Przed mianowaniem dzieci Niedźwiedziówki
Spojrzała na Różaną Woń, a zaraz potem jej wzrok prześlizgnął się na młodego ucznia. Spali jeszcze w miarę twardo, nie zapowiadało się na to, by mieli się prędko obudzić. Mało kto wstawał skoro świt, więc nie będzie to niczym dziwnym, jeśli i ona dzisiaj sobie trochę odpuści… Postanowiła, że postara się zmrużyć oczy na ten niedługi okres, jednak czuła, że bez żadnej pomocy tego nie zrobi. Udało jej się chwiejnie podnieść z posłania i jeszcze niezgrabniej dojść do składziku, w którym przechowywany był mak. Kilka ziarenek jeszcze nikomu nie zaszkodziło, no nie? Wzięła je od razu do pyska i przełknęła, po czym przymknęła powieki, by poczuć, jak bardzo ją szczypią. Powoli zrobiła krok do tyłu, a wtedy zebrało jej się na przeciągłe ziewnięcie. Nim się obejrzała, usłyszała, jak jej ziewnięcie zsynchronizowało się z… czyimś.
Futro na jej karku zjeżyło się ze zdziwienia i Gąbka odwróciła się gorączkowo, tylko po to, by ujrzeć swoją mentorkę przebudzoną. Miała wciąż przymrużone oczy i nieco senne spojrzenie, ale gdy tylko nawiązała kontakt wzrokowy z dymną, od razu spoważniała.
— Musisz zajrzeć, czy w żłobku wszystko w porządku. Złocisty Widlik chyba mi się ostatnio skarżył, że ta samotniczka wydaje się czasem ledwo żywa — oznajmiła, przeciągając się powoli.
Młodsza skinęła głową i już miała ułożyć się na swoim posłaniu, gdy Róża znów się odezwała:
— A ty co? Już koniec spania! Dałam ci zadanie, które musisz wykonać — przypomniała jej twardym głosem.
Gąbczasta Perła wiedziała, że nie ma po co się sprzeciwiać i wywoływać niepotrzebnej awantury. Sprawdzi, co u Niedźwiedziówki, najwyżej poda jej kilka ziół i wtedy pójdzie spać. O ile w ogóle Różana Woń jej pozwoli…
— Tak, dobrze… masz rację — rzuciła z westchnieniem, kierując się ku wyjściu z lecznicy. Czemu to akurat ona musiała zajmować się tą dzikuską, która zjawiła się u nich nie wiadomo skąd? Czemu nie mógł tego zrobić… na przykład Klekocząca Łapa? Czy ona nie miała już wystarczającej ilości obowiązków na głowie? No, ale dobra. W końcu zgodziła się na to, by zostać medyczką. I jeśli Różana Woń czegoś sobie zażyczyła czy wydała jakiś rozkaz, to musiał on zostać wykonany.
Zaciskając szczękę, zawitała w progu żłobka. Panował w nim półmrok, przez co wpierw nawet nie dostrzegła, że na jednym z posłań znajduje się futrzasta istota, której bok powoli unosił się i opadał. Nim jednak do niej podeszła, rozejrzała się jeszcze dalej. Dostrzegła wtedy obserwującego ją kremowego kocura.
— Hej, Widliku — przywitała się z nim i w tym uderzeniu serca stwierdziła też, że Niedźwiedziówka może poczekać, skoro i tak śpi. Podeszła do piastuna i rozsiadła się przed nim, czując, jak powoli senność z nią wygrywa. Te ziarna maku, które wzięła przed wyjściem z lecznicy, zaczynały już działać, ale Gąbka musiała zmusić się do bycia obudzoną.
— Nie nudzisz się tu w tym żłobku? — zagaiła w końcu, próbując jakoś rozpocząć rozmowę z kremowym. Może chociaż trochę ją rozbudzi. — Jeśli to umili ci czas, to możemy o czymś pogadać! W sumie to chyba nawet wiem o czym! — mruknęła, po czym obejrzała się za siebie. Za nią spokojnie drzemała Fląderka, na której temat dymna snuła domysły od dłuższego czasu.
— O Fląderce, tak? — odparł w końcu Złocisty Widlik, a jego wąsy poruszyły się z zaciekawienia. — Nie jestem raczej na bieżąco z plotkami…
Na jego słowa Gąbczasta Perła uśmiechnęła się jedynie.
— O nic się nie martw! Jeszcze żadnych plotek nie ma. To znaczy, są… ale nie są istotne. Koty mówią tylko o tym, że to podejrzane, że umarła i jej matka, i siostra… Ja natomiast myślę, że to nieco poważniejsza sprawa — przyznała z przekonaniem, nie czując absolutnie żadnych hamulców. Cóż, na jej obronę… była bardzo senna. A gdy jest się aż tak śpiącym, najczęściej nie myśli się tak długo nad swoimi słowami.
— Poważniejsza sprawa? Co masz na myśli? — dopytał kremowy, unosząc jedną z brwi do góry.
Gąbka domyślała się, że Kotewka wychowała Widlika w nienawiści do czekoladowych kotów i że piastun traktował Fląderkę raczej z dystansem. Jej gdybania będą z nim bezpieczne.
— Nie uważasz, że to dziwne, że Klan Gwiazdy zsyła nam same czekoladowe szylkrety? Może to jakiś znak? Może one są jeszcze niczym w porównaniu do tego, co nadejdzie? — zaczęła, spoglądając z powagą na Widlika. — No bo pomyśl o tym… Fląderka i Korzenna Łapa jeszcze nie są całe… przeklęte.
Nie mogła uwierzyć w to, że takie słowa opuszczały jej pysk. Pamiętała jeszcze, gdy na zgromadzeniu rozmawiała z Burzaczką o tym, że nie rozumie, dlaczego czekoladowe koty są gorzej traktowane. Ale teraz? Powoli przekonywała się o tym, że Klan Nocy od zawsze miał rację w tej sprawie. Czekoladowe koty to tylko zwodnicze zmory… Szczawiowe Serce? Jasne, może i go kochała, ale teraz wierzyła, że czekoladowy uwiódł ją tylko po to, by zmusić ją do złamania kodeksu…
— Ale co nadejdzie?
— Kot. Cały czekoladowy! Urodzi się kiedyś, komuś… a potem zniszczy cały Klan Nocy! — mamrotała dalej, choć brzmiała trochę, jakby była obłąkana. — Poza tym… Fląderka nie ma jednego ucha. Myślę, że to znak od Przodków. Próbują nam przekazać, że do tej pory byliśmy głusi na ich znaki… Musimy coś zrobić, ale… jeszcze nie wiem co. Wiem tylko, że z każdym czekoladowym kotem jest coraz gorzej, bo… pomyśl tylko, Widliku. Korzenna Łapa nie była groźna, ale Fląderka… To przy niej umarła jej matka. To przy niej umarła jej siostra. Z każdym kolejnym czekoladowym kotem tych śmierci będzie tylko więcej, aż w końcu wyginie cały Klan Nocy! — mówiła z przekonaniem, podczas gdy kremowy siedział w milczeniu, chyba nie do końca pewny, co powinien sądzić o tej sytuacji.
Gdy medyczka zauważyła zdumienie na jego pysku, ocknęła się nagle. Czy przesadziła? Wypowiedziała właśnie poważne oskarżenia w stronę Fląderki i innych czekoladowych kotów… Odważne, wręcz. Po chwili zamrugała kilkakrotnie i podniosła się z miejsca, nieco zakłopotana.
— Wiesz co? Nie przyszłam tu na żadne pogaduszki… Miałam tylko dowiedzieć się, co ze stanem Niedźwiedziówki, więc… teraz udam się, by to zrobić — oznajmiła, uśmiechając się niezręcznie do kremowego kocura.
Nie czekając na jego odpowiedź, podeszła do śpiącej buraski i zaczęła niecierpliwie trącać ją łapą. W końcu wciąż była potwornie senna!
W końcu więźniarko-królowa otworzyła powoli swe ślepia. Wyglądała na osłabioną i schorowaną – nic dziwnego, że Złocisty Widlik to zauważył, pewnie nawet nie musząc się zbytnio do kotki zbliżać. Gąbczasta Perła bez pytania przyłożyła łapę do czoła tej dzikuski. Było ciepłe, a właściwie to gorące! Asystentka odłożyła łapę na ziemię, po czym przełknęła ślinę i prędko ruszyła ku wyjściu z kociarni. W progu minęła jednak Wężynowy Kieł.
— Nie bierz jej dziś na trening. Jest chora — oznajmiła Gąbka, zatrzymując szylkretową wojowniczkę.
Ta przewróciła oczami, lecz zaraz odparła:
— Niech ci będzie. Przynajmniej będę miała czas na ważniejsze sprawy… — mruknęła przeciągle, po czym wraz z dymną opuściła żłobek.
Medyczka wparowała do lecznicy i chwyciła do pyska potrzebne zioła, jednak nim wyszła, spojrzała tęsknie na swoje miękkie, przytulne posłanie. “Poczekaj jeszcze chwilę…” – pomyślała, opuszczając legowisko medyków. Poda tej podejrzanej kotce liście ogórecznika, a potem zanurzy się w krainie snów.
* * *
Teraźniejszość
Nie sądziła, że wtedy, gdy rozmawiała ze Złocistym Widlikiem, Wężynowy Kieł mogła ich podsłuchiwać. Pewnie już miała wchodzić do żłobka, by porozmawiać z Niedźwiedziówką, gdy nagle usłyszała dosyć… ciekawą rozmowę. A może jednak ich nie podsłuchiwała i tylko przypadkiem naszła ją myśl, by zacząć rozpowiadać plotkę o tym, że Fląderka jest przeklętym kotem? Nie podzieliła się w końcu wszystkimi przypuszczeniami Gąbki, ale dymna i tak zadbała o to, by te ujrzały światło dzienne. Gdy tylko ktokolwiek zagadywał do niej w sprawie czekoladowej szylkretki, śmiało dzieliła się z nimi swoimi teoriami wysnutymi z palca.
Postanowiła znowu zagadać do kremowego piastuna, jednak tym razem na… trzeźwo. Jakkolwiek to brzmi. Po skończeniu swoich obowiązków zajrzała do żłobka i po przywitaniu się z jego mieszkańcami podeszła bliżej Widlika.
— Rety! W ogóle się nie spodziewałam, że to wszystko tak eskaluje. Gdy wypowiadałam swoje myśli, nie sądziłam, że usłyszy je jeszcze ktokolwiek poza tobą, a tu proszę… teraz prawie cały klan o nich wie!
<Widliku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz