Iglak zaśmiał się. Oczywiście, że może tam niechcący wpadł w pułapkę braciszka, jednak słyszał po jego oddechu, że ten jednak trochę go zmęczył. Czyżby jego uniki były całkiem dobre?
— Czasami chyba muszę przegrać, żeby przypadkiem wam smutno nie było. Wiesz… Ja z wyglądu najbardziej przypominam naszego zasłużonego wujaszka — powiedział pół żartem, pół nie, wspominając Cienistą Zjawę, który został głośno ogłoszony zmarłym, zanim ci się nawet urodzili. Tylnymi łapkami odepchnął swojego brata, by mógł wstać.
Jego brat był lepiej zbudowany od niego i z tego, co już zdążył zauważyć Iglak, Koszmar był od niego cięższy. Czy to dobrze? Raczej nie. No, chyba że celem Koszmaru jest zostanie grubasem. To też jest jakaś opcja.
— Może teraz pobawimy się w polowanie? Co ty na to? Zabawa w walkę trochę mi się znudziła — wskazał nosem bratu na ogon Ognikowej Słoty, który spokojnie leżał na posłaniu.
Matka była do nich tyłem i zajmowała się aktualnie wylizywaniem Zamroczki. Jeśli zapolują na ogon matki, to pewnie przerwą jej pielęgnowanie siostrzyczki. Jednak może kotka nie będzie na nich tak zła?
Z błyskiem w oczach zastrzygł uszami. Nie mogli teraz rozmawiać, bo inaczej ich matka domyśli się, że została na nią zastawiona zasadzka. Koszmar na początku wpatrywał się w niego, jakby nie do końca rozumiał, co właśnie ten chce zrobić. Jednak po upływie kilku uderzeń serca, jego brat dostał olśnienia, łącząc sprawnie kropki. Jego mina zdradzała, że się waha. Iglak znakomicie zna naturę Koszmaru. Wie, że kocurek nie obawia się niebezpieczeństw i stawia im czoło. Jednak, czy to wystarcza, żeby zrobić psikusa Ognikowej Słocie?
— Boisz się, Koszmarze? — spytał brata z denerwującym uśmieszkiem na pyszczku.
— Co?! Absolutnie nie! — prychnął buras oburzony, jakby Iglak śmiał go posądzić o słabość.
— To śmiało.
Koszmar wpatrywał się w niego przez kilka uderzeń serca, po czym skradając się, ruszył pierwszy na niespodziewającą się Ognikową Słotę. Iglak, nie spiesząc się, ruszył zaraz za nim. Nie miał żadnego złowieszczego planu w swoim małym rozumku, przynajmniej dotąd. A co jeśli by wystawić brata na złość kochanej mamusi? Trochę by na niego nawrzeszczała albo coś syknęła niemiłego. Byłyby to całkiem śmieszne.
Skradając się tak, oboje zbliżali się do celu. Na dodatek w powietrzu czuć było napięcie. Czy im się uda? On skradał się wolniej, pozwalając bratu zaatakować jako pierwszemu. Jednak brat był bardzo niezdarny. Bardzo. A byli już blisko.
— Co robicie? — Ognikowa Słota odwróciła się w ostatniej chwili. A jej brązowe oczy wbiły się w nich obu.
Ups?
Iglak wraz z Koszmarem siedzieli przed żłobkiem. Zostali przyłapani na gorącym uczynku i dostali dość suchą reprymendę od Ognikowej Słoty. Uszy go bolały z głośności, z jaką został wyrażony zawód szylkretki. Siedzieli tak w milczeniu dłuższą chwilę, jednak Iglak stwierdził, że powinien ją prezerwać.
— To w co teraz chcesz się pobawić?
— Czasami chyba muszę przegrać, żeby przypadkiem wam smutno nie było. Wiesz… Ja z wyglądu najbardziej przypominam naszego zasłużonego wujaszka — powiedział pół żartem, pół nie, wspominając Cienistą Zjawę, który został głośno ogłoszony zmarłym, zanim ci się nawet urodzili. Tylnymi łapkami odepchnął swojego brata, by mógł wstać.
Jego brat był lepiej zbudowany od niego i z tego, co już zdążył zauważyć Iglak, Koszmar był od niego cięższy. Czy to dobrze? Raczej nie. No, chyba że celem Koszmaru jest zostanie grubasem. To też jest jakaś opcja.
— Może teraz pobawimy się w polowanie? Co ty na to? Zabawa w walkę trochę mi się znudziła — wskazał nosem bratu na ogon Ognikowej Słoty, który spokojnie leżał na posłaniu.
Matka była do nich tyłem i zajmowała się aktualnie wylizywaniem Zamroczki. Jeśli zapolują na ogon matki, to pewnie przerwą jej pielęgnowanie siostrzyczki. Jednak może kotka nie będzie na nich tak zła?
Z błyskiem w oczach zastrzygł uszami. Nie mogli teraz rozmawiać, bo inaczej ich matka domyśli się, że została na nią zastawiona zasadzka. Koszmar na początku wpatrywał się w niego, jakby nie do końca rozumiał, co właśnie ten chce zrobić. Jednak po upływie kilku uderzeń serca, jego brat dostał olśnienia, łącząc sprawnie kropki. Jego mina zdradzała, że się waha. Iglak znakomicie zna naturę Koszmaru. Wie, że kocurek nie obawia się niebezpieczeństw i stawia im czoło. Jednak, czy to wystarcza, żeby zrobić psikusa Ognikowej Słocie?
— Boisz się, Koszmarze? — spytał brata z denerwującym uśmieszkiem na pyszczku.
— Co?! Absolutnie nie! — prychnął buras oburzony, jakby Iglak śmiał go posądzić o słabość.
— To śmiało.
Koszmar wpatrywał się w niego przez kilka uderzeń serca, po czym skradając się, ruszył pierwszy na niespodziewającą się Ognikową Słotę. Iglak, nie spiesząc się, ruszył zaraz za nim. Nie miał żadnego złowieszczego planu w swoim małym rozumku, przynajmniej dotąd. A co jeśli by wystawić brata na złość kochanej mamusi? Trochę by na niego nawrzeszczała albo coś syknęła niemiłego. Byłyby to całkiem śmieszne.
Skradając się tak, oboje zbliżali się do celu. Na dodatek w powietrzu czuć było napięcie. Czy im się uda? On skradał się wolniej, pozwalając bratu zaatakować jako pierwszemu. Jednak brat był bardzo niezdarny. Bardzo. A byli już blisko.
— Co robicie? — Ognikowa Słota odwróciła się w ostatniej chwili. A jej brązowe oczy wbiły się w nich obu.
Ups?
***
— To w co teraz chcesz się pobawić?
<Koszmarze? Brat cię naprawdę lubi, nie masz co się stresować. Nie jesteś słabiakiem>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz