Słoneczny Fragment spoglądał na klanowe tereny pokryte grubą warstwą śniegu. Wypuścił z pyska sporych rozmiarów kłębek pary, mając przez cały czas spojrzenie utkwione w miejscu, gdzie kilka wschodów słońca temu trop Pacynki był jeszcze wyczuwalny. Niepotrzebnie zwlekał z poinformowaniem Burzowych Chmur o odejściu jego partnerki. Przewodnik mimo gorszego samopoczucia w ostatnim czasie, z łatwością dostrzegł, jak zachowanie niebieskiego zmieniło się diametralnie po dołączeniu do klanu innej ciężarnej kocicy. Mniej ochoczo zaglądał do żłobka, w celu odwiedzenia córek, które narodziły się z umowy pomiędzy nim a Słodką Dziewanną.
– Nie powinieneś być taki surowy dla Krokus... – wymruczał Słońce, zerkając na towarzysza, który zajął miejsce na białym puchu tuż obok niego. – To nie jej wina, że jej futerko jest brązowo-czarne. Powinieneś ją tak samo traktować, jak Rybeczkę i Równonoc…
– Ona nie jest moją córką. Wiesz to ty, ja, medycy, wszyscy dookoła. To nie możliwe, aby moje kocię nie tyle, co z wyglądu, ale również ze sposobu bycia było aż tak podobne do Poczciwego Dziwaczka... I z tego powodu nie mogę się do niej przekonać, nie ważne, jak bardzo się staram... Chociaż tyle, że jej obecność wywołuje na pysku Dziewanny uśmiech. – Pokręcił głową, strzepując z karku płatki śniegu. – Martwię się o Pacynkę. Zima jest sroga, wręcz zabójcza dla samotnej karmicielki z młodymi. – Zmrużył oczy. – Porozmawiam z Zawodzącym Echem. Powiem mu o nas, o Pacynce i naszych kociętach. Poproszę go o możliwości udania się w teren, by móc ją sprowadzić do klanu.
Słoneczny Fragment milczał. Los Pacynki, mimo że pragnął, aby był mu całkowicie obojętny, wcale taki nie był. Miał nadzieję, że kocicy udało się znaleźć bezpieczne schronienie, gdzie była w stanie zająć się kociętami.
Jego kociętami.
Wziął głęboki wdech, nim zwrócił się do Burzowych Chmur.
– Wyprawa w nieznane o tej porze roku i w taką pogodę będzie zabójcza. Pomogę ci ich odszukać. Jestem ci to winien.
~~~
Gdy Burzowe Chmury przeprowadzał rozmowę z Zawodzącym Echem, do przewodnika zbliżyła się siostra jego własnego ucznia, którego zyskał w spadku po odejściu Kwiecistej Kniei. Albinoska spoglądała uważnie na przewodnika, na co kocur zareagował prychnięciem.
– Coś się stało, Wełnista Mszyco? – spytał młodą asystentkę medyka, która niemalże natychmiast w odpowiedzi pokręciła łebkiem. Zajęła miejsce tuż obok Słońca i zwiesiła łebek, tak jakby ciężar noszony na jej barkach zaczął być cięższy.
– Ch-chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej na temat kociąt, o które tak się martwiłeś... – zaczęła łagodnym tonem. Dostrzegając zaskoczony wyraz pyska kocura, ściszyła nieco głos, lecz kontynuowałam bez zająknięcia. – Gdy byłeś chory, Słoneczny Fragmencie, Biała Łapa poprosił, abym do ciebie zajrzała. W trakcie leczenia nakazałeś mi uważać na burą kotkę kręcącą się przy granicach o imieniu Pacynka. Poza tym poprosiłeś, abym poprosiła przodków o zapewnienie twoim kociętom bezpieczeństwa...
– Ciszej! – zawołał Słoneczny Fragment, ogonem zasłaniając pysk asystentce. Spojrzał w kierunku pomieszczenia, w którym jego były uczeń nadal przeprowadzał rozmowę z zastępcą i być może z liderem? Nie był pewny czy Królicza Gwiazda towarzyszył również kocurom podczas rozmowy, nie tyle, co się udzielając, ale wysłuchując tego, co ma do powiedzenia niebieski. – Nie ma żadnych kociąt…
– Okłamujesz mnie, Słoneczny Fragmencie. – Na pyszczku Wełnistej Mszycy pojawiły się zmarszczki. Determinacja w jej spojrzeniu sprawiła, że kocur przełknął ślinę, obawiając się, że zaraz zostanie potraktowany piorunem przez albinoskę za spłodzenie kociąt z samotniczką. Wiedziała to. Musiała wiedzieć. Jako gwieździsty pomiot na pewno to widziała i być może miała zamiar ukarać za to Słoneczny Fragment, jak i za samo zauroczenie się w Wielenim Szlaku. Chociaż, Klan Burzy w sprawie kociąt, którego jeden z rodziców był samotnikiem czy nawet pieszczochem był do tej pory łagodny. Być może miał na to wpływ fakt, że większość członków klanu za młodu została znaleziona przez patrole jako znajdki? – Chcę ci pomóc, jednak jeśli nie zechcesz mi pomóc zrozumieć swojej sytuacji, nie będę w stanie ci pomóc – miauknęła, po czym westchnęła, siląc się na swoje własne wyznanie. – Jeśli chodzi o Pacynkę... prawdopodobnie się z nią spotkałam. To ona była tym "lisem", który mnie zaatakował... – Nos asystentki drgnął nerwowo na samo wspomnienie spotkania z samotniczką. – To do niej chciałeś mnie przeprowadzić, prawda? To ona była tą samotniczką przy granicy, która spodziewała się kociąt... I to ona była tą kotką, którą patrol przepędził...
Między przewodnikiem a asystentką medyka zapadła długa i ciężka cisza. Oboje milczeli, wpatrując się w kamienną posadzkę Skruszonej Wieży. W końcu na korytarzu mignęło niebieskie futro Burzowych Chmur, jednak Słoneczny Fragment, jak siedział, tak siedział. Nawet głos przyjaciela nie wytrącił go z dziwnego transu, w który wpadł.
– Burzowe Chmury... Chciałabym porozmawiać z tobą o twoich kociętach... – podjęła nagle Wełnista Mszyca, zbliżając się do niebieskiego. – Chodzi o Krokus...
Słoneczny Fragment przez cały czas miał wzrok wbity w posadzkę. Rozmowa z asystentką zamiast nadziei, ukojenia, sprawiła, że zdecydował się na coś, na co kilka wschodów słońca, by się nie zdecydował.
Odprowadził spojrzeniem Burzowe Chmury i Wełnistą Mszycę, którzy zniknęli na parterze, a sam spojrzał w kierunku legowiska, z którego wychyliła się głowa Zawodzącego Echa. Kocur również miał zamiar opuścić Skruszoną Wieżę.
– Zawodzące Echo, poczekaj! Chciałbym z tobą porozmawiać. Myślę, że to ważne i powinieneś, o tym wiedzieć. Królicza Gwiazda również.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz