— Może i nie jestem kotem, którego inni nazwaliby przykładem cnót i dóbr, ale... chyba nie jestem aż takim draniem, aby pastwić się dodatkowo nad Szałwiowym Sercem — przyznał, drapiąc się pazurem po brodzie.
— Nie mówiłam, że masz się na nim pastwić — naprostowała kotka, a następnie nachyliła się bliżej kocura i szepnęła: — Chodzi o to, że w jej łaskach zrobiło się wolne miejsce. Czeka tylko, aż ktoś się tam wślizgnie. Chyba nie pozwolisz, aby był to Tojadowa Kryza albo ktoś inny, co?
— Dla twojej wiadomości... — zaczął wyniośle. — Ja już sobie uwiłem gniazdko w łaskach liderki, niemusze się martwić, że ktoś je zajmie.
— Mhm... Myślę, że Szałwiowe Serce też tak myślał.
— Och! Na zgniłe małże, Trzcinowy Szmerze, to nie to samo! — oburzył się.
— No już królewno, nie gniewaj się. Wiesz, że robie to wszystko dla twojego dobra. — Pogłaskała go ogonem po grzbiecie. Kocur jedynie podniósł wyżej łeb.
— To mój przyjaciel, nie będę pastwił się nad nim czy korzystał z jego niefortunnej sytuacji — burknął, wciąż trzymając głowę nad szylkretką.
— On wie, że jesteście przyjaciółmi — zapytała, podnosząc brew.
— Oczywiście. Najlepszymi. — Odtrącił swoim ogonem jej ogon i owinął go sobie wokół łap.
— Aleś się nafuczał... Wiem, że jesteś wpatrzony w Szałwiowe Serce, jak w obrazek, ale żeby aż tak się tym przejmować... A może jesteś zazdrosny, co? — Uśmiechnęła się zadziornie i znów przybliżyła pyszczek. Wojownik zjeżył się nieco i dmuchnął jej prosto w nos. Trzcinka odsunęła się i kichnęła. — A do tego jaki ślepy na własne uczucia...
— Masz algi zamiast mózgu, mówił ci to ktoś?!
— Jeśli ja mam algi, to ty masz całkowitą, piszczącą pustkę, wiesz? — Słodki uśmieszek nie opuszczał jej mordki, kiedy kontynuowała zaczepianie zielonookiego. — Och mój biedny towarzyszu... Może gdybyś powiedział Szałwiowemu Sercu, nie byłby teraz wygnańcem ze złamanym serce. — Pokiwała głową z udawanym żalem.
— Ach! Przestań już te swoje wygłupy! Jesteś niemożliwa! — warknął. Wstał i nie bacząc na swoją ledwo nadgryzioną piszczkę, zaczął odchodzić. Trzcinka jednak zdążyła rzucić jeszcze kilka słów.
— Przede mną możesz uciec, ale nie przed swoim prawdziwym ja!
* * *
Aktualnie
Wiedział, że nie ważne jak ciężka będzie sytuacja, Trzcinowy Szmer jest silna i nie przejmuję się zwykłymi pomówieniami czy plotkami, zwłaszcza tymi, które nie są rozpowiadane przez nią. Żmijowiec musiał przyznać, że było to dość ciekawe doświadczenie, kiedy to ktoś tak tobie bliski był na językach wszystkich, a ty sam nie do końca mogłeś dołączyć do tych wścibskich szeptów, nieważne jak mocno twoje wścibskie szepty chciały wyjść na światło dzienne. Wiedział, że koty czekają na podwinięcie się szylretowej łapy, wiedział, że patrząc jej na tył głowy, kiedy zostają wybrani na wspólny patrol, że trochę bardziej pilnują swoich tyłów podczas polowań z wojowniczką. On nie mógłby mieć tego wszystkiego bardziej w nosie. I o dziwo jego podejście podzielała Mandarynkowa Gwiazda, ale nie było to aż tak niespodziewane, patrząc na to, że to ona był mentorką jego przyjaciółki.
Nie był jednak ślepy i nieprzejęty samym faktem, że najwidoczniej od wielu, wielu księżyców w Klanie Nocy panoszyła się zgraja zdrajców. Oczywiście wszyscy zauważyli już po śmierci Pluskającego Potoku, że jego ojciec dziwacznie się zachowuję, ale jego partnerka zawsze była przecież przykładną wojowniczką. Próbował nie mówić zbyt wiele o jej rodzinie, kiedy jadali razem, polowali razem, plotkowali razem, ale musiał przyznać, że momentami było ciężko. Był wścibski i ciekawski z natury. Wiedział, że żeby osiągnąć spokój ducha musi wiedzieć WSZYSTKO na KAŻDY temat, który jest aktualnie na językach innych Nocniaków. W takich momentach robił wszystko, aby Trzcinka wiedziała, że zawsze będzie po jej stronie, nawet jeśli z boku ich relacja wyglądała bardziej tak, że to Żmijowiec jako pierwszy mógłby wrzucić ją do głębokiego bagna.
Dzień nie był szczególnie ładny, ale po tej straszliwej Porze Nagich Drzewa każdy dzień, gdzie widać było przynajmniej cienką wiązkę promieni słonecznych, był nieco piękniejszy od pozostałych. Kocur wracał właśnie z porannego patrolu. Chociaż nie pamiętał, kiedy ostatnio całej grupie udało się powrócić z pełnym pyskiem do obozu, nie mógł był całkowicie zadowolony. Nie wiedział, czy to paranoja, czy prawda, ale na każdym kroku, który stawiał przy granicy, miał wrażenie, że czuje lekki zapach samotnika... lub samotników. Za każdym razem jeżył się nieco, za każdym razem stawał się trochę bardziej rozedrgany i milczący. Nawet docinki Wężynowego Splotu, która również brała udział w zwiadach, nie mogły wprawić go w inny humor. Nie odgryzał się, nie prychał... Siostra w pewnym momencie przestała widząc, jak bardzo rozchwiany jest jej brat, który tak często (zawsze) ma wszystko głęboko w nosie. Zwłaszcza po tym, jak niemal nie skoczył na Rezedową Łapę, która wyłoniła się nagle z krzaków obok, najpewniej również biorąc patrol za coś, czym nie był. Zaraz za uczennica pokazał się pstrokaty łeb Trzcinowego Szmeru.
— Nie powinieneś mylić czterech kotów z myszą, Rezedo... — mruknęła, kiedy terminator zmarszczył nos i odwrócił się do niej.
— Nie pomyliłem się! Myślałem, że to jakaś parszywa zgraja!
— To pewnie wina Wężyny — mruknął Żmijowiec, odwracając się do siostry. — Jeśli w tym klanie jest kot, który pachnie jedynie śliną i swoim ozorem, to ona.
— Powinieneś znaleźć sobie jakieś kreatywniejsze obelgi... — prychnęła Wężynowy Splot. — Od kocięcia powtarzasz to samo.
— I od kocięcia liczę, że w końcu dostrzeżesz, że jest to problem. — Odwrócił się od niej, nie chcąc się niepotrzebnie irytować. Chociaż to on zaczął, nie miał w sumie ochoty na przekomarzanki. — Dużo wam zostało Trzcinowy Szmerze? Wracamy już do obozu, możemy się zebrać w jedną grupę i spróbować zapolować przy Zrujnowanym Moście — zaproponował, a kotka skinęła łbem. Rezedowa Łapa od razu przylepił się do Słodkiej Łapy, która szła kilka kroków przed swoją mentorką, a Trzcinka pozostała u boku Żmijowca.
— Coś ty taki najeżony? Boisz się, że siostra ci odgryzie ogon — zapytała, próbując poprawić humor i jemu, i zapewne sobie.
— Żebyś się nie zdziwiła, do czego ona jest zdolna... — Posłał do tyłu wymowne spojrzenie.
— W końcu ktoś, kto nie mnie podejrzewa o wbijanie pazurów w plecy — mruknęła.
— Świat byłby za piękny, gdyby ktoś wziął Wężynę lub Tojada pod swój pazur, a nie ciebie. Ba! Zapewne wtedy zacząłbym nawet wierzyć w Klan Gwiazdy — powiedział bury.
— Nie mów tak... Nie chciałbyś tego — skarciła go przyjaciółka, posyłając nieco zbyt mordercze spojrzenie. Zielonooki machnął na to ogonem.
— Może tak, może nie... — wypluł i przez moment panowała nieco ciężka cisza. Mimo obiecania sobie, że nie będzie niepotrzebnie zaczynał tego typu rozmowy, słowa same wyszły na światło dzienne: — Wszystko u ciebie okej, prawda? Znaczy... Prócz tego, że cała twoja rodzina jest albo martwa albo zdradziła klan...
<Trzcina?>
Czy Rezeda zmienił płeć
OdpowiedzUsuńkurczze blaszk
OdpowiedzUsuń