Pierścień podniósł wzrok na skupionego ucznia, po czym ponownie opuścił go na owada. Nie zastanawiając się długo, ruszył do działania.
Plask! Łapa kociaka przygniotła motylka. Borowik wziął gwałtowny wdech.
– Czemu to zrobiłeś? – zapytał z zaskoczeniem, a Pierścień popatrzył na niego pytająco. Motylek podrygiwał pod jego podniesioną teraz kończyną; nie był jeszcze martwy, ale jedno z jego pięknych skrzydeł było złamane, a dwie nóżki urwane. Fascynacja ogarnęła kociaka. Tylko raz wcześniej udało mu się złapać motylka – złapał go w pysk, a ten tak trzepotał skrzydełkami, że musiał go wypluć. Teraz miał przed sobą okaz jeszcze żywy, w całej swojej okazałości, ale niemogący mu uciec. Schylił się i trącił nosem delikatne stworzonko.
– Widzisz, jakie ma skrzydełka? – zauważył, ignorując pytanie i trącając nieuszkodzony, wciąż ruszający się w nadziei ucieczki narząd lotu. – Pająki takich nie mają.
Pająki swoją budową przypominały motyle, jednak gdy oglądało się je uważnie, można było zauważyć dużą ilość różnic między stworzeniami. Pająki miały więcej nóg niż motyle; motyle mściły się za tą niesprawiedliwość natury posiadając wielkie, ale za to delikatne skrzydła. Bliskie przyjrzenie się owadowi pozwoliło Pierścieniowi na dostrzeżenie subtelnej różnicy w budowie ciała, której – ku jego zaskoczeniu – również nie dzielił z pająkiem. Podczas gdy ośmionogi miał jedynie tułów i niewielką głowę, którym Pierścień już wielokrotnie przyglądał się z ciekawością, czasami wbijając w nie swoje ostre pazury i próbując dojrzeć, co jest w środku, motyl miał również odwłok.
To odkrycie wywołało w nim falę ekscytacji – w końcu nie na co dzień mógł oglądać motyle! Pająki były dużo łatwiejsze do złapania. Często przędły swoje pajęczyny w kątach żłobka i siedziały na nich w bezruchu, czekając na swoją zdobycz. Czasami Pierścień nie łapał ich od razu, gdy się pojawiły, a czekał, by móc obserwować, jak pożerają złapaną przez siebie zwierzynę. Pająki przypominały mu wojowników; groźne, ale też przewidywalne, ciekawe do obserwacji, ale również bardzo ograniczone w swoich działaniach.
Pierścień niemal zapomniałby o siedzącym obok Borowiku, gdyby nie westchnięcie starszego. Znał ten ton głosu. Jego matka wydawała podobne odgłosy, gdy zrobił coś, czego nie akceptowała. Nie rozumiał niektórych jej zasad i nie wiedział, dlaczego wymagano od niego, by je znał. Przecież były takie nielogiczne!
– Ale czemu go skrzywdziłeś? To go zabolało. Moglibyśmy go razem poobserwować!
Może i zabolało motylka, ale Pierścień chciał go obejrzeć! To przecież było bardzo logiczne uzasadnienie. Z naburmuszoną miną spojrzał na ucznia. Głupi Borowik. Kolejny kot, który go nie rozumiał.
***
Pierścień zmierzył Borowika wzrokiem. Kocur stał na wysokiej gałęzi, w pysku ściskając bezwładnie zwisającą wiewiórkę, i patrzył na ucznia, który nieudolnie trzymał się
– To było moje! – burknął Pierścień, nie zważając na to, że jego głos prawdopodobnie przegonił całą pozostałą w okolicy zwierzynę. Czuł na sobie oceniające spojrzenie swojej mentorki. Już potrafił sobie wyobrazić jej niezadowoloną minę i tyradę, którą zamierzała mu wygłosić. "Nie po to spędziłam tyle czasu, ucząc cię, jak wspinać się po drzewach, żebyś dawał się tak łatwo pokonać pierwszemu lepszemu kotu!" na pewno powie, jednocześnie fukając na Pierścienia, jakby był jedynie głupim kocięciem. On odburknie jej coś równie niemiłego, za co zostanie skazany na kolejne godziny treningu. W końcu respekt wobec mentorki był od niego wymagany! Chciałby tylko zrozumieć, co konkretnie w Daglezji było do respektowania. Była jedynie niepotrzebną, trajkoczącą o głupotach kupą futra. Gdyby rzeczywiście była czegoś warta, już dawno zostałaby zastępczynią, tak jak to sobie wymarzyła.
Myśl o Daglezji sprawiła, że złość jeszcze mocniej ogarnęła Pierścienia. Spiął mięśnie i podciągnął się na łapach, wskakując na gałąź, na której znajdował się Borowik.
– No?! To była wyraźnie moja wiewiórka! – syknął przez zaciśnięte zęby, jeżąc futro na karku.
< Borowiku? >
[602 słowa + wspinaczka na drzewa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz