Usłyszał szelest. Zatrzymał się i szybko spojrzał na źródło dźwięku - Miodową Korę. Wstrzymał oddech i nagle obraz zaczął się przed nim rozmazywać. Czy to łzy? A może dziwny strach, przez który aż serce podskoczyło mu do gardła?
Spojrzeli na siebie, jednakże Miodowa Kora szybko uciekł wzrokiem... jak i ciałem, jakby wcale go nie zobaczył.
Kosaćcowa Grzywa westchnął ciężko, pozwalając swoim łapom powędrować na spotkanie z dawnym mentorem. Stanął za nim, ale Miodowa Kora wciąż szedł przed siebie, niby porzucając byłego ucznia w niepamięć. Wojownik zmarszczył brwi i kilkoma susami zagrodził starszemu drogę przez las.
— Witaj, Miodowa Koro! — rzekł wtedy oraz uśmiechnął się mu głupkowato.
Czy miał powiedzieć coś jeszcze? Kosaćcowa Grzywa zaczął szukać słów, ale w głowie miał tylko latające jeże. Zamiast rzec cokolwiek, postanowił gapić się na kocura oczami znanej mu dobrze kultystki.
Miodowa Kora przewrócił tylko oczami, widząc, jak głupio się uśmiechał, jakby mózg mu się ulotnił.
— Ugh... nie masz lepszych rzeczy do roboty, zamiast zawadzać mi drogę? — powiedział, ewidentnie nie chcąc widzieć Kosaćcowej Grzywy.- A teraz spadaj, mam lepsze rzeczy na głowie!
Odepchnął niebieskiego kocura z bielą, po czym ruszył przed siebie, niby zapominając o problemie zwanym Kosaćcową Grzywą.
Zamurowały go słowa kocura. Przez chwilę milczał, nie wiedząc jak zareagować na ten wybuch mentora. Ostatecznie wzruszył głupio barkami i podbiegł do niego kilkoma susami. Zagrodził ponownie mu drogę.
— Czemu ty jesteś taki uprzedzony do mnie, co? — warknął, płaszcząc uszy. — Oboje nie byliśmy w najlepszym stanie, a wszystkie twoje nieszczęścia nagle spadają na mnie! — krzyknął i spojrzał na niego z góry, z obrzydzeniem. — A poza tym... — wygładził sierść na piersi nerwowym pociągnięciem języka — Gdybyś miał lepsze rzeczy na głowie, na pewno byś wiedział, gdzie idziesz. A nie powiem, że śmiesznie byłoby cię obserwować z tyłu, jak zataczałeś cały czas kółko i trafiałeś do punktu wyjścia — syknął i strzepnął ogonem.
Liliowy wojownik patrzył z pogardą na Kosaćcową Grzywę. Nie wiedział przez chwilę jak odpowiedzieć na ten szereg głupot, które wychodziły z jego pyska. Zirytowany ponownie przewrócił oczami, jakby to było jedyne, czym mógł się wybronić w tej zaistniałej sytuacji.
— Moje nieszczęścia?! To wszystko i wyłącznie twoja wina, Kosaćcu i powinieneś to doskonale wiedzieć! To tylko kolejne konsekwencje twoich niedojrzałych wygłupów na drodze grzmotu. — Mierzył go swoim wzrokiem z kamiennym wyrazem twarzy.
“Na drodze grzmotu?” — pomyślał urażony Kosaciec. “Może twoje rozstanie z żonką też było moją winą?”
Prychnął na oszczerstwa.
Mimo to zachował uśmiechniętą maskę, wyglądając jak głupiec.
Rozśmieszał go obraz Miodowej Kory gadającego do spokojnego, niewinnego kosaćca — kwiatka — a nie do Kosaćcowej Grzywy, zbiegłego wojownika Klanu Wilka i tym samym byłego ucznia liliowego kota.
— Wyobraź sobie, geniuszu, że nikt nie zna tych terenów, więc nikt nie wie jeszcze, gdzie najlepiej się tu poluje, znawco okolicy — Fuknął w jego stronę.
Nagle były uczeń napluł mu śliną pod łapy z nerwowym uśmieszkiem. Nie dzieliło go tak daleko od stracenia nad sobą kontroli.
— Nie oczekuj ode mnie przeprosin, Miodowa Koro. Żaden z nas nie jest dobry — wycedził srebrny przez zaciśnięte szczęki.
Popatrzył pod swoje łapy, widząc, jak kosaciec splunął między nimi swoją śliną, mówiąc po tym coś śmiesznego. Miodowa Kora się wkurzył, machając ogonem, nie mógł znieść tych durnych usprawiedliwień.
— Żaden z nas nie jest dobry? To wszystko, co masz do powiedzenia?! — wycedził ze złośliwym tonem, podchodząc rozdrażniony do młodego kocura.
Teraz dzieliło ich pyski mniej niż długość kociego ogona.
— Próbowałeś zabić mojego syna, a potem mnie, lisi bobku! Jeszcze tak w lekceważący sposób do tego podchodzisz, że chce mi się rzygać, jak patrzę na ciebie i twój snobizm. Nie potrzebuję nawet twoich sztucznych przeprosin! Tylko chcę, żebyś zapamiętał jedno, ty wrzodzie na ogonie! Jeśli jeszcze raz spróbujesz zabić mego syna lub mnie… to zrobię z ciebie posłanie, na którym będę spał! — popatrzył zawistnie na kota przed sobą.
I pomyśleć, że niegdyś oba kocury wskoczyłyby za sobą w ogień.
<Miodowa Koro, skończ ten swój teatrzyk i idziemy na melanż!>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz