązek pod łapami niewidocznych zwierząt, dalekie wołanie ptaka drapieżnego. Makowa Łapa poczuła, że napięcie w jej ciele powoli ustępuje.
<Kocimietko?>
[623 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz