— Przecież nigdy nie wątpiłem w cokolwiek, co było mi mówione! Dobrze wiesz o tym, że słuchałem w żłobku twoich mądrości z Seradelą, od ojca, od moich cioć. Odpuszczałem sobie nawet większość kocięcych zabaw, by nie zrobić czegoś nieodpowiedniego. Nie znam drugiego kota, który czekał z taką ekscytacją, jak jego babcia skończy większości ważnych rzeczy w klanie i opowie mu o jego przodkach, którzy przemawiają z mroku. Mój ojciec nie zasługiwał, by odejść! Potrzebujemy takich wojowników jak on. Ktokolwiek z tych przeciętnych kotów mógł odejść, ale nie on. On nie mógł. — Jego łapy się trzęsły. Nie mógł więcej powiedzieć. To było dla niego za ciężkie. Nie potrafił myśleć o tym, że jeszcze kilka księżyców temu był z ojcem na spacerze, właściwie na ostatnim.
— Cętkowany Tęgoszu, twój ojciec nie wróci i musisz się pogodzić, że tak będzie przez następne księżyce, a nawet całe twoje życie. Najlepiej będzie, byś zajął jego miejsce. Skoro sądzisz, że Klan Wilka potrzebuje silnych wojowników, to musisz taki się stać. Prędzej czy później każdy odejdzie do Mrocznej Puszczy, nawet ja. Dlatego przyjmij do wiadomości, że nie możesz funkcjonować w odizolowaniu i nie martw więcej swojej rodziny. Wyjdź i przemyśl to, a następnego dnia chcę cię widzieć, na jakimkolwiek patrolu.
Kocur bez żadnych protestów przyjął jej słowa, jednak zanim wróci do normalności, wykona swoją małą zemstę. Wtedy poczuje się spełniony.
— Dobrze babciu, już idę. — Kocur wyszedł z legowiska przywódcy, teraz rozmyślając czy zdąży na jakikolwiek najbliższy patrol.
Nic nie słyszał z legowiska starszyzny, a to znaczyło tyle, że van zasnął na wieki i nie wróci. Rudzielca to bardzo cieszyło. Przynajmniej usunął jeden problem z szeregów Powierników Cienia. Siedział, rozmawiając o Cykorii i Wildze z Rozbitym Księżycem i Blednącym Szalejem na polanie.
— I tak byli pośmiewiskiem dla klanu. Niech lepiej nie wracają! Syn zdrajcy i wojowniczka, która ledwo co umie walczyć i wyszkolić ucznia. — Cętkowany Tęgosz mówił to z uśmiechem na pysku, a z tym uczniem to ze złośliwości dodał. Przecież Garbata Łapa i tak byłby kaleką, niezależnie od tego, kto by go wyszkolił.
— Ognikowa Slota musi czuć wstyd, że jej uczennica tak postąpiła. To musi być okropne uczucie, gdy starasz się dobrze wyszkolić swego ucznia, a on i tak ledwo kończy trening i jeszcze zdradza klan pod koniec — odparł ze współczuciem Rozbity Księżyc. Za to Blednący Szalej tylko ich słuchał ze spokojnym wyrazem pyska. Młodzieńcy rozmawiali między sobą, póki się nie wtrącił Krucze Pióro, zastępca klanu.
— Cętkowany Tęgoszu, jesteś wezwany do legowiska przywódczyni w trybie natychmiastowym.
Cętkowany Tęgosz i jego koledzy spojrzeli się po sobie. Rudzielec sam nie wiedział, dlaczego był wzywany do legowiska swojej babci. Przecież teraz częściej wychodził na patrole i gadał częściej z rówieśnikami.
— Już idę — powiedział syn Cienistej Zjawy, jeszcze spoglądając na swego przyjaciela i kolegę. Następnie poszedł w stronę legowiska przywódczyni. Wszedł tam, zastając na chwilę grobową ciszę.
— Coś się stało, babciu? — Dość niepewnie powiedział to pytanie, skierowane w stronę głowy rodziny.
Zalotna Gwiazda miała na pysku wymalowany zawód. Przez chwilę milczała, wwiercając się w rudofutrego swoim wzrokiem, lecz finalnie westchnęła ciężko i rozluźniła się nieco.
— Gąsiorkowy Trzepot po czuwaniu nad ciałem przyszła do mojego legowiska i powiedziała, że Trzcinniczkowa Dziupla zmarł zaraz po tym, jak ty i Blednący Szalej przynieśliście zwierzynę do legowiska — wyjaśniła, trochę się krzywiąc. — Powiedz mi, Tęgoszu, czy miałeś coś wspólnego ze śmiercią tego starszego? — zapytała, tym razem mrużąc ślepia i przybierając twardszy wyraz pyska, jakby chciała mu przekazać, że nie żartuje.
Czyli Gąsiorkowy Trzepot poskarżyła się jego babci? No pięknie, teraz będzie musiał z tego wybrnąć. Zalotna Gwiazda wyglądała poważnie i raczej po byle co nie zawołałaby go tu.
— Ja? Nie będę zaprzeczać, że przyniosłem zwierzynę wraz z Blednącym Szalejem, bo to prawda. Ale nie wiem, jak to się stało, że jeden z ptaków tak wpłynął drastycznie na zdrowie Trzcinniczkowej Dziupli. Były one świeżo upolowane — odparł z powagą. Wiedział, co się dzieje. Jedno złe słowo i było po nim. Nie mógł tak łatwo się zdemaskować.
Zalotna Gwiazda pokręciła głową.
— Cętkowany Tęgoszu, ja nie jestem głupia. Gąsiorkowy Trzepot twierdziła, że zaraz po zjedzeniu zwierzyny Trzcinniczkowa Dziupla dostał drgawek i ślinotoku — oznajmiła, po czym zamilkła na moment, chcąc nadać tej chwili powagi. — Swoje dzieciństwo spędziłam w legowisku medyków i wiem co nieco o ziołach. Wiem również, że to dokładnie takie objawy, jakie dostaje się po zjedzeniu trującego zioła — dodała.
— Przecież ten ptak równie mógł coś zjeść takiego, a gdy go zabiłem, nie zdążył pewnie tego strawić. Nie wiem, nie jestem medykiem, tylko wojownikiem. Nie znam się na ziołach ani na ich właściwościach. Jedyną styczność, jaką mam z nimi, to wtedy gdy idę do medyka, gdy jestem chory i ten podaje mi jakieś zielsko. Taką styczność mam z tymi ziołami. Nie wiem, co miał w sobie ten ptak, że od razu po zjedzeniu Trzcinniczek umarł w taki sposób.
Przecież to był mocny argument, no bo jak zwyczajny wojownik mógł znać się na ziołach, skoro głównie zajmował się walką i polowaniem dla klanu? Przecież leczenie innych to działka medyków.
Szylkretce jakoś ciężko było uwierzyć w słowa wojownika.
— Słuchaj, Tęgoszu. Nie musisz się tego przede mną wypierać, bo to nie o to chodzi. Jestem twoją babcią i nie musisz kłamać mi w żywe oczy, by uniknąć konsekwencji. Jeśli to zrobiłeś, to chcę tylko wiedzieć, jaki miałeś ku temu powód — mruknęła spokojnie. — Czy chciałeś jakoś odreagować po śmierci swojego ojca? Wiem, że strata kogoś bliskiego może być ciężka. Nie chcę tylko, byś z jej powodu mścił się na kotach wokół. Czy gdyby nie Trzcinniczkowa Dziupla, byłbyś w stanie skrzywdzić kogoś innego?
Odegrać się na kimś innym? Nie miał na kim.
— Nie, on był moim jedynym celem, nie czymś losowym ani przypadkowym. Nie chciałem po prostu widzieć kota, który dostał tytuł Powiernika Cienia za to, że zadrapał go jego własny uczeń.
Mścić się na losowych kotach? Od kiedy kot z tytułem, na którego nie zasługuje, był losowy? Czy ona jest jakaś niepoważna?
— Inny dostawali tytuł za udział w wojnie, walkę z Dwunożnymi, a on? Raczej tylko w ramach pocieszenia za stratę wzroku podczas potyczki ze swoją uczennicą, Kocankową Łapą, a teraz Kwaśną Kocanką. Cienista Zjawa to był mój ojciec, a ja nie pozwolę, by jakiś kot nosił odznaczenie na jego cześć z tak śmiesznego, wręcz niepoważnego powodu. — Teraz jego wyraz pyska był bardziej lodowaty i poważny. Nie było sensu kłamać do tego momentu. Zrobił coś honorowego i nie będzie za to żałował czegokolwiek.
Przywódczyni przysłuchiwała się słowom Cętkowanego Tęgosza w zdumieniu.
— Tęgoszu… Kto ci to powiedział? — zapytała wpierw, wciąż zdziwiona. — Trzcinniczkowa Dziupla stracił wzrok podczas wojny z Klanem Klifu, a nie potyczki z Kwaśną Kocanką. Choć rozumiem, skąd może wynikać to zamieszanie. Gąsiorkowy Trzepot była święcie przekonana, że Kocanka rzuciła na jej brata jakąś klątwę, i to dzięki niej Trzcinniczkowa Dziupla został tak poważnie ranny podczas wojny.
Na moment umilkła, po czym ponownie przybrała poważny wyraz pyska.
— Poza tym nie rozumiem, dlaczego pomyślałeś, że moja decyzja może być niesłuszna. Czy naprawdę uwierzyłeś w to, że mogłabym nadać tytuł Powiernika Cienia kotu, który został pokonany przez własną uczennicę?
Zaniemówił. Czy dał się oszukać? Jeszcze przez Seradelę? Ta wredna mysia pasza mu uprzykrzyła życie po raz trzeci. Trzeci! Coś zagotowało się w nim tak bardzo, że miał ochotę z siebie to wykrzyczeć.
— Ja... Ja nie wiedziałem. Seradelowy Nektar powiedziała mi kiedyś, że Trzcinniczkowa Dziupla stracił wzrok przez swoją uczennicę, my-myślałem, że to prawda — przełknął ślinę z trudem. Czuł taki wstyd. Tak go paliło w środku. Czy teraz stanie się pośmiewiskiem, bo ktoś go wyrolował jak małego kociaka? Tak bardzo źle się czuł, chociaż może były w tym wszystkim pozytywy, bo teraz było o jednego starszego mniej do wykarmienia. Właśnie! Przecież nie może całkowicie powiedzieć, że coś zrobił złego.
Zalotna Gwiazda nie spodziewała się takiego wyjaśnienia ze strony wnuka.
— No nic… — westchnęła. — Trzcinniczkowa Dziupla i tak jedną łapą był już w zaświatach. Jestem tylko zawiedziona faktem, że naprawdę śmiałeś kwestionować moją decyzję, a w dodatku robiłeś to po cichu. Wolałabym, byś przychodził do mnie, w razie, gdyby coś ci nie pasowało. Nie życzę sobie więcej takich nieporozumień. — Kocur zwiesił nisko głowę, a wstyd przejął jego ciało. Duma spłynęła na sam dół legowiska liderki.
— Już nie powtórzę więcej tego błędu. Przyjmę odpowiednią karę do mego czynu, bo to wszystko moja wina. Blednący Szalej nic nie miał z tym wspólnego. — Nie chciał mieszać młodego w to, skoro i tak się przyznał, że to zrobił.
Zalotna Gwiazda skinęła głową.
— Dobrze, Tęgoszu. Wierzę, że przemyślisz swoje zachowanie — miauknęła. — Nie chcę jednak, by Gąsiorkowy Trzepot latała mi koło ucha, narzekając na to, że nie dostałeś kary, dlatego przez następne dwa księżyce będziesz skazany na czyszczenie futer starszych z kleszczy. Ponadto upleciesz im wszystkim nowe posłania w zamian za to, że odebrałeś im towarzysza. Myślę, że tyle wystarczy. Możesz już odejść.
Tęgosz uznał to za dobrą karę. Dwa księżyce i będzie jak dawniej. Z wdzięczności kiwnął głową.
— Dziękuję, a teraz czym prędzej się udam odpracować to, co uczyniłem. — Cętkowany Tęgosz prędko poszedł w stronę legowiska starszych wyciągać kleszcze.
— Cętkowany Tęgoszu, twój ojciec nie wróci i musisz się pogodzić, że tak będzie przez następne księżyce, a nawet całe twoje życie. Najlepiej będzie, byś zajął jego miejsce. Skoro sądzisz, że Klan Wilka potrzebuje silnych wojowników, to musisz taki się stać. Prędzej czy później każdy odejdzie do Mrocznej Puszczy, nawet ja. Dlatego przyjmij do wiadomości, że nie możesz funkcjonować w odizolowaniu i nie martw więcej swojej rodziny. Wyjdź i przemyśl to, a następnego dnia chcę cię widzieć, na jakimkolwiek patrolu.
Kocur bez żadnych protestów przyjął jej słowa, jednak zanim wróci do normalności, wykona swoją małą zemstę. Wtedy poczuje się spełniony.
— Dobrze babciu, już idę. — Kocur wyszedł z legowiska przywódcy, teraz rozmyślając czy zdąży na jakikolwiek najbliższy patrol.
***
Wschód słońca od otrucia Trzcinniczkowej Dziupli
Nic nie słyszał z legowiska starszyzny, a to znaczyło tyle, że van zasnął na wieki i nie wróci. Rudzielca to bardzo cieszyło. Przynajmniej usunął jeden problem z szeregów Powierników Cienia. Siedział, rozmawiając o Cykorii i Wildze z Rozbitym Księżycem i Blednącym Szalejem na polanie.
— I tak byli pośmiewiskiem dla klanu. Niech lepiej nie wracają! Syn zdrajcy i wojowniczka, która ledwo co umie walczyć i wyszkolić ucznia. — Cętkowany Tęgosz mówił to z uśmiechem na pysku, a z tym uczniem to ze złośliwości dodał. Przecież Garbata Łapa i tak byłby kaleką, niezależnie od tego, kto by go wyszkolił.
— Ognikowa Slota musi czuć wstyd, że jej uczennica tak postąpiła. To musi być okropne uczucie, gdy starasz się dobrze wyszkolić swego ucznia, a on i tak ledwo kończy trening i jeszcze zdradza klan pod koniec — odparł ze współczuciem Rozbity Księżyc. Za to Blednący Szalej tylko ich słuchał ze spokojnym wyrazem pyska. Młodzieńcy rozmawiali między sobą, póki się nie wtrącił Krucze Pióro, zastępca klanu.
— Cętkowany Tęgoszu, jesteś wezwany do legowiska przywódczyni w trybie natychmiastowym.
Cętkowany Tęgosz i jego koledzy spojrzeli się po sobie. Rudzielec sam nie wiedział, dlaczego był wzywany do legowiska swojej babci. Przecież teraz częściej wychodził na patrole i gadał częściej z rówieśnikami.
— Już idę — powiedział syn Cienistej Zjawy, jeszcze spoglądając na swego przyjaciela i kolegę. Następnie poszedł w stronę legowiska przywódczyni. Wszedł tam, zastając na chwilę grobową ciszę.
— Coś się stało, babciu? — Dość niepewnie powiedział to pytanie, skierowane w stronę głowy rodziny.
Zalotna Gwiazda miała na pysku wymalowany zawód. Przez chwilę milczała, wwiercając się w rudofutrego swoim wzrokiem, lecz finalnie westchnęła ciężko i rozluźniła się nieco.
— Gąsiorkowy Trzepot po czuwaniu nad ciałem przyszła do mojego legowiska i powiedziała, że Trzcinniczkowa Dziupla zmarł zaraz po tym, jak ty i Blednący Szalej przynieśliście zwierzynę do legowiska — wyjaśniła, trochę się krzywiąc. — Powiedz mi, Tęgoszu, czy miałeś coś wspólnego ze śmiercią tego starszego? — zapytała, tym razem mrużąc ślepia i przybierając twardszy wyraz pyska, jakby chciała mu przekazać, że nie żartuje.
Czyli Gąsiorkowy Trzepot poskarżyła się jego babci? No pięknie, teraz będzie musiał z tego wybrnąć. Zalotna Gwiazda wyglądała poważnie i raczej po byle co nie zawołałaby go tu.
— Ja? Nie będę zaprzeczać, że przyniosłem zwierzynę wraz z Blednącym Szalejem, bo to prawda. Ale nie wiem, jak to się stało, że jeden z ptaków tak wpłynął drastycznie na zdrowie Trzcinniczkowej Dziupli. Były one świeżo upolowane — odparł z powagą. Wiedział, co się dzieje. Jedno złe słowo i było po nim. Nie mógł tak łatwo się zdemaskować.
Zalotna Gwiazda pokręciła głową.
— Cętkowany Tęgoszu, ja nie jestem głupia. Gąsiorkowy Trzepot twierdziła, że zaraz po zjedzeniu zwierzyny Trzcinniczkowa Dziupla dostał drgawek i ślinotoku — oznajmiła, po czym zamilkła na moment, chcąc nadać tej chwili powagi. — Swoje dzieciństwo spędziłam w legowisku medyków i wiem co nieco o ziołach. Wiem również, że to dokładnie takie objawy, jakie dostaje się po zjedzeniu trującego zioła — dodała.
— Przecież ten ptak równie mógł coś zjeść takiego, a gdy go zabiłem, nie zdążył pewnie tego strawić. Nie wiem, nie jestem medykiem, tylko wojownikiem. Nie znam się na ziołach ani na ich właściwościach. Jedyną styczność, jaką mam z nimi, to wtedy gdy idę do medyka, gdy jestem chory i ten podaje mi jakieś zielsko. Taką styczność mam z tymi ziołami. Nie wiem, co miał w sobie ten ptak, że od razu po zjedzeniu Trzcinniczek umarł w taki sposób.
Przecież to był mocny argument, no bo jak zwyczajny wojownik mógł znać się na ziołach, skoro głównie zajmował się walką i polowaniem dla klanu? Przecież leczenie innych to działka medyków.
Szylkretce jakoś ciężko było uwierzyć w słowa wojownika.
— Słuchaj, Tęgoszu. Nie musisz się tego przede mną wypierać, bo to nie o to chodzi. Jestem twoją babcią i nie musisz kłamać mi w żywe oczy, by uniknąć konsekwencji. Jeśli to zrobiłeś, to chcę tylko wiedzieć, jaki miałeś ku temu powód — mruknęła spokojnie. — Czy chciałeś jakoś odreagować po śmierci swojego ojca? Wiem, że strata kogoś bliskiego może być ciężka. Nie chcę tylko, byś z jej powodu mścił się na kotach wokół. Czy gdyby nie Trzcinniczkowa Dziupla, byłbyś w stanie skrzywdzić kogoś innego?
Odegrać się na kimś innym? Nie miał na kim.
— Nie, on był moim jedynym celem, nie czymś losowym ani przypadkowym. Nie chciałem po prostu widzieć kota, który dostał tytuł Powiernika Cienia za to, że zadrapał go jego własny uczeń.
Mścić się na losowych kotach? Od kiedy kot z tytułem, na którego nie zasługuje, był losowy? Czy ona jest jakaś niepoważna?
— Inny dostawali tytuł za udział w wojnie, walkę z Dwunożnymi, a on? Raczej tylko w ramach pocieszenia za stratę wzroku podczas potyczki ze swoją uczennicą, Kocankową Łapą, a teraz Kwaśną Kocanką. Cienista Zjawa to był mój ojciec, a ja nie pozwolę, by jakiś kot nosił odznaczenie na jego cześć z tak śmiesznego, wręcz niepoważnego powodu. — Teraz jego wyraz pyska był bardziej lodowaty i poważny. Nie było sensu kłamać do tego momentu. Zrobił coś honorowego i nie będzie za to żałował czegokolwiek.
Przywódczyni przysłuchiwała się słowom Cętkowanego Tęgosza w zdumieniu.
— Tęgoszu… Kto ci to powiedział? — zapytała wpierw, wciąż zdziwiona. — Trzcinniczkowa Dziupla stracił wzrok podczas wojny z Klanem Klifu, a nie potyczki z Kwaśną Kocanką. Choć rozumiem, skąd może wynikać to zamieszanie. Gąsiorkowy Trzepot była święcie przekonana, że Kocanka rzuciła na jej brata jakąś klątwę, i to dzięki niej Trzcinniczkowa Dziupla został tak poważnie ranny podczas wojny.
Na moment umilkła, po czym ponownie przybrała poważny wyraz pyska.
— Poza tym nie rozumiem, dlaczego pomyślałeś, że moja decyzja może być niesłuszna. Czy naprawdę uwierzyłeś w to, że mogłabym nadać tytuł Powiernika Cienia kotu, który został pokonany przez własną uczennicę?
Zaniemówił. Czy dał się oszukać? Jeszcze przez Seradelę? Ta wredna mysia pasza mu uprzykrzyła życie po raz trzeci. Trzeci! Coś zagotowało się w nim tak bardzo, że miał ochotę z siebie to wykrzyczeć.
— Ja... Ja nie wiedziałem. Seradelowy Nektar powiedziała mi kiedyś, że Trzcinniczkowa Dziupla stracił wzrok przez swoją uczennicę, my-myślałem, że to prawda — przełknął ślinę z trudem. Czuł taki wstyd. Tak go paliło w środku. Czy teraz stanie się pośmiewiskiem, bo ktoś go wyrolował jak małego kociaka? Tak bardzo źle się czuł, chociaż może były w tym wszystkim pozytywy, bo teraz było o jednego starszego mniej do wykarmienia. Właśnie! Przecież nie może całkowicie powiedzieć, że coś zrobił złego.
Zalotna Gwiazda nie spodziewała się takiego wyjaśnienia ze strony wnuka.
— No nic… — westchnęła. — Trzcinniczkowa Dziupla i tak jedną łapą był już w zaświatach. Jestem tylko zawiedziona faktem, że naprawdę śmiałeś kwestionować moją decyzję, a w dodatku robiłeś to po cichu. Wolałabym, byś przychodził do mnie, w razie, gdyby coś ci nie pasowało. Nie życzę sobie więcej takich nieporozumień. — Kocur zwiesił nisko głowę, a wstyd przejął jego ciało. Duma spłynęła na sam dół legowiska liderki.
— Już nie powtórzę więcej tego błędu. Przyjmę odpowiednią karę do mego czynu, bo to wszystko moja wina. Blednący Szalej nic nie miał z tym wspólnego. — Nie chciał mieszać młodego w to, skoro i tak się przyznał, że to zrobił.
Zalotna Gwiazda skinęła głową.
— Dobrze, Tęgoszu. Wierzę, że przemyślisz swoje zachowanie — miauknęła. — Nie chcę jednak, by Gąsiorkowy Trzepot latała mi koło ucha, narzekając na to, że nie dostałeś kary, dlatego przez następne dwa księżyce będziesz skazany na czyszczenie futer starszych z kleszczy. Ponadto upleciesz im wszystkim nowe posłania w zamian za to, że odebrałeś im towarzysza. Myślę, że tyle wystarczy. Możesz już odejść.
Tęgosz uznał to za dobrą karę. Dwa księżyce i będzie jak dawniej. Z wdzięczności kiwnął głową.
— Dziękuję, a teraz czym prędzej się udam odpracować to, co uczyniłem. — Cętkowany Tęgosz prędko poszedł w stronę legowiska starszych wyciągać kleszcze.
<Babciu? Zapowiada się długie odkleszczanie>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz