Kiedyś
Niebieski kocur otworzył leniwie oczy, spoglądając na jednego ze swoich towarzyszy. Czyjeś jasne futro raziło jeno w oczy, sprawiając, że miała ochotę ponownie je zamknąć. Mrugnął kilka razy, przekręcając się na bok, gdzie spotkała się natychmiast z tyłkiem innego kota. Podskoczyło wzburzone, wybiegając zawstydzone z legowiska. Przynajmniej nikogo nie dotknęło, znajdźmy plusy w tej sytuacji. Usiadło przy legowisku i zaczęło leniwie myć swoje futerko. Podniosło pyszczek nieco wyżej i zaciągnęło się przyjemnie nasączonym wilgocią powietrzem. Otwarte oczy od razu napotkały piękne jesienne liście, które zabarwione co prawda głównie na złoto, zapierały dech w piersiach.
“Dziś zdecydowanie będę miało lepszy humor” pomyślało z drobnym uśmiechem na pyszczku. Nawet nie obudził jej tym razem mentor! Wstał sam z siebie i tak wcześnie, że sam był w szoku. Radośnie przyglądał się porannemu życiu klanu, nie mając najmniejszej ochoty wychodzić poza obóz. Obserwowało wszystkie koty, te wyspane bardziej i te mniej. Niektóre też były kapryśne tak jak on każdego ranka budzony przez Rozpromienione go Skowronka. Kremowy kocur zdawał się uwielbiać treningi, chociaż niekoniecznie z marudnym Dryfującą Łapą. Gałęzatka sama czasem zauważała, jak bardzo była irytująca, ale nieszczególnie jej to przeszkadzało. Według kocura Skowronek nie powinien budzić jej tak wcześnie. Z tego właśnie powodu przeszła jeno przez głowę bardzo głupia myśl. Miało ochotę wejść jak gdyby nigdy nic do legowiska wojowników. Zaczęło się więc powoli skradać ku wejściu, a gdy było już na tyle blisko, aby faktycznie moc tam być… Boom! Ktoś wpadł na nią z impetem. Dryfująca Łapa zirytowany tym dotykiem odskoczył szybko, wylizując swoje futro.
— Co ty kombinujesz mysi móżdżku? — zaśmiał się kocur przed nim, w którym uczeń od razu rozpoznał swojego mentora.
— Jaaa? Nic — burknęła niezadowolona, że jej plan tak szybko przepadł.
— Co ja się z tobą mam… — zaczął, choć po chwili wyglądał tak, jakby ktoś mu przyłożył w tył głowy. — Czekaj, a czemu ty nie śpisz? — zapytał zdziwiony, przyglądając się natychmiast swojemu uczniowi. — Jesteś chory? Coś cię boli i nie możesz spać? Czy może w ogóle nie spałeś całą noc?? — uniósł brwi, na co Dryfująca Łapa się zaśmiał.
— Och tak jasne. Zapisz koniecznie ten dzień! Też jestem w szoku — uśmiechnęła się, a jej pierś zaczęła rozpalać jakaś minimalna duma.
— I jesteś w dobrym humorze? Co to za wydarzenie? — zaśmiał się kocur, kręcąc po chwili głową. — Idziemy dziś łowić ryby! — zawołał, kierując się ku wyjściu.
Wieczór
Paskudnie bolały jeno łapy. Leżał jak zbity na kwas w jabłko obok legowiska uczniów, a najchętniej nie ruszałby się stamtąd przez następne trzy księżyce. Nie mogła zliczyć, ile razy wpadła do wody, zanim faktycznie udało się jej złowić jakąś rybę. Ostatecznie złapało może trzy. Niezbyt zadowalająca liczba, biorąc pod uwagę, że na to łowienie poświęcili cały dzień. Dlatego naprawdę zdenerwował się, gdy usłyszał wołanie Szałwiowego Serca. Jego ogon drgnął w podirytowaniu, ale oczywiście nie dał tego po sobie poznać. Z krótkim westchnięciem podeszła do ucznia ze słabym uśmiechem. Po chwili trochę ten uśmieszek naprawił, tak aby zdawał się mniej wymuszony. Przymknął oczy i zacisnął zęby.
— O żabach? Od… Klekoczącej Łapy…? Brzmi zabawnie — uśmiechnęło się, przełykając nerwowo ślinę. — Na moje oko, to ty niezbyt z innymi rozmawiasz — mruknął cicho, odsuwając się nieznacznie, gdyż szybko uznał, że jest nieco za blisko.
A dla niego każda odległość ogólnie była dziwnie bliska. Niebieski dopiero po chwili zorientował się, że młodszy kocur skupiał akurat uwagę na czymś innym. Tuż przed nim przechodziła niewielka gąsieniczka.
— Jej futro jest tak miękkie, jak moje? — zapytał Klekocząca Łapa, na co Dryfek tylko zamrugał kilka razy.
— Co? — zapytała, ale po chwili jakby się otrząsnęła. — Nie wiem... Ale możemy to sprawdzić! — dorzucił po chwili, usiłując nie odstraszyć nowo poznanego kolegi.
Gdy dotknęło opuszkiem łapki małego stworzonka, te szybko zwinęło się w kulkę.
— Boi się — miauknął książę. — Jest miękki? — zapytał ponownie, patrząc na niebieskiego.
— Tak, ale bardziej miękki, jak…mech? — zamyśliła się. — Lubisz zwierzęta? — zapytał, nerwowo stąpając w miejscu. — Uhhhh… Żaby? Och, a jadłeś kiedyś żabę?! — miauknęła przez moment jakby radośniejsza, czego skutkiem było mówienie o jej ulubionym temacie, czyli jedzonku.
[651 słów + łowienie ryb]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz