– Jej! Chcę łowić ryby!
Nur ruszył w stronę rzeki, ale Żabka stanęła przed nim, blokując mu drogę. Uczeń przyjrzał się jej uważnie, wcale niezadowolony z jej zachowania.
– Spokojnie. Parę zasad. Nie biegniesz przede mną. Słuchaj mnie uważnie; woda jest niebezpieczna, a nurt rzeki potrafi zabić kota nawet najbardziej perfekcyjnego. Matka natura nie zlituje się nad tobą, bo dopiero się uczysz. Nie zlituje się nad tobą też, jak już wszystko będziesz umiał. Szanuj ją, szanuj rzekę i jej siłę. Jasne? – Głos kotki był całkowicie poważny, więc młody kocur pokiwał głową.
Nie miał zamiaru się kłócić ze starszymi. Znaczy… I tak to robił, bądźmy szczerzy. Naprawdę rzadko kiedy przyznawał komuś rację. Po prostu Żabie Oko darzył szacunkiem, więc jej słuchał. A przynajmniej próbował jej słuchać, bo nadal uważał, że był wystarczająco dobry, aby sam robić rzeczy.
– Jasne. Rozumiem.
– Uczyłeś się pływać jako kociak, ale pływanie w rzece, zwłaszcza tak długo, żeby upolować rybę, nie jest proste. Jest męczące i wymagające. Wymaga skupienia. Wymaga siły.
– Rozumiem!
Kocur naprawdę był świadomy, że nie wszystko można potrafić od razu. Po prostu uważał, że on akurat musiał być idealny od początku. Musiał pokazać rodzicom, że był wart bycia namiestnikiem. No i chciałby pokazać siostrze, że był lepszy od niej…
– I najważniejsze, Nurze. I to musisz wbić sobie do głowy na pamięć, bo to idzie wbrew wszystkim zmysłom i instynktom, jakie masz. – Żabka spoważniała jeszcze bardziej. To było dziwne, na ogół raczej wydawała się dość pozytywnym kotem… – W żadnym wypadku, jeśli zachłyśniesz się wodą… masz nie wierzgać. NIE. WIERZGAĆ. Masz zastygnąć. Wstrzymać oddech nieważne jak bardzo palą cię płuca. Ja cię obserwuję. Ja mam na ciebie oko. Ja wyjmuję cię z wody, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Nur skrzywił się po kolejnych słowach kotki. Szanował Żabkę i uważał, że była jedną z lepszych wojowniczek, ale… Dlaczego ona nie doceniała go? Wiedziała, jak wiele potrafił i do czego był zdolny. Czyżby tylko udawała, że go szanowała? Że rozumiała?
– Ale nie zajdzie! – stwierdził oburzony. – Dam sobie radę.
– Wiem… Wiem, Nurowa Łapo, wiem. Jesteś utalentowany, ale nawet utalentowanym i idealnym kotom matka natura nie daje forów. – Westchnęła. – Nieważne ile masz księżyców, nieważne ile kotów zabiłeś czy ocaliłeś. Rzeka zabierze cię w sekundę nieuwagi. Karmi nas, ale ma swoje zasady i swoje koszty. I musimy o tym pamiętać.
Nurowa Łapa nie był pewien czy rozumiał. Woda była zdradliwa, to oczywiste. Ale czy naprawdę trzeba było na nią uważać aż tak? W to akurat wątpił. Mimo to kiwnął głową na słowa wojowniczki.
– Będzie okej. Dam sobie radę.
– Ja wiem… ale zasady muszę ci przedstawić. Przecież teoria to podstawa praktyki!
Żabka uśmiechnęła się, a Nur po chwili zastanowienia oddał uśmiech. Atmosfera trochę się rozluźniła, jednak uczeń nie mógł wyrzucić z głowy wcześniejszych myśli i słów.
– Gdzie właściwie idziemy? – zapytał.
– Tam, gdzie się uczyłam ja. Tam jest płycej i ryby trzymają się bliżej tafli. Tam nurt jest też znacznie łagodniejszy i lepszy do nauki – odpowiedziała.
Kocur westchnął, zrównując z nią kroku. Nie chciał się uczyć na jakiś płytkich miejscach! Nie był jak reszta uczniów, nie musiał być gdzieś, gdzie było bezpieczniej! Poradziłby sobie nawet na największych głębinach.
– Nie możemy po prostu w rzece obok obozu? – zapytał.
– Moglibyśmy, ale tyle pływa tam kotów każdego dnia, że ryby unikają tego miejsca. Nurt jest tam bardziej nieprzewidywalny i jest lepszy do nauki pływania. A ty chciałeś łowić ryby, co? – zagadnęła.
– Tak! Chciałbym łowić ryby! – potwierdził już z uśmiechem.
– Więc idziemy w idealne do tego miejsce. Odrobinę cierpliwości. W międzyczasie możesz posłuchać ptaków i powiedzieć mi co to za gatunki.
Oczywiście, że Nur poszedł w tę zabawę. Wsłuchiwał się w odgłosy i próbował odgadnąć które gatunki takie wydawały. Nie był pewien, ile razy się pomylił, a ile razy miał rację. Jeśli on miałby decydować, to każda odpowiedź była poprawna, ale Żabka czasem się z nim nie zgadzała, więc może i nie wiedział wszystkiego. Albo to ona nie wiedziała wystarczająco dużo… Ich zabawa skończyła się, gdy dotarli na miejsce. Nur rozejrzał się z szerokim uśmiechem. Już widział siebie, jak wyłowił największą rybę i niósł ją do obozu. Jakby wtedy wszyscy byli z niego dumni! A jakby Łabądek zazdrościła!
– Dobra. Daj mi chwilę. – Nur spojrzał na Żabkę, która zanurzyła łebek pod wodę.
Podszedł do niej, najciszej jak potrafił i z zafascynowaniem wpatrywał się w to, co robiła. Kotka po chwili się wychyliła i spojrzała na niego.
– Dobra. Nurt nie jest szalony dzisiaj. Ryb jest pełno. Mamy dwie opcje nauki. Naukę łowienia z nurkowaniem i naukę z cierpliwym czekaniem na rybę.
– Nurkowanie! – Nur nawet nie zastanowił się nad odpowiedzią.
– Dobrze. To teoria.
Usiedli, a wojowniczka zaczęła szczegółowo tłumaczyć jak dobrze nurkować. Oczywiście rozgadała się, upewniając, że przekazała każdą ważną informację. Nur był już przyzwyczajony do tych monologów. Oczywiście trochę go nudziły, bo chciałby już działać, ale zawsze grzecznie słuchał. Wiedział, że praktyka różniła się od teorii, ale bez poznania teorii nie zauważy tych różnic w praktyce. Ostatecznie wraz z Żabką weszli do wody i zaczęli praktykować nurkowanie. Oczywiście, że młodemu szło to bardzo dobrze. Wreszcie przeszli też do polowania. Nur przyglądał się, jak Żabie Oko łapała rybę, będąc pod wodą z półotwartymi oczami. Żabka rzuciła rybę na brzeg, a Nur przeszedł niespokojnie z łapy na łapę.
– Kiedy mogę? Kiedy? – Zerknął na wojowniczkę.
– Jak muł usytuuje się odrobinę na dnie i ryby przestaną czuć się zagrożone. Daj im parę uderzeń serca. Woda porusza się bardzo powoli – wytłumaczyła.
Nur czekał, aż kotka mu pozwoli. A gdy tylko dostał zielone światło, to spróbował. I chociaż chciał złapać rybę za pierwszym razem, to nie był aż tak idealnym kotem. Mimo to szło mu bardzo dobrze i nawet złapał jedną rybę! Było dobrze, naprawdę dobrze… Aż w pewnym momencie zmęczony już Nur, nie zanurkował. Wsadził łebek pod taflę, zamknął na chwilę oczy i potem już poczuł, jak cały był w wodzie. Próbował się podnieść, ale nie miał siły. Otworzył pysk w głupiej próbie nabrania powietrza, przez co woda dostała się do jego płuc. Jego ciało szarpnęło nim nieproszone, ponownie próbując wyjść na powierzchnię. Umysł ucznia pozostał jednak czysty. Nie wierzgać – mówiła wcześniej Żabka. Więc całą siłą umysłu próbował utrzymać się pod taflą nieruchomo, a przy okazji nie wciągać w płuca więcej wody. Błagał Klan Gwiazdy o ratunek, o siłę… Nie był pewien, ile czasu spędził pod wodą. Miał wrażenie, że za długo. Nagle jednak poczuł chwyt na karku i znów mógł odetchnąć. Zakaszlał kilka razy, nim w ogóle udało mu się wziąć pierwszy palący w płuca oddech. Był szybki, nierówny, tak jak kilka następnych, ale już mógł oddychać. To się liczyło. Żabka wyciągnęła go na brzeg, po czym zaśmiała się nerwowo, liżąc go uspokajająco.
– Ale żeś mnie przestraszył. Zupełnie jak ja moją mentorkę, jak się uczyłam, haha!
Nur spojrzał na nią, nadal trochę próbując zrozumieć, co dokładnie się stało. Dlaczego znalazł się pod wodą? Był przecież idealnym uczniem, a popełnił tak głupi błąd. Skrzywił się na swoje własne zachowanie i po chwili wstał, otrzepując się.
– Wracajmy – mruknął, nie patrząc na kotkę.
Żabka widocznie zaskoczyła się jego zachowaniem. Wstała, próbując go znów polizać.
– Nie. Wracajmy. – Odsunął się od niej.
– Nurze, takie rzeczy się zdarzają. Mam wrażenie, że każdy łyknął trochę wody, gdy był uczniem.
Nur jednak nie słuchał. Burknął coś tylko pod nosem i ruszył w stronę obozu. Żabka oczywiście od razu ruszyła za nim.
Potem Nur chodził nieswój przez naprawdę długo. No i trenował jeszcze więcej! Jedynie, kiedy odpoczywał to, gdy słońce chowało się za horyzontem, a on nie mógł wyjść poza obóz. Wypraszał jeszcze więcej treningów z Szałwiowym Sercem, często też widywał się z Żabką, chociaż ona akurat robiła wszystko, aby młodzieniec odpoczął.
– Nurze – powiedziała pewnego dnia. – Odpoczynek to też ważna część treningu.
– Nie nauczę się niczego, odpoczywając!
– Nie będziesz popełniał głupich błędów.
No i Nur faktycznie trochę się uspokoił. Oczywiście nadal wybierał dużo długich treningów, ale jadał porządne posiłki i sypiał więcej, niż wcześniej. Trochę zaskoczył się, gdy po paru wschodach słońca nabrał więcej siły. Niestety nie mógł z niej korzystać zbyt długo, bo zakazali mu oddalać się z obozu. Znaczy, nie zamknęli go, ale nie mógł zbyt daleko wychodzić. To go irytowało. Jak miał zostać wojownikiem, kiedy traktowali go jak małego kociaka?! Niestety nie mógł się sprzeciwiać, więc wszystkie treningi odbywał w okolicach obozu, ale starał się, aby te były na tyle intensywne, aby mogły go zadowolić. Już zaczynał czuć się coraz pewniej i lepiej, aż… Łabądek została wojownikiem. Przed nim! Zdobyła wojownicze imię przed Nurem! To ukuło jego dumę. Oczywiście nadal nie sądził, że siostra była dobrą wojowniczką, traktował ją na równi z innymi wojownikami (a o nich już wiemy, że oceniał ich bardzo nieprzychylnie, nie licząc niektórych wyjątków), ale fakt, że zdała szybciej test na wojownika, był po prostu denerwujący. Musiał skończyć z tym odpoczywaniem i wziąć się do roboty.
– Żabie Oko! – Podszedł do kotki podczas jednego z posiłków.
Zdążył już udoskonalić pływanie z Szałwiowym Sercem, ale dla niego to było za mało.
– Możemy, proszę, wrócić do polowania na ryby? Tym razem nic mi się nie stanie. Jestem najedzony, wyspany…
– Nurze, wróciłeś niedawno…
– Muszę zostać wojownikiem! Już niedługo! Potrzebuję twojej pomocy! Musisz mnie nauczyć wszystkiego, co potrafisz!
<Żabko? Musisz!>
[1501 słów + łowienie ryb]
[30% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz