Nastał wieczór, gdy albinos wślizgnął się do legowisk uczniów, unikając światła księżyca.
Słoneczny Fragment przyszedł do niego z doskonałą dla niego wiadomością. Uznał Białą Łapę za gotowego, by przejść ceremonię dorosłości. Albinos niemal od razu zerwał się na równe nogi, ale mentor go uspokoił. Oznajmił kocurkowi, że najpierw, nim Królicza Gwiazda nada mu imię, będzie musiał otrzymać aprobatę od swoich poprzedników. Starszy wyjaśnił wszystko albinosowi zmęczonym głosem, ale również wypełnionym dumą.
Młody przewodnik po otrzymaniu błogosławieństwa od mentora wyruszył tunelem do sekretnego miejsca, w którym znajdowała się Gwiezdna Sadzawka. To właśnie tam miał odbyć spotkanie ze swoimi poprzednikami, by uzyskać ich przychylność w zostaniu przewodnikiem.
Biały, idąc, miał mnóstwo wątpliwości. Nigdy nie miał styczności z duchami, mimo słuchania wielu opowieści, nie potrafił wyobrazić sobie czegoś takiego. Czy powinien ułożyć w głowie dialog? Zapytać o coś konkretnego? Czy może oni będą wiedzieli, co robić, wszakże sami przechodzili przez taką ceremonię?
Wyszedł z tunelu nieopodal granicy z Klanem Klifu. Znał drogę, wszak Słoneczny Fragment wszystko mu wyjaśniał i pokazywał jeszcze parę księżyców temu. Przez cały czas przygotowywał się tylko do tej chwili, zaczynając czuć ścisk w żołądku. Stres, jaki mu towarzyszył, nie zniknął przez całą wyprawę.
Przemykając przez plażę, odnalazł wejście do tunelu. Wszedł do środka i odetchnął z ulgą, gdy poczuł pod łapami znajomy tunelowy grunt. Nigdy nie sądził, że będzie się tak cieszył z widoku wykopanego przejścia.
Szedł długo, powoli i ostrożnie, cały czas będąc na czujce. Nie spodziewał się tutaj nikogo poza nim, jednak Kwiecista Knieja zaszczepiła w uczniu ograniczone zaufanie.
Gdy się zbliżał, wyczuł woń źródełka. Mroczne tunele zaczęły stopniowo się rozszerzać, dopóki nie dotarł do miejsca docelowego. Blask księżyca wpadał przez drobne otwory w suficie do środka, a Biała Łapa musiał cierpliwie poczekać, aż skryje się ponownie za chmurami. Szedł więc pod ścianą, omijając rozświetloną wodę, oglądając malunki na nich zostawione. Przedstawiały dawnych mieszkańców tych terenów, miały odciski łap, a Biały nie mógł się powstrzymać przed przyłożeniem swojej, dużej łapy do małej odciśniętej na ścianie. Ciekawe do kogo należała…
Gdy blask znikł, Biała Łapa podszedł ostrożnie do źródełka. Czuł panującą tutaj duchową aurę, jakby Przodkowie regularnie tutaj bywali. Stres przerodził się w niesamowite uczucie podniecenia, ciekawości. Napił się z Gwiezdnej Sadzawki, a następnie położył pod ścianą, by nie zostać poparzonym blaskiem księżyca. Zasnął w kilka uderzeń serca, a jego umysł zaszedł mgłą.
Obudził się, śniąc na jawie. Czuł, jak jego ciało obejmuje przedziwne uczucie lekkości. Zamrugał kilka razy, jednak nie był w stanie za wiele zrobić, poza kilkoma krokami przed siebie. Był na polanie, ale trawa nie miała żadnej struktury, wiatr, który poruszał źdźbłami, nie dotykał go. Niebo było przysłonięte chmurami, bez gwiazd na nim czy widocznego księżyca. Otworzył szerzej pysk, czy Przodkowie wiedzieli, że światło stwarzało dla niego śmiertelne zagrożenie? Dlatego przysłonili je chmurami na czas spotkania? Uśmiechnął się pod nosem, dziękując im w duchu, nawet jeśli wyciągnął pochopne wnioski.
— Biała Łapo, przyszły przewodniku — usłyszał nagle. Odwrócił głowę zaalarmowany, nadstawiając uszu, a przed nim pojawił się kocur o krótkiej sierści błyszczącej milionem gwiazd. Oczy miał zasnute mgłą, jasne, odbijające księżycowy blask, nawet jeśli nie widniał na niebie.
— Przybyłeś tutaj by uzyskać ode mnie przychylność, jako twojego poprzednika. — Jego ton był chłodny, spokojny i bardzo specyficznie brzmiący w uszach albinosa. — Obserwowałem twoje treningi, kiedy pomimo przeciwności losu parłeś przed siebie. Ofiaruję ci moją aprobatę, byś został przewodnikiem i mógł prowadzić swój klan, kiedy zajdzie taka potrzeba.
Ostatnie słowa rozbrzmiały w małżowinach usznych Białej Łapy, kiedy to Bobrzy Siekacz, którego imię nagle zawitało w głowie albinosa, odsunął się na bok. Minął go z jego prawej strony, a Biały nagle poczuł muśnięcie czyjegoś ogona. Odwrócił spanikowany głowę w tamtym kierunku, a jego oczom ukazała się puchata kotka, nieco niższa od niego. Jej gęste, piękne futro nosiło na sobie gwiezdne ozdoby, każdy jej krok zostawiał iskrzące ślady, a oczy, podobnie jak u Bobrzego Siekacza, błyszczały całym pięknem nocnego nieba. Biała Łapa nie wiedząc kiedy, rozpoznał ją, tak jakby cząstki dusz tych Przewodników były w nim, a ich umysły zostały w jakiś sposób połączone.
— Lisi Ogon…? — zapytał niepewnie.
Kotka posłała mu zadziorny uśmiech i zatrzepotała rzęsami.
— Przystojniak nam się trafił, nie, Bobrzy? — miauknęła dumnie. — Chcesz mojej aprobaty, tak? To powiedz mi, jak długi jest Sekretny Tunel.
Biała Łapa zaskoczony pomyślał chwilę, marszcząc nos. Kotka wystawiała go na próbę.
— Około czterdziestu długości zająca — odpowiedział, prostując się, by być bardziej wiarygodnym. Ufał swoim instynktom, które same z siebie odmierzały długość różnych tuneli, mierząc czas ich przejścia i badając strukturę drogi.
Kotka błysnęła swoimi kłami w uśmiechu.
— Nieźle! — pochwaliła go. Nagle jej pysk przybrał poważny wyraz, a wysoko uniesiony ogon opadł. — Jesteś gotów służyć klanowi swoją wiedzą, pamięcią i odwagą? Prowadzić ich w trudnych chwilach, pomagając podczas wojen? Ryzykować dla nich życiem?
Biała Łapa spoważniał. W jego głowie przemknęły obrazy wszystkich kotów z klanu, tych mniej lubianych i bardziej. Pomyślał o Śniącym, o Księżycu, o swojej siostrze, Wełnie… Lotosie, Barszczu, Modliszce i wszystkich pozostałych, którzy okazali mu zrozumienie, akceptując w swoim dziwactwie. To właśnie dla nich tak się starał, oddając swoje serce tunelom, umysł wiedzy, a duszę Przodkom, by pomagali mu prowadzić klan w podziemiach.
Uniósł głowę, a w jego czerwonych oczach zalśnił cały rój małych gwiazdeczek. Lisi Ogon uniosła brwi zaintrygowana, a Bobrzy Siekacz obserwował z boku.
— Jestem gotów — odpowiedział pewnie, bez cienia wątpliwości.
Lisi Ogon uśmiechnęła się.
— Otrzymujesz więc moją aprobatę. Zostań godnym zaufania Przewodnikiem, Biała Łapo.
Odeszła na bok, a Biały powędrował za nią wzrokiem. Odwrócił głowę, dostrzegając idącą w jego kierunku trzecią postać. Jej futro, długie i puszące się, ozdobione całym niebem gwiazd, łapy, o błyszczącej poświacie, które zostawiały za sobą iskrzące ślady. Kotka miała równy, energiczny chód. Podniosła głowę i posłała Białemu uśmiech, w tym momencie albinos ją rozpoznał; Koniczynowa Łąka. Nigdy się nie spotkali, a sama ruda żyła dawno temu, a mimo to jakby byli swoimi następnymi wcieleniami, przekazała mu swoje imię, które, razem z imionami pozostałej dwójki, będzie nosił w sercu po kres swych dni.
— Dobry wieczór, Biała Łapo — przywitała się.
— Dobry wieczór, Koniczynowa Łąko — odpowiedział, również lekko podnosząc kąciki ust.
Była piękna, a jej aura należała do czystych i wesołych, jakby za życia miała dużo radości. Podeszła do niego i zajrzała wgłąb jego duszy, tymi przepełnionymi gwiazdami oczyma.
— Obserwowałam twoje treningi z góry — miauknęła radośnie. — Przyniesiesz chlubę Klanowi Burzy! Otrzymujesz moją aprobatę, by przejść przez Ceremonię Dojrzałości. Słuchaj swojego serca, pomagaj innym i dąż do świetności Klanu Burzy.
Następnie cała trójka kotów go pozdrowiła, a świat zaczął się rozpływać. Biały wybudzał się z długiego snu, który w rzeczywistości trwał zaledwie kilka godzin. Księżyc wciąż wisiał na niebie, chyląc ku horyzontowi. Albinos rozejrzał się dookoła nieco skołowany, zaraz jednak przytomniejąc i wstając.
Biała Łapa śpieszno wyszedł z Gwiezdnej Sadzawki, by powrócić do bezpiecznych tuneli Klanu Burzy, nim nastanie dzień.
Był zimowy, piękny popołudniowy dzień, który Biała Łapa oglądał z legowiska uczniów. Smętnie poruszał wąsami, wdychając chłodne, wilgotne powietrze. Patrzył, jak koty sprzątają nadmiar liści, które pospadały z krzewów na ziemię jako ostatnie ślady po jesieni.
Myślami cały czas wracał do spotkania z Przodkami. Doświadczył czegoś unikatowego, niesamowitego, czego przeciętny kot nigdy nie uświadczy. Nie wiedział sam, co powinien z tym zrobić, o ile w ogóle. Czy na swojej drodze przewodnika będzie częściej widywać zmarłych? Rozmawiać z nimi, pomagać, może prosić o pomoc?
Westchnął ciężko, przewracając się na drugi bok. Żałował, że nie zapytał ich, czy wiedzą coś o Kwiecistej Kniei… jeśli mogli podglądać ich z góry, to może mieli o kotce jakieś informacje. Chociaż, jak się głębiej zastanowić, ona nie należała już do Klanu Burzy, więc teoretycznie Przodkowie Burzaków nie mogli na nią patrzeć.
— Do dupy — szepnął do siebie.
Gdy nastał wieczór, Biała Łapa podniósł się z legowiska, przeciągnął i ułożył swoje futro, by jako tako wyglądało. Gdy tylko zimowe, ostre słońce skryło się za chmurami, wypełzł szybko na zewnątrz, by wejść do tuneli.
Znał je na pamięć, dosłownie każdą długość myszy, zapach, strukturę, szerokość i długość. Mógł w nocy o północy powiedzieć, który prowadzi gdzie, jak długo się nimi idzie i ile mają zakrętów. Ponadto był mistrzem walki wewnątrz nich, jak i na zewnątrz. Będąc tak długo uczniem, miał masę szans, by trenować z różnymi kotami. Jego ciało było wysportowane, szczupłe, pokryte długą jasną sierścią. Miał pod nią warstwę zimowego puchu, dzięki czemu nie marzł.
Będąc w tunelu, poszedł prosto do Groty Pamięci, w której miała odbyć się ceremonia. Było późne popołudnie, co oznaczało, że lada uderzenie serca koty zaczną się zbierać, a Królicza Gwiazda rozpocznie mianowanie. Biała Łapa od Księżyca dowiedział się wiele rzeczy na temat tego miejsca, wchodząc więc, od razu skierował łapy ku ścianie z odciskami. Jego niedługo też się tam pojawi, obok przewodników. Mógł dostrzec odciski Słonecznego Fragmentu oraz Kwiecistej Kniei… ach, ciekawe czy kotka miała się dobrze? Była bezpieczna? Żywa? Biały zastanawiał się czasem nad tym, czy Kwiecista Knieja byłaby z niego dumna, widząc, jak odciska w tym miejscu swoją łapę, jak otrzymuje nowe imię i zasila szeregi przewodników.
Niebawem przybył Śniąca Łapa wraz z mentorem, Słonecznym Fragmentem. Słoneczny przygotował go do ceremonii, powiedział wszystko, co i jak, mimomimo że ceremonia przewodników nie różniła się zbytnio od tych wojowniczych. Dokładniej mówiąc, określało się je teraz “Ceremonią Dojrzałości”, a odbywały się w grocie, by nadać im wyniosły charakter. Białemu absolutnie to nie przeszkadzało; był nawet bardziej z tego powodu zadowolony.
— Ja, Królicza Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako przewodnika. Biała Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Albinos czuł ścisk w żołądku ze stresu. Każdy milimetr jego ciała odczuwał rozpierającą go dumę z własnych postępów. Przymknął oczy na chwilę, po czym otworzył z dziwnym błyskiem w czerwonych ślipiach.
— Przysięgam — odpowiedział wyraźnie i doniośle.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Biała Łapo, od tej pory będziesz znany jako Biały Strumień. Klan Gwiazdy ceni twoją determinację i wiedzę oraz wita cię jako nowego przewodnika! — wypowiedział Królicza Gwiazda.
Jego głos był wyprany z większości emocji, a sam lider zrobił to, co robił od księżyców. Odklepał formułkę, a przynajmniej tak się wydawało Białemu, sądząc po tonie dymnego i wyrazie pyska.
Klan zaczął skandować jego nowe imię. Biały mógł dostrzec Wełnistą Mszycę wśród nich, którą rozpierała duma, zarówno jak Barszczową Łodygę, który zawsze służył mu pomocną łapą.
Biały Strumień podszedł do ściany z odciskami łap, do miejsca dla przewodników. Umoczył swoją, śnieżnobiałą kończynę w barwniku, po czym podniósł. Jego serce biło jak oszalałe, a na plecach czuł oczy całego zebranego klanu. Zrobił odcisk, przypieczętowując swoją nową rolę jako pełnoprawny przewodnik.
— Przyrzekam służyć klanowi swoją wiedzą — szepnął, gdy zabierał łapę, by podziwiać rosnącą kolekcję odcisków.
Od dzisiaj zaczynał nowy rozdział w swoim życiu. Nie zamierzał zawieść.
Słoneczny Fragment przyszedł do niego z doskonałą dla niego wiadomością. Uznał Białą Łapę za gotowego, by przejść ceremonię dorosłości. Albinos niemal od razu zerwał się na równe nogi, ale mentor go uspokoił. Oznajmił kocurkowi, że najpierw, nim Królicza Gwiazda nada mu imię, będzie musiał otrzymać aprobatę od swoich poprzedników. Starszy wyjaśnił wszystko albinosowi zmęczonym głosem, ale również wypełnionym dumą.
Młody przewodnik po otrzymaniu błogosławieństwa od mentora wyruszył tunelem do sekretnego miejsca, w którym znajdowała się Gwiezdna Sadzawka. To właśnie tam miał odbyć spotkanie ze swoimi poprzednikami, by uzyskać ich przychylność w zostaniu przewodnikiem.
Biały, idąc, miał mnóstwo wątpliwości. Nigdy nie miał styczności z duchami, mimo słuchania wielu opowieści, nie potrafił wyobrazić sobie czegoś takiego. Czy powinien ułożyć w głowie dialog? Zapytać o coś konkretnego? Czy może oni będą wiedzieli, co robić, wszakże sami przechodzili przez taką ceremonię?
Wyszedł z tunelu nieopodal granicy z Klanem Klifu. Znał drogę, wszak Słoneczny Fragment wszystko mu wyjaśniał i pokazywał jeszcze parę księżyców temu. Przez cały czas przygotowywał się tylko do tej chwili, zaczynając czuć ścisk w żołądku. Stres, jaki mu towarzyszył, nie zniknął przez całą wyprawę.
Przemykając przez plażę, odnalazł wejście do tunelu. Wszedł do środka i odetchnął z ulgą, gdy poczuł pod łapami znajomy tunelowy grunt. Nigdy nie sądził, że będzie się tak cieszył z widoku wykopanego przejścia.
Szedł długo, powoli i ostrożnie, cały czas będąc na czujce. Nie spodziewał się tutaj nikogo poza nim, jednak Kwiecista Knieja zaszczepiła w uczniu ograniczone zaufanie.
Gdy się zbliżał, wyczuł woń źródełka. Mroczne tunele zaczęły stopniowo się rozszerzać, dopóki nie dotarł do miejsca docelowego. Blask księżyca wpadał przez drobne otwory w suficie do środka, a Biała Łapa musiał cierpliwie poczekać, aż skryje się ponownie za chmurami. Szedł więc pod ścianą, omijając rozświetloną wodę, oglądając malunki na nich zostawione. Przedstawiały dawnych mieszkańców tych terenów, miały odciski łap, a Biały nie mógł się powstrzymać przed przyłożeniem swojej, dużej łapy do małej odciśniętej na ścianie. Ciekawe do kogo należała…
Gdy blask znikł, Biała Łapa podszedł ostrożnie do źródełka. Czuł panującą tutaj duchową aurę, jakby Przodkowie regularnie tutaj bywali. Stres przerodził się w niesamowite uczucie podniecenia, ciekawości. Napił się z Gwiezdnej Sadzawki, a następnie położył pod ścianą, by nie zostać poparzonym blaskiem księżyca. Zasnął w kilka uderzeń serca, a jego umysł zaszedł mgłą.
Obudził się, śniąc na jawie. Czuł, jak jego ciało obejmuje przedziwne uczucie lekkości. Zamrugał kilka razy, jednak nie był w stanie za wiele zrobić, poza kilkoma krokami przed siebie. Był na polanie, ale trawa nie miała żadnej struktury, wiatr, który poruszał źdźbłami, nie dotykał go. Niebo było przysłonięte chmurami, bez gwiazd na nim czy widocznego księżyca. Otworzył szerzej pysk, czy Przodkowie wiedzieli, że światło stwarzało dla niego śmiertelne zagrożenie? Dlatego przysłonili je chmurami na czas spotkania? Uśmiechnął się pod nosem, dziękując im w duchu, nawet jeśli wyciągnął pochopne wnioski.
— Biała Łapo, przyszły przewodniku — usłyszał nagle. Odwrócił głowę zaalarmowany, nadstawiając uszu, a przed nim pojawił się kocur o krótkiej sierści błyszczącej milionem gwiazd. Oczy miał zasnute mgłą, jasne, odbijające księżycowy blask, nawet jeśli nie widniał na niebie.
— Przybyłeś tutaj by uzyskać ode mnie przychylność, jako twojego poprzednika. — Jego ton był chłodny, spokojny i bardzo specyficznie brzmiący w uszach albinosa. — Obserwowałem twoje treningi, kiedy pomimo przeciwności losu parłeś przed siebie. Ofiaruję ci moją aprobatę, byś został przewodnikiem i mógł prowadzić swój klan, kiedy zajdzie taka potrzeba.
Ostatnie słowa rozbrzmiały w małżowinach usznych Białej Łapy, kiedy to Bobrzy Siekacz, którego imię nagle zawitało w głowie albinosa, odsunął się na bok. Minął go z jego prawej strony, a Biały nagle poczuł muśnięcie czyjegoś ogona. Odwrócił spanikowany głowę w tamtym kierunku, a jego oczom ukazała się puchata kotka, nieco niższa od niego. Jej gęste, piękne futro nosiło na sobie gwiezdne ozdoby, każdy jej krok zostawiał iskrzące ślady, a oczy, podobnie jak u Bobrzego Siekacza, błyszczały całym pięknem nocnego nieba. Biała Łapa nie wiedząc kiedy, rozpoznał ją, tak jakby cząstki dusz tych Przewodników były w nim, a ich umysły zostały w jakiś sposób połączone.
— Lisi Ogon…? — zapytał niepewnie.
Kotka posłała mu zadziorny uśmiech i zatrzepotała rzęsami.
— Przystojniak nam się trafił, nie, Bobrzy? — miauknęła dumnie. — Chcesz mojej aprobaty, tak? To powiedz mi, jak długi jest Sekretny Tunel.
Biała Łapa zaskoczony pomyślał chwilę, marszcząc nos. Kotka wystawiała go na próbę.
— Około czterdziestu długości zająca — odpowiedział, prostując się, by być bardziej wiarygodnym. Ufał swoim instynktom, które same z siebie odmierzały długość różnych tuneli, mierząc czas ich przejścia i badając strukturę drogi.
Kotka błysnęła swoimi kłami w uśmiechu.
— Nieźle! — pochwaliła go. Nagle jej pysk przybrał poważny wyraz, a wysoko uniesiony ogon opadł. — Jesteś gotów służyć klanowi swoją wiedzą, pamięcią i odwagą? Prowadzić ich w trudnych chwilach, pomagając podczas wojen? Ryzykować dla nich życiem?
Biała Łapa spoważniał. W jego głowie przemknęły obrazy wszystkich kotów z klanu, tych mniej lubianych i bardziej. Pomyślał o Śniącym, o Księżycu, o swojej siostrze, Wełnie… Lotosie, Barszczu, Modliszce i wszystkich pozostałych, którzy okazali mu zrozumienie, akceptując w swoim dziwactwie. To właśnie dla nich tak się starał, oddając swoje serce tunelom, umysł wiedzy, a duszę Przodkom, by pomagali mu prowadzić klan w podziemiach.
Uniósł głowę, a w jego czerwonych oczach zalśnił cały rój małych gwiazdeczek. Lisi Ogon uniosła brwi zaintrygowana, a Bobrzy Siekacz obserwował z boku.
— Jestem gotów — odpowiedział pewnie, bez cienia wątpliwości.
Lisi Ogon uśmiechnęła się.
— Otrzymujesz więc moją aprobatę. Zostań godnym zaufania Przewodnikiem, Biała Łapo.
Odeszła na bok, a Biały powędrował za nią wzrokiem. Odwrócił głowę, dostrzegając idącą w jego kierunku trzecią postać. Jej futro, długie i puszące się, ozdobione całym niebem gwiazd, łapy, o błyszczącej poświacie, które zostawiały za sobą iskrzące ślady. Kotka miała równy, energiczny chód. Podniosła głowę i posłała Białemu uśmiech, w tym momencie albinos ją rozpoznał; Koniczynowa Łąka. Nigdy się nie spotkali, a sama ruda żyła dawno temu, a mimo to jakby byli swoimi następnymi wcieleniami, przekazała mu swoje imię, które, razem z imionami pozostałej dwójki, będzie nosił w sercu po kres swych dni.
— Dobry wieczór, Biała Łapo — przywitała się.
— Dobry wieczór, Koniczynowa Łąko — odpowiedział, również lekko podnosząc kąciki ust.
Była piękna, a jej aura należała do czystych i wesołych, jakby za życia miała dużo radości. Podeszła do niego i zajrzała wgłąb jego duszy, tymi przepełnionymi gwiazdami oczyma.
— Obserwowałam twoje treningi z góry — miauknęła radośnie. — Przyniesiesz chlubę Klanowi Burzy! Otrzymujesz moją aprobatę, by przejść przez Ceremonię Dojrzałości. Słuchaj swojego serca, pomagaj innym i dąż do świetności Klanu Burzy.
Następnie cała trójka kotów go pozdrowiła, a świat zaczął się rozpływać. Biały wybudzał się z długiego snu, który w rzeczywistości trwał zaledwie kilka godzin. Księżyc wciąż wisiał na niebie, chyląc ku horyzontowi. Albinos rozejrzał się dookoła nieco skołowany, zaraz jednak przytomniejąc i wstając.
Biała Łapa śpieszno wyszedł z Gwiezdnej Sadzawki, by powrócić do bezpiecznych tuneli Klanu Burzy, nim nastanie dzień.
~*~
Myślami cały czas wracał do spotkania z Przodkami. Doświadczył czegoś unikatowego, niesamowitego, czego przeciętny kot nigdy nie uświadczy. Nie wiedział sam, co powinien z tym zrobić, o ile w ogóle. Czy na swojej drodze przewodnika będzie częściej widywać zmarłych? Rozmawiać z nimi, pomagać, może prosić o pomoc?
Westchnął ciężko, przewracając się na drugi bok. Żałował, że nie zapytał ich, czy wiedzą coś o Kwiecistej Kniei… jeśli mogli podglądać ich z góry, to może mieli o kotce jakieś informacje. Chociaż, jak się głębiej zastanowić, ona nie należała już do Klanu Burzy, więc teoretycznie Przodkowie Burzaków nie mogli na nią patrzeć.
— Do dupy — szepnął do siebie.
~*~
Znał je na pamięć, dosłownie każdą długość myszy, zapach, strukturę, szerokość i długość. Mógł w nocy o północy powiedzieć, który prowadzi gdzie, jak długo się nimi idzie i ile mają zakrętów. Ponadto był mistrzem walki wewnątrz nich, jak i na zewnątrz. Będąc tak długo uczniem, miał masę szans, by trenować z różnymi kotami. Jego ciało było wysportowane, szczupłe, pokryte długą jasną sierścią. Miał pod nią warstwę zimowego puchu, dzięki czemu nie marzł.
Będąc w tunelu, poszedł prosto do Groty Pamięci, w której miała odbyć się ceremonia. Było późne popołudnie, co oznaczało, że lada uderzenie serca koty zaczną się zbierać, a Królicza Gwiazda rozpocznie mianowanie. Biała Łapa od Księżyca dowiedział się wiele rzeczy na temat tego miejsca, wchodząc więc, od razu skierował łapy ku ścianie z odciskami. Jego niedługo też się tam pojawi, obok przewodników. Mógł dostrzec odciski Słonecznego Fragmentu oraz Kwiecistej Kniei… ach, ciekawe czy kotka miała się dobrze? Była bezpieczna? Żywa? Biały zastanawiał się czasem nad tym, czy Kwiecista Knieja byłaby z niego dumna, widząc, jak odciska w tym miejscu swoją łapę, jak otrzymuje nowe imię i zasila szeregi przewodników.
Niebawem przybył Śniąca Łapa wraz z mentorem, Słonecznym Fragmentem. Słoneczny przygotował go do ceremonii, powiedział wszystko, co i jak, mimomimo że ceremonia przewodników nie różniła się zbytnio od tych wojowniczych. Dokładniej mówiąc, określało się je teraz “Ceremonią Dojrzałości”, a odbywały się w grocie, by nadać im wyniosły charakter. Białemu absolutnie to nie przeszkadzało; był nawet bardziej z tego powodu zadowolony.
— Ja, Królicza Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako przewodnika. Biała Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Albinos czuł ścisk w żołądku ze stresu. Każdy milimetr jego ciała odczuwał rozpierającą go dumę z własnych postępów. Przymknął oczy na chwilę, po czym otworzył z dziwnym błyskiem w czerwonych ślipiach.
— Przysięgam — odpowiedział wyraźnie i doniośle.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Biała Łapo, od tej pory będziesz znany jako Biały Strumień. Klan Gwiazdy ceni twoją determinację i wiedzę oraz wita cię jako nowego przewodnika! — wypowiedział Królicza Gwiazda.
Jego głos był wyprany z większości emocji, a sam lider zrobił to, co robił od księżyców. Odklepał formułkę, a przynajmniej tak się wydawało Białemu, sądząc po tonie dymnego i wyrazie pyska.
Klan zaczął skandować jego nowe imię. Biały mógł dostrzec Wełnistą Mszycę wśród nich, którą rozpierała duma, zarówno jak Barszczową Łodygę, który zawsze służył mu pomocną łapą.
Biały Strumień podszedł do ściany z odciskami łap, do miejsca dla przewodników. Umoczył swoją, śnieżnobiałą kończynę w barwniku, po czym podniósł. Jego serce biło jak oszalałe, a na plecach czuł oczy całego zebranego klanu. Zrobił odcisk, przypieczętowując swoją nową rolę jako pełnoprawny przewodnik.
— Przyrzekam służyć klanowi swoją wiedzą — szepnął, gdy zabierał łapę, by podziwiać rosnącą kolekcję odcisków.
Od dzisiaj zaczynał nowy rozdział w swoim życiu. Nie zamierzał zawieść.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz