Całe szczęście, że miała Promienne Słońce. Gdyby nie kotka, biała po pierwsze nie trafiłaby tamtego nieszczęsnego dnia z powrotem do swoich Dwunożnych, a po drugie już kilka razy straciłaby orientację. Szylkretka zwykle prowadziła ją na mniej zatłoczone tereny, tak aby kotki mogły na spokojnie ćwiczyć, bez obaw, że ktoś nieproszony zakłóci im trening.
O dziwo kotki nie zaczęły od podstawowych ruchów techniki bitewnej czy od wprowadzenia do polowania. Nie, Promyk na samym początku szkolenia wyraziła się jasno: chciała, aby Truskawka była bezpieczna. Zatem najpierw zielonooka pokazała swojej podopiecznej, jak się kryć. Nadal jeszcze ta sztuka nie przychodziła Truskawce z łatwością. Trzeba było w końcu pamiętać o tylu rzeczach! Dodatkowo chowanie się było utrudnione ze względu na kolor futerka białej. O ile koteczka z łatwością wtapiała się w otoczenie, kryjąc się w rzeczach Dwunożnych, tak jej włos bardzo wyróżniał się, gdy ta przebywała w zieleni. Niestety Truskawka nie mogła z tym nic zrobić, więc skupiała się raczej na czynnikach, na które miała realny wpływ.
Nie było łatwo o bezpieczeństwo w Betonowym Świecie, jak Truskawka dotychczas przypuszczała. Poza gniazdem Dwunożnych, w którym biała była w pełni zaopiekowana, panował chaos i każdy dbał tylko o swoje futro. Promienne Słońce nauczyła swoją uczennicę, że nie warto się wychylać. Według niej najlepiej było unikać tutejszych kotów i schodzić im z drogi, jeśli na jakiegoś się natknęło.
Truskawka robiła wszystko tak, jak kazała jej mentorka. W końcu obiecała to tamtego dnia, kiedy zaczęły szkolenie i zamierzała dotrzymać tego zobowiązania. Żałowała jednak tego, że nie mogła nawiązywać nowych znajomości. Na razie poza Promiennym Słońcem i Nalą, znała Kobczyka i Monarcha, którzy odwiedzili ją tylko raz, więc choć bardzo lubiła szylkretkę, to nie była ona zbyt rozmowna i czasami Truskawce brakowało relacji z innymi kotami. Całe szczęście wciąż miała swoją siostrę, którą widywała co pięć wschodów słońca, czyli weekendy. Tak nazywały się te dwa dni, w które wszyscy Wyprostowani byli w domu. Wtedy koteczka nie mogła mieć treningów, ale spędzanie czasu ze złotowłosą i jej rodzicami było miłą formą spędzania wolnego czasu po pięciu dniach intensywnych ćwiczeń.
Truskawka siedziała właśnie przy przezroczystych drzwiach z pyszczkiem przyklejonym do szyby. Para wydobywająca się z niego przy każdym ciepłym oddechu koteczki osadzała się na szklanej powierzchni, przez co biała nie widziała, co się działo na zewnątrz. Przebywała w środku, bo na dworze mimo Pory Nowych Liści, jak to mówiła Promienne Słońce, wciąż panował chłód. Koteczka jeszcze w całym swoim życiu nie zaznała ciepła poza hodowlą, środkiem Potwora Dwunożnych i gniazdem. Miała wrażenie, że wciąż tylko czekała na okres, w którym będą latały motylki, a trawę pokryją kwiatki.
W końcu popchnęła nosem klapkę, a ta otworzyła się, umożliwiając świeżo upieczonej uczennicy wyjście z gniazda. Jasnozieloną trawę wciąż pokrywała rosa po nocy. Wysoko podnosząc łapki, koteczka przedostała się przez mokre podszycie i zamyślona spojrzała na płot otaczający jej gniazdo. Pomyślała, że to dobrze, że jej Wyprostowani go zbudowali. Była to bariera od chaotycznego świata, odgradzała wszelkie niebezpieczeństwa od spokojnej strefy, w której Truskawka żyła. Przypomniała sobie, jak jeszcze niecały księżyc temu nie była w stanie jej pokonać. Teraz robiła to z łatwością. Co prawda trochę urosła, ale dużo więcej zawdzięczała treningom z Promiennym Słońcem, która dopilnowała, aby jej podopieczna potrafiła się dobrze wspinać, czy to na gniazda, czy na płoty, czy na drzewa. Ta umiejętność była w końcu niezwykle przydatna w sztuce tak ważnej, jak przetrwanie. Dzięki niej Truskawka była w stanie uciec przed niemalże wszystkim i schronić się na górze do czasu, aż niebezpieczeństwo przeminie. Jedyne co mogłoby tam ją ewentualnie dopaść, to inne koty. Truskawka wciąż nie była do końca przekonana, dlaczego miałyby one jej źle życzyć, ale postanowiła, że zaufa Promiennemu Słońcu. W końcu szylkretka stąpała po tym świecie dużo dłużej niż biała. Koteczka wierzyła, że jej mentorka wiedziała, co było najlepsze dla Truskawki.
Biała szurała łapkami po mokrej trawie, mając nadzieję, że woda zmyje resztki krwi, które przyległy jej do poduszek łapek po wczorajszym dniu. Wyprostowani niczego nie zauważyli, całe szczęście. Gdyby dostrzegli burgundową ciecz na futerku koteczki, prawdopodobnie musiałaby pożegnać się z wychodzeniem poza gniazdo na długi czas, którego przecież nie miała. Bardzo zależało jej, aby jak najprędzej się wyszkolić. Wtedy wreszcie mogłaby zwiedzać miasto i poznawać innych bez nadzoru swojej mentorki.
Promienne Słońce na nic jej nie pozwalała! Prawdopodobnie tylko dlatego Truskawka wciąż miała ogonek i cztery łapki, ale mimo tej świadomości irytował ją brak pełnej swobody.
Z dalszych rozmyślań wyrwał ją lekki świst. Szkolenie nauczyło ją nieświadomie nasłuchiwać niebezpieczeństw i wszelkich dźwięków, dlatego skupiła wzrok na źródle hałasu. Nagle zza gniazda wyłoniła się szylkretowa kotka.
– Promienne Słońce! – zawołała uradowana Truskawka, po czym podbiegła do swojej mentorki. – Już myślałam, że po mnie nie przyjdziesz!
Dawna wojowniczka tylko skinęła głową.
– A jednak jestem – miauknęła, nie rozwodząc się nad przyczyną swojego spóźnienia. – Chodźmy.
Truskawka posłusznie podążyła za Promiennym Słońcem. Z dumą błyskawicznie wspięła się na płot, mając nadzieję, że szylkretka zauważy, jaki postęp zrobiła jej podopieczna we wspinaczce. Biała zatrzymała się na chwilę na górze, jednak szybko zeskoczyła, nie otrzymawszy żadnej pochwały. Szkoda, że starsza kotka nie doceniła jej postępów! Po treningach Truskawka oddalała się na tył ogródka; nie było tam okien i mogła ćwiczyć wchodzenie i schodzenie z płotu bez ryzyka przyłapania przez Dwunożnych.
Wszyscy byli wobec niej bardzo opiekuńczy. Promienne Słońce nie chciała, aby jej uczennica chodziła sama po mieście, a Wyprostowani nawet nie pozwalali jej wychodzić z podwórka. Westchnęła cicho. Czy kiedykolwiek inni zaczną traktować ją poważnie? Już nie była Malutką. Nigdy nią się nie czuła. No… może tylko czasami.
– Co jest? – miauknęła Promienne Słońce, przystając na chwilę. Biała domyśliła się, że kotka nawiązywała do jej westchnięcia.
– Nic, ja tylko… Zastanawiam się, co się stało z tym kotem, któremu leciało tyle krwi. Czy ta… Jak jej było… Krokus! Czy ona mu pomogła? Czy już jest zdrowy? Czy mogę się z nim zaprzyjaźnić? Albo z krokus?
– Za dużo pytań na raz. Po kolei. Kot się nazywa Gąsienicowy Ogryzek, był z mojego klanu. Nie jest zdrowy, został ranny i nigdy nie odzyska wzroku. Nie chcę, żebyś się z nim przyjaźniła, nie był bardzo dobrym kotem w swoim życiu. Krokus mu pomogła, z krokus możesz się zaprzyjaźnić jak najbardziej. Dobrze jest mieć takich przyjaciół jak ona.
– Ojej, czyli on nie będzie miał oczek? To bardzo przykre! On też żył kiedyś w klanie, prawda? Co mu się stało? Przecież koty należące do klanów są niezwyciężone i potrafią porozumiewać się z samymi gwiazdami! – biała potrząsnęła główką, kompletnie zdezorientowana. – Pewnie, gdy przestał należeć do klanu, stracił swoją moc – zrozumiała. – A te koty o czarnych sercach, o których wcześniej mówiłaś, to wykorzystały. Zaraz, on też jest zły? Ale koty z klanów są dobre! Może wyrzuciły go ze swojej grupy z powodu jego nikczemności? – myśli kotłowały się w głowie Truskawki. Nie wiedziała już co sądzić.
Promienne Słońce prychnęła.
– Koty z klanów nie są obdarzone żadną mocą. To tylko banda nieudaczników myślących, że da się załatwić wszystko siłą – szylkretka przewróciła oczami. – Odeszłam od nich i nie żałuję tego. Nie wiem, kto wcisnął ci ten cały kit o ich mocy, ale nie wierz w to.
Promienne Słońce jednak nie odpowiedziała na kilka pytań białej. Co prawda szylkretka często wypominała swojej podopiecznej, że ta zadawała zbyt wiele pytań naraz... może zwyczajnie zapomniała odpowiedzieć na kilka z nich? Uczennica jednak miała nieomylne wrażenie, że starsza kotka celowo unikała tematu klanów i tego kota, Gąsienicowego Ogryzka. Co za dziwne imię!
Truskawce przez chwilę zdawało się, że oczy jej mentorki zaszkliły się na wspomnienie o klanach. Nie, Truskawce musiało się to tylko wydawać. Po chwili pysk szylkretki był niewzruszony jak zawsze.
– W którym klanie mieszkaliście? – kontynuowała więc rozmowę Truskawka.
– To nieistotne – odparła Promienne Słońce.
Szły dalej w milczeniu.
– Gdzie idziemy? – zapytała Truskawka. Uznała, że szylkretka zdecydowanie musiała popracować nad komunikacją z innymi kotami. Rozmowa kotek przypominała bardziej monolog niż wymianę zdań.
– Dokończyć to, co zaczęłyśmy – odpowiedziała Promienne Słońce. Biała już przeraziła się, że mentorka zamierzała zostawić swoją podopieczną w niewiedzy, jednak całe szczęście starsza kontynuowała:
– Wiesz już jak się wspinać, potrafisz się skradać i kryć, szybko biegasz, słyszysz potencjalne niebezpieczeństwa z daleka oraz wyłapujesz obce zapachy z dużej odległości. Jest jednak jeszcze jedna potrzebna umiejętność, niezwykle istotna, jeśli pragniesz w przyszłości samodzielnie i bezpiecznie poruszać się po mieście – wyjaśniła szylkretka.
Biała nadstawiła uszy.
– Co to takiego? – dociekała.
– Jest to umiejętność przechodzenia przez Drogę Grzmotu. Właśnie do niej teraz zmierzamy. W Betonowym Świecie aż się od nich roi. Wiele kotów codziennie ginie pod kołami potworów, bestii, które mkną nimi szybciej niż wiatr. Właśnie tego będziemy się dziś uczyć. Gdy opanujesz tę sztukę, będziemy mogły się skupić na dalszej części twojego szkolenia, czyli nauce polowania i walce.
Droga Grzmotu… Biała nigdy nie sądziła, że potwory mogły być aż tak niebezpieczne. W końcu jeden z nich przetransportował ją i jej rodzeństwo na badania, gdy koteczka była jeszcze w hodowli. Potem też podróżowała potworem, który jechał od hodowli do jej nowego gniazda. Myśl, aby koty mogły ginąć pod jego kołami, sprawiła, że futerko na karku białej się zjeżyło.
– Bez obaw – odezwała się Promienne Słońce, najwyraźniej zauważając niepokój swojej uczennicy. – Droga Grzmotu, którą wybrałam dla ciebie, jest bardzo mało uczęszczana przez potwory. Po drugiej stronie są tylko kłosy.
Biała pokiwała z wdzięcznością głową.
– Nie boję się! – odpowiedziała hardo.
– Dobrze. To już tutaj, tuż za zakrętem.
Faktycznie, Promienne Słońce miała rację. Do nozdrzy Truskawki dotarł przeraźliwy smród. Była to mieszanka potu, spalenizny i… chemicznego roztapiającego się plastiku? Pierwszy raz w życiu nie wiedziała, co czuła.
– Fuj – skwitowała tylko.
– Zawsze, gdy docierasz do Drogi Grzmotu, zatrzymaj się w odległości kilku długości ogona od krawędzi – zaczęła Promienne Słońce, ignorując białą. – Potwory zawsze jadą prawą stroną jezdni, dlatego bez wyjątku najpierw należy spojrzeć właśnie w prawo. Jeśli nic nie jedzie, można sprawdzić lewo. Jeśli jest pusto, pozostaje jeszcze nasłuchiwanie; potwory są niezwykle szybkie i nawet jeśli ich nie zobaczysz, możesz je usłyszeć. Jeśli wszystko wskazuje na to, że ich nie ma, możesz przekroczyć Drogę Grzmotu. Unikaj pór porannych i wieczornych patroli… – miauczała szylkretka.
– Zaraz – przerwała jej Truskawka. – Jakich patroli?
– A, patrole, to taki tam… zwyczaj klanów. Nieistotne. W każdym razie rankiem i wieczorem jest wyjątkowo dużo potworów, a w nocy nie ma ich prawie wcale. Wtedy śpią.
Truskawka miała ochotę zapytać się starszej kotki o klany, ale zmieniła zdanie; zawsze, gdy poruszała ich temat, jej mentorka albo ją ignorowała, albo zaczynała mówić o czymś zupełnie innym.
– W porządku. Zatem, czy wolno mi przejść? – zapytała biała, gdy kotki ujrzały przed sobą Drogę Grzmotu. Promienne Serce wzruszyła barkami.
– Zależy – oznajmiła. – Czy pamiętasz, o czym przed chwilą ci mówiłam?
– Jasne, że pamiętam – oburzyła się Truskawka i podeszła do Drogi Grzmotu. Zatrzymała się kilka kroków obok jej krawędzi.
Spojrzała w prawo. Nic nie widziała. Następnie w lewo. Też nic. Pozostał ostatni krok. Nic nie słyszała. Zatem…
Wystrzeliła jak błyskawica i kilkoma susami pokonała Drogę Grzmotu. Po drugiej stronie stała Promienne Słońce.
– Dobrze – odezwała się tylko. – Czy dasz radę wrócić na moją stronę?
– Oczywiście! – odparła Truskawka i już miała przebiegać, gdy zobaczyła potwora. Przerażona zastygła przed Drogą Grzmotu. Pojazd śmignął o długość ogona od wąsów białej.
– Teraz! – warknęła Promienne Słońce. Koteczce nie trzeba było powtarzać dwa razy. Szybko znalazła się u boku swojej mentorki.
– Czemu nie było go słychać? – zapytała zdezorientowana Truskawka. Promienne Słońce wzruszyła barkami.
– Coraz więcej potworów dwunożnych jest cichych – wyjaśniła. – Dlatego najpierw zawsze należy się rozejrzeć, zrozumiano? Niewiele brakowało, a zostałabyś plackiem.
Placek… To słowo jej się z czymś kojarzyło.
– Placek? To nie o to prosiła cię Krokus? Z czerwonym sosem? Może poszukamy takich, żeby odwdzięczyć się jej za uratowanie Gąsienicowego Ogryzka? Bardzo chciałabym ją poznać bliżej, skoro mówiłaś, że mogę się z nią zaprzyjaźnić i że warto mieć wokół siebie takie koty, jak ona. Czy ona też ma klanowe korzenie? Myślisz, że mnie polubi, jeśli przyniesiemy jej tego placka, o którego prosiła? A może ja też mogłabym go spróbować, skoro jest taki dobry? Promienne Serce, ziemia do ciebie! Dlaczego mi nie odpowiadasz? – Truskawka zatrzymała na chwilę swój słowotok, zdając sobie sprawę, że mógł on być za długi dla szylkretki. Byłoby znacznie łatwiej, gdyby mentorka po prostu odpowiadała białej na każde pytanie po kolei! Koteczka przechyliła główkę, oczekując na odpowiedź starszej.
<Promienne Słońce?>
[2021 słów + przechodzenie przez ulicę]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz