Od kilku chwil kręciłem się w pobliżu Złocistego Widlika, udając, że wcale nie zamierzam do niego podejść. Raz przysiadłem przy wejściu do żłobka, potem podszedłem kawałek, by zaraz zawrócić. Co chwilę zerkałem na piastuna, a kiedy nasze spojrzenia się spotykały, natychmiast odwracałem głowę. Miałem do niego bardzo ważne pytanie, ale im dłużej o nim myślałem, tym trudniej było mi je zadać.
W końcu zebrałem się na odwagę i podreptałem w jego stronę. Usiadłem przed nim, podwijając łapy pod brzuch. Ogon nerwowo zamiatał ziemię, a ja przez kilka uderzeń serca wpatrywałem się w swoje pazurki.
— Złocisty Widliku…? — odezwałem się cicho.
Odczekałem chwilę, zanim zdobyłem się na dalsze słowa.
— Mogę cię o coś zapytać?
Zacisnąłem lekko pyszczek. Wiedziałem, że pytanie może być trochę… niewygodne. Właśnie dlatego tak długo się wahałem. Nie chciałem, żeby mama przypadkiem mnie usłyszała, chociaż przecież nie pytałem o nic złego. Chyba.
Spojrzałem w stronę żłobka. Przez wejście widziałem kawałek jej czekoladowego futra. Znowu przypomniałem sobie te wszystkie spojrzenia, które ostatnio coraz częściej zauważałem. Niektóre koty patrzyły na mamę przez chwilę, inne szybko odwracały wzrok. Nie rozumiałem dlaczego.
— Czy… czekoladowe koty naprawdę są gorsze od innych? — wyrzuciłem z siebie w końcu. Zaraz po tym spuściłem wzrok. Pazurkiem kreśliłem niewielkie kółko w ziemi, zbierając myśli.
— Bo słyszałem kiedyś tę historię o tym, skąd wzięły się różne kolory futra. O Sroczej Gwieździe i tych wszystkich kotach, które powstały z nieba, gwiazd, wody, piasku… i o czekoladowych, które miały powstać z błota.
Zmarszczyłem nos.
— Jeden ze starszych powiedział, że to durnowata legenda, ale potem inni zaczęli mówić o niej tak, jakby była prawdą. I… nie wiem już, co mam myśleć.
Przełknąłem ślinę i znowu zerknąłem na mamę.
— Bo jeśli to prawda… to znaczy, że mama też jest gorsza?
Zawahałem się jeszcze chwilę, po czym dodałem ciszej:
— I czy to, że nie ma jednego ucha, też oznacza, że coś jest z nią nie tak?
Przy ostatnich słowach spuściłem głowę jeszcze niżej. Nie chciałem, żeby zabrzmiało to tak, jakbym uważał mamę za gorszą. Wręcz przeciwnie. Nie rozumiałem tylko, dlaczego inni tak na nią patrzyli.
— Ja nie uważam, że jest gorsza… — mruknąłem po chwili. — Tylko chcę wiedzieć, czy powinienem tak uważać.
<A ty, Złocisty Widliku? Co uważasz o czekotach?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz